7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

18 listopada 2020

Skąd są pieniądze w budżecie państwa?

Skąd są pieniądze w budżecie państwa?

7 dni
Benjamin Franklin, już 300 lat temu wiedział, że jedyne co w życiu jest pewne, to śmierć i podatki.


Ile wynoszą dochody państwa, skoro prowadzi tak hojną politykę socjalną? Czy państwo samo zarabia na swoje utrzymanie czy też nie musi, bo dostaje pieniądze z Unii Europejskiej? W pewnym stopniu jest w tym źdźbło prawdy, ale środki te są marginalne wobec głównego źródła wpływów do budżetu państwa – podatków. 
Wydatki potraktujemy w skrócie, bo nie o nich dziś mowa. Z podatków finansowana jest działalność urzędów państwowych, służby zdrowia, szkolnictwa, policji, wojska i etc., czyli ogólnie pojęta budżetówka, w której w 2017 roku pracował aż co piąty Polak. Na garnuszku państwa są także bezrobotni oraz odbiorcy świadczeń socjalnych. Z budżetu państwa wypłacane są także emerytury. W zamian korzystamy z przysługujących nam świadczeń, a państwo zobowiązane jest do zapewniania nam bezpieczeństwa. 
Z jednej strony mamy więc obywateli finansowanych z kasy państwa, a z drugiej grupę, która ten budżet monetami zapełnia – prywatnych przedsiębiorców. Bo wbrew temu co myśli wielu urzędników w chwili wypłacania pensji z bankomatu, w metalowej skrzyni nie siedzi zapracowany świstak drukarz. Oczywiście każdy pracownik budżetówki jest także podatnikiem - najpierw pieniądze z kasy państwa dostaje, by zaraz potem część z nich z powrotem zwrócić w postaci podatków m.in. VAT czy PIT.

Pieniądze nie rosną w ogródku

„Czy to prawda, że na 500+, PiS zabiera nam pieniądze z naszych pensji?” Podobnych pytań w internecie są tysiące i to wcale nie żart. Polacy naprawdę nie wiedzą, skąd się biorą pieniądze w budżecie państwa. Jedna z wywiadowni zadała to pytanie, a wyniki są zatrważające. Co czwarty Polak zapytany o środki na program 500+ nie zna źródła pochodzenia tych pieniędzy. Na jednym z portali internetowych autor zażartował: „są tacy, którzy wierzą, że prezes Kaczyński hoduje 500-złotowe banknoty w swoim ogródku na Żoliborzu, a potem zbiera plony, pakuje do kopert i wysyła do decydentów”. O zgrozo..., niektórzy uwierzyli. Niewiarygodne, że w XXI wieku można nie mieć tak podstawowej wiedzy. To tak jakby nie umieć posługiwać się łyżką, a klozet traktować niczym misę z wodą pitną. 

Państwo nie pracuje

Zacznijmy od fundamentów - w budżecie państwa nie ma żadnych pieniędzy. Państwo nie jest firmą i samo nie zarabia ani złotówki. Między bajki należy włożyć mity o cudownym skarbcu Aladyna wypełnionym monetami, czy bunkrze z kosztownościami ukrytym przez Niemców, do których sięgają władze Polski, gdy rzekomo chcą, by gawiedzi żyło się lepiej. Jeżeli ktoś mówi, że państwo „sięgnie”, „da”, „wyciągnie” kasę - z jakichś tajemniczych czeluści - na nowy projekt socjalny, to albo jest ograniczony albo niedouczony. Państwo, podobnie jak większość z nas, ma rachunek w banku, a dokładnie w Narodowym Banku Polskim, na który codziennie spływają pieniądze od nas, czyli żywi się z pracy swoich obywateli, a „odżywia się” całkiem nieźle. „Zarobki” państwa są bardzo wysokie i wynosiły w roku 2019 prawie 400 miliardów złotych. 

Różnica między budżetem domowym a budżetem państwa jest tak naprawdę jedna: sposób zdobywania środków na utrzymanie. Spora część obywateli zarabia, bo chodzi do pracy. Inna grupa dostaje pieniądze z różnego rodzaju świadczeń. Kolejni przedstawiciele narodu otrzymują środki na życie, bo wcześniej je sobie wypracowali. Państwo natomiast nie pracuje i nigdy nie pracowało, tylko pobiera haracz od wszystkich obywateli i stąd czerpie swój dochód, czyli de facto przerzuca ciężar utrzymania kraju na społeczeństwo. 

Za każdym razem, kiedy premier Mateusz Morawiecki, prezes PiS Jarosław Kaczyński czy też każdy polityk tej bądź innej ekipy rządzącej, składają jakieś finansowe obietnice, po prostu informują naród o tym, w jaki sposób zamierzają wydać pieniądze obywateli. Programy socjalne, trzynaste emerytury, podwyżki dla górników, nauczycieli, nagrody dla posłów, to nie zasługa polityków, którzy ciężką pracą wypracowali nadwyżkę w budżecie, bo jej nie wypracowali. Oni tylko podjęli decyzję: komu zabrać, a komu dać lub gdzie i ile pożyczyć. W Polsce od prawie 30 lat nie udało się wypracować żadnej nadwyżki – i za PiS-u, i za PO żyjemy na kredyt, który będziemy spłacać my i kolejne pokolenia.

To skąd są pieniądze w budżecie państwa?

VAT i akcyza

Niemal dwie trzecie „zarobków” państwa to VAT i akcyza (46% wpływów to VAT, 19% - akcyza).
VAT (ang. Value-Added Tax) to podatek nazywany też „podatkiem od konsumpcji”, bo płaci go każdy, gdy robi zakupy w sklepie: chleb, buty, mikser, meble lub korzysta z usług: taksówkarza, kosmetyczki, fryzjerki, mechanika samochodowego itp. Odbiorca końcowy zawsze płaci VAT. W Polsce podatek ten występuje w czterech stawkach: 0%, 5%, 8% i 23%. 
Akcyza natomiast to dodatkowy podatek na dobra konsumowane na masową skalę (teoretycznie te najbardziej szkodliwe społecznie lub luksusowe, ale nie zawsze, gdyż akcyzą w Polsce obłożony jest też... prąd elektryczny). Powszechnie znane produkty obciążone akcyzą to alkohol, papierosy i... samochody.

PIT i CIT

Z podatku PIT, czyli dochodowego od osób fizycznych państwo zbiera 17% swoich dochodów. Niektórzy podatek ten nazywają „karą za pracę”, bowiem danina od pracujących zwiększa się wraz z przychodami. Osoba zarabiająca poniżej 85.528 złotych rocznie oddaje do budżetu państwa 18% swoich zarobków, a powyżej tej kwoty od nadwyżki aż 32%. 
Podatek dochodowy od osób prawnych natomiast, czyli CIT, którym opodatkowane są zyski firm i korporacji stanowi 9% wpływów do budżetu państwa. Stawka CIT-u jest stała i wynosi 19%, a dla małych i nowych firm - 9%.

Inne

Ostatnie 9% wpływów pochodzi z innych źródeł, przykładowo z zysku NBP, Lasów Państwowych, dywidend spółek w portfelu skarbu państwa oraz różnorakich wpływów z województw, gmin i powiatów. Są to też dochody z państwowych jednostek budżetowych, czyli wszelakie drobne potrącenia i opłaty, np. za udostępnianie dokumentacji, opłaty od spadków, zapisów, darowizn, odszkodowań i wpłat za uszkodzone mienie. Cło to również podatek ukryty pod pojęciem „inne”, czyli danina za wywóz/przywóz towarów sprowadzonych spoza Unii Europejskiej, np. z Chin czy USA. Mamy także podatki celowe od gier oraz instytucji finansowych. 

Śmierć i podatki

Jeszcze kilka miesięcy temu rząd premiera Morawieckiego zapowiadał, że przewidywany poziom deficytu budżetowego (ujemny wynik dochodów do wydatków) wynosił będzie 0%. Już dziś wiadomo, że deficyt wzrośnie do 8,4% PKB (w kasie państwa „braknie” 170-180 miliardów złotych), a dług publiczny osiągnie wartość 55,2% PKB (co najmniej 1,15 biliona złotych). Zadłużenie Polski przed kryzysem przekroczyło już 1 bilion złotych, a teraz będzie już tylko rosło.

Budżet na 2021 rok będzie najtrudniejszym w historii III RP: wysokie wydatki, w tym mnóstwo drogich programów socjalnych; niepewne wpływy, bo główny „dostawca” pieniędzy do budżetu państwa, czyli firmy albo już zbankrutował albo zrobi to za moment; brak możliwości przewidzenia jak rozwinie się pandemia. 
A co wiemy na pewno? Ani chybi – idąc za myślą Franklina - nie miną nas... śmierć i podatki.


Renata R. Kluczna

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama