7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

02 lutego 2012

FELIETON: Dziedzictwo unarodowione

7 dni
Jeśli chodzi o moje skłonności patriotyczne, to tak i owszem, podoba się mnie Polska. Lubię i Żegiestów i Sandomierz, Kłodzko a nawet Tczew (choć nie potrafię głośno odmieniać nazwy tego miasta). Podoba się mnie Polska i nawet mi specjalnie nie przeszkadzają mieszkający w niej Polacy. Też kilku z nich lubię...

Uogólniać nie mogę. Nie o wszystkim w Polsce mogę mówić z upodobaniem. Nie podoba mi się Przedbórz, nie żebym był specjalnie uprzedzony, ale jakoś tak wyszło. Trudno też mi określić swoje uczucia do wszystkich Polaków, bo mimo usiłowań większości z nich nie miałem przyjemności poznać osobiście. Można tu też użyć odpowiedzi pewnego światowej klasy artysty, który na mądre pytanie czy kocha ludzkość, odpowiedział równie mądrze i skromnie: nie całą, głównie kobiety...
W każdym razie, mam taką nadzieję, że w sensie wyznawanych skłonności mieszczę się w minimum oczekiwanym od obywatelskich patriotów czy patriotycznych obywateli. A jednak czuję się niepewnie, gdy przychodzi debatować o dziedzictwie narodowym. Czy jest polskim dziedzictwem narodowym „Dama z łasiczką” Leonarda da Vinci ? Ani autor, ani dama, ani łasiczka, ani deska lub farba, nie wiąże się z naszą Rzeczpospolitą. Obraz też nie był kupiony ze składek narodowych, lecz z prywatnych oszczędności rodziny Czartoryskich. Jest (lub nie jest) zatem takim samym dziedzictwem narodowym jak rzeźby z Pergamonu dziedzictwem niemieckim a obraz Van Gogha z łodziami rybackimi – rosyjskim (ozdoba petersburskiego Ermitrażu). Każde z tych dzieł jest dziedzictwem cywilizacji świata, jakieś narody nie powinny sobie rościć praw własności, lecz pokornie przejmować obowiązki chronienia wspólnego, globalnego dorobku.
Unarodowianie dziedzictwa wygląda jednak często tak, że występujące w imieniu narodu państwo przejmuje korzyści, zaniedbując obowiązki. Przykładem dla nas może być los dziedzictwa Sienkiewicza, bo chyba on jest jako twórca najwydolniejszą dla państwa dojną krową. Sam Sienkiewicz, człowiek zdolny i pracowity, zarobił sporo na swej twórczości; a jako zacny obywatel dużo też wydał na pomoc biednym Polkom (choćby głodującym w czasie I wojny częstochowianom). Wdzięczni rodacy kupili mu dworek w Oblęgorku. A następnie w 30 lat po śmierci pisarza, pozbawili potomków noblisty majątku i pieniędzy z praw autorskich, łaskawie pozwalając zachować zrujnowany dworek (z przyczyn materialnych  ten dworek córka pisarza oddała państwu). Można, oczywiście, dowodzić, że dla dzieci jest ważniejsza satysfakcja z dobrego imienia ojca oraz radość z pomników, nazw ulic, patronatów nad szkołami. Myślę jednak, że instynkt ojcowski u ś.p. pana Henryka podpowiadał, że jak się uczciwie zarobiło pieniądze i sławę, to większością sławy można się podzielić z narodem, a większość pieniędzy lepiej zostawić dzieciom.
Sama satysfakcja, że z ogromnych pieniędzy zarobionych na kolejnych wydaniach książkowych czy ekranizacjach dzieł Sienkiewicza żyje wielu „kulturalnych” beneficjentów, może mieć dla wnuków i prawnuków mniejsze znaczenie niż 110 ha z dworkiem w Oblęgorku i stały dochód z tantiem na koncie.
I tak jednak powinni się cieszyć. A jak się czują spadkobiercy pana Milne, widząc jak na Kubusiu Puchatku ogromne pieniądze zarabiają udziałowcy amerykańskich koncernów... Wymyślić coś to nie sztuka, zadbać by dochód z pomysłu nie przejęli żądni szmalu uzurpatorzy, to drugie. A żaden prawnik nie wybroni zmarłego geniusza przed unarodowieniem.


Jarosław Kapsa

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama