7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

24 maja 2012

FELIETON: Skradli mnie szoł

7 dni
Kiedy artysta wychodzi na scenę, liczy na napięcie publiki, która z gębą rozdziawioną będzie spijać miód z jego ust. Nic tak nie boli, jak pusta sala i ironia niezajętych krzeseł.

Ego nie lubi samokrytyki, pierwsza myśl w głowie to: „łoł, ktoś mnie ukradł szoł!”. Złośliwie obok był pewnie koncert orkiestry dętej i balet Kolumbijek, promocja w galerii i „wyjazd integracyjny” z kina. I publisia nie dopisała. Ból...

Czy dziś ktoś pamięta, kiedy Polska była Prezydentem Rady Unii Europejskiej? Wiedza o tym jest równie powszechna jak to, że teraz prezydentuje Belgia, a od wakacji pałeczkę przejmie Cypr (a może odwrotnie). Kogo w gruncie rzeczy to obchodzi? Nas obchodziło wtedy, gdy media piały o przełomowym znaczeniu polskiej prezydencji. Teraz z podobną emfazą piejemy (koko, koko, rząd jest spoko) o przełomowym dla rozwoju cywilizacyjnego Polski znaczeniu Euro2012. Z okazji Euro się buduje... Widać prace nad nową nawierzchnią Alei NMP, linią tramwajową na Błesznie, wiaduktami nad trasą... A nawet – gdyby ktoś usilnie poszukał – powstaje most betonowy nad Wartą, łączący wieś Zawodzie z Korwinowem w gminie Poczesna. Tak się pomieszała przyczyna ze skutkiem, że nikogo już nie dziwi i nie śmieszy fraza retoryczna: budujemy drogi na Euro, które nam będą służyły dopiero po Euro. Pomińmy to Euro, a odzyskamy minimalna logikę: budujemy drogi, by nam służyły... A przyspieszenie budowania wynika z harmonogramu konsumowania unijnej pomocy; to nie chodzi o termin mistrzostw, lecz o sztywne zasady zobowiązania wobec instytucji finansujących nasz rozwój.
Nie sądzę, by powrót do logiki ugodził w znaczenie Euro 2012 jako imprezy sportowej. Piłka nożna ma swoich wyznawców, a sądząc po gażach występujących w niej aktorów – nawet fanatyków. Oni mają swoje święto, a inni przy tej okazji mogą zarobić. Jest jak jest, a jest dobrze. Ale nie wmawiajmy sobie, że Polska z tej przyczyny stanie się pępkiem świata, czy choćby Europy. Oprócz rozrywek, świat (czyli ludzie) ma inne, ważne problemy. Dla niego czerwcowa powtórka wyborów w Grecji może być ważniejsza od meczu Polska-Grecja. Od wyniku tych wyborów, a nie od wyniku meczu będzie w przyszłości zależał stan zasobności portfeli naszych, a także fanatyków piłkarskich.
Szoł musi być, bo to dla wielu możliwość oderwania się od smutnej rzeczywistości: malejących szans na dobrą pracę, rosnących rachunków do płacenia przy malejących pensjach, od obaw o zabezpieczenie na wypadek choroby lub starości... Szoł musi być, gorzej gdy oprócz szoł nie ma już nic. Szoł staje się celem i treścią polityki. Nie ma w niej już problemów, są tylko fakty medialne; nie szuka się sposobu rozwiązywania trudnych spraw, lecz konceptów, jak jeden fakt medialny przykryć drugim. A my się temu przyglądamy biernie, jak kibice meczowi Grecja-Rosja. Klaszczemy jednym, gwiżdżemy na drugich, a po meczu wracamy do szarej, smutnej rzeczywistości, by w klatce czterech ścian przeżywać prawdziwe problemy.
Nie płaczmy, że nam szoł ktoś ukradnie. Cieszmy się, że każda potwora ma swojego amatora. Bo taka równość szans jest optymistyczną przesłanką przyszłości.


Jarosław Kapsa

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama