7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

12 września 2018

Podziemny Salon Prasowy 7 dni - Wiele spraw… przed wyborami

7 dni
Podczas ostatniego Podziemnego Salonu Prasowego 7 dni pojawił się nowy i trochę kontrowersyjny temat.
- Młodzież jeżdżąca w autobusach zdecydowanie zbyt głośno słucha muzyki na słuchawkach. To przeszkadza innym pasażerom. Mimo, że mają słuchawki dochodzące z nich dźwięki słychać w całym pojeździe. To powinno być karalne – skarży się starszy częstochowianin. 

Będąc przy temacie komunikacyjnym inny uczestnik Salonu zwrócił uwagę na ogólnie panujący brud, o dziwo na „światłach”.
- Na niektórych skrzyżowaniach sygnalizatory świetlne są tak brudne, że czasem podczas słonecznego dnia trudno dostrzec jakie pali się światło – zielone czy czerwone. I dotyczy to zarówno sygnalizatorów dla pieszych jak i dla kierujących samochodami. Przecież to zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Ja mam w związku z tym pytanie, kto i jak często myje sygnalizatory świetlne? A może nikt tego w ogóle nie robi? Jedynie deszcz od czasu do czasu spłukuje zawiesinę smogu i oparów samochodowych? - pyta lekko ironicznie uczestnik Salonu.

Kolejny temat poruszany podczas Salonu okazał się bardzo interesujący i ważny.
- W Częstochowie jest problem z odbiorem starych, zużytych opon oraz papy. Podobno obecna umowa między miastem a firmą wywożącą śmieci w Częstochowie nie przewiduje odbioru opon i papy. Można samemu zawieźć opony na Sobuczynę. A co jeśli ktoś nie ma takiej możliwości, nie ma auta? W ten sposób zmusza się nas mieszkańców do kombinowania. W porze nocnej, by nikt nie widział, niektórzy mieszkańcy zostawiają takie opony przy osiedlowych kontenerach. Zdarza się także, że ludzie wrzucają opony pocięte lub całe do zwykłych worków na śmieci, po czym wyrzucają je do śmietnika osiedlowego, do śmieci zmieszanych. Wiele osób zostawia opony na przykład w lesie. A przecież to i nielegalne i szkodliwe dla środowiska. Słyszałem, że w bogatszych dzielnicach miasta, tam gdzie jest budownictwo jednorodzinne, zdarza się, że pracownik odbierający odpady, za 50 zł łapówki weźmie wszystko – nawet to czego teoretycznie nie wolno mu zabrać, czyli np. opony. Ale przecież to nieuczciwe. Nie tędy droga.
Śmieci są własnością gminy, czyli prezydenta, i nieważne ile ich wyprodukowałem wszystkie powinny zostać ode mnie zabrane. A jeśli tak się nie dzieje, to może powinienem takie problematyczne śmieci przywieźć do Urzędu Miasta i zostawić pod gabinetem prezydenta? - mówi zdenerwowany mieszkaniec dzielnicy Lisiniec.

Do dyskusji włączyła się kobieta z innej dzielnicy.
- Ja mieszkam na Tysiącleciu i tam też mamy problem z odpadami. Na naszym osiedlu bardzo wiele mieszkań jest wynajmowanych. My, właściciele mieszkań mamy klucze do śmietników, a wygląda na to, że osoby jedynie wynajmujące lokale w naszych blokach tych kluczy nie mają. Niejednokrotnie widziałam, że nie mając wyjścia, wynajmujący zostawiają worki z odpadami przy ulicznych koszach na śmieci. Czasem robią się z tego całkiem spore stosy. Zastanawiające jest wobec tego, czy właściciele wynajmowanych lokali celowo nie przekazują swoim lokatorom kluczy do śmietnika, czy może po prostu nigdy nie zgłosili do gminy deklaracji śmieciowej? I efekt tego jest taki, że uliczne kosze toną pod stertami śmieci. To bardzo nieuczciwe wobec tych, którzy solidnie i regularnie za śmieci płacą.

Z tematu śmieci uczestnicy spotkania przeszli do kwestii marnowania chleba i dokarmiania gołębi. 
- Ja jestem przerażona ilością wyrzucanego chleba przez mieszkańców Częstochowy. I w tym „procederze” prym wiodą niestety najstarsze osoby, które wydawało by się - ze względu na swój wiek i czasy w jakich kiedyś żyli - powinny mieć wyjątkowy szacunek do chleba. Na trawnikach, chodnikach, przy śmietnikach poniewierają się nie tylko okruchy, czy pojedyncze kromki, ale bardzo często nawet połówki bochenków chleba. Nie jestem w stanie pojąć takiego zachowania. 
Nie dość, że to po prostu grzech i wysoce niekulturalne, to jeszcze zanieczyszcza przestrzeń miejską, która jest przecież wspólna. Jeśli ktoś wie, że nie zje całego chleba, albo, że czerstwego jeść nie lubi, to niech kupi sobie mały bochenek. Jest teraz taki wybór pieczywa, że naprawdę nie trzeba kupować na zapas, by potem wyrzucać go do kosza czy sąsiadowi pod okno. Jeśli tak duża ilość pieczywa ląduje na śmietnikach to chyba oznacza, że ludziom nie jest tak źle, jak mówią. Znaczy, że mają wystarczająco pieniędzy, by bezmyślnie marnować żywność.
Wyrzucanie chleba ma jeszcze jeden bardzo ważny, ale i negatywny aspekt. Wiele osób w ten sposób dokarmia gołębie, myśląc, że robią dobry uczynek, a nie mają świadomości, iż w ten sposób szkodzą tym ptakom. Co jakiś czas lekarze weterynarii tłumaczą, że w ten sposób robi się gołębiom krzywdę, bo ich przewody pokarmowe nie są przystosowane do trawienia chleba, bułek itp. Owszem, ptaki to zjadają, bo są łakome, ale od takiego sposobu żywienia chorują na przeróżne choroby, którymi z kolei mogą zarażać ludzi. Poza tym, ptaki się rozleniwiają i nie szukają same pokarmu, zostają w mieście, bo tu zawsze „coś gdzieś” leży. Nie ma naturalnej selekcji słabszych osobników, dlatego w miastach gołębi jest tak dużo, a co za tym idzie jest też i brud z gołębich odchodów. Niektóre ławki są tak nimi zapaskudzone, że nie ma mowy, by na nich usiąść. 
Reasumując, chciałabym by mieszkańcy, zanim wyrzucą chleb, dwa razy się zastanowili czy dobrze robią – prosi uczestniczka Salonu i dodaje: - Inną kwestią jest to, że my mieszkańcy miasta nie mamy co zrobić z nieświeżym czy zepsutym pieczywem, a przecież większość z nas nie chce go wyrzucać tak po prostu do kosza. Może przydałyby się specjalne punkty przyjmowania chleba, np. po dwa w każdej dzielnicy miasta, gdzie można by takie pieczywo zostawiać? Oczywiście miasto musiałoby zapewnić systematyczny odbiór i utylizację.

Na kolejny Podziemny Salon Prasowy 7 dni zapraszamy 1 października o godz. 16.00, do kawiarni Caffe del Corso (sala podziemna) w III Alei.


red.

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama