7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

05 grudnia 2018

Dlaczego Martin Saczek nie wygrał w Częstochowie?

Dlaczego Martin Saczek nie wygrał w Częstochowie?

7 dni
WYBORCZE PODSUMOWANIE (część 5)
Przez ostatnich kilka tygodni analizowaliśmy na łamach Tygodnika 7 dni przyczyny ogromnej przewagi SLD i prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka w tegorocznych wyborach samorządowych. Jednak - naszym skromnym zdaniem - głównym powodem druzgocącej przegranej konkurentów Sojuszu, jest to, że tak zwana opozycja po prostu jest słaba. To, w jaki sposób potoczyły się losy przeciwników politycznych partii rządzącej Częstochową, nie jest wynikiem kilkumiesięcznej kampanii wyborczej SLD, a mozolnej, starannie przygotowywanej układanki Sojuszu, prowadzonej od 8 lat.

Szukając odpowiedzi na pytanie: dlaczego wybory samorządowe w Częstochowie wygrał Sojusz Lewicy Demokratycznej z Krzysztofem Matyjaszczykiem na czele, dochodzimy do swego rodzaju paradoksu. Z pozoru odpowiedź jest prosta, ale i bardzo złożona.
Jeśli radni Prawa i Sprawiedliwości, udzielają lewicowemu prezydentowi absolutorium, jeśli ci sami radni głosują za projektem budżetu, złożonym przez Matyjaszczyka, bądź – co chyba gorsze – wstrzymują się od głosu, to jest to wyraźny sygnał dla myślącej części elektoratu, że - zdaniem radnych PiS - lewica dobrze rządzi miastem i nie ma potrzeby zmian. W tym samym czasie, druga co do wielkości partia w Polsce, wchodzi lokalnie w oficjalny układ z SLD, co z kolei jest wiadomością do wyborców, że lewica to dobry wybór, skoro działacze Platformy Obywatelskiej zawierają z Sojuszem „związek małżeński”. Pozostali konkurenci SLD zadbali podczas wyborów samorządowych, by Matyjaszczykowi krzywdy nie wyrządzić. Jest takie staropolskie powiedzenie: ugryzł, ale śladu nie zrobił (znaczy: udawał, markował) – tak właśnie zachowywali się rywale lewicy. O tym dlaczego tak postępowali konkurenci SLD, pisaliśmy już wielokrotnie.

I tu nasuwa się kolejne pytanie: dlaczego nie powstał w Częstochowie ruch oddolny, społeczny? Tak zwane społeczeństwo obywatelskie, niestety w naszym mieście nie istnieje. Ta bolesna, niełatwa prawda wcale nie oznacza, że Częstochowa jest na straconej pozycji, i że pisany jej jest nam upadek. Nie oznacza także – wbrew temu co myśli lewica – że już na zawsze rządzić w Częstochowie będzie SLD. Jest jednak, co najmniej jeden fundamentalny warunek – mieszkańcy muszą otworzyć się na problemy i potrzeby innych. To, że nie jestem kibicem Rakowa, Włókniarza czy AZS-u nie znaczy, iż nie mam mieć zdania w sprawie częstochowskiego sportu, jego finansowania czy rozbudowy infrastruktury. Jeżeli nawet nie mieszkam w centrum miasta, a tamtejsi mieszkańcy sprzeciwiają się budowie Galerii Śródmiejskiej i zgadzam się z ich argumentami, to nie znaczy, iż mam siedzieć cicho, tylko dlatego, że jestem z innej dzielnicy. Wszystko co dotyczy miasta Częstochowy - dotyczy wszystkich jego mieszkańców. Częstochowianie nie potrafią – przynajmniej na razie – zjednoczyć się w potrzebie. Każdy żyje sobie i widzi tylko własny „kawałek nosa”. Jedność i solidarność społeczna nie jest procesem łatwym i z całą pewnością nie byłyby popierane przez rządzących. Świadome społeczeństwo więcej od władzy wymaga, potrafi wspólnie działać i skutecznie walczyć o swoje. Tośmy sobie pomarzyli...

Najsłabszy rezultat wyborczy osiągnął kandydat na prezydenta Częstochowy z Komitetu „Otwarta Częstochowa” - Martin Saczek (partia „Razem”). W przeciwieństwie do kandydatury senatora Artura Warzochy (PiS), posła Tomasza Jaskóły (Kukiz`15), nie wspominając już o grupie Marcina Marandy, których wyniki były zdecydowanie poniżej oczekiwań – osiągnięcie wyborcze Martina Saczka zaskoczeniem nie było.
Przedstawiciele partii „Razem” w Częstochowie, niestety na co dzień są niewidoczni, stąd i wynik wyborczy nie mógł być wysoki.

O tym, jak sam kandydat ocenia swoją kampanię wyborczą zapytaliśmy Martina Saczka.

- Co było powodem pana porażki w wyborach samorządowych?

„Zacznijmy od tego, że ani swojego wyniku, ani wyniku całego komitetu "Otwarta Częstochowa" nie nazwalibyśmy porażką, tylko cennym doświadczeniem, które będzie procentować w przyszłości. Dziękujemy za wszystkie oddane na nas głosy - i na mnie, jako kandydata na prezydenta, i na naszą listę. Krzysztof Matyjaszczyk z SLD wygrał w pierwszej turze, ale nie łudźmy się – wiele osób wybrało tę kandydaturę ze strachu przed PiS-em, a nie ze względu na zbieżność poglądów. Polska scena polityczna jest bardzo spolaryzowana, a specyfiką Częstochowy jest silna pozycja SLD i słaba Koalicja Obywatelska - tutaj akurat to kandydat SLD stał się twarzą anty-PiS-u. To również zaważyło na wyniku – zaledwie dwóch kandydatów przekroczyło 10%. Kampania w Częstochowie była bardziej plebiscytem popularności, a nie dyskusją o problemach miasta. Wystartowałem po raz pierwszy, byłem najmłodszym kandydatem, ale jako jedyny przedstawiłem kompleksowy program dla miasta. To było widać w debacie telewizyjnej, którą urzędujący prezydent i jeden z naszych kontrkandydatów po prostu zignorowali, co odbieram jako brak szacunku dla wyborczyń i wyborców.
Kolejną kwestią są pieniądze - nam po prostu zabrakło środków finansowych, by bić się o większą rozpoznawalność. W przeciwieństwie do pozostałych komitetów, nie mogliśmy liczyć na zastrzyk gotówki z centrali, bo startowaliśmy jako komitet lokalny i jedynymi środkami, którymi dysponowaliśmy, były wpłaty nasze i sympatyzujących z nami osób na nasz fundusz wyborczy, za które jesteśmy bardzo wdzięczni. Nasza kampania prowadzona była skromnie, z poszanowaniem estetyki, tymczasem inni kandydaci praktycznie zalepili całe miasto swoimi banerami, plakatami i ulotkami, przez co Częstochowa wyglądała jak śmietnik.”

- Czy tak słaby wynik kandydata na prezydenta, oznacza, że „Razem” w Częstochowie nie ma zwolenników?
„Zdecydowanie nie, okręg częstochowski Razem liczy kilkadziesiąt osób, a wydarzenia przez nas współorganizowane cieszyły się sporym zainteresowaniem. Nie mówimy tu wyłącznie o Marszu Równości, o którym tak często lubią pisać media w kontekście niezdrowej sensacji, lecz także o działaniach takich, jak wsparcie pracownic i pracowników DPS.
W wyborach samorządowych nasza Rada Krajowa zadecydowała, że samodzielnie startować będziemy wyłącznie do sejmików wojewódzkich, a starty miejskie, takie, jak nasz do częstochowskiej Rady Miejskiej, będą miały formułę komitetów wyborczych wyborców. To sprawiło, że w kampanii nie mogliśmy używać nazwy Razem, ani korzystać z partyjnych zasobów, przez co wielu osobom komitet "Otwarta Częstochowa" mógł rzeczywiście nie kojarzyć się z Partią Razem. Takie mamy jednak prawo wyborcze i musieliśmy go przestrzegać. Zrobiliśmy kampanię uczciwie, skromnie i nie mamy się czego wstydzić.”

- W związku z druzgocącą przegraną w stosunku do zwycięzcy Krzysztofa Matyjaszczyka czy zamierza się pan wycofać z działalności politycznej?
„Powtórzę ponownie, nie uważam naszego wyniku za druzgoczącą przegraną. A w kwestii pytania o zawieszenie aktywności politycznej - oczywiście, że nie, co więcej - czuję się teraz bardziej zmotywowany do pracy na rzecz regionu i jego mieszkańców. Potraktowaliśmy ten start jako sprawdzian dla naszych struktur i wiemy już, że jesteśmy w stanie zarejestrować komitet, zebrać wymaganą liczbę podpisów i wystawić listy we wszystkich dzielnicach miasta. Zamierzamy teraz bacznie obserwować działania władz miasta, recenzować je, i oczywiście pracować na lepszy wynik za 5 lat, choć już wiosną kilka osób planuje start do rad dzielnic.”


Renata R. Kluczna

Komentarze (2)

06 grudnia 2018

a kto to jest?


05 grudnia 2018

Czy warto o tym pisać?


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama