7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

06 marca 2019

Za czem kolejka...

7 dni
Od kilku miesięcy o 6 rano wędrując do kiosku po gazetę mijam grupkę osób przed byłym Urzędem Wojewódzkim. Ciemno, zimno, mokro, a ludzie stoją, bo odstać swoje trzeba, by zyskać dokument nazywany paszportem. Były duże kolejki latem, potem jesienią mniejsze, teraz znów porobiły się większe, bo zbliża się brexit i nie wiadomo jak z tym wjazdem na Wyspę będzie.


Ludzie stoją, bo wystać paszport muszą. Stoją, marzną, mokną, bo... powiedzmy to jasno... administracja rządowa ma ich, obywateli, tam, gdzie i siedzi się nieprzystojnie i wymówić nazwy nie wypada. By mieć szansę bycia załatwionym, trzeba zapisać się do kolejki przed szóstą rano. Urząd otwiera się na obywateli od 7.30, trzeba do tej pory czekać na dworze. Stawić się trzeba osobiście, nikt jednak nie pomyślał o jakichś – normalnych na poczcie czy w innych urzędach – systemach zdalnego rejestrowania terminu wizyty. Trwała zresztą od miesięcy budowa wrót wjazdowych do Urzędu (nazywana remontem), więc nikt nie miał głowy, by klientom uprzyjemnić życie, przeciwnie: ufundowano im rozkosz czekania na placu budowy.

Na brexit nikt nie miał wpływu, ale termin kulminacji wymiany paszportów łatwo było przewidzieć. Mówiono w kolejce, że przewidywano, ale na odwrót redukując w Częstochowie ilość uprawnionych do obsługi paszportowej urzędników. Zwracano uwagę na swoisty Kato-centryzm. W centrum województwa sprawy paszportowe można było załatwić nie tylko w Katowicach, ale i Sosnowcu, Gliwicach, Zabrzu, a nawet w Pszczynie i Zawierciu, dla całego subregionu północnego przewidziano tylko jeden punkt w Częstochowie. Czy można było inaczej? Pewnie tak, wystarczyło przekazać sprawy paszportowe jako zadanie zlecone urzędom starostwa (Częstochowa – miasto i powiat, Myszków, Kłobuck), dają radę z wydawaniem dowodów osobistych, z paszportami też dały by radę. Ale gdyby tak przekazywać zadania samorządom, Pan Wojewoda czułby się mniej potrzebny, a więc w swej osobie niedowartościowany. A tak: stoi kolejka, stoi od wczesnego ranka, sypią się „komplementy” pod adresem Wojewody Katowickiego, Pan na Urzędzie czuje swoją rangę i znaczenie wśród poddanych. Raczej nie przychodzi mu do głowy (o ile ma takową), że tak właśnie wygląda państwo zwane „ch... ,d... i kamieni kupa”, że tak właśnie objawia się państwo, które „nie działa”. 

Mijam grupkę petentów-paszportowców, biorę w kiosku gazetę, a w niej o inicjatywie zmiany nazwy województwa. Zamiast Śląskie, ma być Małopolsko-Śląskie, bo historia, tradycja, tożsamość itd. W porządku, każdy ma jakieś marzenia, nazywać się może nasze województwo jak tam chcą, byle nie burakowizną (bo to ujawnia tajemnicę państwową). Ale czy to Małopolsko-Śląskie Województwo lepiej obsłuży petentów? Zwłaszcza, że nie są to petenci, ale obywatele, suwereni, podmiot wobec służebności urzędniczej. Nie w nazwie problem, lecz w przestawieniu kierunków myślenia władzy. Polska to nie starożytny Egipt, to Rzecz Pospolita. Rolą każdego urzędnika, tego z miasta i powiatu, tego z województwa i ministerstwa, nie jest pokorna służba Najwyższej Zwierzchności. Przeciwnie, od tej Najwyższej Zwierzchności po referenta w biurze obsługi, zadaniem urzędniczym jest służba każdemu obywatelowi. On, płacąc podatki, funduje nam obiad.

Stoją ludzie przed Urzędem nucąc piosenkę: „za czym kolejka ta stoi? Po szarość, po szarość, po szarość. Na co w kolejce tej czekasz? Na starość, na starość, na starość”.


Jarosław Kapsa

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama