7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

14 grudnia 2016

ZPP: 13 grudnia roku pamiętnego... (część 12)

7 dni
„13 grudnia 1981 roku to dla coraz większej części Polaków dość odległa historia. Ale po raz pierwszy od wielu lat data ta powróciła do nas, jako temat bieżącego sporu politycznego. Przyznam się, że to co postanowiła zrobić „zjednoczona opozycja” ludzi oderwanych od władzy jest bardzo smutne. Oto PO łączy siły z KOD i... oficerami SB. A może to jednak nic dziwnego, i ci oficerowie SB i ich współpracownicy zawsze byli najsilniejszym łącznikiem różnych opcji w PRL-u BIS? Tu paradoksalnie można z szacunkiem spojrzeć na obecną postawę SLD, która od takiej opozycji się odcięła. 

To smutne zjednoczenie sierot po przywilejach SB i PRL-u BIS jest też silnym impulsem do powiedzenia paru słów, bo milczenie byłoby przyzwoleniem na nikczemność. Myślę, że właśnie teraz warto dać świadectwo prawdy i po prostu napisać parę słów o tym jak to było. Bez opinii, opowieści zasłyszanych, ale po prostu opisać bardzo drobny kawałek własnego życia, 24 godziny od 12 grudnia wieczorem do wieczoru 13 grudnia. Z wiarą, że świadectwo to może przybliży młodszym tamtą atmosferę, a w efekcie pozwoli lepiej zrozumieć dzisiejszą sytuację.  

W grudniu 81 roku byłem studentem krakowskiej AGH, wiceprzewodniczącym jednej z najbardziej znienawidzonych przez komunistyczne władze organizacji, czyli Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Władza tej nienawiści dała zresztą wyraz, delegalizując ją jako pierwszą w stanie wojennym i... nie chcąc zalegalizować już w wolnej Polsce po 89 roku (jak widać wolnej częściowo stąd mówię na nią PRL BIS). Byłem też szefem struktur krakowskiego NZS oraz v-ce szefem, trwającego na uczelni strajku okupacyjnego. Rok 1981 był rzeczywiście niezwykły, pierwszy rok częściowej wolności w okresie powojennym. Nie myślmy, że można było robić wszystko, bo rządzili komuniści, ale szczególnie w Krakowie, w środowisku studenckim zakres wolności był większy. Przykład: na uczelnię zaprosiliśmy Konsula USA na spotkanie ze studentami. Wówczas Rektor wezwał nas na dywanik, powiedział, że towarzysze radzieccy są oburzeni, ale... z uczelni nas nie wyrzucił tylko zagroził. I tak w atmosferze względnej wolności mijały miesiące aż do 12 grudnia. 

Zima, śnieg, lekki mróz. 12 grudnia po południu w zasadzie szykowaliśmy się do powolnego wygaszania naszego protestu studenckiego. Na innych uczelniach poza Politechniką Krakowską studenci już opuścili strajk. Wprawdzie już dwa dni wcześniej dostaliśmy niepokojące informacje od kolegów z Akademii Medycznej, że mają informacje od lekarzy, iż jest jakąś specjalna mobilizacja, ale nikt nie brał tego jako coś bardzo poważnego. Władza i Urban straszyli w TV codziennie, przywykliśmy. Około 1.00 w nocy, czyli już 13 grudnia zamilkły telefony. Awaria? Czekamy, podjechaliśmy pod Zarząd regionu Solidarności, a tam... milicja, obstawa. Pamiętam, jak komentowaliśmy, że władza zwariowała, jutro zastrajkuje cały region małopolski. Wróciliśmy na uczelnię. Padło hasło: prześpijmy się chwilę, poczekajmy na nowe wiadomości.   Zasnęliśmy na przysłowiowym styropianie, czyli na dmuchanych materacach. Ktoś obudził mnie o 4.00 czy 5.00.

Puścili wystąpienie Jaruzelskiego. A więc... stan wojenny! Czym się różni w głowach komunistów stan wojenny od wojny? Na mieście pojawiły się pierwsze obwieszczenia o stanie wojennym. Jak na starym filmie czytamy obwieszczenie, w którym straszą karą śmierci, czyli... nie żartują. Było nas wtedy na strajku jeszcze chyba około 200 osób. Co robić? Niemal zero sprawdzonych danych, pełne odcięcie od świata. Docierają do nas pierwsze informacje o aresztowaniach, o rozbiciu siedziby regionu. Przyznam, że do dzisiaj czuję to ciężkie brzemię odpowiedzialności za ludzi. Każda decyzja będzie miała (i tak było) poważne skutki na przyszłość dla każdego z nas. 

Decyzja pierwsza. Pójdźmy po Księdza na Miasteczko Studenckie - niech odprawi Mszę Świętą. Przyszedł bezzwłocznie. To była przejmująca Eucharystia. Bez pewności, że uda się ją dokończyć. Udało się. 

Druga decyzja. Ewakuacja i ukrycie: poligrafii i kancelarii Zrzeszenia i strajku. Na zewnątrz cisza. Udało się, maszyny służyły w podziemiu.

Decyzja trzecia. Jedziemy na Hutę Lenina strajkować razem z robotnikami. Ale, czy oni strajkują? Jak tam się dostać? To wiele kilometrów, a nie mieliśmy samochodów. Na ulicach już pojawiło się Wojsko, Scoty (bojowy sprzęt), patrole z karabinami, milicja. A obok  stadion Wisły - milicyjne centrum logistyczne. Udało się nawiązać kontakt z Solidarnością MZK, tu pomogli koledzy z Politechniki Krakowskiej. Komu zaufać? Zorganizujecie przejazd? Zorganizowali. 

I tu dygresja. Miesiąc temu, czyli po 35 latach miałem zaszczyt spotkać człowieka, który nam wtedy pomógł - związkowca z MZK. Spotkanie na uroczystości wręczenia Krzyża Wolności i Solidarności, jakie wspólnie otrzymaliśmy z nadania Prezydenta RP. Ten przypadek (a raczej znak) mógł mieć miejsce, bo oboje mamy to same nazwisko, więc siedzieliśmy obok siebie. Pan Domagała z Solidarności MZK opowiedział, ile trudu i ryzyka kosztowało wytypowanie tych kilku pewnych kierowców.

Przyjechali pod uczelnię. Jadą tylko mężczyźni, bez studentów pierwszego roku. Nie pamiętam, ile autobusów załadowaliśmy plecakami, sprzętem, bibułą i czym się dało. Ruszyliśmy w drogę, ale czy dojedziemy? Wydawało się to mało prawdopodobne, bo ZOMO kontrolowało i tak znikomy ruch i zatrzymywało niemal wszystko, co się porusza. Kierowcy pojechali dziwnymi drogami, do huty dojechaliśmy! Huta Lenina w tamtych czasach to było całe miasto. To kilkanaście tysięcy ludzi, ale i hektary przestrzeni, wydziały, ulice.

To było gdzieś około ósmej rano. Z głośników i szczekaczek rozmieszczonych na każdym rogu kombinatu nadawali złowrogie mowy Jaruzelskiego i Urbana,  marsze wojskowe, straszenie... Właściwie nie można było zauważyć strajku hutników. Ludzie się po prostu bali. Nasz przyjazd dał zapewne robotnikom  impuls do proklamowania strajku okupacyjnego. Kontakt z ich komitetem strajkowym był bardzo trudny. Nie odważyli się przerwać władzy nadawania propagandy. Ale naszym chłopakom udało się na jednym wydziale, gdzie się rozmieściliśmy na włączenie Radia Wolna Europa. Strasznie zakłócali, ale usłyszeliśmy pierwsze wiadomości z Polski. Pierwsze informacje o terrorze, aresztowaniach, rozbijaniu strajków. Wieczór przyszedł szybko, hutę powoli otaczają czołgi, zamykają bramy. Strach i niepewność każdej minuty.  

Decyzja (…) 

A potem 5 lat podziemia. Ulotki, czynny opór jaki im daliśmy w Ruchu Oporu NZS, pewnie jednej z najbardziej dającej się we znaki komunistom organizacji podziemnych pierwszej połowy lat 80-tych. Czynny i jawny opór na uczelniach, na ulicach Krakowa i Nowej Huty, wiele tytułów prasy podziemnej, wiele manifestacji, ale i aresztowań, przesłuchań, smutku i niepewności jutra. Któż z nas wtedy wierzył w wolną Polskę za swojego życia? 

Każdy z tych dzielnych Kolegów, każda z tych manifestacji jest warta osobnego opracowania. Dziękuję Wam Koledzy, którzy wtedy razem umieliście odróżnić dobro od zła. To pewnie jedna z nielicznych dobrych cech tamtych czasów. Bycie po tamtej stronie było wstydem. Wiedzieli to nawet komuniści i ich pomocnicy. Dzisiaj jakby stracili pamięć. Ale MY PAMIĘTAMY”.


Marek Domagała

Komentarze (3)

15 grudnia 2016

Marek widzę, że masz paru "wielbicieli" :)Tomek Tylka


15 grudnia 2016

Jak widać małe, złośliwe, mściwe i zadowolone z siebie kurduple to pisowska norma.


14 grudnia 2016

Panie Domagała - opisał pa swoją historie jakich setki... nic nadzwyczajnego nawet włos z głowy panu nie spadł. Ale dostał pan krzyż i spoko... Ale pierwszy akapit to żałosne pitolenie piczeniarza i dzisiejszego wzorcowego manipulanta propagandysty. Czy prokurator Piotrowicz to pański kolega? Czy pański "szucunek" do SLD to tylko koniunkturalizm czy większe ocipienie? Panie Domagał, a może Pisdoland to kwintesencja PRL, może te wszystkie Piotrowicze, Misiewicze, Błaszczaki, Suskie i setki podobnych pisdzielców nie na swoim miejscu to ucleśnienie obecnej PRL-PiS owskiej paranoi? Rzadki okaz tandetnej "autopromocji" objawił pan w tym artykuliku. Ale dobrze wiedzieć, żeś pan taki, a nie inny - normalny, poważny i zdystansowany... ot zwykły cienias.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama