7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

27 czerwca 2018

„Co to za lekarze są u nas w Częstochowie, na tej Parkitce?”

„Co to za lekarze są u nas w Częstochowie, na tej Parkitce?”

7 dni
NASZ TEMAT

Sytuacja, w której znalazła się pani Jolanta, mogłaby spotkać każdego z nas. Zaufanie, jakim darzymy lekarza, do którego zgłaszamy się w czasie choroby jest bezgraniczne i całkowite. Co w przypadku, gdy to zaufanie zostaje nadszarpnięte? Co, gdy sprawa dotyczy naszego dziecka, wnuka – jak było to w przypadku pani Jolanty? Jaką odpowiedzialność ponosi lekarz, gdy popełni błąd?
Do Redakcji 7 dni zgłosiła się kobieta, której opowieść o zdarzeniu w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie, mrozi krew w żyłach.

„Moja córka pracuje na zmiany, więc gdy idzie do pracy przyjeżdżam do niej, by opiekować się małą wnusią. Blanka ma rok i 5 miesięcy. 17 maja byłam u córki, jak zawsze. Rano zauważyłam, że dziecko ma problemy z oddychaniem. Miałam wręcz wrażenie, że od czasu do czasu się dusi, ale gdy Blanka zaczęła wymiotować bardzo się zaniepokoiłam. Wszystko działo się dość szybko, więc chwyciłam dziecko i z mężem pojechaliśmy do szpitala na Parkitkę. Przyjęto nas na SOR-ze dziecięcym. Zrobiono podstawowe badania z krwi, niestety bez moczu i RTG, o co lekarkę kilkakrotnie prosiłam. Podczas rozmów z personelem medycznym sugerowałam, że dziecko mogło coś połknąć, bo te duszności i wymioty dawały właśnie takie objawy – przynajmniej moim zdaniem, ale przecież nie jestem lekarzem. Doktorka, która zajmowała się dzieckiem twierdziła uparcie, że to raczej rota wirusy lub nieżyt żołądka. Ja mówiłam swoja, ona swoje. Dziecko dosłało jakieś leki i odesłano nas do domu.
W nocy wnuczka dostała bardzo wysokiej gorączki – 40 stopni i wyraźnie jej stan się pogarszał. Nie chcieliśmy już jechać do szpitala na Parkitkę po tym, jak nas tam wcześniej potraktowano, wezwaliśmy więc lekarza do domu na prywatną wizytę. On zauważył, że wnuczka ma podrażnione gardło, co sugerowało zapalenie gardła i taką diagnozę lekarz wydał. Dziecku podawaliśmy kolejną partię leków, ale wcale nie było lepiej. Ponieważ temperatura nadal była bardzo wysoka, po dwóch dniach wezwaliśmy innego lekarza na prywatną wizytę. Potwierdził to, co mówił poprzedni lekarz, że Blanka ma problemy z gardłem. Dzień później dziecko całkowicie przestało jeść. Zadzwoniliśmy więc do ostatniego lekarza i poprosiliśmy o wystawienie skierowania na prześwietlenie rentgenowskie. Już dawno bylibyśmy to prześwietlenie zrobili prywatnie, ale w przypadku dziecka musi być skierowanie lekarskie. Na RTG pojechaliśmy do szpitala na Tysiącleciu.
I wtedy się zaczęło. Pielęgniarki i lekarze zaczęli biegać po korytarzu. My siedzieliśmy tam i w ogóle nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Cały personel medyczny panikował, jakby ktoś umierał. Mówili między sobą o bardzo poważnym stanie pacjenta - z tym że my nie wiedzieliśmy wtedy o kogo chodzi. Po chwili okazało się, że to dotyczy naszej Blanki. Wezwano karetkę, a za chwilę helikopter medyczny. Któryś z lekarzy powiedział, że dziecko należy natychmiast przetransportować do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Gdy dojechaliśmy do Centrum Zdrowia wnuczka była już na stole operacyjnym. Gastrolog, który potem z nami rozmawiał powiedział, że z krtani naszej dziewczynki usunięto płaską, okrągłą baterię wielkości 50 groszy.
Obce ciało nie jest jednak najpoważniejszym problemem. Blanka z baterią w gardle chodziła ponad 6 dni. Kwas z tej baterii poparzył jej wnętrzności. Po niespełna miesiącu dziecko przeszło już dwa poważne zabiegi i raczej na tym nie koniec. Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, delikatnie dają nam do zrozumienia, że Blanka może stracić mowę, o ile oczywiście nie będzie jeszcze jakiś innych powikłań, bo nie wiadomo, na ile goiły się będą poparzone wnętrzności.
Niech mi ktoś powie, co to za lekarze są u nas w Częstochowie, na tej Parkitce? Jak można było nie poznać się na tak prozaicznych objawach – dziecko wymiotowało, dusiło się, nie jadło – to aż prosi się o sprawdzenie, czy czegoś nie połknęło?
Nie zostawimy tej sprawy, będziemy domagać się swoich praw w sądzie.”

Pytania w sprawie małej Blanki Redakcja 7 dni przesłała do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Do dziś, mimo że ustawowy termin już minął, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Do tematu powrócimy.


Renata R. Kluczna

Komentarze (26)

08 lipca 2018

Dlaczego tak łatwo osądzacie opiekunów tego dziecka.. moje dziecko tez połknęlo baterie i wtedy gdy na sekunde wyszłam do kuchni. A bateria byla w małym telefoniku któr córka rzuciła i wypadły z niego baterie... na szczęście mi córka ppwiedziała że "mniam mniam". Też mialabwtedy niespełna 2 latka. Nie osądzajmy rodziców, babci bo dla nich pewnie to tragedia. A szpital znam i wiem jak wygląda. Powiem tak... ktoś musi sie za niego wziąć!


05 lipca 2018

Aha czyli jak pani "renatawaw" złamie nogę i lekarze powiedzą że nie zrobią jej prześwietlenia bo to reumatyzm, to też jest wtedy wina pani Renaty, bo powinna była bardziej uważać...


02 lipca 2018

bzdury,kłamstwa i oszczerstwa!!! jak babcia zawiniła to niech sie przyzna a nie szuka winy u kogos trzeba ponosic konsekwencje za swoje winy


02 lipca 2018

Hazan i Godek wielce walczą o dzieci nienarodzone, a słowem się nie zająkną o złej opiece medycznej,pomyłkach lekarzy i zgonach dzieci. Jedyna korzyść że przynależymy do Śląska jest taka,że możemy leczyć się w szpitalach i klinikach na Śląsku.


01 lipca 2018

według mnie jest ogromna wina babki, jak się podejmuje opieki nad dzieckiem to niech się opiekuje, kto zostawia baterię pod ręka takiego dziecka, samo samo z szafki nie wzięło, nie mam słów na ta babkę, powinna pilnować dziecka i żadnych takich przedmiotów nie zostawiać na widoku dziecka,


01 lipca 2018

Szpital na Parkitce to dramat bylam z dzieckiem z bolem brzucha. Dziecko zwijalo sie z bolu po gastroskopi nic nie wyszlo a nadal byl bol. NIC wiecej nie beda robic taka informacje dostalam od pani ordynator. Dziecko z bolem zostalo wypisane ze szpitala.Zabralam dziecko nie bylo sensu rozmawiac z ta kobieta. Nigdy wiecej tam nie bede!!!


30 czerwca 2018

Czy każda matka jest z dzieckiem 24 na dobe nie spuszczajac go z oczu??? Na pewno nie!!! Bo ma też obiwiazki i ci co wypisuja takie bzdury ze rodzice nie dopilnowali dziecka to niech najpierw pomyślą co piszą,dzieci to są tylko dzieci i nigdy nie wiadomo co im strzeli do glowy w dalej chwili a jesli chodzi o parkitje to ja też nie mam dobrego zdania kiedyś z 9 letnią córka spędziłam 7 godzin na korytarzu z kroplówka bo miejca nie bylo a lekarze wszyscy zajeci.MASAKRA!!!


30 czerwca 2018

To życiowa nauczka dla rodziców i lekarzy. Bardzo przykra sprawa. Winni sa .Nikogo nie osadzajcie. Kazdemu moze się to przytrafić bo to wypadek i pech. Mam nadzieje ,ze wszystko skonczy się dobrze.


30 czerwca 2018

Nie ma prawdziwych lekarzy w Częstochowie. Parkitka to patologia. Sam widziałem jak "pan doktor" z onkologii, bedąc na dyzurze załatwiał swojej mamusi badania i przyjecie na okulistykę bez kolejki. Wszystko podczas dyżuru, dwie godziny spędził na nie swoim oddziale. Siedział na krzesełeczku, czytając książkę,a w konsekwencji wepchał mamusie bez kolejki, plebs czekał 5 godzin.


29 czerwca 2018

Baterie a są w zabawkach ciekawe,że w rodzinach patologicznych gdzie mamusie się bawią nie pinują dzieci nic takiego się nie przytrafiło.Zaraz powiecie,że babcia sama dała baterie babcia wychowała swoje dzieci i jest odpowiedzialna tylko prostak może myśleć innaczej.


29 czerwca 2018

Lekarzy...nie komentuje,ale do jasnej cholery,czy rodzice mozgu nie maja,bateria w zasiegu 1,5rocznego dziecka,kompletny brak odpowiedzialnosci.


29 czerwca 2018

Drodzy Państwo jeśli mieliście podejrzenia że dziecko coś połknęło . To na boga dla czego nie pojechaliscie do innego szpitala . I odrazu nie powiedzieliscie . Nie, że macie takie podejrzenia a poprostu z informacją . Nasze dziecko cos połknęło nie zdarzylismy tego wyjąć bo juz połknęła. Wtedy musieli by to sprawdzić . W szpitalu nie biorą pod uwage takich ewentualnosci ponieważ uważają rodziców czy opiekunów na ryle odpowiedzialnych że nie dopuszcza do sytuacji w ktorejtaka bateria jest w zasiegu rąk dzidziusia. Sam mam małe dzieci i wiem że ciężko je dopilnować ale skąd na noga ta bateria. Chce ponownie zwrócić uwage na to że jeśli mamy takie podejrzenia , nie mówmy że dziecko się źle czuje . Prosze powiedzieć że widzielismy jak cos połknęła.!!!!!


29 czerwca 2018

Co za rodzice nie dopilnowali dziecka i zostawili gdzieś baterie jak dla mnie rodzice powinni zostać osądzeni


28 czerwca 2018

Po pierwsze, mam pytanie, gdzie byli rodzice lub opiekunowie w czasie kiedy tak małe dziecko połknęło baterie? Po drugie nie bronie tutaj Parkitki bonie raz zawiodłam się na tym szpitalu i sama mam przez nich problemy z nogą przez nie rozpoznanie prawdziwych dolegliwości ale to nie istotne, rozumiem obwinianie szpitala za nie rozpoznanie doleglliwości u córki lub wnuczki ale pomimo całej zaistniałej sytuaji sama nie mogłabym w pierwszej kolejności wybaczyć sobie za to że dopuściłam do tego aby moje 1,5 roczne dziecko zjadło baterie sam fakt świadczy o tym jak trzeba być nie odpowiedzialnym żeby nie upilnować dziecka. Jeśli chodzi o Szpital mogę powiedzieć z czystym sercem że jest to najgorszy szpital na Śląsku: brak dokładnych badań, pomiatanie pacjentami, brak kultury, okropne warunki, brak czystości w miejscu pracy oraz brak organizacji.


28 czerwca 2018

A gdzie są rodzice?Czemu babka się wypowiada zamiast rodziców?


28 czerwca 2018

A kto poczęstował dzieciaka baterią, szkoda maluszka, ale opiekunowie są winni niedopilnowania dziecka.Służba zdrowia w Częstochowie jest taka jak władze naszego miasta - czyli do dupy. Życzę Blance szybkiego powrotu do zdrowia !!!!!


28 czerwca 2018

Tu nie chodzi o to, że to Parkitka i lekarze tam zatrudnieni, tylko o sytuację. SOR nie robi badań na życzenie bo tam się ratuje ludzi, a nie stawia diagnozy.Nawet jeśli babka twierdziła, że dziecko coś mogło połknąć to zazwyczaj dla takiego lekarza na SOR nie ma potrzeby zlecać rtg i moczu. Dzieci połykają różne rzeczy normalnego i bezpiecznego użytku i zazwyczaj kończy się to dobrze.Gdyby babka powiedziała, że dziecko połknęło nie coś, a baterię to na bank byłaby inna sytuacja.


28 czerwca 2018

Byłam z synem na chirurg i.. dziękuję bardzo od 21 czekałam do 2.40 w nocy aż w końcu ktoś się zaintereaowal


28 czerwca 2018

Z tekstu wynika ze nie tylko lekarze na parkitce sie nie poznali, ale tez kilku innych doktorów później. Każdy z nich wydał diagnozę ze to tylko gardło. Czytajcie ludzie wszystko a nie tylko naglowki. Każdy z tych lekarzy powinien być pociągnięty do odpowiedzialności bo każdy z nich nie postawił prawidłowej diagnozy. Druga sprawa jest to ze odpowiedział iść za dziecko ponoszą opiekunowie. Baterie w zasięgu rąk niespełna dwuletniego dziecka to skrajna nieodpowiedzialność rodziców i opiekunów. I oni tez powinni poniesc ko sekwencje narażenia dziecko na niebzpieczenstwo.


28 czerwca 2018

obiecuje jesli ktorys z moich bliskich bedzie tak potraktowany kazdy znachor za to zaplaci...


28 czerwca 2018

Studenci i amatorka więcej kasy mniej wuefzy


28 czerwca 2018

Niestety nie doczekacie się Państwo odpowiedzi na pismo. Szpital nie ma zwyczaju stosować się do KPA i nie odpowiada na korespondencję, nawet urzędową, którą ja także wysłałem i nie dostałem odpowiedzi. Arogancja i hamstwo szpitala oraz p. "Rzecznik", która zdobyła jakiś czas temu tytuł antyrzecznika przeraża !!!


28 czerwca 2018

Mało brakło żeby i mojego syna na tamten świat wysłali. Znachory


28 czerwca 2018

Trzeba było nie żreć baterii, nie rozumiem takich ludzi. Przecież baterie nie są jadalne. Strasznie niemądre dziecko.


28 czerwca 2018

Personel Parkitki - konowały, alkoholicy i kopercirze.


28 czerwca 2018

Koniowały, niekompetentni debile, wszyscy do zwolnienia i na wygnanie. Już niedługo nie będą mieli kogo "leczyć", bo nikt do tej umieralni przyjść nie będzie chciał.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama