7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

03 sierpnia 2011

Uprzejmie donoszę... znam sekrety władzy

Uprzejmie donoszę... znam sekrety władzy

7 dni
- Kogo obchodzi co robią radni...? Bynajmniej nie częstochowian, bo wiadomo, że radni nic nie robią. Wszystko opiera się na układach i zależnościach. Tak było zawsze. Dobrze to wiem, bo sam byłem radnym – mówi lokalny polityk.

Częstochowscy politycy poglądy zmieniają tak często, jak kameleon kolory – żadne to odkrycie. Tajemnica jednak tkwi w szczegółach, kto z kim i dla jakich korzyści...? Opozycja tradycyjnie milczy, choć doskonale zna zakulisowe układy partii rządzącej naszym miastem. Tak jest od 20 lat. Niby to „nie lubimy się” – mówi prawica o lewicy i vice versa, ale pary z gęby nikt nie puści o występkach pozostałych, bo zarówno jedni jak i drudzy tkwią w zależnych od siebie układach. Uzdrowienie dałaby transfuzja, dopływ świeżej krwi. „Stare” ekipy polityczne jednak bronią -  niczym wygłodniały pies miski - dostępu do władzy. Efekciarska harpia ma odstraszyć nowych pretendentów i pozwala zachować pozory przed 200-tysięczną publicznością. Na pierwszy rzut oka wszystko kotłuje się, wrze, a w rzeczywistości buzi buzi na bankiecie, pod rąsię na wyjeździe, bo „konkurent” polityczny nierzadko bliższy niż druga połowa od łoża.
Każdy z każdym, był bądź będzie w koalicji, z kimś, kim dziś podobno się brzydzi. Ludzie silnej prawicy – AWS-u, Wrony czy PiS-u mówią, że deszcz pada po dosadnych komentarzach, gdy zawierają polityczne układy z twardą lewicą, przez co dziad i ojciec w grobie się przewraca, bo za komuny po łbie dostawał. I odwrotnie. Lewica (ideologicznie antyklerykalna) nie uważa za mezalians związku z częstochowskim Kościołem, aczkolwiek nie robi tego w świetle jupiterów, lecz – z racji doświadczenia – po tajniacku i cichcem. Mizeria polityczna bezwstydnie zmienia barwy dla intratnego etatu w magistracie lub w firmie kolesia z partii, lukratywnego członkostwa w radzie nadzorczej miejskiej spółki czy dla opłacalnych zleceń dla znajomego... z rodziny.
„Nic to...”- mówił Wołodyjowski. „Nic to...”- mówią częstochowianie. Tylko dlaczego lokalni politycy mają nas za głupich?
Póty dzban wodę nosi...
Lojalność polityczna nie zna barw ani różnic programowych. Spektakle dla plebsu kończą się jednak, gdy lokalny polityk, niczym Palikot, wypowie wojnę wszystkim. Wyłamanie się z układu oznacza kres kariery politycznej i zawodowej także. Odszczepieniec w geście rozpaczy spotwarza byłych kolegów, odtajnia zakulisowe sekrety, potępia układy, z których do niedawna sam czerpał garściami. W odwecie środowiska partyjne opluwają i lżą zaprzańca, by zwieńczyć wysiłki  obłędem zdrajcy albo przynajmniej takim mianem. Jedni warci drugich.
 
- Dlaczego nie możemy podać pana nazwiska. To co pan mówi jest ciekawe, ale przez pana upór mało wiarygodne...
- Proszę mnie zrozumieć. Jestem w niełasce, ale za jakiś czas, gdy znowu się zmienią układy będę chciał wrócić...
- Zacznijmy od prawicy. Co oznacza określenie: człowiek PiS-u, człowiek Wrony?
- Brutalna prawda jest taka – nie ma takich ludzi. Tadeusz Wrona przede wszystkim hołubił ludzi z Ligi Miejskiej. Teraz, gdy patrzę na to z perspektywy czasu myślę, że to bardziej Wrona był za swoimi ludźmi niż oni za nim. Giżyński natomiast zostając wojewodą chciał się przypodobać Solidarności i wówczas wiele osób z Solidarności dostało pracę i pewne jutro. Giżyński i Wrona byli w zarządzie województwa śląskiego AWS. Oni we dwóch może nie bardzo się lubili, ale to była silna ekipa. W 2001 roku powstał PiS i Giżyński do niego przeszedł, przede wszystkim dlatego, że dobrze znał się z braćmi Kaczyńskich, jeszcze sprzed lat. Giżyński niestety nie potrafi zebrać dobrej ekipy, bo boi się konkurencji własnych ludzi. Dziś prawica częstochowska jest rozbita i bardzo słaba.
- W prawicy wyraźnie zagrały układy, ale to nie znaczy, że Sojusz Lewicy Demokratycznej jest wolny od wad...
- Większość osób prawicy najgorzej wspomina rządy Ewy Janik (SLD). To ona była najbardziej bezwzględna dla wszystkiego co nielewicowe. Teraz te działania kontynuuje prezydent Krzysztof Matyjaszczyk. Niektórzy mówią, że to bardzo mściwy człowiek. Nie zgadzam się z taką opinią. Z moich obserwacji wyniki, że większość ludzi pracujących dziś dla Matyjaszczyka to po prostu jego dawni koledzy. Na przykład Leszek Baryła prezes ZGM-u jest bezpośrednim kumplem Krzysztofa Matyjaszczyka i Zbigniewa Niesmacznego. Baryła i Niesmaczny razem jeździli po gminach załatwiając działalność gospodarczą z zakresu instalowania radarów. Baryła jest też w radzie nadzorczej MPK.
- Odnoszę wrażenie, że bardziej sympatyzuje pan z lewicą. Dziwne więc, że jest pan w niełasce...
- Tak wyszło. Musiałbym zachowywać się jak Ryszard Raczek, robić wokół swojej osoby mnóstwo zamieszania. Ale proszę zauważyć, że Raczek ucichł, a to pewnie dlatego, że jego syna zatrudnili w ZGM-ie. Zatrudnili póki co - by nie było większego szumu - na umowę zlecenie, ale ze wszystkimi zabezpieczeniami. Tylko patrzeć jak za pół roku będzie miał umowę o pracę. Dlatego Raczek jest cicho...
Ja tak nie chcę.
- Jeszcze nie tak dawno nie przeszkadzały panu układy, w których pan sam tkwił. Co się nagle  zmieniło?
- Właśnie to... W naszym mieście, by istnieć trzeba gdzieś należeć, przypisać się do jakieś grupy. Nieważne, że jest się uczciwym, kompetentnym, pracowitym. Szkoda nawet gadać. Wszyscy – z PiS-u, z PO i z SLD nie myślą o niczym innym, jak o dorwaniu się do władzy, do stanowisk. Już za Wrony było partyjniactwo, ale tak źle jak jest teraz jeszcze nie było. Może by ktoś nareszcie powiedział dość. Ja mówię dość...

Przyłapany na kradzieży złodziej krzyczy - „łapać złodzieja”. Gdy łgarz kłamie, twierdzi, że z prawdą mija się jego wróg. Gdy próżniak nie pracuje, zwala winę na brak odpowiedniego zajęcia. Gdy oszust oszukuje, ogłasza, że świat jest podły. A politycy? Wystarczy wmówić wyborcom, że kłamstwo nie jest groźne, że skoro wszyscy politycy kłamią, to tak jakby wszyscy mówili to samo, czyli kłamstwo przestaje być kłamstwem. Lokalni politycy testują naszą podatność na manipulację, eksperymentując coraz śmielej, coraz odważniej. I rzecz niepojęta - są tacy, którzy wciąż wierzą w ich słowa. W końcu autorytety moralne takie jak: Halina Rozpondek, Krzysztof Matyjaszczyk, Tadeusz Wrona, Andrzej Szewiński, Marek Lewandowski... (dopisz sobie własnych) - nie wyszły spod krowiego ogona. Zagadką pozostaje rosnąca armia głupców i otępionych obojętnością obywateli. Gdzie tkwi przyczyna? Politycy twierdzą, że nie w nich - oni tylko nauczyli się skutecznie kłamać... że mówią prawdę.


Renata R. Kluczna

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama