7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

13 września 2017

Jasne, że... najważniejsi są ludzie. Ludzie prezydenta.

7 dni
Nad tematem, którego dziś przestawiamy pierwszą odsłonę, pracowaliśmy kilkanaście miesięcy. Z chirurgiczną precyzją, na podstawie dokumentów i faktów, obnażymy prawdę o tworzeniu w Częstochowie dziwnych rzeczy za pieniądze unijne. 
Powstałe podmioty są własnością miasta. Miasto więc samo sobie przyznaje środki unijne, bo wygrywa konkursy na dotacje, które samo organizuje za pośrednictwem miejskiej spółki. 
Mechanizm tworzenia owych podmiotów, które są chlubą prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka (SLD) i za które otrzymuje nagrody „Gmina przyjazna ekonomii społecznej” został doprowadzony niemal do perfekcji. Jedyne co zawiodło, to tak zwany czynnik ludzki. Znaleźli się bowiem ludzie, którzy nie chcą milczeć.
– Pan Bóg chciał, by wyszły na jaw ich kłamstwa – tak podsumowuje swoje przeżycia wzburzona  mieszkanka Częstochowy.

Jasne, że... sami sobie

Przeciętny częstochowianin niekoniecznie rozróżnia instytucje miejskie. Wie, że jest urząd miasta Częstochowy, a w nim wydział od wydawania dowodów osobistych, bo przynajmniej raz w życiu w nim był. Słyszał coś o spółkach miejskich, ale jedyne, które zna to MPK (komunikacja miejska) i CzPK (wysypisko śmieci w Sobuczynie). A przecież w Częstochowie działa sześć podległych magistratowi spółek należących do miasta, w tym Agencja Rozwoju Regionalnego, która miała – przynajmniej w założeniach – wspierać lokalną przedsiębiorczość. Stuprocentowym właścicielem ARR jest miasto Częstochowa. 
Po wielu chudych dla spółki latach, szansą okazały się pieniądze z unii europejskiej. W 2013 roku ruszył projekt ARR pod nazwą Jurajski Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej (JOWES), współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Celem JOWES-u było „zwiększenie szans na zatrudnienie wśród osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym poprzez utworzenie stabilnych miejsc pracy”. Chodziło o to, by osoby bezrobotne na tyle się uaktywniły, aby wspólnie, jako grupa ludzi bez pracy tworzyli np. spółdzielnię socjalną. 
Niewątpliwym atutem tej propozycji był fakt, że utworzony podmiot w pierwszym etapie jego istnienia otrzymywał pomoc finansową od JOWES-u, na wyposażenie spółdzielni, na pensje i ZUS-y. Oczywiście JOWES był tylko pośrednikiem przekazywanych pieniędzy, tak naprawdę pochodziły one z unii europejskiej. I się zaczęło. Prócz niepodważalnych korzyści dla ARR, która rozbudowała struktury JOWES-u, w ramach programu prezydenta Matyjaszczyka „praca dla swoich” - jak grzyby po deszczu na częstochowskim rynku zaczęły wyrastać spółdzielnie socjalne. 
Jasne, że zaczęły..., bo ktoś musiał zgarnąć deszcz pieniędzy unijnych. Z tym „jasne, że...” absolutnie nie ma przesady, powstały bowiem organizacje: „Jasne, że BUS”, „Jasne, że alternatywa 21”, „Jasne, że dom i wnętrze”, „Jasne, że Manufaktura”, „Jasne, że zmiana”. 
Jasne, że nazwy tych podmiotów zbudowano na kanwie wyborczego hasła prezydenta Matyjaszczyka, „Jasne, że Częstochowa”.

Teraz zapewne część Czytelników zada sobie pytanie, kto zakładał owe spółdzielnie socjalne? 
* Spółdzielnia Socjalna „Jasne, że zmiana” została utworzona przez Miasto Częstochowa i Polski Komitet Pomocy Społecznej Zarząd Miejski w Częstochowie

* Spółdzielnia Socjalna „Jasne, że alternatywa 21” została utworzona przez Miasto Częstochowa i Fundację Oczami Brata.

* Spółdzielnia Socjalna „Jasne, że BUS” została utworzona przez Miasto Częstochowa i Fundację Integracji Społecznej „Feniks”

* Spółdzielnia Socjalna „Jasne, że Manufaktura” została utworzona przez Miasto Częstochowa i Fundację Integracji Społecznej „Feniks” 

* Spółdzielnia Socjalna „Jasne, że dom i wnętrze” została utworzona przez Miasto Częstochowa i Fundację Chrześcijańską „Addullam”

Jasne, że... dziennikarskie śledztwo

Już w roku 2014 do naszej redakcji docierały sygnały o tym, że coś z tymi spółdzielniami socjalnymi jest nie tak. Trudno jednak wyciągać wnioski wyłącznie na podstawie pogłosek. Przeczekaliśmy kilka lat, do momentu aż JOWES ogłosił kolejny nabór wniosków na utworzenie spółdzielń socjalnych z pieniędzy unijnych. Złożyliśmy wniosek, bo chcieliśmy przyjrzeć się z bliska, na czym polega mechanizm przyznawania środków europejskich. Ostatnio na stronach JOWES ukazała się lista rankingowa podmiotów startujących w projekcie i mimo, iż uzyskaliśmy pozytywną ocenę, a wraz z nią szansę na otrzymanie pieniędzy – wniosek wycofaliśmy.

Jasne, że... świadków nie brak

Dotarliśmy do ludzi, którzy brali udział w ogłoszonych przez JOWES projektach. Dziś prezentujemy kulisy działania powstałej w 2016 roku spółdzielni socjalnej „Jasne, że zmiana”. 

– Mam wykształcenie technik kosmetyczny. Skończyłam wiele kursów i szkoleń, zresztą ciągle się dokształcam, co niestety nie jest tanie. W 2015 roku straciłam pracę i musiałam zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy w Częstochowie. To tam, po kilku miesiącach przebywania na bezrobociu, zauważyłam w gablocie ofertę zatrudnienia w moim zawodzie. Bardzo się ucieszyłam, bo już miałam dość siedzenia w domu i liczenia się z każdą złotówką. PUP dał mi skierowanie i poszłam do Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej (PKPS) Zarząd Miejski w Częstochowie na Krasińskiego. Pierwszą rozmowę przeprowadziła ze mną w czerwcu 2016 roku jakaś pani i wtedy okazało się, że z punktu widzenia zawodowego nadaję się idealnie, ale dyskwalifikuje mnie przyznany przez PUP profil – miałam 2, a powinnam mieć 3. To podobno był warunek przyjęcia do pracy, jak się potem okazało w tworzonej spółdzielni socjalnej.
[W 3 profilu, znajdują się osoby w najtrudniejszej sytuacji. Nierzadko nie mają pracy od kilkunastu czy więcej lat. Nie posiadają konkretnego wykształcenia. Ich staż pracy jest prawie żaden. Nie mają kwalifikacji i umiejętności. Chęci do pracy i wiary w to, że ją znajdą, również nie mają – przy. red.]. 
To jednak szybko jakoś załatwiono i po drobnych perypetiach z PUP prezes spółdzielni „Jasne, że zmiana” Dawid Szczepański zaproponował mi stanowisko kosmetyczki mobilnej, przede wszystkim do obsługi osób starszych lub osób, które nie mogą z jakichś powodów wychodzić z domu, a chcą od czasu do czasu zadbać o swój wygląd. W tej pracy chodziło o to, że miałam codziennie rano przychodzić do spółdzielni, odbierać zlecenia na usługi kosmetyczne, zbierane przez sekretarkę spółdzielni, po czym miałam wsiąść w samochód służbowy i pojechać do klienta. Po prostu praca marzenie!
W ramach tej spółdzielni pracę dostały także dwie fryzjerki i dwie opiekunki osób starszych. 
Czy miałam wątpliwości? Rzeczywiście, sama organizacja spółdzielni, która dopiero była tworzona pozostawiała wiele do życzenia. Zaniepokoiło mnie to, że prezes mówił o jakiejś dotacji unijnej, tak jakby to ona miała być celem tej spółdzielni, a nie działalność „firmy” i jej rozwój. Ale pomyślałam sobie, że to przecież początki, jak wszystko się rozbuja to będzie dobrze. Zresztą pomysł wydał mi się mieć ręce i nogi. 
Przez całe wakacje siedziałam w domu i czekałam na sygnał. We wrześniu 2016 roku miałyśmy spotkanie, to znaczy ja i wybrane już fryzjerki i opiekunki, na którym poinformowano nas, że niestety wszystko się przeciąga, ale sprawa jest nadal aktualna. Znowu więc siedziałam w domu i czekałam. W połowie listopada nastąpił ten szczęśliwy dzień, w którym podpisano ze mną umowę o pracę na pełny etat na 1 rok, czyli do listopada 2017 roku. Co prawda była to umowa na najniższą krajową, ale w mojej sytuacji finansowej to było sporo. Co tu dużo mówić – cała w skowronkach wróciłam do domu. Mąż i rodzina wypytywali mnie o szczegóły, ale ja miałam siedzieć w domu i czekać na telefon. I tak siedziałam przez cały listopad. Na początku grudnia, na kolejnym spotkaniu podsunięto mi do podpisania aneks do umowy, w którym zobowiązuję się do opieki nad osobami starszymi przez jeden miesiąc. 
Potem podpisywałam jakieś dokumenty o wolontariacie, ale przyznam szczerze, że do dziś nie wiem o co w tym chodziło. Moje przekwalifikowanie tłumaczono tym, że nie ma zleceń dla kosmetyczki, a skoro pełną pensję biorę od listopada to muszę cokolwiek robić. Zresztą okazało się, co zobaczyłam na własne oczy, że zapotrzebowanie na opiekunki akurat jest.
Ponieważ nie miałam żadnego doświadczenia w opiekowaniu się osobami starszymi, często niepełnosprawnymi, nie wspominając już o jakimkolwiek szkoleniu, do 5 podopiecznych przydzielonych mi w grudniu chodziłam wraz z doświadczoną opiekunką z PKPS-u.
15 grudnia 2016 prezes Szczepański przysłał mi zdawkowego SMS-a, że „nie jest już prezesem zarządu spółdzielni socjalnej „Jasne, że zmiana”. Trochę mnie to zdziwiło, ale ponieważ nigdy nie orientowałam się w tych wszystkich układach i teraz nie chciałam zaprzątać sobie tym głowy.
Na początku stycznia 2017 roku zostałam poproszona na spotkanie do urzędu miasta Częstochowy do pokoju zajmującego się dotacjami unijnymi. Stawiły się wszystkie osoby zatrudnione w spółdzielni. Czekały tam na nas dwie panie. Agnieszka Gruziewska przedstawiła się, że jest nowym wiceprezesem spółdzielni i Marzena Szczukocka - nowy prezes. Potem okazało się zresztą, że jest odwrotnie. 
Z tego co wiem, pani Agnieszka jest nie tylko prezesem „Jasne, że zmiana”, ale jest też pracownikiem urzędu miasta, stąd do spotkania doszło w magistracie. Obie pani wyjaśniały nam, że mamy czekać, bo „one są nieco zaskoczone otrzymaniem stanowisk w spółdzielni, gdyż dowiedziały się o tym dzień wcześniej”. Znowu siedziałam więc w domu i czekałam na telefon. Ponieważ aneks do umowy mówiący o tym, iż mam się zajmować osobami starszymi zakończył się w grudniu, liczyłam, że w styczniu nareszcie zacznę pracować jako kosmetyczka. Czekałam na telefon, maila bądź jakikolwiek kontakt przez cały styczeń, czekałam przez cały luty, marzec, kwiecień, maj... 
Co prawda, dostawałam przez wszystkie te miesiące pensję, ale przecież siedziałam w domu nie ze swojej winy. Zadaniem kierownictwa spółdzielni, czyli pracodawcy było zapewnić mi zlecenia. 
Na początku czerwca 2017 roku dostałam wiadomość, że mam się stawić na pikniku na Promenadzie. Gdy tam pojechałam, kazali mi rozdawać ulotki.
14 czerwca, na kolejnym spotkaniu znowu dostałam aneks do umowy o pracę, jako opiekunka. Ja nawet nie wiem, czy ja tę pracę mogę wykonywać..., czy mam uprawnienia, ale co tam – podpisałam. Kazali mi też uzupełnić podpisy na zaległych listach obecności. Cóż miałam zrobić, przecież dostawałam pieniądze. Wykonałam polecenie – zmieniałam długopisy i podpisywałam.
Od tego czasu mam przydzieloną do opieki jedną podopieczną z zaburzeniami psychicznymi i jednocześnie niesprawną ruchowo. Chodzę do niej codziennie na 5 godzin. Niestety tych służbowych samochodów, co obiecał je prezes Szczepański, i że jakoby są wpisane do projektu, nigdy nie widziałam. Ja w każdym razie żadnego samochodu nigdy nie dostałam, a do podopiecznej dojeżdżam na własną rękę.
W spółdzielni socjalnej „Jasne, że zmiana” pojawiła się też nowa, młoda dziewczyna, podobno pomoc księgowej. Dowiedziałam się, że jest z CIS-u, a nie ze spółdzielni. Jak to jedna z prezesek powiedziała: „CIS za nią płaci, to niech jest, przyda się”. 
Pyta pani o szkolenia? Były. Na przykład z manicure i pedicure oraz z kas fiskalnych. Lepiej żebym się w tej kwestii nie wypowiadała, bo musiałabym zakląć. Powiem tylko, że usług kosmetycznych to ja mogłabym tych wykładowców uczyć...
Co ja mogę powiedzieć o pani prezes? W końcu nie wiem, gdzie ona pracuje. Przecież sprawami spółdzielni zajmuje się też w godzinach pracy w urzędzie miasta. Raz zrobiłam jej, jakoby prywatnie, manicure hybrydowy, ale raczej przyjaciółkami nie jesteśmy. 
Co dalej? W listopadzie kończy mi się umowa, bo minie rok. Z tego co wiem, spółdzielnia musi działać 2 lata. Być może po rozmowie z gazetą zwolnią mnie wcześniej, ale ja wierzę, że Pan Bóg tak chciał, by wyszły na jaw ich kłamstwa. Ja nie podpiszę już z nimi żadnej umowy, żadnego aneksu na opiekunkę. Chciałabym wykrzyczeć całemu światu: jestem kosmetyczką, nie umiem opiekować się osobami ciężko chorymi!
Co dziś czuję? Obrzydzenie. Czuję się perfidnie oszukana i wykorzystana. Nie przyjmowałam się do pracy jako opiekunka, tylko jako kosmetyczka. Kocham mój zawód i chciałam chodzić do pracy, zwłaszcza, że na początku wydawało mi się, iż ta spółdzielnia ma rację bytu, może rozwijać swoje usługi. Od ponad roku słyszę jednak, że nie ma zapotrzebowania, że nie ma zleceń. 
To po co było tworzyć taką spółdzielnię? Nikt wcześniej nie sprawdził biznesplanu? To wszystko to jest jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Chcieli po prostu poupychać swoich, dostać dotacje na opiekunki i na własne pensje. 
Co tu dużo mówić – cała ta spółdzielnia jest grubymi nićmi szyta – mówi niedoszła kosmetyczka (nazwisko do wiadomości redakcji).

Jasne, że... tu się dzieje

Nie sposób nie zadać pytania, jak do zwierzeń pracownicy spółdzielni socjalnej „Jasne, że zmiana” mają się zapewniania prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka (SLD): 
„Spółdzielnia socjalna to też taka formuła zapewnienia osobom, które są w trudnej sytuacji, stworzenia ciała, w którym oni będą mogli się realizować, będą mogli uzyskać pracę, gdzie będą mogli się szkolić, wyjść z trudnej sytuacji i wejść na rynek pracy i wrócić do normalności. Jeśli będziemy mieć wiele takich organizacji, które będą zatrudniały po kilka osób, to później, kiedy to zsumujemy, okaże się, że bardzo wielu osobom udało się pomóc.”

Jasne, że... ten nasz prezydent ma naprawdę duże poczucie humoru!

Temat będziemy kontynuować.


Renata R. Kluczna

Komentarze (10)

20 września 2017

Resortowy wiceprezydent Ryszard Stefaniak sprawuje nadzór nad naczelnikiem Starońkiem i całą częstochowską opieką społeczną i to on jest odpowiedzialny za "wyhodowanie" patologicznego motylo-twora !


19 września 2017

Czy prezydent Matyjaszczyk dorobił się na spółdzielniach socjalnych nie wiem , ale pewne jest że dorobił się naczelnik Staroniek (pracujący przez pewien czas jednocześnie na 3 etatach jako szef wydziału w UM, jako pełniący obowiązki Dyrektora MOPS - sam sobie podlegał i jako kierownik w PKPS do którego "przesuwał" fundusze). Dorabia się też motylkowy przyjaciel naczelnika , 24 latek p. P.Bilski prezes Fundacji Oczami Brata oraz Spółdzielni Socjalnej „Jasne, że alternatywa 21”, zarabiający miesięcznie ponad 30 000 zł. Pewne jest też , że to prezydent co najmniej moralnie odpowiada za dopuszczenie do patologii w częstochowskiej opiece społecznej i przyzwolenie na okradanie osób pokrzywdzonych przez los.


17 września 2017

Centrum Integracji Społecznej utworzone 2012r,pracownicy sprzątają budynki wspólnot mieszkaniowych,które płacą niemałe pieniądze za te usługi. Po przeczytaniu artykułu mogę stwierdzić,że cwaniaki z magistratu na czele z Matyjaszczykiem nieźle się dorobili na tych spółdzielniach.


16 września 2017

A ja po raz kolejny proponuje sprawdzić jakie studia, znajomość języków obcych, doświadczenie (aby zasiadać we władzach tak ważnej miejskiej spółki miał "pan" viceprezes MPK Mariusz Marciński w momencie obejmowania tej funkcji. To będzie pewnie ciekawa kariera :-)


15 września 2017

Pani Monika Pohorecka wielokrotnie pytała podczas posiedzeń komisji zdrowia i pomocy społecznej, chociażby w trakcie procedowania projektów uchwał dot. wspomnianych spółdzielni, prosiła o szczegółowe informacje itp.


14 września 2017

Pani Monika Pohorecka z PiS-u jest przewodniczącą Komisji Zdrowia i Pomocy Społecznej RM, czy ktoś słyszał żeby zapytała o skandale związane z Motylkami i ich przekrętami, o których głośno od co najmniej 2 lat ? Czy zapytała jak 24 letni prezes Fundacji p. P. Bilski powiązany z naczelnikiem Starońkiem może zarabiać 38 tysięcy miesięcznie i otrzymywać idące w setki tysięcy złotych miejskie dotacje oraz środki trwałe ? Ręka ręke myje – jedna wielka klika SLD-PO-PiS ! Na razie tylko Mieszkańcy Częstochowy nie są „umoczeni” w motylkowe układy !


14 września 2017

Spółdzielnie socjalne finansowane z budżetu miasta czy unijne i w tym biorą udział ludzie z SLD i PO to już nic dobrego nie może wróżyć,a już nie daj Boże, oczami Balta,Soboraka, Matyjaszczyka,Szewińskiego to już woła pomstę do nieba,a ich "uczciwość" jest na pierwszym miejscu,a ich majątki są pokaźne ,gdyż wszyscy wygrali w toto-lotka,jak Wałęsa "patriota"Bolo


14 września 2017

Tak,tak,u Matyjaszczyka bardzo dużo się dzieje i jego kolesi,kłamstw,oszustw i wiele innych patologii w zarządzaniu Miastem,Gminą Częstochowa, nadmieniam,że są kłamliwe informacje,że najemcy nie płacą za mieszkania dla ZGM TBS-u i winni są 39 miliny zł,a Krzysztof M. w prezencie dla obcego kapitału daje lekką ręka 36 milionów zł za 2016r. i zadłużył miasto ponad miliard złotych,a oficjalnie podaje 700 milionów,a wspólnoty mieszkaniowe są okradane ,bo nasi włodarze ratusza są bezkarni,gdyż prokuratura i sądy są po stronie pana prezydenta,a wspólnoty mieszkaniowe zastanawiają się czy pana prezydenta nie podać do prokuratury z art.231 par.1 kk,bo tego pana kłamstwa i wprowadzanie w błąd mieszańców Częstochowa jest kosmiczna, BO CZUJE SIĘ BEZKARNY


14 września 2017

Motylki kontrolują kasę z opieki społecznej, o czym wiadomo od dawna ; http://www.7dni.com.pl/Aktualnosci/?id=2557&addComment=no


13 września 2017

Pani Redaktor, nie ma dotacji dla 7 dni,bo nie należycie do elity tęczowych "motylków" i to jest pozytywny akcent tej smutnej sprawy.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama