7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

24 marca 2021

Mieszkańcy Gnaszyna: „Hodowla much do ratusza”

Mieszkańcy Gnaszyna: „Hodowla much do ratusza”

7 dni
Hodowla larwy muchy czarnej jest projektem na wskroś innowacyjnym i z całą pewnością przyszłościowym. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że za 100 może 200 lat kotlet mielony z owadów będzie codziennością. Teraz jednak funkcjonowanie takiego zakładu wśród domów jednorodzinnych nie mogło spotkać się z aprobatą mieszkańców. W dzielnicy Gnaszyn w Częstochowie rozpętała się więc zrozumiała burza sprzeciwu, bowiem nikt nie chce swojej przestrzeni dzielić z egzotyczną muchą wśród oparów padliny, obornika czy kompostu. Mieszkańcy przeprowadzili skuteczny protest, udało im się doprowadzić do zwołania nadzwyczajnej sesji rady miasta Częstochowy oraz spowodować przegłosowanie przez radnych uchwały o przystąpieniu do sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. To wielki sukces społeczeństwa obywatelskiego!
Z ostatniej chwili. Jak ustalił Tygodnik 7 dni, RDOŚ w Katowicach „(...) wyraził opinię o konieczności przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko dla przedmiotowej inwestycji” pod warunkiem...

Doskonały pomysł, a jeszcze lepszy biznes

Dla jasności sytuacji – pomysł spółki Gren Fox z Częstochowy wcale nie jest nowy, chociaż z pewnością innowacyjny. W 2016 roku w niewielkiej wsi pod Poznaniem, o wymownej nazwie Robaków, powstała pierwsza w Polsce fabryka insektów. Hodowla mieści się w wyremontowanych budynkach dawnego gospodarstwa, które dziś stanowią całkowicie zamknięte hale i co ważne sąsiedztwo fabryki to zakłady przemysłowe. Produkcja – co podkreślają właściciele firmy HiProMine – odbywa się w ściśle kontrolowanych warunkach. Pomysłodawcami pionierskiego w Polsce projektu jest trzech naukowców: dr Jakub Urbański, biolog molekularny i mikrobiolog; prof. dr hab. Damian Józefiak, kierownik Katedry Żywienia Zwierząt i Gospodarki Paszowej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu oraz dr hab. Jan Mazurkiewicz, specjalista od ryb i akwakultury, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu. Fabryka w Robakowie nastawiona jest na produkcję robaków, m.in. na larwę muchy czarny żołnierz, bogatej w wapń, będącej źródłem łatwo przyswajalnego białka (45%) i tłuszczów oraz olejów, aminokwasów, w tym kwasu laurynowego i wielu innych składników bardzo korzystnych dla organizmów żywych. Naukowcy twierdzą, że owady są już ostatnim rodzajem pożywienia, całkowicie wolnym od antybiotyków i hormonów. Hodowana w fabryce owadów czarna mucha żołnierzowa, pochodzi z tropików i często występuje w Australii, Kanadzie, Indiach, Południowej Afryce i Stanach Zjednoczonych. Co wiemy o samym owadzie i dlaczego jest tak cenny? Dorosły osobnik osiąga około 2,5 cm długości i może przeżyć od 47 do 73 dni, jeśli jest zaopatrzony w wodę i pożywienie - cukier w niewoli lub nektar na wolności. Dojrzała samica składa od 206 do 639 jaj naraz, a może to zrobić za swego krótkiego życie nawet pięciokrotnie. Jaja są zwykle składowane w sąsiedztwie rozkładającej się materii, jak obornik, padlina lub kompost, a po około 4 dniach wykluwają się z nich larwy. Faza larwalna trwa od 18 do 36 dni, w zależności od podłoża pokarmowego. Sam proces produkcji jest dość szybki. Larwy są suszone i przetwarzane na mączkę. 

Mucha czarna jako jedyny owad wykorzystywany w terrarystyce wykazuje korzystny stosunek wapnia do fosforu (3:1) co wspomaga prawidłową gospodarkę wapienną (zwłaszcza kostną) organizmu gadów, płazów czy ptaków. Zdaniem twórców fabryki owadów spod Poznania, istnieje ogromne zainteresowanie białkiem owadzim wśród producentów pasz dla ryb łososiowatych, ale nie tylko. Dziś rolnicy wykorzystują m.in. paszę z genetycznie modyfikowanych roślin. Kwestia produktów GMO jest gorącym tematem od wielu lat, a sprawa sprzedawania i używania genetycznie modyfikowanego jedzenia i pasz wciąż dzieli Europę. Tym bardziej pasza z larw zrewolucjonizuje sposób karmienia zwierząt hodowlanych - ryb, drobiu, a nawet świń.

Obecnie zakład w Robakowie to hodowla eksperymentalna. Twórcy fabryki i jednocześnie naukowcy wciąż przeprowadzają badania, udoskonalające procesy produkcji, we współpracy z wieloma ośrodkami naukowymi z kraju i zagranicy. Liczą, że ich fabryka stanie się świetnym biznesem. I mają rację. Na świecie działa już ponad 300 firm, które produkują żywność nie tylko dla zwierząt, ale także dla ludzi w oparciu o owady lub z ich dodatkiem. Największa fabryka owadów działa w RPA koło Kapsztadu. Dochodowe fermy owadów są też w USA, Kanadzie i Korei Południowej, gdzie rząd przeznacza ogromne pieniądze na rozwój produkcji białka z owadów. Konkurencja jest coraz większa, ostatnio do gry włączyły się firmy z Belgii, Holandii oraz Francji.

Wielu widzi zagrożenie

Korzyści płynących z hodowli muchy czarnej – od gospodarki, po środowisko, na zdrowotnych zaletach skończywszy – można by wyliczać bez końca. Są one udowodnione naukowo i ekonomicznie. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że w Częstochowie w dzielnicy Gnaszyn wśród zabudowy jednorodzinnej, nie ma miejsca – co dowodzą mieszkańcy – na tego typu działalność.

W imieniu mieszkańców dzielnicy głos zabrała Beata Białek, wiceprzewodnicząca Rady Dzielnicy Gnaszyn-Kawodrza:

- Skąd dowiedzieliście się o sprawie rozpoczęcia produkcji larwy muchy czarnej?

- Dowiedzieliśmy się w momencie, gdy Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk przesłał pismo do rady dzielnicy, że jest procedowany wniosek firmy Gren Fox. Przewodniczący rady dzielnicy udostępnił to pismo na FB Gnaszyn-Kawodrza 23 lutego br., więc mieszkańcy dowiedzieli się o tym dość szybko. Ja również pobrałam z BIP-u ten wniosek, powiesiłam na tablicy ogłoszeń, no i taką pocztą pantoflową wieść się rozniosła. W sieci internetowej mieszkańcy udostępniali tę wiadomość i od razu mocno się zaangażowali. Wkrótce zostało zebranych 1.300 podpisów pod pismem sprzeciwiającym się powstaniu tej inwestycji. To są podpisy, które zostały przez nas zawiezione do urzędu miasta, ale wiem, że było takich list więcej. Staraliśmy się jak najszybciej zebrać podpisy, by zdążyć przed 3 marca, czyli procedowaniem w tej sprawie. Dlatego ta akcja była tak spontaniczna.

- Co było powodem niepokoju mieszkańców?
- Zaniepokoiło nas, że właściciel nieruchomości [kiedyś tapetownia, ostatnio firma produkująca systemy wentylacyjne – przyp. red.] chce przetwarzać odpady mięsne i warzywne dla hodowli larw muchy czarnej. Na początku myśleliśmy, że jest to zwykła mucha. Natomiast potem, po przeczytaniu różnych naukowych publikacji dowiedzieliśmy się, że to nie jest nasza zwykła polska mucha, tylko jest to tzw. czarny żołnierz - robak 2,5 cm, który żyje w strefach tropikalnych, chociaż w naszych warunkach też może sobie poradzić. Wszystko zaczęło się więc układać w całość, bo już wcześniej mieszkańcy ul. Warownej sygnalizowali, że tam bardzo śmierdzi. Ponieważ na terenie firmy zalegają śmieci, myśleli, że to stamtąd. Jednak, gdy zobaczyliśmy wniosek, to zrozumieliśmy, że smród pochodzi z tej inwestycji. To, że hodowla już działa, potwierdził sam właściciel nieruchomości, gdy przedstawiciele rady dzielnicy poszli z nim porozmawiać. Przyznał, że muchy hoduje tam już od półtora roku, ale na teren hodowli ich nie wpuścił.

- Z obiegowych opinii można jednak wywnioskować, że tam produkcji jeszcze nie ma, a jedynie próby, badania nad ewentualnym rozpoczęciem hodowli...
- Tak właśnie właściciel nieruchomości powiedział przedstawicielom rady dzielnicy. Stwierdził. że wolno mu prowadzić taką działalność w ramach prac rozwojowych, gdyż odbywa się to na niewielką skalę i że robi to na własny użytek. Taką wersję usłyszeliśmy. Natomiast podczas protestu przed urzędem miasta, wyszedł do nas prezydent Grzybowski i powiedział, że absolutnie inwestor nie ma pozwolenia na tego typu działalność – przetwarzania odpadów – i spytał, dlaczego nie zawiadamialiśmy policji. Obiecał nam, że odpowiednie służby zajmą się sprawą.

- Wróćmy jednak do pisma mieszkańców. Złożyliście dokument do magistratu i...?
- Nie tylko do urzędu miasta, bo wiedzieliśmy, że miasto wysłało kartę inwestycji do trzech organów opiniujących. Zapoznałam się z treścią karty informacyjnej dla omawianej inwestycji. Organami opiniującymi wniosek są Wody Polskie w Sieradzu, Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Częstochowie i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach. My w ślad za tym, wysłaliśmy pisma do powyższych instytucji wraz z podpisami. Do sanepidu napisaliśmy, że widzimy tu zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne, a pozostałe instytucje poprosiliśmy o zalecenie sporządzenia raportu oddziaływania na środowisko. Pilnowaliśmy tego, dzwoniliśmy. Z tego, co wiemy, sanepid dopatrzył się w karcie inwestycji szeregu nieścisłości. Nawet ja, będąc laikiem, zauważyłam nieprawidłowości, np. z karty wynika, że wokół inwestycji nie ma żadnej zabudowy – co jest nieprawdą, bo odległość od budynku, gdzie larwy mają być hodowane, do pierwszej prywatnej posesji wynosi około 30 metrów. Poza tym napisano, że hodowla jest poza miastem. Jest to kolejna bzdura, bo Gnaszyn leży w granicach Częstochowy, jest jedną z jego dzielnic. Naprawdę już na pierwszy rzut oka, nie będąc fachowcem, widać wiele nieścisłości w karcie, co potwierdził sanepid, który poprosił urząd miasta o jej sprostowanie.
WIOŚ od razu odpowiedział, że jest to inwestycja, która może w znacznym stopniu oddziaływać na środowisko i musi być wykonana ocena oddziaływania inwestycji na środowisko naturalne. Bez tego nie można takiej działalności rozpocząć. Inwestor jest zobowiązany wykonać raport na swój koszt. Zależało nam na tym, bo procedura jest dłuższa i bardziej szczegółowa, a wtedy bierze się też pod uwagę głos opinii społecznej.
Chciałabym dodać, że miło zaskoczyła nas sesja nadzwyczajna, na której byłam z koleżanką. Wszystkie kluby radnych jednogłośnie się z nami zgodziły. Poparli plan zagospodarowania przestrzennego dla tych działek i widzą w tej inwestycji zagrożenie.

- Przepraszam, nie zgadzam się z Panią. Radni zgodzili się na przeprowadzenie planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Tylko tyle...

- No tak. Rozumiem, że jeszcze planu nie ma, bo samo postępowanie jest długotrwałym procesem, ale my jako rada dzielnicy od trzech kadencji postulujemy za stworzeniem takiego planu w naszej dzielnicy i nasze wnioski były zawsze odrzucane. Dlatego proszę się nie dziwić, że jest to dla nas sukces. Już od 20 lat borykamy się z uciążliwościami zakładu Wienerberger. Dopiero teraz te uciążliwości się zmniejszyły, zakład zaczął z nami w końcu rozmawiać. Nauczeni więc tymi doświadczeniami, zaczęliśmy działać od razu, gdy dowiedzieliśmy się o muchach. Gdyby został sporządzony plan zagospodarowania dla naszej dzielnicy, to bardzo by się przydał w przypadku jakichkolwiek szkodliwych inwestycji, bo by im po prostu zapobiegł.
Mieszkańcy dzielnicy naprawdę bardzo się zaangażowali w sprawę, dzielnica się obudziła. Mieszkańcy zrozumieli, że też mogą coś zdziałać, że ich głos biorą pod uwagę władze miasta. Do tej pory byliśmy ignorowani, więc jest to dla nas duża pociecha, że tak to zostało przyjęte.
Teraz czekamy na dalsze posunięcia urzędu miasta. Prezydent Grzybowski obiecał, że zajmie się tą sprawą i hodowlą, która już działa. Miały być kontrole, więc czekamy na informacje. Wierzymy w dobrą wolę urzędników. Teraz jest czas urzędu miasta, a my będziemy się starać tego pilnować. Póki co, jeszcze żadnych informacji nie mamy. Mieszkańcy chcą już pisać wnioski pod projekt zagospodarowania przestrzennego. Zobaczymy, jak to się będzie rozwijać.
Korzystając z okazji, chciałam podziękować panu Hubertowi Pietrzakowi z Częstochowskiego Alarmu Smogowego i radnemu Piotrowi Wronie, którzy bardzo nam pomogli merytorycznie. Radny przygotował wniosek i dzięki temu w ogóle doszło do nadzwyczajnej sesji. Za te konkretne działania jesteśmy bardzo wdzięczni. Niemniej cieszymy się, że wszystkie pozostałe kluby też nas poparły, bo mamy świadomość, że gdyby zagłosowali inaczej, to wniosek by nie przeszedł.
Zdajemy sobie sprawę, że taka inwestycja to rzecz innowacyjna. Nie jesteśmy zamknięci na nowości. Interesowaliśmy się, jak to wygląda gdzie indziej. W Polsce jest jedyna hodowla insektów, w Robakowie, ale prowadzi ją naukowiec z Katedry Żywienia w Poznaniu. Prowadzi badania już od wielu lat, poza tym hodowla jest zlokalizowana z dala od zabudowań mieszkalnych i jest tam specjalny system zabezpieczeń. Jest to coś zupełnie innego, niż to, co próbuje się robić w Gnaszynie. Nie można tego porównać. Poza tym... no nie ta lokalizacja, to chyba każdy rozumie.

- Przekornie powiem... - może te owady, by się rozmnażały, a ludzie z Gnaszyna mieliby pracę
- No cóż, w karcie inwestycji jest wpisane zatrudnienie dla 7 osób. O jakim zatrudnieniu więc mówimy? Poza tym wiemy, że ludzie się zwalniali, żeby tam nie chodzić, bo był taki smród nie do wytrzymania i że trzeba było kupić specjalne kombinezony, bo te muchy ponoć kąsają, a nie sądzę, żeby ludzie kłamali w tej kwestii.
Przez tę sprawę sporo poczytałam na ten temat i wiem, że mucha, żeby się móc rozmnażać potrzebuje mięsa. Składa tam jaja, z tych jaj wykluwają się larwy, które wytwarzają enzymy, zaczyna się proces trawienia pozaustrojowego, podczas którego wydziela się odór rozkładu.
Nie zaprzeczamy innowacyjności tej inwestycji, ale nie w tej lokalizacji i musi być nad nią odpowiedni nadzór, bo są to owady egzotyczne i nie wiadomo, czy w przypadku awarii i wydostania się much na zewnątrz nie doszłoby do zagrożenia dla mieszkańców, roślin i zwierząt. Nieścisłości, jak widać, jest więc cały szereg. Choć wolimy żyć spokojnie, to musieliśmy się zainteresować tematem muchy czarnej, żeby wiedzieć, jak się bronić przed negatywnymi skutkami ich hodowli w naszej dzielnicy.

- Ostatnio, przewodniczący rady dzielnicy, jakby się wycofał, bo nie był chociażby na sesji rady miasta. Czy coś jest na rzeczy?
- Z tego, co wiem, przewodniczący początkowo chciał być neutralny w tej sprawie. Natomiast jako rada dzielnicy musieliśmy zająć stanowisko opiniujące pismo prezydenta. Rada jednogłośnie oceniła inwestycję jako negatywną i taką opinię przewodniczący złożył w urzędzie miasta.
Nie mieszamy się w politykę i nie wnikamy, kto z kim trzyma. Natomiast dzięki artykułom, które ukazały się kilka lat temu w Tygodniku 7 dni, mamy świadomość pewnych zależności. Dlatego taki był odzew. Bardzo cieszy mnie zaangażowanie mieszkańców naszej dzielnicy, jak i dzielnic sąsiednich w tę bardzo istotną dla nas wszystkich sprawę.

O komentarz w sprawie ewentualnego rozpoczęcia produkcji larwy muchy czarnej poprosiliśmy radnego Piotra Wronę (PiS):

- Dlaczego Pan radny tak mało zrobił w tej sprawie?
- Po pierwsze, doprowadziłem wspólnie z moimi radnymi z klubu PiS do zwołania sesji nadzwyczajnej, w której oprócz tematu wycieku danych z MOPS-u, była poruszana sprawa hodowli muchy czarnej w Gnaszynie. Umożliwiło to mieszkańcom zabranie głosu w sprawie tej skandalicznej inwestycji, znajdującej się w bliskim sąsiedztwie zabudowy mieszkalnej. Szkoda tylko, że sam Prezydent miasta Krzysztof Matyjaszczyk, pomimo tak ważnych tematów dla mieszkańców nie raczył pojawić się na sesji. Po drugie, 3 marca napisałem do dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska pismo, bo ta instytucja ma władzę i może zatrzymać tę decyzję. Wraz z radną Moniką Pohorecką skierowaliśmy też pismo do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska,  do wiadomości ministra Jacka Ozdoby (Ministerstwo Klimatu i Środowiska), gdzie jest naświetlona cała sytuacja. Wysłaliśmy również pisma do Generalnej Dyrekcji Wód w Poznaniu i Głównego Inspektora Sanitarnego. Na razie odpowiedzi nie dostaliśmy, czekamy.               
Pani redaktor uważa, że to mało?

- Jak to się stało – Pana zdaniem – że udało się zgromadzić tak wielu mieszkańców, a nie mamy przecież w Częstochowie społeczeństwa obywatelskiego?
- To oddolna inicjatywa. Motorem był strach, który zjednoczył mieszkańców. Zostałem poproszony przez jedną osobę z wewnątrz, bym zrobił to tak „jak zrobiłem z Dojazdową”. Jedna, druga, trzecia instytucja, mieszkańcy i plan wymyśliłem i zrobiłem go z chirurgiczną precyzją. Pierwszy raz chyba w historii naszego miasta plan zagospodarowania przestrzennego jest zrobiony z taką dokładnością, z podziałem na działki. Teraz mieszkańcy wysyłają wnioski do prezydenta, by zablokował inwestycję.

- Właściciel nieruchomości twierdzi, że on niczego nie hoduje, on tylko eksperymentuje...
- No właśnie. W piśmie do instytucji już pisałem, że dla niektórych jest to odpad, a dla innych substrat. W tym wypadku substrat jest odpadem, a jak twierdzą mieszkańcy, muszyska latają tam od miesięcy. W karcie inwestycji, o którą wystąpiłem w celu merytorycznej analizy tego tematu napisano, że odległość od zabudowań to 40 metrów, a pani, która mieszka najbliżej hodowli mówi, że tych 40 metrów wcale nie ma, jest mniej. Będąc świadomym ekologiem, jak najbardziej jestem za tego typu przedsięwzięciami eksperymentalnymi, ale minimum 5 km od zabudowań mieszkalnych, blisko lasu, np. przy stawach rybnych. Nawet, gdy robactwo ucieknie, to rybki zrobią swoje.

- Radni na sesji, prócz żenującej dyskusji, niewiele wnieśli do sprawy, jedynie to, że w bliżej nieokreślonej przyszłości będzie tam plan zagospodarowania przestrzennego...
- To i tak, że udało się tyle zrobić. Jako osoby występujące o zorganizowanie sesji nadzwyczajnej mogliśmy wystąpić o taki punkt w sesji, więc wykorzystaliśmy szansę i on był. Mieszkańcy do tej pory mi za to dziękują.
Natomiast rzeczywiście, zmaterializowanie planu zagospodarowania przestrzennego może trwać nawet rok. Wszystko tak naprawdę zależy od władz miasta. Jeśli będą chciały, to zrobią plan szybko, nawet w 6-9 miesięcy, bo tak naprawdę to jest mały obszar, zaledwie 11 działek.

- Wielu mieszkańców już odtrąbiło sukces. Czy słusznie?
- Po pierwsze, czekamy na odpowiedzi właściwych instytucji. Po drugie, mówiłem mieszkańcom „nie dajmy się uśpić, trzymajmy rękę na pulsie” i to zamierzam cały czas robić.

Skoro Beata Białek, wiceprzewodnicząca Rady Dzielnicy Gnaszyn wywołała do tablicy 
Huberta Pietrzaka, prezesa Częstochowskiego Alarmu Smogowego, to i my poprosiliśmy go o komentarz do sprawy:

- Dlaczego tematem hodowli muchy czarnej zajął się Częstochowski Alarm Smogowy?
- Zaniepokojeni mieszkańcy Gnaszyna zgłosili się do nas. Poza tym nie ukrywam, że temat jest mi bliski z powodu miejsca, w którym mieszkam i żyję, a jest to odległość zaledwie około 2 kilometrów od hodowli, więc dla much przebycie takiej odległości, to nie problem. Nie chciałbym znaleźć muchy afrykańskiej w zupie [śmiech].
Druga sprawa to zaniepokojeni radni, w tym Piotr Wrona (PiS). Zwrócili się do mnie jako prezesa CzAS-u z prośbą o wsparcie w działaniach obywatelskich mieszkańców dzielnicy Gnaszyn. Co też uczyniłem w trybie natychmiastowym.

- Czyli...?
- Przede wszystkim musiałem zbadać, czy i na ile mieszkańcy mają powody, by się obawiać. Dziś już wiemy, że mieli i to duże, w kontekście oddziaływania na środowisko, w tym szkodliwych emisji. Poza tym ustaliłem, na ile jest silne lobby osoby/ firmy, która hodowlę chce realizować, bądź realizuje już, jak utrzymują mieszkańcy. Odbyłem również wizję lokalną z przedstawicielami dzielnicy oraz radnym Piotrem Wroną.
Drugim etapem była konsultacja działań podejmowanych przez mieszkańców, czyli przygotowanie do wyrażenia swojego sprzeciwu w formie protestu, przekazanie strategii postępowania w stosunku do władz miejskich, żeby uzyskać właściwe dla obywateli decyzje i również moja obecność na pierwszym spontanicznym proteście, który się odbył w dzielnicy. Na ten spontaniczny protest przyszła około setka zaniepokojonych mieszkańców. Zabierałem tam głos, bo byłem już zapoznany z kartą inwestycyjną, więc mogłem opowiedzieć o faktycznych możliwych zagrożeniach. Kolejne spotkanie odbyło się już pod budynkiem magistratu tuż przed nadzwyczajną sesją rady miasta, na której zjawiło się ponad 60 mieszkańców, z pięknie przygotowanymi hasłami na transparentach. np. „hodowla do ratusza”. Doradzałem im, by właśnie tak, zdecydowanie pokazali swój sprzeciw, oczekując na zabranie głosu na sesji. Cieszę się, że mnie posłuchali, bo bez tego nie było by tego końcowego efektu.

- Twierdzi Pan, że mieszkańcy mieli powody do obaw. Do jakich wniosków Pan doszedł?
- Z tego co ustaliłem, osoba, która tę hodowlę prowadzi i chce ją rozszerzyć, jest „wpływowa w dzielnicy”, prowadzi tam dużą firmę. Natomiast mój niepokój wzbudziło to, że poniekąd jest to osoba „dobrze żyjąca” z władzami miejskimi i osobiście z panem prezydentem Matyjaszczykiem (SLD). Przynajmniej tak było w przeszłości.
Kuriozalne w tym wszystkim jest to, że po pierwsze – nie należy się cieszyć, iż sprawa jest już załatwiona. Nie jest. To jest etap przejściowy. I tak mówię o tym mieszkańcom i radnym, że wygraliśmy wspólnie dopiero pierwszą bitwę. Druga rzecz. Trzeba wyciągnąć wnioski wobec rady dzielnicy, mówię tu o konkretnych radnych dzielnicy, którzy w pewnych momentach nie stali po stronie mieszkańców – a sam to widziałem – tylko wręcz starali się mieszkańców przekonać do tej inwestycji. Oczywiście w radzie są też osoby, które protest zorganizowały i w sumie posunęły sprawę do przodu.
Skandalem jest to, że w radzie dzielnicy są zwolennicy prezydenta Matyjaszczyka, którzy działają na przekór interesom społecznym! To jest bardzo istotne z punktu właściwego funkcjonowania rady dzielnicy w przyszłości.
Jeśli chodzi o kwestię udzielania pozwoleń. Ze względu na nieobecność w dniu sesji nadzwyczajnej, prezydenta Matyjaszczyka, wyznaczony urzędnik magistratu, pan Grzybowski zabierał głos w jego imieniu, natomiast radni lewicy i WdCz, próbowali „podłączyć się” pod ten spontaniczny protest mieszkańców przed sesją. Pewnie dostali informacje, że wielu mieszkańców będzie oczekiwało na zabranie głosu na sesji i dosłownie wybiegali z budynku magistratu, żeby dołączyć do protestujących, na co mieszkańcy zaczęli krzyczeć „muchy do ratusza”! Był tam radny Sowa, Lewandowski i Trzeszkowski. Również etatowy urzędnik magistratu Grzybowski, wypowiadający się w imieniu nieobecnego na sesji prezydenta Matyjaszczyka, opowiadał, że jakoby wsłuchał się w argumenty mieszkańców. Gdyby jednak mieszkańcy Gnaszyna nie zorganizowali się w celu zabrania głosu na sesji i pod urząd miasta nie przyszli, pan Grzybowski na pewno z nikim by nie rozmawiał. Po prostu działał pod naciskiem społecznym.
Wiadomo, że prezydent Matyjaszczyk teraz nie ma dobrej prasy, nie jest w mieście popularny ze względu na szereg błędnych decyzji, chociażby w kwestii działań przeciwko środowisku. Są to między innymi liczne wycinki drzew w mieście. Krótko mówiąc, protest mieszkańców Gnaszyna spowodował, że władza miejska musiała się ugiąć.

- Jak się ta sprawa zakończy?
- Sprawa nie skończy się szybko, ale mieszkańcy wygrają, bo są jednością. Dopóki współdziałają, są w stanie pokazać siłę. Skoro przyszli zabrać głos na sesji ze starannie przygotowanymi transparentami znaczy, że są zdeterminowani i mają wpływ na radnych, którzy faktycznie chcą lub są zmuszani do działania w ich interesie. Takimi akcjami nie dopuszczą do tego, żeby Gnaszyn, dzielnica zdegradowana i zapomniana przez prezydenta Częstochowy została dodatkowo dobita przez inwestycję o dużym oddziaływaniu emisyjnym na środowisko. Deklaruję pełne wsparcie dla proobywatelskich działań mieszkańców w przyszłości.

Z OSTATNIEJ CHWILI

18. marca Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach wydała opinię „w sprawie przedsięwzięcia polegającego na montażu instalacji związanej z przetwarzaniem odpadów innych niż niebezpieczne, mogącej przyjmować odpady w ilości mniejszej niż 10 ton na dobę, hodowli larw muchy czarnej, montażu instalacji do przetwórstwa produktów pochodzenia zwierzęcego, pod nazwą „Przedsięwzięcie polegające na przetwarzaniu odpadów” planowanego do realizacji przy ulicy Głównej 188 Częstochowie – o konieczności przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko dla przedmiotowej inwestycji. Opinia ta została wydana w ramach postępowania zmierzającego do wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Nie jest ona wiążąca dla Organu prowadzącego ww. postępowanie - Prezydenta Miasta Częstochowy. To Prezydent zadecyduje, po uzyskaniu wszystkich wymaganych prawem opinii, czy zasadne będzie przeprowadzenie procedury oceny oddziaływania na środowisko.”


Renata R. Kluczna

Komentarze (1)

26 marca 2021

Faktycznie, pomysł wydaje sie innowacyjny i przyszłościowy. Zwlaszca ze jak widac wiele krajów juz taką produkcje prowadzi. Skoro te larwy maja tyle zdrowych wlasciwości to pewnie za 100 lat bea codziennościa na naszych talerzach. Ale lokalziacja zakladu fatalna, trzeba sie liczyc z ludzmi. Szkoda ze inwestor nie pomyslal o tym zanim cokolwiek zaczal tam robic. Jest mnostwo miejsca na terenach pohutniuczych na taka hodowle. Tak much nikomu i smrod nikomu przeszkadzac nie będą.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama