7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

15 czerwca 2022

Mrożąca krew w żyłach współpraca z miastem Częstochowa

7 dni
Znamy odpowiedź: dlaczego przerwano remont DK1

Niekompetencja, nieudolność, cwaniactwo graniczące z nieuczciwością, to obraz ekipy prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka (SLD) i jego samego, który wyłania się po przeanalizowaniu każdego etapu jednej z najważniejszych inwestycji w naszym mieście „Przebudowy Alei Wojska Polskiego – DK1 w Częstochowie”. Z oczywistych powodów w 2018 roku prezydentowi i jego towarzyszom zależało na podpisaniu umowy z wykonawcą, bo jakiż byłby blamaż, gdyby przed wyborami samorządowymi (jesień 2018) nie można było pochwalić się wielkim sukcesem rozpoczęcia zapowiadanej inwestycji. Teraz jednak, po czterech latach, okazuje się, że miasto jest w kropce na własne życzenie - doprowadzono do kosztownego konfliktu z byłym już wykonawcą, pierwotny projekt zaczyna się kurczyć (zjazdy, wyjazdy, węzły, kładki), ogłoszono kolejny przetarg, który z łatwością można podważyć - a mieszkańcy patrzą na to i nie dowierzają.
Zadajemy pytania: Co się wydarzyło przez te lata i dlaczego konsorcjum firm: DROG-BUD Sp. z o.o., Firesta-Fiser rekonstrukce, stavby, a.s. Nowak-Mosty Sp. z o.o., opuściło teren budowy? Gdzie są radni, którzy powinni rozwiązywać problemy, czy ewentualna opozycja polityczna - wyjaśniać wątpliwości? Powszechnie znane jest w tej sprawie stanowisko miasta, również jego reprezentanta Miejskiego Zarządu Dróg w Częstochowie, odpowiedzialnego za proces inwestycyjny, więc z pytaniami udaliśmy się do wiarygodnego źródła. Naszymi rozmówcami są: Władysław Nowak, prezes zarządu Nowak Mosty Sp. z o.o. oraz radny miasta Częstochowy Piotr Wrona (PiS).

Każdy polityk, gdy staje się nominatem dzięki swojej partii, otrzymuje w pakiecie wraz ze stanowiskiem: władzę, koneksje i pieniądze. I nawet jeśli każdego ranka serce się raduje na myśl o tym: „jaki to jestem sprytny, mądry, potężny i ważny”, to gdzieś w przedsionku rośnie pragnienie nieśmiertelności: „zostać zapisanym na kartach historii”.
Teoretycznie jest to oczywiście nieuniknione w przypadku wysokiej rangi stanowisk, ale w praktyce z tysiącem „mężów stanu”, zwłaszcza współczesnych, potomni obchodzą się bezlitośnie.

Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk zapewne swoje miejsce w encyklopedii już ma zapewnione. Pytanie tylko brzmi: czy będzie to zapis pozytywny...? Przyszłe pokolenia dowiedzą się o malejącej z roku na rok liczbie mieszkańców miasta, które nie zapewnia rozwoju zawodowego młodym częstochowianom; o licznych wojażach zagranicznych prezydenta za publiczne pieniądze, w tym do Chin, choć żadnego inwestora nie udało się ściągnąć; o kierunku rządów Matyjaszczyka, gdzie Częstochowa stała się miastem marketów; o braku publicznych toalet, parkingów, ścieżek rowerowych, chodników, koszy na śmieci; o zmianie - wbrew interesom mieszkańców - zaplanowanej trasy Korytarza Północnego w dzielnicy Kiedrzyn; o wymownym milczeniu prezydenta w przypadku patologii przy przetargach, zlecaniu umów i w miejskich dotacjach – kamienice: przy Al. NMP 49, przy ul. Przemysłowej 9, rozliczenie Speedway Fan Club byłego radnego Danka (SLD) – fałszującego faktury w ramach nieistniejącej firmy z ulicy Jarzynowej, czy ostatnio kradzież danych osobowych z częstochowskiego MOPS-u w Budżecie Obywatelskim; o nietrafionej inwestycji w centra przesiadkowe, w tym przy ulicy Piłsudskiego, które świeci pustkami; o anty ekologicznej postawie prezydenta, który zmarnotrawił miliony złotych na autobusy hybrydowe oraz nie ma litości dla zielonych płuc miasta i tnie drzewa bez opamiętania. A to dopiero początek encyklopedycznej wyliczanki. Skala kumoterstwa, kolesiostwa i partyjniactwa zawsze była olbrzymia, szczególnie na arenie ogólnopolskiej, ale obecnie w Częstochowie osiągnęła apogeum, co widać choćby w oświadczeniach majątkowych radnych. 

Kolejną, zapisaną w encyklopedii porażką Matyjaszczyka, która pogrąży go w oczach potomnych jest właśnie przebudowa DK1. Dziecinna argumentacja urzędników jedynie potęguje wśród – co roztropniejszych - mieszkańców agresję za traktowanie ich, jak idiotów. Prostackie gierki: najpierw porozumienie potem umowa; brak akceptacji aneksów do umowy; ogłoszenie drugiego przetargu bez zakresu robót – inwentaryzacji, a w efekcie niekończąca się blokada części pasów al. Wojska Polskiego w Częstochowie to fakty, o których obecne i przyszłe pokolenia nigdy nie zapomną.

Z pytaniem o współpracę z miastem Częstochowa zwróciliśmy się do Władysława Nowaka, prezesa zarządu Nowak Mosty Sp. z o.o.

- Miasto [możemy tak umownie nazywać też miejską jednostkę MZD] twierdzi, że odstąpiło od umowy 1 kwietnia 2022, czy tak?
- Zacznijmy od tego, że przez cały okres naszej współpracy (nawet jeszcze pod koniec marca bieżącego roku) miasto bardzo nas chwaliło za postępy prac - że wszystko wygląda bardzo dobrze, idzie zgodnie z planem, że roboty są niezagrożone, że wykonawca działa w zgodzie z umową i harmonogramem. Po czym 1 kwietnia otrzymujemy pismo z kancelarii prawnej z Katowic, obsługującej prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka o wypowiedzeniu umowy. 
Nawet dla mnie - jako inżyniera - to wypowiedzenie było jakieś dziwne, bo pisze niby kancelaria prawna, ale pismo jest miałkie, jakby pisał laik, dlatego że nie zawierało żadnych odnośników do umowy i nie powoływano się na żadne paragrafy. Ja mam udokumentowane artykuły z mediów, jak władze Częstochowy nas wychwalały, jacy to jesteśmy dobrzy i solidni. W jeden dzień nas wychwalali, a na drugi zerwali umowę.

- Ciekawy wątek pan poruszył - o tej kancelarii prawnej...
- Ta katowicka kancelaria prawna nadzorowała kontrakt, prowadziła rady budowy, zamiast inżyniera, który został wyłoniony w przetargu. Inżynier w ważnych sprawach w ogóle nie chciał zajmować stanowiska. Nawet wystąpiłem z pismem, na jakiej podstawie i na jakie upoważnienie powołuje się kancelaria, że może prowadzić rady budowy. Do dziś nie dostałem odpowiedzi. My też mamy obsługę prawną, ale to jest tylko pomoc wspomagająca inżynierów, a nie prowadzi kontrakt pod względem prawa budowlanego i innych przepisów czy sztuki budowlanej.

- Jaka była państwa reakcja po otrzymaniu wypowiedzenia?
- Był to dla nas szok, ale przyjęliśmy decyzję do wiadomości. Ja na tym kontrakcie byłem kierownikiem budowy, czyli byłem na każdej radzie technicznej czy radzie budowy. Na pierwszej radzie, która odbyła się po przesłaniu nam wypowiedzenia, chciałem poruszyć temat tego wypowiedzenia, ale nikt się nie przyznawał, że coś takiego przyszło. Poszedłem do dyrektor MZD Joanny Holi-Sosnowskiej i pytam jej, czy widziała to pismo napisane przez kancelarię zewnętrzną?
Nikt nie chciał o tym rozmawiać. 

- To kto w końcu odstąpił od umowy? 
- My, bo zrobiliśmy to skutecznie, powołaliśmy się na artykuły, przepisy i obciążyliśmy zamawiającego karami [27 milionów złotych]. Ja domniemywam, że próba odstąpienia od umowy ze strony miasta była formą szantażu, rodzajem nacisku, abyśmy się zgodzili robić DK1 za małe pieniądze, które miasto chciało nam dać. 

- Nie było możliwości porozumienia się, dogadania?
- Ależ tak, były przecież prowadzone negocjacje, był zespół negocjacyjny, spotkania naszych i ich prawników. Byliśmy jednak bardzo rozważni, bo mieliśmy przykład jawnej nieuczciwości już na samym początku naszej współpracy z miastem Częstochowa. 27 września 2018 roku o godzinie 13:46 (godzina jest tu kluczowa) wraz z umową doszło do podpisania porozumienia, bo my jako konsorcjum nie chcieliśmy tej umowy podpisać, ponieważ przetarg bardzo się przeciągał. W związku z tym, zamawiający wyszedł z propozycją porozumienia. Jednym z ważniejszych jego punktów był zapis mówiący że: „strony zgodnie postanawiają, iż zamawiający pokryje wykonawcy na zasadach określonych w porozumieniu uszczerbek majątkowy wynikający z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków powodujących, że spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby wykonawcy rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przed zawarciem porozumienia, dalej zwany stratą do jej pełnej wysokości”. W tym punkcie chodziło o kwotę 30 milionów złotych. Tylko że – i przechodzimy do kluczowej sprawy czasu, w którym dokumenty zostały podpisane - o godzinie 13:40 doszło do podpisania porozumienia, a o 13:46 - umowy, czyli porozumienie jest nieważne, bo zostało podpisane przed umową, a powinno być odwrotnie. Tak nas od początku robili w bambuko, bo wpisali w dokumenty godzinę ich podpisania. I sprytnie z tego zapisu w umowie wyszli. Tak nas zrobili...!

- Ustalmy chronologię zdarzeń - we wrześniu 2018 miasto podpisało umowę z konsorcjum, w lipcu 2021 wykonawca rozpoczął prace, w kwietniu 2022 zakończono współpracę. Co się wydarzyło w tym czasie?
- Podpisanie porozumienia i umowy – w złej kolejności. Potem projektowaliśmy. Były różne problemy, m.in. ze względu na wzrost cen. Żeby ktoś nie pomyślał, że my chcieliśmy nie wiadomo ile, to wyjaśnię na przykładzie. Na początku wszystkie kładki dla pieszych nad trasą, miały być tylko remontowane, co było nierealne, bo się okazało, że to szmelc nienadający się do remontu. Ale to nie był powód wzrostu cen. Powód był taki, że musiały powstać nowe, bo ktoś popełnił błąd i nie wyliczył, że dla tej klasy drogi kładki muszą być wyżej, więc wszystkie kładki trzeba podnosić do góry. A jak stary szmelc podnieść do góry? Zamawiający założył sobie klasę drogi, jaką mamy zaprojektować, ale nie przewidział, że kładki są za niskie. Oni się do tego przyznali, że się pomylili, były sporządzone protokoły konieczności. Wybrali sobie bardzo ładnych 5 nowych, stalowych kładek i pięknie by wyglądały, gdyby to zostało skończone. Przy skokowych cenach stali, gdzie stal konstrukcyjna wówczas kosztowała 5 złotych, a teraz ponad 10 złotych, a nawet do 15 – to różnica jest ogromna. Koszt naszego roszczenia stanowi jednak nie tylko cena stali, ale też roboty dodatkowe, zlecone przez zamawiającego. A podstawą do tego są protokoły konieczności podpisane przez zamawiającego.

- Nadal nie rozumiem, dlaczego tak długo to trwało?
- Oczywiście najpierw był etap projektowania. Było kilka zmian. Przy czym chcę wyraźnie podkreślić, to nie jest szczegółowy projekt, tylko program funkcjonalny użytkowy i koncepcja. Prac dodatkowych nie ma na etapie przetargu i w koncepcji. Musieliśmy wystąpić do ministerstwa o tak zwane odstępstwa. I to się przeciągało. Cały czas na etapie projektowania trwały negocjacje i za każdym razem, jak się okazywało że wychodzą inne, dodatkowe prace do zrobienia, występowaliśmy o protokoły konieczności, bo przecież za darmo nikt dodatkowych prac nie zrobi. Miasto wszystkie protokoły podpisywało, ale aneksów już nie chcieli podpisać. A umowa wyraźnie mówi, że podstawą do realizacji robót dodatkowych jest podpisany aneks. Słyszałem głosy, że to my nie chcieliśmy podpisać. Chcieliśmy podpisać, ale całościowo, wszystkie razem. A oni nam pojedyncze aneksy podrzucali: na wycinkę drzew, na coś innego, drobnego... Nie mogliśmy ruszyć pełną parą. Ponownie posłużę się przykładem kładek. One powinny być już dawno rozebrane, stal kupiona i to po cenach z zeszłego roku. Gdyby w ubiegłym roku podpisali te aneksy, my kupilibyśmy te kładki od razu, konstrukcje stalowe, kluczowe materiały i ta inwestycja kosztowałby miasto 68 milionów złotych mniej. W tym roku wszyscy wiedzą, że ceny poszły do góry. 
Nie ma co dyskutować - zatwierdzili wszystkie roboty dodatkowe, nie mieli co do tego zastrzeżeń, czyli powiedzieli nam „macie rację, trzeba to zrobić”, ale... wam nie zapłacimy. Tak to dla nas wygląda. Miasto podpisało zasadność, a nie podpisało kasy.

- Przyznam, że jak pana słucham to mam wrażenie całkowitej niekompetencji urzędników, a tak w ogóle to aż trudno w to wszystko uwierzyć...
- Ja już nie mogłem wytrzymać. Gada się tylko z prawnikami i niby jest kierownik budowy, ale kancelaria prawna nie daje mu się wypowiedzieć i przełomu brak. W związku z tym 25 listopada 2021 roku miałem spotkanie z prezydentem Częstochowy Krzysztofem Matyjaszczykiem, bo bardzo mi zależało, żeby to w końcu ruszyło. Powiedziałem mu, że 205 milionów złotych netto i robimy szybko robotę w pierwszym, a drugim kwartale 2023 kończymy. Wydawało mi się, że rozumie co do niego mówię, że przyjął do wiadomości złożoność sprawy. Myślałem, że jemu też zależało. Ale potem na naradach dalej to samo. Ja czasem już nie wiedziałem, o co im chodzi.
Podejrzewam, że prawdopodobnie nie mieli pieniędzy, ale tego nie powiedzieli. Prezydent nie przyjął mojej propozycji tych 205 milionów złotych, to teraz zrobiło się już 273 miliony złotych netto. Nawet złożyliśmy do sądu zawezwanie do próby ugodowej w sprawie podwyższenia wynagrodzenia na kontrakcie. To było 30 grudnia 2021 roku. Zrobiliśmy to, bo żadnymi sposobami nie mogliśmy się z nimi dogadać. 09 marca 2022 zamawiający odpowiedział negatywnie na zawezwanie i wnioskował do sądu o odrzucenie wniosku. Powołał się na zapisy tego porozumienia, o którym mówiłem na początku, a o którym miasto nie chciało przez 3 lata pamiętać. Porozumienie przewiduje powołanie komisji rozjemstwa, która ustali stratę wykonawcy oraz na rozstrzyganie sporów przed sądem arbitrażowym wskazanym w porozumieniu. Przez 3 lata miasto nie wskazało nawet swoich przedstawicieli do komisji rozjemstwa, a w uzasadnieniu zarzucono nam, że to wykonawca nie wypełnił procedury opisanej w porozumieniu.
Zdaję sobie sprawę, że trudno komuś z zewnątrz w to uwierzyć, ale na wszystko mamy dokumenty, wszystko jesteśmy w stanie udowodnić.

- Kiedy powstał pierwszy protokół konieczności?
- 8 maja 2020 roku i potem sukcesywnie powstały kolejne.

- To ile było wszystkich protokołów konieczności i jakich prac dodatkowych dotyczyły?
- Wyburzenie budynku przy ul. Równoległej, kładka na Bór, nad Wartą, kładka przy ul. Stromej, kładka przy ul. Prostej, kładka przy ul. Okrzei, kładka przy ul. Powstańców Śląskich, kładka przy ul. Mireckiego, dodatkowy pas ruchu na ul. Legionów, poszerzenie chodnika, wyburzenie stacji paliw przy ul. Równoległej, nowe przejście podziemne dla pieszych pod estakadą, wzmocnienie podłoża gruntowego, ekrany akustyczne, rozbiórka istniejących ekranów i ich odtworzenie, kanał technologiczny na całej długości al. Wojska Polskiego, oświetlenie na całej długości al. Wojska Polskiego. Wycinka krzewów i przesadzenia, odwodnienie na całej długości al. Wojska Polskiego, częściowe otwarcie węzła przy ul. Rakowskiej i ul. Sieroszewskiego, iluminacja kładek i estakady. Wszystkich protokołów konieczności było 24. Niezaakceptowane są 4 z nich, reszta protokołów jest podpisana, ale tylko do jednego jest podpisany aneks (na wycinkę drzew), czyli na resztę nie mieliśmy podstaw na rozpoczęcie robót, bo nie było aneksów, a umowa mówi, że podstawą do wykonania są podpisane aneksy. To gdzie tu jest sens? To znaczy miasto tym zachowaniem dawało nam do zrozumienia: róbcie, a my wam może zapłacimy, może nie.
I jeszcze ciekawostka. W pewnym momencie zamawiający chciał wycofać te protokoły konieczności od 1 do 9, stwierdzając pozakuluarowo, że ówczesny dyrektor MZD pan Piotr Grzybowski [obecnie wiceprezydent Częstochowy] podpisał protokoły nie mając zapewnionego na nie finansowania. No to jak mogliśmy dalej cokolwiek robić? Od początku grali z nami w jakieś szachy - najpierw to porozumienie, potem wprowadzenie tej kancelarii prawnej... Nawet na nasze pisma potrafili nie odpowiadać przez 300 dni. To, że nikt z miasta nie przyszedł na Komisję Rozwoju Regionalnego i Gospodarki w maju bieżącego roku, to też świadczy o stosunku władz do nas i mieszkańców Częstochowy. 
Jeszcze raz powtórzę - żeby realizować roboty dodatkowe, musiał być aneks, a że go nie było to dlatego nie mogliśmy wystartować na wszystkich frontach. Przecież sama budowa podpór estakady poszła szybko. Poza estakadą nie mogliśmy się rozwinąć, bo nie było aneksów. I tu podam kolejny przykład. Mamy gotową konstrukcję estakady, którą udało nam się kupić po cenach z 2021 roku, mamy w niej zamrożone 3 miliony złotych. Konstrukcja stalowa czeka w Kielcach, tylko że miasto nie chce jej odkupić po cenach z tamtego roku. Stracą, a my ją być może sprzedamy następnemu wykonawcy. 

- Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi, a może pan wyciągnął inne wnioski...
- Miasto nie chciało chyba, abyśmy to szybko robili. Wydaje mi się, że grało na czas, chociaż nie wiem, jaki w tym można mieć interes. Pewnie chodziło o brak kasy. 
Umowa mówiła, że miasto mogło nam dać 218 milionów złotych, i wtedy gdy byłem u prezydenta to mieściliśmy się w tej kwocie, a teraz gdy inwestycja będzie kosztować 273 miliony złotych to wymyślili sobie, żebyśmy my sfinansowali różnicę [273 mln – 218 mln = 55 mln], a potem pójdziemy sobie do sądu, szarpać się o należne nam pieniądze. A pani wie, jak jest w sądzie... Maksymalnie dostaniemy 60 proc. z kwoty 55 milionów, czyli jakieś 30 milionów złotych. I mamy stratę i konsorcjum dopłaci do prac na terenie Częstochowy 25 milionów złotych. Ale ja nie dopuszczam myśli, żebyśmy to przegrali.

- Zdarzały się wam wcześniej takie sytuacje?
- Nie. Nigdy przy żadnym kontrakcie nie zapłaciliśmy kar i nie zeszliśmy z budowy. Zawsze kończymy przed terminem, a w najgorszym wypadku w terminie. Bo przedłużanie to są koszty. W Dąbrowie Górniczej robimy teraz dwa centra przesiadkowe, jedno za 230 milionów złotych brutto, drugie za 70 milionów złotych – to jest kolej, drogi, kanalizacje, dużo bardziej skomplikowane niż tu w Częstochowie i nie ma takich problemów.  
Nie jestem politykiem i nie mieszam się do polityki, a tak w ogóle sprawy polityczne mnie nie interesują. Prowadzę firmę i chciałem być wykonawcą tej inwestycji w Częstochowie. Teraz słyszę głosy krytyki. Otóż, nie pozwolę, żeby ktoś mówił negatywnie o firmie Nowak Mosty, bo nigdy nie zdarzyło się, żebym nie dotrzymał umowy. Dotrzymuję nawet tych ustnych. W 7 lat nie zbudowalibyśmy takiej firmy, gdybyśmy nie mieli zaufania u klientów, dostawców, banków itd. Nie pozwolę, by ktoś niszczył wizerunek naszej firmy, tak ciężko wypracowany. 

- Co będzie dalej?
- Przyjdzie inna firma i może krzyknąć inną kwotę, zwłaszcza że ceny się ciągle zmieniają. Ale zamawiający nie chciał z nami negocjować. Nawet mówiliśmy, że jeśli uważają, iż jakieś koszty zawyżyliśmy, to niech wezmą biegłego rzeczoznawcę, on wyceni, wskaże gdzie my zrobiliśmy błąd, a my się do tego odniesiemy - nie ma problemu. Takie było nasze stanowisko.
A teraz, no cóż... Jak ktoś zrobi taniej, to chwała mu za to. Przynajmniej na etapie przetargu będą się wszyscy cieszyć, ale poczekajmy na koniec realizacji. W dodatku, 27 maja bieżącego roku miasto rozwiązało umowę z inżynierem kontraktu, nadzorującym całą inwestycję.
My, kilka dni temu przekazaliśmy plac budowy zamawiającemu. Ten kto schodzi z budowy robi inwentaryzację i my to zrobiliśmy. Ale na chwilę ogłoszenia przetargu, inwentaryzacja nie była zrobiona, czyli zamawiający ogłosił przetarg nie wiedząc, co jest do zrobienia. To jest kluczowe. Tak naprawdę miasto nie powinno tego przetargu ogłaszać, bo nie wiedziało, jaki jest zakres robót do zrobienia. Więc nie wiem, jak oni to wszystko sobie wyliczyli, skoro nic nie wiedzieli.

- Pojawiają się głosy, że miasto szuka oszczędności, więc zrezygnuje z części zjazdów, czy to możliwe?
- Nigdy wykonawca sobie nic sam nie wymyśla. My musimy przedstawić koncepcję zamawiającemu i on to akceptuje bądź nie. W przypadku przebudowy DK1 wszystko było tak zrobione. Projekt został odebrany i zapłacony. Prawa autorskie posiada MZD, a to oznacza, że projekt został zrobiony dobrze, zgodnie z wytycznymi i oczekiwaniami zamawiającego. Skoro ma nie być zjazdów to znaczy, że tak chce MZD. My mogliśmy zrobić dwa razy tyle zjazdów, tylko ktoś musi za to zapłacić. Zamawiający na każdym etapie realizacji umowy może ograniczyć zakres prac i może w każdej chwili z czegoś zrezygnować, bo nie ma na coś pieniędzy.

- Termin oddania DK1 na listopada 2023 jest realny?
- Jeśli miasto zamknie całkowicie obie jezdnie lub jeśli Częstochowa dostanie przedłużenie na wykorzystanie środków unijnych – to może...

O wypowiedź, zwłaszcza w sprawie wyników prac Komisji Rozwoju Regionalnego i Gospodarki, poprosiliśmy radnego Piotra Wronę.

- W którym momencie pojawił się pan w tej sprawie?
- Gdy na sesji 25-26 kwietnia zaczęły padać pytania związane z wypowiedzeniem umowy przez firmy: DROG-BUD Sp. z o.o., Firesta-Fiser rekonstrukce, stavby, a.s. Nowak-Mosty Sp. z o.o. Wtedy powiedziałem, że miejscem na tego typu dyskusje są komisje branżowe, a ja jestem przewodniczącym Komisji Rozwoju Regionalnego i Gospodarki i „zapraszam już teraz państwa, pana prezydenta i wszystkich radnych na taką komisję, która odbędzie się 10 maja 2022”. No i oficjalnie taka komisja została zwołana.
2 maja skierowałem pismo do pana prezydenta o udostępnienie dokumentów dotyczących przebudowy DK1. 5 maja ponowiłem tę prośbę. Jak się domyślam biuro rady w moim imieniu, takie pismo niezwłocznie prezydentowi przekazało (bo pomieszczenie biura rady jest na przeciwko gabinetu prezydenta). Kilkukrotnie pytałem w biurze rady czy już jakieś dokumenty dla mnie dostarczono, w celu przygotowania się merytorycznego do komisji. Do chwili rozpoczęcia obrad komisji, czyli godz. 14.00 nic nie wpłynęło, niestety. Stąd moje zaskoczenie i konsternacja. Co więcej, nie pojawił się żaden prezydent na komisji. Aż głupio się czułem w stosunku do mieszkańców, mediów i przedstawicieli konsorcjum (dwóch z trzech przyszło na komisję). Było mi po prostu wstyd. Nie pojawił się chociażby prezydent resortowy. Myślałem, że będzie może pani skarbnik, bo chciałem spytać o finansowanie inwestycji, jak to wygląda. W związku z tym, złożyłem wniosek formalny, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta miasta Częstochowy. Ponieważ nikt się do końca komisji nie pojawił, wniosek został przegłosowany i zobowiązałem biuro rady do zajęcia się tą sprawą. Mam nadzieję, że w krótkim czasie zostanę przesłuchany przez prokuraturę, by potwierdzić zaistniałe na komisji fakty. A komisja była nagrywana, protokołowana i te dokumenty będą do dyspozycji.

- Ale ktoś w końcu pojawił się jednak na komisji...
- Po pół godzinie od rozpoczęcia przyszedł pan Konieczny, naczelnik działu inwestycji, a inwestycje prowadził MZD. Naczelnik właściwie cały czas tylko mówił, że to nie jego działka, nie jego branża. W kuluarach wręcz mówił, że „kazano mu tu przyjść”, że zadzwoniono do niego pół godziny po rozpoczęciu komisji. Byle by ktoś był, nieważne kto. Naczelnik Konieczny nic merytorycznego do komisji nie wniósł. Dobrze, że przedstawiciele konsorcjum bardzo obszernie omówili punkt po punkcie. Pytań nie mieliśmy komu zadawać. Myśleliśmy, że będą na komisji przedstawiciele MZD, np. pani dyrektor Joanna Holi-Sosnowska, którą zaprosiłem. Więc to była raczej jałowa dyskusja.

- Czy wiadomo, z jakich pieniędzy miasto ma zapłacić za przebudowę DK1?
- Odkąd pamiętam, przynajmniej 3 jak nie 4 lata temu, inwestycja ta została wpisana. W 2020 roku w budżecie było zapisanych 138 milionów złotych, przy czym pozyskanych funduszy z POIiŚ było 93 miliony złotych. I według mojej wiedzy tak to trwa do tej pory. Przy czym, w 2020 roku zostało wydanych 4 czy 5 milionów złotych, na różne sprawy techniczne i w 2021 również takie kwoty niewielkie zostały wydane.

- Rozumiem, że jest pan pewien, że pieniądze te zostały zabezpieczone?
- Chciałem właśnie zadać to pytanie pani skarbnik na komisji, bo wiemy wszyscy, że materiały budowlane w ostatnich dwóch latach wzrosły o 100 proc., a czasem nawet 200 proc. Mało tego, cena robót też skoczyła i ta inwestycja na pewno nie będzie kosztować 138 milionów złotych tylko dużo więcej. Niestety. Chciałem się dowiedzieć czy kontynuacja tej inwestycji ma zabezpieczenie finansowe, bo ja tego w budżecie nie widziałem. Nadal wyświetlało się 138 milionów złotych, co jest absurdem w obecnej sytuacji. To jest pytanie bezpośrednio do pana prezydenta Matyjaszczyka, a pośrednio do pani skarbnik. My radni w swoich zestawieniach tabelarycznych widzimy kwotę 138 milionów – 93 miliony swoich i reszta domyślam się to jest pożyczka, w miarę dobrze oprocentowana (na tamten czas).

- Jaką ma pan wiedzę na temat konfliktu: miasto – wykonawca?
- Ta droga DK1 jest kręgosłupem miasta. Biegnie z północy na południe, praktycznie wszyscy mieszkańcy poruszający się samochodami z niej korzystają, mniej lub bardziej. My o tym konflikcie usłyszeliśmy 15 kwietnia, kiedy to konsorcjum oświadczyło, że wypowiada umowę. Kilka dni wcześniej miasto informowało, że przebudowa idzie wspaniale, nie miało żadnych zastrzeżeń do wykonawców, a kilka godzin po oświadczeniu konsorcjum, okazało się, że to miasto wypowiedziało umowę z dniem 1 kwietnia. Mamy tutaj namacalny dowód, jak należy wierzyć w zapewnienia, które słyszymy od miasta. Z dokumentów wynika, że rzekomo rozwiązanie przez miasto umowy w dniu 1 kwietnia było wypowiedzeniem umowy a nie rozwiązaniem. W związku z tym, konsorcjum oświadczyło, że będzie domagać się zapłaty kwoty 27 milionów złotych plus odsetki. Teraz to może być już nawet 28 milionów złotych, bo przecież mamy już czerwiec.

- Ale mamy też kolejny przetarg...
- Ważne jest, że na posiedzeniu komisji dowiedzieliśmy się, że na stronach internetowych pojawiła się informacja o rozpisanym nowym przetargu. Czym byli bardzo zaskoczeni przedstawiciele firm wchodzących w skład konsorcjum, radni i wszyscy, którzy wiedzą jak realizowanie tak dużych inwestycji wygląda. Owszem, zdarzają się różne rzeczy, nawet to, że inwestycja nie wypali, ale wtedy schodzi się z placu budowy, odbywają się inwentaryzacje, robi się protokoły zdawcze, zbierają się komisje, podpisuje się etapy budowy, wykonawca schodzi, a odpowiedzialność przejmuje inwestor. My 10 maja dowiedzieliśmy się, że nowy przetarg został ogłoszony, mimo że żadna inwentaryzacja na tamten moment się nie odbyła, żaden protokół zdawczo-odbiorczy nie został sporządzony. Nawet pomimo mojej interpelacji do prezydenta w tej kwestii - niczego się nie dowiedziałem. Zostałem zbyty. Teraz otwiera się furtka dla wszystkich firm, które przetarg przegrają, by go zaskarżyć, gdyż dowiedziały się o warunkach jakie mają spełnić w trakcie trwania przetargu. A jak wiadomo, nie zmienia się reguł gry w czasie trwania gry. W związku z tym, niewykluczone są kolejne protesty. Nie wiem jaka instytucja powinna się temu przyjrzeć, sam się zastanawiam, bo generuje się nieuzasadnione koszty. Poza tym będzie kolejny rok opóźnienia, bo pamiętajmy, że tak naprawdę pozwolenie na budowę wydano w listopadzie 2019 roku, a tymczasem dwa lata stoimy w miejscu.

- Czy możliwe jest skończenie w terminie tej inwestycji?
- Jeśli mamy inwestycję, która jest robiona jednoetapowo na przestrzeni praktycznie całej długości przebiegu DK1 przez teren Częstochowy i wiadomo, że potrzebne są dwa skrzyżowania dwupoziomowe i estakada stalowa, której czas wykonania wynosi 8 miesięcy – to wątpię, by te roboty zakończyły się z dniem 30 listopada 2023 roku, a to wiąże się z utratą dofinansowania i koniecznością zwrotu 83 milionów złotych.

- Ale podobno można wystąpić o przesuniecie terminu zakończenia, np. ze względu na pandemię…
- Myślę, że nawet te 3 miesiące nie uratują sytuacji. Pewnych prac nie da się przyspieszyć. Beton wiąże 30 dni i nie da się tego pominąć i na tym betonie robić dalej. Pewne rzeczy tyle trwają i koniec. Przedstawiciele konsorcjum jasno powiedzieli na komisji, iż czas wykonania kładki to 8 miesięcy. Cóż z tego, że ktoś przyspieszy i zrobi ją w ciągu 7 miesięcy, jeśli będzie niedokładnie pospawana.

***

To przecież oczywiste, że nie ma pośpiechu – wybory samorządowe są dopiero wiosną 2024 roku...


Renata R. Kluczna

Komentarze (10)

30 czerwca 2022

A mnie zastanawia gdzie sa wszyscy parlamentarzusci ziemi czestochowskiej, a mamy az 7 posłów i 2 senatorów. Jakoś nie slychac by którykolwiek z nich zabierał głos w tej bulwersującej sprawie. Tu powinno az huczeć od róznego rodzaju interwencji i działań. Dlaczego siedza cicho? Tak mało wazne jest dla nich miasto dzieki ktoremu są teraz tam gdzie są? Znaczy byle dostac stołek, a potem niech sie dzieje co chce... Wstyd panie posłanki, panowie posłowie i senatorowie.


29 czerwca 2022

Ja nie mogę się doczekać kiedy mieszkańcom Częstochowy puszczą nerwy i w końcu wywiozą na taczkach Matyjaszczyka i całą jego bandę nierobów i nieudaczników...


22 czerwca 2022

Zgadza się, Lewica też zdaje sobie sprawę, że przez rozgrzebaną DK91 mogą przegrać wybory.


20 czerwca 2022

Kochani, oni już wiedzą, że ta droga to poważny problem wyborczy i tam aż się gotuje :)


20 czerwca 2022

Chyba Nowak nie oddał Panu tego co pańskie.


18 czerwca 2022

Może to by miało sens na co uwagę zwraca Pan Wrona gdyby nie Jurajski Agro Fresh Park i inne RFG gdzie się razem z ekipą uwłaszczyli... Trochę takie przyganianie jak kocioł garnkowi.


17 czerwca 2022

Jedyną partią która ma szansę wygrać w Czestochowie jest PiS. Jak wygra ta partia to sytuację takie jak opisujecie teraz powychadzą na jaw. Jak nie wygra PiS wszystko zamiata pod dywan


16 czerwca 2022

Poczekajcie to zobaczycie jakie guano wypłynie z przebudowy głównej. Budują a już dawno nie ma pieniędzy... Czekam tylko na strajki firm podwykonawczych i chaos w tamtej części miasta.


16 czerwca 2022

W Częstochowie czerwony beton wiąże się już 12 lat. Intelektualna i moralna zgnilizna.


15 czerwca 2022

Droga zapewne zostanie otwarta z wielką pompą na wybory samorządowe. Jestem o tym przekonana!


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama