7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

14 grudnia 2016

LIST CZYTELNIKA: Porwany za młodu

LIST CZYTELNIKA: Porwany za młodu

7 dni
„W dniu 08.11.2016 r. pogoda pozwoliła na wycieczkę rowerową w kierunku Olsztyna k/Częstochowy. Na miejscu spotkałem kolegę, który przypomniał sobie o swoich 49 urodzinach i zaprosił mnie do baru Leśnego, mekki rowerzystów. Tam zgodnie z zaleceniem prezesa Kaczyńskiego, aby zapewnić fundusze na program 500+ zaczęliśmy biesiadowanie. Tam ciężką i ofiarną pracą ryzykując zdrowie i życie zapewniliśmy środki do życia producentom alkoholu i napojów, producentom wędlin, firmom transportowym ,,śmieciowym”, producentom serwetek, zastawy stołowej i szklanej, wodociągom, kelnerom, właścicielowi lokalu, urzędowi skarbowemu i wielu innym osobom, których praca przyczyniła się do naszej udanej imprezy biesiadnej.

Aby nie łamać obowiązującego prawa w kraju prawa i sprawiedliwości wróciliśmy do Częstochowy (wraz z rowerami) autobusem MPK. Niestety, kurs był tylko do wiaduktu na Rakowie. Od wiaduktu musiałem się przebijać pieszo w kierunku śródmieścia (jak powstaniec warszawski), prowadząc rower obok siebie. Gdy po ciężkiej walce z własną słabością i rowerem wyszedłem na prostą przy ul.1 Maja natknąłem się na patrol żandarmerii polowej z napisem Policja. Zostałem grzecznie poproszony, abym do nich podszedł, co niniejszym zrobiłem. Zadałem pytanie, w w czym jest problem. Dowiedziałem się, że poszukują rowerzysty, który jedzie na rowerze i jest prawdopodobnie pod wpływem alkoholu. Powiedziałem: „życzę powodzenia, ja swój rower prowadzę, idąc pieszo i chciałem odejść”. 

Funkcjonariusze zaproponowali mi, że mnie podwiozą i w ten sposób zostałem podstępnie porwany z ulicy i przewieziony do komisariatu II Policji w Częstochowie przy ul. Bór. Tam na miejscu, mimo że nie złamałem prawa idąc z rowerem choć pod wpływem alkoholu, zmuszono mnie abym dmuchnął w urządzenie, które zdradziło moją największą tajemnicę tego dnia – ile wypiłem alkoholu, aby nasz kochany kraj ruszył gospodarczo do przodu. Wynik trochę ich zaskoczył, bo dyżurny zaczął zadawać dziwne pytania, np. z kim mieszkam w domu? Odpowiedziałem, że teraz mieszkam sam, ponieważ sympatia wyjechała w podróż zagraniczną i wróci za jakiś czas. Policjant nie zainteresował się, czy mam rodzinę, znajomych, którzy mogli by mnie przyjąć pod swój dach, a miał taki obowiązek. Obiecano mi transport samochodem, wtedy nawet się ucieszyłem, bo już byłem troszeczkę zmęczony. 

Gdy wysiadłem z samochodu okazało się, że dojechaliśmy do tzw. izby wytrzeźwień w Częstochowie przy ul. Sikorskiego. Zostałem oszukany jak przywódcy podziemnego państwa polskiego, których samolot przez pomyłkę wywiózł do Moskwy. Po wejściu do środka wyszedł do mnie komitet powitalny w składzie: kierownik zmiany, lekarz medycyny (a mówią, że na wizytę u specjalisty w Polsce czeka się miesiącami, a tu proszę – od ręki). Po badaniach w depozyt wzięto mój portfel z zawartością, zabrano buty, nie sznurówki i dano butelkę typu pet o pojemności 1,5 litra i odprowadzono do apartamentu czteroosobowego, gdzie drzwi nie mają klamki od środka, ot taka fuszerka budowlana, ale za to miałem kamerdynera na każdy dzwonek. Wszystko to w trosce o moje zdrowie i życie. Opieka Caritasu niech się schowa do tych usług. 

Gdy wypiłem pierwszą butelkę wody doprowadzono mnie do źródła życia, które znajduje się w toalecie. O godzinie 3 w nocy poczułem głód, a wiedziałem, że kuchni w tym przybytku nie ma. Poprosiłem osobistego kamerdynera, aby dał mi mój telefon, gdyż chciałem zamówić catering dla siebie i zmiany, która pracowała i czuwała nad moim bezpieczeństwem. Niestety kierownik zmiany był po kolacji, więc odmówił mojej grzecznej prośbie. Powiedział, że jestem problematycznym klientem i może mnie wrzucić na pasy. Powiedziałem mu grzecznie, że płacę za pobyt tutaj 260 zł, to on jest dla mnie, a nie ja dla niego. Jak będę dzwonił co 5 minut to ma przyjść do mojego apartamentu i grzecznie zapytać się, jakie mam życzenia. Wprawiło go to w osłupienie.

Powiedziałem mu ponadto, że jak mnie będzie chciał dla swoich dziwnych potrzeb wrzucić na pasy to będzie tu taki Sajgon, że odwrót Amerykanów z Wietnamu to przy tym operacja pokojowa. Po grzecznej wymianie zdań każdy rozszedł się do swojego pokoju. Rano nadeszła wreszcie długo oczekiwana chwila, gdy dmuchając w tzw. rurę wyskoczyły 3 zera, znaczy się – trzeźwy, czyli można wyjść do domu. I tu poznałem dziwny paradoks tego „hotelu”, aby dostać tu pokój trzeba mieć powyżej 1 promila, inaczej cię nie przyjmą, ale aby wyjść trzeba mieć 3 zera – kłania się Bareja. Moja prośba o ręcznik, mydło szczoteczkę do zębów była prośbą na Berdyczów. Okazało się, że jestem na obozie surwiwalowym komandosów GROM i takich rzeczy tu nie mają, po prostu lochy Watykanu. Wreszcie przyjechał po mnie zamówiony transport firmy transportowej Policja i nie wręczając napiwków przy wyjściu poczułem, co to znaczy być wolnym człowiekiem, który może zdecydować gdzie idzie, z kim i kiedy. 

Złożyłem zażalenie do prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na standard usług, bo będę domagał się odszkodowania za nieludzkie traktowanie. 
Morał z tego jest taki, wstając rano, nie wiesz gdzie będziesz nocował. 
Czytelnik”.
[dane do wiadomości redakcji]


red.

Komentarze (4)

22 stycznia 2017

NO i co mu wyszlo z tego zazalenia?


19 stycznia 2017

Kolejny obrażony na cały Świat klient wytrzeźwiałki. Pretensje jak zwykle do wszystkich tylko nie do siebie.


15 grudnia 2016

Dobre,ubaw po pachy,ale popieram Czytelnika - szczoteczka i pasta do zębów,prysznic,przed wyjściem coś do picia,kawa, herbata, kefirek albo zimne piwko.Przecież jesteśmy w UE.


14 grudnia 2016

Nic nie piszesz o rowerze, czy oddali, czy nie? Na marginesie, masz u Matyjaszczyka na bank zwrot poniesionych strat moralnych i może nagrodę nawet dla najwybitniejszego turysty roku w kategorii "pieszy z rowerem".


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama