7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

06 listopada 2019

Festiwal określania się

7 dni
Czasy są takie, że się trzeba określać na każdym kroku. Na przykład przed wejściem do marketu (zwykłe sklepy w sąsiedztwie mi polikwidowano) wypadałoby się zadeklarować jaki jest mój stosunek do grupy LGBT. Odpowiadam zatem, z całkowitą powagą, dokładnie taki sam jak do grupy określonej jako mieszkańcy Czechowic-Dziedzic.

Dlaczego akurat Czechowic-Dziedzic? Nie wiem. Nieporównywalnie więcej poznałem mieszkańców Gliwic, Tych, Zabrza, Katowic, Zawiercia, Dąbrowy Górniczej itd., znacznie lepiej znam wymienione miasta, tak ich teraźniejszość jak przeszłość. Akurat tak się złożyło, że Czechowice-Dziedzice nigdy mnie specjalnie nie interesowały. Kilka znajomych mi osób nie mogę traktować jako reprezentatywnych dla wspólnoty mieszkańców owych Czechowic i Dziedzic. Być może poznałem też szereg osób nie mając nawet świadomości, że są z Czechowic lub Dziedzic. Mniej więcej to samo mogę powiedzieć o grupie LGBT, podejrzewam, że są to różni ludzie, o różnorodnych zainteresowaniach, ktoś tam jest górnikiem, ktoś żołnierką, ktoś bibliotekarzem lub aktorką, ktoś lubi Legię, ktoś Wisłę, ktoś głosuje na PiS, ktoś na lewicę, ktoś jest katolikiem ktoś buddystą... Kwestia zachowań seksualnych nie jest szczególnym wyróżnikiem świadczącym o charakterze czy poglądach, w każdej grupie wyodrębnionej ze względu na preferencje seksualne znaleźć można mądrych lub głupich, złych i dobrych, a przede wszystkim najczęstszą formę: indywidualną mieszankę głupoty z mądrością lub zła z dobrem.

Życzę, przy tym, jak najlepiej wszystkim mieszkańcom Czechowic-Dziedzic, tak jak i wszystkim określającym siebie jako LBGT. Czynię to z egoistycznej zachowawczości, jak się dobrze żyje ludziom po sąsiedzku, to i ja na tym nie tracę, a raczej też zyskuję szansę na lepsze życie. Jako fundamentalny legalista bronić gotów jestem każdego, którego – ze względu na miejsce zamieszkania lub preferencje seksualne – ktoś chce pozbawić przysługujących wszystkim praw. 

Dobrze – powie taki wymuszacz określeń – ale czy wpuszczę do szkół edukatorów z LGBT? Odpowiem równie niezadowalająco: nie wiem, bo to nie leży w moich kompetencjach. Program edukacyjny ustala jakaś „tajna komórka”, nie mam na to żadnego wpływu. Edukacja jest przymusowa i znajduje się pod kontrolą państwa. Edukować dzieci w szkołach może tylko osoba posiadająca zawód nauczyciela, bezpośrednio za jakość nauczania odpowiada dyrektor szkoły. W celu uatrakcyjnienia nauczania nauczyciel, za zgodą dyrektora, może zaprosić osoby z zewnątrz, by opowiadały np. o historii i przyrodzie lokalnej, o wykonywanych zawodach czy procesie tworzenia artystycznego, o zachowaniach wpływających na bezpieczeństwo itd. Zazwyczaj nikt się nie interesuje i nie sprawdza jakie preferencje seksualne ma zapraszany, bo to nie jest tematem ich prelekcji. Zaproszenie takiego czy innego edukatora (krajoznawcę, policjanta, lekarza czy nawet seksuologa) nie zwalnia z odpowiedzialności dyrektora za całość edukacji szkolnej i bezpieczeństwo dzieci. Jestem, co prawda, zwolennikiem tezy, by zwiększyć tu udział decyzyjny rodziców, obciążyć ich także współodpowiedzialnością za edukację i wychowanie ich dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że owe pytanie o edukatorów z LGBT dotyczyć może przede wszystkim dyrektorów szkół. Żaden poseł, starosta czy aktywista społeczny nie może im w tej kwestii nic narzucać.

Uff, określiłem się. Może w sposób niezadowalający dla Czytelników, ale któż może być doskonały. Polityka to gra emocjami zbiorowymi, widzi się narody, klasy, grupy społeczne. A ja jako apolityczny pismak wolę zajmować się ludźmi, ich indywidualizmami i niedoskonałościami.


Jarosław Kapsa

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama