7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

16 lutego 2012

FELIETON: Imposybilizm, czyli nierealizalność

7 dni
Rząd będzie konsultował, poprzez dyskusję z anonimami-krytykami, porozumienie, które już zawarł. I jak tu żyć w obecnych czasach?

Wyjaśnienie pierwszej części powyższego zdania, (a więc czy można i jest sensowne konsultowanie czegoś, po podpisaniu porozumienia, że to coś nas obowiązuje) pozostawiam imć Zabłockiemu. On był polskim prekursorem produkcji mydła; do dziś mówią drwiąco, że mu wyszło... Istotniejszym znakiem czasu jest dyskusja z anonimami. Będąc człowiekiem starszej daty mam wszczepioną niechęć do anonimów. Kojarzą się one z donosami (somsiad nie płaci podatków informuje życzliwy) bądź obelgami (ty matole mówią kibole). Anonimowa jest i była plotka potrafiąca siła wezbranej strugi kanalizacyjnej niszczyć każde prywatne życie. Siła anonimowości przejawia się także w stosunku koncernów do odbiorców; spróbujcie reklamować usługi telekomunikacyjne, a dotkniecie uroku zamaskowanych i nieznanych osobników odsyłających was z jednego miejsca w drugie.
Tak jak eliksir zmienia dr. Jekylla w chamskiego pana Hyde, tak anonimowość przekształca potulnego, zakompleksionego człowieczka w supermena. Można cierpliwie znosić w pracy humory szefa rekompensując to wysłaniem mu niepodpisanego hasła bojowego: „ty, ch...u złamany”. Można zaprezentować odwagę zrzucając z piedestału gwiazdę przez wpis na forum: „jak na wykastrowanego pedała nawet dobrze śpiewa”. Wkładając maskę i ukrywając nazwisko pod wymyślonym pseudonimem można poczuć się jak Zorro, niszczyć wszelkie ziemskie i nieziemskie potęgi.
Jednym tylko nie da się być: poważnym partnerem do dyskusji. Dyskusja i partnerstwo wymaga odpowiedzialności. Słowo ma swoją wagę. Nadajemy znaczenie słowu podpisując je własnym imieniem. Nie wypowiemy słów, które mogły by narazić na uszczerbek nasze dobre imię; przyjmujemy odpowiedzialność by nie stracić twarzy. W kulturze kupieckiej słowo droższe było niż pieniądze, w kulturze rycerskiej słowo wiązano z honorem i oddawano za nie życie. Czy to już jest anachronizm? Czy współczesna kontrkultura nie odebrała znaczenia słowom relatywizując wszystko co one znaczyły? Czy współcześnie godne ochrony jest dobre imię, czy też wystarczy raz na jakiś czas wypromować jakąś markę? Wczoraj odwagą było bronić z otwartą przyłbicą swoich poglądów, nawet samotnie przeciw państwowemu monopolowi przemocy czy przeciw dzikiej przemocy tłumu. Dziś odwagą jest założenie maski i plucie zza węgła.
Jaki świat takie mydliny. Zabłocki wyszedł na mydle tak sobie, rząd wychodzi lepiej. Tu kiwka, tam drybling, tu zagadać, tam zabajerować, gdy trzeba – ustąpić, gdy nie trzeba – przypiep... Rząd robi się bojowy: boi się każdego, kto mocniej tupnie. Twardy jest więc tylko wobec tych, którzy z powodu wieku, inwalidztwa lub niedożywiania nie mają siły tupać. Lecz czy istnieje inny rząd, inny świat, inna – odpowiedzialna za państwo – opozycja? Czy tylko łyżwiarstwo figurowe na mydlanym podłożu?
I – to najważniejsze – czy to my tylko, tu nad Wartą i Wisłą, zwariowaliśmy, czy to tylko prowincjonalny objaw globalnego obłędu.
I jak tu żyć, panie dziejku...


Jarosław Kapsa

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama