7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

29 marca 2012

FELIETON: Jajko droższe od kury

Czy jajko może być droższe od kury? A czemu nie? Cenę buduje popyt, można sobie wyobrazić Wielkanoc bez kury, ale bez jajka....Teoretycy biznesy wskazują przykłady „odkuwania się”  wyższymi cenami za towary poszukiwane, by pokryć straty taniej zbywanych towarów niechodliwych. Polityka cenowa nie zawsze musi się kierować prostą logiką, że cena zbytu ma przystawać do kosztów produkcji.
Urodzony 160 lat temu (w 1852 r.) Frank Winfield Woolworth od dzieciństwa pracował za grosze, po 14 godzin dziennie, na cudzy zysk. Mając 27 lat i dosyć harowania na cudze szczęście, zaryzykował, otwierając pierwszy sklep, który niebawem zbankrutował, lecz – jak to bywa w Stanach –  Woolworth podniósł się po tej porażce i założył następny biznes. Wprowadził w nim prostą zasadę – tańszy towar kosztował 5 centów, droższy 10. Po 5 latach tan amerykański przedsiębiorca miał już 28 sklepów, a w 1918 r. (niecałe 40 lat po starcie pierwszego sklepu) na prestiżowej 5. Alei w Nowym Jorku otworzył tysięczną placówkę. W tej stolicy świata wybudował najwyższy w swoim czasie drapacz chmur: bo w Ameryce kto ma większy biznes, ten ma wyższy budynek na Manhatanie. My zaś, nawet o tym nie wiedząc, korzystamy z pomysłu Woolwortha, konsumując setę i galaretę (po 4 i 8 zł) lub kupując wstążki, gumki i krawaty w sklepach „wszystko za 4 zł”.
Korzystamy też z innego patentu wymyślonego równo100 lat temu. W 1912 r. dwa kalifornijskie sklepy: Alfa Beta Food Market (sklepik A-B jedzonka) i Ward's Groceteria (spożywczak Warda) zwariowały i wpuściły klientów między półki, pozwalając im samym wybierać towar. Każdy się w głowę pukał: przecież klient może ukraść, popsuć,naświnić... I już po 7 latach było w Stanach kilka tysięcy podobnych „supersamów”, w tym wielka (2 800 punktów) sieć PigglyWiggly.
I tak się to toczy; pomysł w handlu, tak jak w każdej innej branży, rodzi pieniądze. Pod warunkiem, że ten pomysł nie jest odgórnie zadekretowany. Odgórnie, na zasadzie intelektualnej wizji, tworzono ruch spółdzielczy. Wszystko w nim było logiczne: producenci, zrzeszając się, samodzielnie organizując zaopatrzenie i zbyt, pozbywali się kosztów utrzymywania pazernych na zysk pośredników. Tylko ta logika rozbiła się o niewytłumaczalną nielogiczność. Konkurentem spółdzielczości był oparty na łańcuszkach pośredników handel żydowski. Ryfka chodziła po wsiach, kupowała od chłopów jajka, sprzedawała je hurtownikowi Abramowi, którego kredytował Izaak; Abram zaopatrywał sklepiki Mojżesza i Sary, tym zaś klientów naganiał mały Icek. Do tego wszystkiego zarabiał na tym jeszcze rabin, orzekając o koszerności. I jak to się działo, że jajko w żydowskim sklepiku było tańsze, niż takie samo jajko w sklepie spółdzielczym, prowadzonym przez zrzeszenie hodowców kur? Tego żadna logika nie wytłumaczy.
Dziś, ja to rozumiem, państwo jest świeckie, wiec w wydawaniu atestu koszerności rabina zastępuje inspekcja weterynaryjna, PIH, sanepid itd. – a to kosztuje. Dziś, ja to też rozumiem, ma być sprawiedliwie, wiec kilka kilometrów bieżących przepisów prawnych i kilka kolejnych służb i inspekcji czuwa, by nas handlowiec nie wykorzystał. Dziś mamy postęp, łańcuszek pośredników obciążony jest VAT-em, a o skupującą jajka na wsi Ryfkę dba ZUS i NFZ, obiecując emeryturę i leczenie nagniotków.
Skończył się „dziki kapitalizm”, mamy XXI wiek, komputery, internet, globalizację, UE, Baracka Obamę, 40% młodych bezrobotnych z wyższym  wykształceniem. Dlaczego więc jajka mają być droższe od kury?


Jarosław Kapsa

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama