7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

07 listopada 2018

Dlaczego PiS nie wygrał w Częstochowie?

Dlaczego PiS nie wygrał w Częstochowie?

7 dni
WYBORCZE PODSUMOWANIE (część 1)

Zwycięstwo Krzysztofa Matyjaszczyka, wbrew temu co twierdzą jego poplecznicy, nie miało wiele wspólnego ze świadomym wyborem mieszkańców. Urzędniczka Kasia z pokoju 108 urzędu miasta wie, że jest przerost zatrudnienia w instytucjach miejskich, a urzędnicy siedzą sobie bez mała na głowach, ale dziś ma pracę i póki rządzą ci, a nie inni zachowa ją – na kogo więc oddała w wyborach swój głos? Nauczyciel Paweł, jako człowiek światły widzi braki w częstochowskim szkolnictwie, ale być może on, jego żona, dorosłe dzieci i pozostali członkowie rodziny związani z oświatą, prowadzą „tajne” – aczkolwiek dochodowe – „komplety” przy cichej aprobacie władzy – na kogo więc oddał w wyborach swój głos?

Pacjent Włodek nie ma bladego pojęcia o astronomicznym zadłużeniu szpitala miejskiego, w którym leżał i którego istnienie stoi pod wielkim znakiem zapytania, mimo że podczas pobytu w placówce musiał we własnym zakresie zaopatrzyć się w niezbędne leki, ale ma dopłaty do mieszkania od miasta, pomoc finansową z MOPS-u i każdego dnia obiady oraz żywność z instytucji wspieranych przez magistrat i żyje mu się całkiem nieźle – na kogo więc oddał w wyborach swój głos? Emerytka Gienia dwunastokrotnie już co prawda zwichnęła nogę na krzywym chodniku wracając z kościoła, ale do szczęścia wystarcza jej podła kawa za złotówkę w pobliskiej kawiarence i pobujanie się z Marylą Rodowicz na koncercie przedwyborczym zorganizowanym przez urząd miasta z pieniędzy podatników – na kogo więc oddała w wyborach swój głos? Ci sami ludzie (zresztą jak wielu innych) poproszeni o wskazanie sukcesu ogromnej wagi dla miasta, wypracowanego od początku do końca przez Matyjaszczyka, milkną. 

Co więc sprawiło, że wygrał Matyjaszczyk? Po pierwsze, propaganda sukcesu, której kreowaniem od lat zajmuje się ekipa SLD. Rola „ojca” tegoż sukcesu przypadła właśnie Matyjaszczykowi. Po drugie, mieszkańcy nie identyfikują się ze swoim miastem, liczy się „moje tu i teraz”, czyli partykularny interes jednostki – dlatego mamy tak oczywisty rezultat.

Jak powiedział ponad 300 lat temu Fryderyk II Wielki (król Prus): „zwycięzców nikt nie będzie sądził”, więc i my sądzić Matyjaszczyka i jego świty nie będziemy. 
Osądzimy przegranych.

***

Największą porażkę w tegorocznych wyborach samorządowych w Częstochowie poniósł PiS. Kampania kandydata na prezydenta Artura Warzochy oraz większości kandydatów na radnych startujących z list PiS-u była nijaka, minimalistyczna, spóźniona i bez planu. Lokalne struktury partii Jarosława Kaczyńskiego zachowywały się w Częstochowie tak, jakby nic nie musiały robić, bo wszystko za nich załatwi koniunktura krajowa, a przypomnijmy, że w Polsce mają prawie 40 procentowe poparcie. Po drugie, w przeciwieństwie do „czerwonych”, PiS-owcy nie działali zespołowo. Na licznych spotkaniach, konferencjach i briefingach dla mediów, Artur Warzocha nie występował w otoczeniu co najmniej kilkudziesięciu kandydatów na radnych, stał sam jak palec. Po trzecie, przez ostatnie dwa tygodnie przed wyborami, Częstochowę odwiedziła prawie cała rada ministrów, z premierem Morawieckim na czele oraz wielu najwyższej rangi urzędników państwowych. Eksplozja wizyt była dla lokalnych redakcji tak uciążliwa, bo zbyt intensywna, nierzadko chaotyczna i na ostatnią chwilę, że skąpe relacje ze spotkań mieszały się z wiadomościami o otwarciu kolejnego na tej samej ulicy dyskontu. I sprawa kluczowa. Skrzętnie zatajano przed mieszkańcami informacje o wizytach ministrów w Częstochowie, więc elektorat w nich nie uczestniczył, a powinien. 

PiS-owi nie pomógł nawet „szantaż wyborczy”. Kandydat Warzocha publicznie zasugerował, że miasto Częstochowa będzie musiało zwrócić około 100 milionów złotych za płonące autobusy hybrydowe, których to 40 sztuk zakupiono z pieniędzy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – jednak żaden z nich dziś pasażerów nie wozi. Co prawda nie wprost, ale z kontekstu wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że w przypadku wygranej Warzochy, miasto może liczyć na wyrozumiałość Narodowego Funduszu.

Mankamentów kampanii PiS-u w Częstochowie, można by wymienić jeszcze mnóstwo, chociażby niebyt wyborczy lidera lokalnego PiS-u, ministra i posła Szymona Giżyńskiego czy europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej, ale błąd najpoważniejszy leży po stronie wyboru Artura Warzochy na rywala Matyjaszczyka. Skoro pan Warzocha już dwukrotnie dostał od mieszkańców czerwoną kartkę (na prezydenta Częstochowy kandydował w 2010 i 2014 roku) i przez lata niewiele zmienił w swoich działaniach na rzecz miasta, to oczywistym było, że nie mógł wygrać. Jeśli wyborcy wiele lat temu wypowiedzieli się w tej kwestii: Artur Warzocha ewentualnie może być naszym reprezentantem w parlamencie (przysłużyły mu się głosy wyborców z powiatu), ale nie prezydentem Częstochowy - należało wystawić innego kandydata. No chyba że – jak twierdzą niektórzy – właśnie o to chodziło, by PiS nie wygrał.

I jeszcze krótka anegdota, dlaczego PiS-owi nie mogło się udać. Jeden z mieszkańców Kłobucka podzieli się z nami żenującą nowiną: „Zabroniono nam, ludziom prawicy przychodzić na spotkania organizowane przez kandydatkę z listy PiS do sejmiku województwa śląskiego Monikę Fajer. Byłem zawstydzony całą sytuacją, bo mówił to człowiek PiS-u. Wyszło na to, że członkowie tej samej partii występowali przeciwko sobie, więc jak mieliśmy wygrać?”

Tak naprawdę ważniejsza od prezydenta jest rada miasta. Przypomnijmy. Prezydent jest ciałem wykonawczym, a radni uchwałodawczym, czyli decyzje o mieście podejmują radni i zapisują je w formie w uchwał, natomiast rolą prezydenta jest wykonywać zalecenia radnych.
Częstochowska rada miasta składa się z 28 radnych. Partia, która ma co najmniej 15 radnych decyduje więc o wszystkich sprawach. SLD wprowadziło 12 radnych, Platforma Obywatelska 5, Wspólnie dla Częstochowy 1 radną, a PiS 10 radnych (tyle samo, co w poprzednich wyborach). Jeśli – a tak się raczej stanie – SLD, PO i Wspólnie dla Częstochowy dogadają się i zawiążą koalicję, razem mają 18 radnych. Lewica ma więc własnego prezydenta i przewagę w radzie miasta, co daje jej nieskończoną władzę w Częstochowie przez najbliższe 5 lat. Mamy oto kuriozalną sytuację. PiS chwali się ogromnym poparciem i rzeczywiście na 9 parlamentarzystów ziemi częstochowskiej aż 6 jest z PiS-u, a mimo to nie udało się partii Jarosława Kaczyńskiego wprowadzić więcej radnych i z kandydata Warzochy zrobić prezydenta Częstochowy.
Co zdaniem samego kandydata było powodem jego porażki? 

O wypowiedź poprosiliśmy senatora Artura Warzochę, kandydata Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Częstochowy w wyborach samorządowych w 2018 roku:

- Dlaczego Pan nie wygrał?

- Przede wszystkim z powodu nastroju, który się wytworzył w mieście, czyli koalicji przeciwko PiS-owi. Potwierdziły to także wyniki wyborów w innych miastach, zarówno w pierwszej turze, jak i w drugiej turze, która dostarczyła ostatecznego argumentu. Druga sprawa, może nawet ważniejsza, to jest to, że w Częstochowie SLD miało nie lada kampanię wyborczą. Wszyscy widzieli, jak dużo materiałów, za ciężkie pieniądze, zostało wywieszonych w mieście. Ja nie wnikam, ani nie analizuję w tej chwili, skąd się wzięły na to pieniądze czy to było legalne finansowanie oraz czy nie zostały przekroczone limity. To sprawa dla Państwowej Komisji Wyborczej. Ja uważam, że pod tym względem raczej doszło do poważnego nadużycia. W wykonaniu SLD to była bardzo bogata kampania. Kandydaci na radnych wręczali nieprawdopodobne ilości różnego rodzaju gadżetów i materiałów promocyjnych. I widocznie to zadziałało.
Poza tym pan Matyjaszczyk, jako obecnie urzędujący prezydent Częstochowy, wykorzystywał wiele sytuacji do lansowania się i robił to przy zaangażowaniu również sił miejskich oraz środków miejskich - trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Przykładem tego mogą być przeprowadzone tuż przed wyborami Senioralia. Kilka tysięcy osób przy okazji koncertu Maryli Rodowicz i Andrzeja  Rybińskiego, miało okazję oglądać pana prezydenta Matyjaszczyka i kandydatów na radnych. Był tam przecież pan Marszałek, słyszałem, że też pan Niesmaczny i wielu innych. W ten sposób ekipa SLD, przy zaangażowaniu środków podatników, organizowała sobie kampanię wyborczą.
Ja oczywiście gratuluję Krzysztofowi Matyjaszczykowi wygranej i życzę mu sukcesów, bo chciałbym żeby i miasto odnosiło sukcesy. Jednocześnie zapowiadam, że będę recenzentem jego prezydentury. 
Ja złożyłem deklaracje wyborcze i zamierzam tych deklaracji dotrzymać. Chciałbym, aby znalazły się w mieście pieniądze - zresztą są już przyznane - na budowę zabezpieczeń przeciwpowodziowych. To był jeden z punktów mojego programu i został już dotrzymany. Doprowadzę również do tego, by powstał w Częstochowie stadion piłkarski na Rakowie i w ogóle będę działał na rzecz rozwoju środowiska sportowego w Częstochowie. Wspierał będę także projekty inwestycyjne, np. program Mieszkanie Plus. 
Jeżeli władze miasta będą wykazywały dobrą wolę będziemy współpracować. Zresztą uważam, że prezydent Matyjaszczyk nie ma innego wyjścia, bo nie złożył żadnych obietnic wyborczych i dlatego ma szansę skorzystać z moich.
Będę również przyglądał się, w jaki sposób władze miasta zamierzają rozwiązać najważniejsze problemy, na przykład ograniczanie zadłużania miasta lub w jaki sposób prezydent zamierza wyjść z opresji dotyczących autobusów hybrydowych i pieniędzy, które trzeba będzie zwrócić do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej za nieosiągnięcie efektu ekologicznego.

- Cały czas rozmawiamy o prezydencie Matyjaszczyku, a ja pytam co było powodem przegranej Artura Warzochy?
- Niczego złego nie widzę w moim postępowaniu. Udało mi się uniknąć błędów w kampanii wyborczej. Nie miałem żadnych kontrowersyjnych wypowiedzi, mówiłem merytorycznie i wyłącznie o problemach miasta. Pracowałem od świtu do nocy. Miałem bardzo pozytywne sygnały, jeśli chodzi o odbiór mieszkańców. Jedynie do czego nie udało mi się doprowadzić, to do debaty z Krzysztofem Matyjaszczykiem, ale to nie moja wina, bo jak zwykle prezydent Matyjaszczyk odmówił.
W Częstochowie kampania rozpoczęła się dokładnie tego dnia, w którym powinna się rozpocząć. Zwracam uwagę na to, że oprócz olbrzymich środków finansowych, które były zaangażowane w kampanię wyborczą SLD, to rozpoczęto ją prawie na miesiąc przed oficjalnym jej startem. Pierwsze banery Komitetów Wyborczych SLD Lewica Razem i także Wspólnie dla Częstochowy, które jak wiadomo jest przybudówkę SLD, zawisły 27 lub 28 sierpnia. Natomiast pierwsze plakaty wyborcze Krzysztofa Matyjaszczyka pojawiły się w mieście 1 września, gdzie jako kandydat na prezydenta został zarejestrowany dopiero 27 lub 28 września, czyli prawie miesiąc później. Ja rozpocząłem kampanię dokładnie tego samego dnia, kiedy zostałem oficjalnie zarejestrowany, jako kandydat na prezydenta Częstochowy. Powiem tak, każdemu innemu wolno łamać prawo, łamać przepisy, ale gdyby to zrobił kandydat PiS-u, to natychmiast byłaby awantura na całą Polskę. Bo my jesteśmy na takiej „uprzywilejowanej” pozycji, że wszystkim dookoła wolno łamać prawo, a nam nie.
Mało tego, my nie przekroczyliśmy dozwolonych limitów wydatków na kampanię, i dotyczy to zarówno jeśli chodzi o kandydata na prezydenta, jak i kandydatów na radnych. A przypomnę, że mój limit wynosił - podobnie jak Krzysztofa Matyjaszczyka – 130.000 zł. Moja kampania rzeczywiście na tle kampanii Krzysztofa Matyjaszczyka wyglądała nieco skromnie. Wiem doskonale, że niektórzy kandydaci na radnych mieli więcej wywieszonych plakatów wyborczych w niektórych dzielnicach niż ja w całym mieście.
To teraz niech sobie czytelnicy 7 dni i opinia publiczna, odpowiedzą sami na pytanie: kto tutaj sobie żarty z prawa stroi...?

- Czy Artur Warzocha pozostaje w polityce?

- Oczywiście będę do końca tej kadencji parlamentarnej i nadal będę działał na rzecz mieszkańców naszego miasta i szeroko pojętej ziemi częstochowskiej. Będziemy dalej przekonywać nasze władze, by przeprowadziły konsultacje społeczne w celu reaktywacji województwa częstochowskiego. Dalej będę działał na rzecz rozwoju naszych uczelni wyższych. Mam na myśli pomoc Uniwersytetowi im. Jana Długosza w Częstochowie. Będę starał się doprowadzić w ciągu najbliższych miesięcy do realizacji dwóch projektów - utworzenie kierunku lekarskiego, jak również utworzenie szkoły filmowej w Częstochowie. To są moje autorskie pomysły. Zrobię wszystko, żeby zostało to zrealizowane.
Prezydent Matyjaszczyk stoi przed wielką szansą, by być prezydentem, który zmieni oblicze tego miasta, tylko musi tego chcieć, ale przede wszystkim musi zmienić kierunek swojej polityki. Jeżeli natomiast będzie kontynuował to, co się przez 8 lat tutaj działo - czy raczej nie działo - i tylko w sposób bieżący będzie zarządzał miastem lub przez kontrowersyjne i zabójcze dla miasta pomysły jak zakup autobusów hybrydowych narażał miasto - to nie widzę w różowych barwach przyszłości Częstochowy i jej mieszkańców.

- Rozumiem, że w przyszłym roku startuje Pan w wyborach do Senatu?
- To nie zależy tylko ode mnie, ale od władz mojej partii. Jeżeli powierzą mi takie zadanie, to oczywiście chętnie skorzystam i pewnie wystartuję. A jeżeli nie, to będę się starał być aktywnym na innych polach na rzecz naszego miasta i regionu.


Renata R. Kluczna

Komentarze (5)

09 listopada 2018

Salowy. Niewiele zrozumiałeś. Straszny z ciebie prostaczek.


09 listopada 2018

kominiarz.Kiedyś też będziesz dziadkiem (oby nie dziadem) i może będziesz tęsknił za tańszym jedzeniem, kawusią i pieluchomajtkami.A basen...no cóż... oby nie był tylko ten pod Twoim wyrem.


09 listopada 2018

Co sądzi senator Warzocha o częstochowskich „Misiewiczach” z PiS-u ? W 2017 r. wynagrodzenie zasadnicze dla Prezesa Zarządu Regionalnego Funduszu Gospodarczego Mirosława Matyszczaka (mąż sekretarz Zarządu Okręgu PiS Grażyny Matyszczak, ojciec dyrektora Śląskiej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Tomasza Matyszczaka) wyniosło 44.038 zł miesięczne. Zasadnicze wynagrodzenie częstochowskiego katona wiceprezesa Artura Sokołowskiego (były radny PiS, został nim dzięki serii artykułów w 7 Dniach, za które obecnie po wyrokach sadowych przeprasza) wyniosło 35.230 zł. Przy okazji na reklamę w Gazecie Częstochowskiej (red. naczelna Urszula Giżyńska-żona posła PiS Szymona Giżyńskiego i dyr. gazety Grażyna Matyszczak-już wcześniej wymieniana) zarządzana przez w/w panów spółka wydała w 2016 r. 21 600 zł i w 2017 35 850 zł. Całość informacji; orka2.sejm.gov.pl/INT8.nsf/klucz/283B8403/%24FILE/z06933-o1.pdf


08 listopada 2018

8 lat pompowania w seniorów przyniosło efekt. Nieważne, że młodzi wyjeżdzają za pracą i szkołą, że jest nas coraz mniej i przez to miasto jest coraz biedniejsze. Ważne, że dziadki mają taniutkie kawki, prawie darmowe wstepy na basen, place zabaw (raczej puste lub wykorzystywane przez młodszych mieszkańców), potańcówy i wieczne dopieszczanie przez ojców miasta. Ważne, że władza daje i trzeba brać.


07 listopada 2018

cestochowski pis trzeba oczysciv Z typkow typu gizynski i spolka


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama