7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

12 listopada 2016

ZPP: Za silni, za ufni (część 7)

7 dni
Niby wiemy, że w demokracji kluczowa jest reprezentacja, że władza liczy się tylko z silnym partnerem. Ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że do wspierania organizacji reprezentujących nasze interesy jakoś się nie kwapimy.

Jednym z powodów jest to, że korzyści ze zrzeszania, wciąż wydają się przedsiębiorcom mętne i odległe. Aby sprawę wyklarować, może warto na początek nieco przewrotnie zapytać: co w takim razie mamy, kiedy się nie zrzeszamy?

A dobrze wiemy, co mamy. Bowiem mimo upływu lat, kolejne badania i raporty wskazują właściwie te same bariery prowadzenia działalności gospodarczej. Wciąż narzekamy na brak stabilności prawa i skomplikowane przepisy. Nie wierzymy w dobre intencje urzędników ponad 40 różnych instytucji kontrolujących przedsiębiorców. Negatywnie oceniamy nadmierne obciążenia fiskalne, braki w infrastrukturze, problemy ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry pracowniczej. To, że wciąż działamy w znacznie trudniejszym otoczeniu instytucjonalno-prawnym niż nasi europejscy konkurenci. 

Dla potwierdzenia, garść statystyk: w rankingach badających stopień skomplikowania systemu podatkowego Polska zajmuje 87 miejsce na świecie. Polski przedsiębiorca dokonuje obecnie przeciętnie 18 płatności podatku, poświęcając na to 286 godzin rocznie (dla porównania - w Estonii firmy potrzebują na rozliczenie podatków 81 godzin). 

Pesymistycznych nastrojów nie poprawiają pojawiające się systematycznie medialne doniesienia o  kolejnych cudownych pomysłach „uproszczeń” i „uszczelnień” systemu. Od dawna dobrze wiemy, że te magiczne operacje sprowadzają się, koniec końców, do sięgnięcia do kieszeni przedsiębiorców. I to przede wszystkim tych mikro i małych, których nie stać na opłacanie doradców podatkowych i zabawę w kotka i myszkę z własnym państwem. 

Trudno przy tym wszystkim wyzbyć się wrażenia, że niezłe wyniki polskiej gospodarki na tle innych europejskich krajów, to w niewielkim stopniu zasługa kolejnych rządów, a w zdecydowanej większości wynik starań polskich przedsiębiorców, coraz bardziej doświadczonych w zmaganiach z globalną konkurencją. 

To przekonanie o własnej mocy sprawczej odbija się nam zresztą czkawką. Ufni w swoje możliwości, mamieni pochlebstwami o polskiej pracowitości i przedsiębiorczości, niepostrzeżenie daliśmy się wciągnąć w chocholi taniec – bezrefleksyjnie bierzemy „na klatę” wszystko, co nam wrzucają kolejne rządzące ekipy. Wyższy ZUS? Damy radę! Płaca minimalna? Podniesiemy! Opłata za kolejne 10 kilometrów autostrady oddane po 20 latach czekania? Proszę bardzo! Wszystko zniesiem!
Nie zauważyliśmy tylko, że ubocznym efektem tej codziennej walki z rzeczywistością jest spadek naszych ambicji – zamiast jak najszybszego rozwoju naszych firm, celem nadrzędnym staje się po prostu przetrwanie. Ilość tematów, które każdego dnia trzeba „ogarnąć” jest tak duża, że bezwiednie przechodzimy na myślenie krótkoterminowe, skupiając się na rozwiązywaniu tylko tych problemów, które występują tu i teraz. 

A że z zasady, jako ludzie ufni we własne siły, nie martwimy się na zapas, to niestety i nas dotyka zjawisko, że „jak trwoga to do Boga”. Korzyści z członkostwa w organizacjach zrzeszających pracodawców dostrzegamy dopiero, gdy jest już „za późno” - czyli gdy wpadniemy w machinę urzędniczych kontroli i bezdusznych, często zupełnie irracjonalnych przepisów. 

Trudno się dziwić, skoro jesteśmy tak zagonieni, że często nie mamy nawet kiedy załadować przysłowiowej taczki. Co trzeci przedsiębiorca pracuje ponad 50 godz. tygodniowo. Na spotkania pro publico bono, dyskusje, wypracowywanie wspólnych stanowisk - zwyczajnie brakuje czasu. O wychodzeniu na ulice i paleniu opon przed Sejmem nie wspominając. 

Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na bezsilność? Na czekanie, aż ktoś nas zauważy i w swej łaskawości podejmie kilka racjonalnych decyzji? A może nawet przywróci takie same dla wszystkich, uczciwe reguły gry? 

Naszym zdaniem bezsilne czekanie nie leży w naturze przedsiębiorcy. Dlatego właśnie staramy się łączyć swoje siły i przez takie organizacje, jak Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wywierać wpływ na polityków. Wiemy, że jeśli sami nie zadbamy o nasze interesy, to nikt o nie nie zadba. I godzimy się z tym - takie są w końcu reguły demokracji. Nie zgadzamy się jednak na to, by reguły te działały na naszą niekorzyść tylko dlatego, że jesteśmy zbyt zapracowani, by zadbać o dobro naszych rodzin i współpracowników. I na to, by wmawiać nam, że przetrwanie ma być szczytem naszych aspiracji.


Mariusz Jas

Komentarze (2)

14 listopada 2016

Matyjaszczyk jest milusim darczyńcom dla zagranicznych firm,które regularnie zwalnia z podatków,oraz wszelkiej maści marketów, które skutecznie wypierają i niszczą małe rodzinne sklepiki.


13 listopada 2016

I tym sposobem Matyjaszczyk jest najważniejszym "pracodawcą" dla swoich.... Producent oszukańczych iluzji za nie swoją kasę i na kredyt. A pospólstwo zadowolone. Miachowieś w zwoju.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama