7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

18 czerwca 2016

Victoria nie ma już swojego miejsca na ziemi

Victoria nie ma już swojego miejsca na ziemi

7 dni
O przyczynach upadku klubu sportowego Victoria pisaliśmy w poprzednich wydaniach „7 dni”. Wówczas wypowiadali się obecni członkowie zarządu klubu.
Teraz przedstawiamy opinie całkowicie odmienne, Benedykta Kazakina, byłego członka Victorii, który za zaistniałą sytuację obwinia prezesa Parzyniowskiego i wiceprezesa Nahotko.

- Uważa pan, że prezes Victorii  w wywiadzie dla nas nie powiedział prawdy?
- Bardzo wiele faktów zostało przekręconych przez pana prezesa Parzyniowskiego.
To, że miasto nałożyło czynsz na klub nie oznaczało, iż klub nie może sobie z tym poradzić. Po pierwsze klub bierze pieniądze za podnajmowanie lokali i mam tu na myśli restaurację i fizykoterapię. Dodam, że to właśnie te pieniądze w zasadzie w całości pokrywały czynsz dla miasta.

- Owe 4 tysiące, o których mówił prezes Parzyniowski?
- Przede wszystkim należy powiedzieć, że tam nigdy nie było czynszu w wysokości 4 tysięcy złotych miesięcznie, bo MOSiR obniżał tę kwotę. Z tego co ja wiem, wystarczyło pismo do miasta bądź MOSiR-u, by jeszcze ją zmniejszyć. Takich pism nie było.
Poza tym pamiętajmy. Miasto w owym okresie nałożyło czynsze na wszystkie obiekty sportowe, które były ich własnością, w związku z ustawą o podatkach od nieruchomości. Wówczas też pojawiły się nowe formy pomocy finansowej dla klubów sportowych. Prócz środków przekazywanych na szkolenie dzieci i młodzieży, pojawiły się pieniądze z miasta na obiekty wynajmowane przez kluby. Pokrywały w 100 procentach te potrzeby klubów.

- Victoria dostawała pieniądze od miasta na pokrycie kosztów najmu obiektu przy 3 Maja w Częstochowie?
- Nie dostawała, bo nie były składane papiery albo – nawet, gdy ktoś z obecnego zarządu złożył – to były źle napisane. Dlaczego wnioski, które składałem ja albo pan Marek Jezierski [były prezes klubu Victoria] miasto przyjmowało i mogliśmy je realizować? Ale tak to jest, jak się robi karierę od sprzątaczki po prezesa i nie ma się o niczym pojęcia.
Ja uprzedzałem ludzi, członków klubu 4 lata temu tuż przed wyborami na prezesa Victorii, w których ja zresztą również startowałem... Pan Parzyniowski, tak w przenośni można by powiedzieć „przywiózł wtedy sobie autokarem ludzi i zapłacił im wpisowe”, dzięki czemu zdobył głosy i wygrał wybory. Wtedy nikt mnie nie słuchał, więc teraz mamy co mamy.
Miasto od samego początku, odkąd nastał nowy zarząd w osobach pana Parzyniowskiego i pani Nahotko, nie miało z kim rozmawiać. Teraz, żeby przejąć swoją własność i wejść do swojego obiektu, przedstawiciele miasta musieli rozwiercać zamki. Obecny zarząd klubu nawet nie spakował rzeczy i dokumentów Victorii. Byłem tam wtedy obecny jako obserwator. Był też pan Jezierski.

- Środowisko skupione wokół Victorii nie jest zjednoczone. Wspólnymi siłami moglibyście wielu problemów uniknąć...
- Problemy i tak by były, bo klubem zarządzają ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. Jeśli teren kortów wraz z budynkami byłby własnością klubu, trzeba by zapłacić podatek od nieruchomości. Zawsze trzeba coś zapłacić, nawet gdy jest się właścicielem.
Poza tym powiedzmy to wreszcie głośno. Dług wobec miasta nie jest jedynym zobowiązaniem klubu. Niezapłacony jest prąd, niezapłacona jest woda, jest zaległość za wynajmowanie hali, ale o tym nikt nie mówi.
I coś, co dla mnie jest nie do pojęcia, jest po prostu karygodne. Trenerzy, którzy prowadzili dla klubu zajęcia, na koniec roku poprosili o Pity-11, ale ich nie dostali, co oznacza, że nie byli w ogóle, do żadnego urzędu zgłoszeni.

- Czy pensje zostały trenerom wypłacone, czy tu też są zaległości?
- Z tego co wiem, to trenerzy pieniądze dostali.
Ja pani przeliczę, o jakich w ogóle pieniądzach mówimy, które klub pozyskiwał i którymi obracał. Uśredniam – 20 tysięcy złotych za wynajem pomieszczeń dla restauracji, 16 tysięcy za fizykoterapię. Mamy już 36 tysięcy rocznie. 25 złotych za godzinę kosztuje wynajęcie jednego kortu w godzinach popołudniowych. Średnio należy przyjąć, że klub otrzymywał około 350 złotych za dzień wynajmowania kortów, razy tylko 20 dni w miesiącu, to mamy 7 tysięcy złotych miesięcznie. Skoro klub działał przez 5 miesięcy w roku, to daje nam kolejne 35 tysięcy i tamte 36 tysięcy, to już nam się robi ponad 70 tysięcy rocznie... i żaden rachunek nie jest zapłacony. Pytam się, gdzie są te pieniądze?

- Może politycy, którzy robili sobie kampanie wyborcze na Victorii powinni pomóc...?
- Nie trzeba było na Victorii z nimi wódki pić, na przykład z radnymi i innymi politykami. Szkoda słów...

- Co będzie z klubem Victoria?
- Ten klub jest nie do uratowania. Victoria, żeby dobrze funkcjonować musiałaby z powrotem dostać obiekt przy ulicy 3 Maja. To co jest teraz, że MOSiR wydzierżawia korty klubowi na kilka pojedynczych godzin – nic nie daje. Klub może się rozwijać, jeśli ma do dyspozycji obiekt.

- Czy nie uważa pan, że to wstyd - nikt nie ujął się, nie próbował ratować 94-letniego klubu sportowego Victoria?

- A co ja mogę zrobić...? Te dwie osoby: pan Parzyniowski i pani Nahotko są całym  nieszczęściem tego klubu.
Ja mam w tej chwili 49 lat. Miałem 9 lat, jak się do klubu zapisałem. Tutaj, na tych kortach wychowałem się... Wiele temu klubowi zawdzięczam, najpierw zrobił ze mnie zawodnika, a potem trenera.
Bardzo chętnie przyłożyłbym rękę do pomocy Victorii w jej odrodzeniu, mimo że teraz mam swój interes. Prowadzę korty tenisowe na Bałtyku przy zalewach. Założyłem fundację tenisową po to, by móc organizować imprezy. Dzierżawię ten obiekt od miasta na okres kilkuletni. Pierwszą imprezę, którą zamierzam zrobić będzie memoriał Celta. Ze względu na to, że Victoria go już nie zrobi, więc ja go zrobię, by pokazać wszystkim, że można.

- Rozumiem, że pańska fundacja jest młodą organizacją. Czy dostał pan już dotacje z miasta?
- Nie dostałem. Zamierzam spotkać się z prezydentem Matyjaszczykiem i prosić go o honorowy patronat nad imprezą, i żeby udostępniono mi obiekt na tę imprezę. Miasto zresztą ma plany do tych terenów. Jak będę się widział z prezydentem Częstochowy, chciałbym o tym porozmawiać, bo warto połączyć siły. Mam też dobre relacje w Polskim Związku Tenisowym i turnieje w Częstochowie będą, wbrew temu, co w ostatnim wywiadzie twierdził pan Parzyniowski. To on nie będzie ich organizował, bo już nigdy nie dostanie zgody.

- Mówiąc szczerze, brak konkurencji w postaci Victorii powinno być teraz panu na rękę...

- Być może odrodzenie Victorii nie jest w moim interesie, ale w życiu są rzeczy ważniejsze niż interes.


Renata R. Kluczna

Komentarze (3)

26 czerwca 2016

... ale z kim pili wódkę ?


22 czerwca 2016

Do strat materialnych nie przyczynili się lokalni politycy, a Parzyniowski i Nahotko. Jeśli posadzić, to tylko ich. Czemu jeszcze nie siedzą, proszę zapytać może już w prokuraturze. Benek powiedział prawdę, może za wyjątkiem rozliczenia trenerów, bo w tym temacie to jeszcze jest dużo do rozliczenia. Od siebie dodam jeszcze, że klub czerpał przychód z banerów reklamowych, a przychód ze szkółki tenisowej był przez cały rok.


19 czerwca 2016

Może politycy, którzy robili sobie kampanie wyborcze na Victorii powinni pomóc...? - pyta RRK. - Nie trzeba było na Victorii z nimi wódki pić, na przykład z radnymi i innymi politykami. Szkoda słów... odpowiada pan Kazakin. ------------ Nie, nie szkoda słów, jak się chce być wiarygodnym panie Kazakin, trzeba mówić wprost, którzy jacy "politycy" częstochowscy robili sobie kampanie wyborcze na "Victorii" i pili tam wódkę... trzeba ujawniać sitwę częstochowską bezkarnych kolesi traktujących majątek miasta czyli majątek wszystkich podatników, jak swój własny folwark. Dlaczego nikt, kto przyczynił się do strat materialnych jeszcze nie siedzi?


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama