7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

26 stycznia 2012

Ludzie wyjdą na ulice

Ludzie wyjdą na ulice

7 dni
Uaktywniona w ostatnim czasie częstochowska Solidarność planuje zaostrzenie sprzeciwu wobec decyzji władz miasta. - Wyjdziemy na ulice Częstochowy. Magistrat musi ustąpić, bo w przeciwnym wypadku będziemy stosować ostre formy protestu, aż do skutku – mówi Mirosław Kowalik, przewodniczący Zarządu Regionu Częstochowskiego NSZZ Solidarność, wyjaśnia przyczyny i dementuje plotki o powodach własnych akcji.

- Solidarność szykuje dużą akcję protestacyjną. Ostatnio zajmował się pan oświatą, a tym razem?
- Przede wszystkim chciał zdementować pogłoski, które nawet lokalna prasa rozsiewa. Nie mamy żądań płacowych, my pilnujemy zapisów Ponadzakładowego Układu Zbiorowego. Temat dotyczy pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz Domu Pomocy Społecznej w Częstochowie. Drugą stroną podpisanego porozumienia jest pracodawca, czyli prezydent miasta Częstochowy.
- O czym – w skrócie - mówi układ zbiorowy?
- Były spotkania, konsultacje. Uzgodniliśmy 3,5 procentowe - na tyle była zgoda urzędu miasta, kształtowanie się wzrostu wynagrodzeń. Uważam, iż powinna obowiązywać zasada: więcej dostają ci co mają mniej, a ci co mają dużo dostają mniej lub nawet wcale. Wszystko zostało uzgodnione. Zapisy układu zbiorowego powodują, że teoretycznie nie mamy o co protestować, zawarliśmy przecież kompromis.
- To skąd protesty?
- Prezydent wypowiedział układ zbiorowy, wycofał się z danego słowa. Absolutnie nie możemy się z tym zgodzić. Jesteśmy otwarci na rozmowy o zmianach w układzie, o zawieszeniu części jego zapisów, o aneksach, ale wypowiedzenie układu nie wchodzi w grę. Dlatego będą protesty – ogólnopolska manifestacja w Częstochowie, przyjadą koledzy ze wszystkich regionów.
- Kiedy?
- Marzec może kwiecień, chociaż bardziej kwiecień.
- Których miejsc podczas protestu częstochowianie powinni unikać?
- Planujemy przemarsz ulicami: Armii Krajowej, Kościuszki, Wolności i zakończyć go przed urzędem miasta. Z pewnością nie będzie to rano, lecz w godzinach południowych i później. Manifestacja musi być widoczna i niestety nieco utrudniać życie.
- Co pana zdaniem, zdaniem częstochowskiej Solidarności jest główną przyczyną konfliktu?
- Brak dialogu władz miasta Częstochowy z przedstawicielami środowisk zawodowych. Nawet jeśli dochodzi do jakichkolwiek rozmów to magistrat nie mówi prawdy. Od dłuższego czasu trwają protesty w MOPS-ie, a powodem są nieprawdziwe informacje na temat finansowania jednostki. Pod koniec rządów Piotra Kurpiosa z magistratu wyszedł komunikat, że w budżecie miasta jest zagwarantowane 700 tysięcy złotych na wzrost wynagrodzeń dla pomocy społecznej. Wtedy pracownicy DPS-u przycisnęli dyrektora i dostali po 200 złotych podwyżki dla każdego zatrudnionego. Dyrektorka Różycka nie dała w MOPS-ie ani złotówki. Wówczas związki zawodowe weszły w spór zbiorowy. Mediator powołał eksperta, który stwierdził, że nie ma 700 tysięcy złotych, a jedynie 400. Dokument to stwierdzający został podpisany przez księgową, eksperta ekonomicznego, mediatora i pracodawcę. Potem zmieniły się w mieście rządy i okazało się, że nie ma 400 tysięcy, tylko 200. Gdy doszło do szczegółowych uzgodnień na jaw wyszło, że nie ma 200 tysięcy złotych, a jest minus.
Większość protestów pracowników sfery socjalnej związana jest przekazywaniem przez władze miasta nieprawdziwych informacji. Za każdym razem ktoś mam mówił o jakieś kwocie, ale te pieniądze wciąż się zmniejszały, a na koniec okazało się, że nie ma ich w ogóle.
- Czy w obliczu 20 procentowego bezrobocia w regionie częstochowskim i ogólnej mizerii gospodarczej protesty o przywileje dla wąskiej grupy urzędników są pana zdaniem stosowne?
- Nie zgadzam się z takim sposobem myślenia, niczym pies ogrodnika - sam nie zje i drugiemu nie da. Pozwólmy ludziom walczyć o to, co im się należy. Od tego, że oni będą mniej zarabiać, mnie się nie poprawi, dzięki temu nie powstaną nowe miejsca pracy. Oczywiście sprawa ogólnych warunków zatrudniania pracowników samorządowych, w tym także pracowników socjalnych wymaga głębszej analizy. W kwestii przerostu zatrudnienia, nawet my region Solidarność nie mamy pewności, ale to inne zagadnienie.
- Mniej pracowników i mniejsze wynagrodzenia to więcej pieniędzy w budżecie miasta...
- Tak, żeby radni podnieśli sobie dietę, a prezydenci wynagrodzenia. Zastępcy prezydenta Matyjaszczyka mają zatrudnienie jako funkcyjni w urzędzie miejskim i jeszcze w spółkach miasta jako członkowie rad nadzorczych, a tam dostają dodatkowe wynagrodzenie.
- Jaka sytuacja zadowoli częstochowską Solidarność?
- Sytuacja miasta zmieni się, gdy będziemy mieli inwestorów, nowe zakłady i miejsca pracy. To, że miasto ograniczy wydatki na urzędników i zatrudnianych pracowników z 300 milionów złotych rocznie nawet do 150, nie zmniejszy stopy bezrobocia. Wiceprezydent Przemysław Koperski jest przecież ekspertem od tych spraw. On na spotkaniu z oświatą mówi, że jest 1.200 młodych ludzi, którzy nie mają pracy i są zarejestrowani w PUP. Nie potrzebny mi prezydent, który opowiada o statystyce, niech on powie co zrobi, by ta młodzież znalazła pracę na rynku w Częstochowie. Krążą pogłoski o wycofywaniu się z naszego miasta TRW, a przypomnę - pracuje tam 4,5 tysiąca ludzi. Huta Częstochowa nie przyjmie ani jednego pracownika, bo ma przerost zatrudnienia. Ma jeszcze pakiet socjalny, który jednak kończy się w 2015 roku. To są prawdziwe dramaty Częstochowy, które czekają na rozwiązania.
Ale cóż... na razie my przygotowujemy się do protestów.


Renata R. Kluczna

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama