7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

01 czerwca 2016

Polityka rządzi sportem

Polityka rządzi sportem

7 dni
Częstochowski Klub Tenisowy Victoria (o którym już pisaliśmy w tygodniku „7 dni”) zawiesił działalność. Teoretycznie wszystkim powinno zależeć na rozwoju lokalnego sportu, ale czy tak jest...? 
Prezes Victorii Grzegorz Parzyniowski obnaża kulisy starcia sportu z polityką i władzą.

– Klub Victoria jest w tarapatach, podobno z powodu zadłużenia?
– Tu nie chodzi o długi czy nie długi. Ja wręcz twierdzę, że my nie mamy żadnych długów i mam podstawy, żeby tak twierdzić. Bezsprzecznym faktem jest, że podpisaliśmy umowę. Można by sobie zadać pytanie, dlaczego? Ja, tutaj taki pewien błąd popełniłem. Zostaliśmy postawieni pod ścianą. W ogóle stworzono taką atmosferę, że dziś trudno mi racjonalnie wytłumaczyć, jak to się stało. Przyszedł pan Dąbrowski, zastępca dyrektora MOSiR-u, zaczął piłkami rzucać i zachowywać się skandalicznie, ja chcąc załagodzić sytuację – podpisałem. Liczyłem na to, że klub Victoria to skarb Częstochowy, i że władze miasta, pomimo narzucenia wysokiego czynszu, nie zostawią nas z tym problemem. 
Przecież scedowano na nas wszystko i tak było przez lata – ubezpieczenie, naprawy, remonty, koszty bieżące. Jest 15 złotych za możliwość pogrania na kortach, to niech każdy sobie przeliczy. Nawet, gdyby korty miały obłożenie przez całą dobę, to na tym się nie zarobi. Owszem można trochę podgonić, ale wyłącznie na turniejach sponsorowanych. Takie turnieje jak Chudy, czy Celta nie są dochodowe. To klub musi wyłożyć kasę, bo turniej trwa nawet do 10 dni. Wie pani, jakie to jest przedsięwzięcie? – dyrektor zawodów, sędziowie, obsługa zawodników i wiele innych wydatków. Proszę mi powiedzieć, który w Częstochowie klub sportowy organizuje tego typu, kilkudniowe imprezy sportowe? 
Nasi pradziadowie, dziadowie i ojcowie pracowali na wielkość klubu Victoria. Zaczynaliśmy od dwóch kortów, dziś mamy pięć, przepiękny budynek – wszystko to jest własnością klubu. Poprosiłem pana prezydenta Matyjaszczyka o to, by pisemnie przedstawił nam, na jakiej podstawie dokonał „nacjonalizacji” tego majątku. Nie rozumiem do dziś, dlaczego były zarząd klubu nie doprowadził do uwłaszczenia na tym majątku. Dla mnie są to bardzo niejasne sprawy. 

– Wróćmy jednak do umowy...
– Ta umowa opiewała na drakońską kwotę. Wtedy myślałem, że to może jakaś pomyłka, ktoś się pomylił i nieopatrznie zawyżył kwotę dzierżawy za korty. Przed podpisaniem umowy poprosiłem pana dyrektora MOSiR-u Tomasza Łuszcza na rozmowę i wówczas zastrzegłem od razu, że jeśli te wysokie opłaty będą na dłuższy czas, to my nie mamy możliwości, żeby na ten czynsz zarobić. On wtedy to krótko skomentował, jednym zdaniem: wszystko zależy od pana prezydenta. Po takim oświadczeniu dyrektora, byłem pewien, że z nim już nic nie załatwię. Decydentem w tej sprawie jest tylko i wyłącznie prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. W ślad za tym, od razu napisaliśmy stosowne pismo do pana prezydenta. Naszym głównym argumentem był fakt, że czynsz dotyczył całego roku, 12 miesięcy, a my działalność prowadziliśmy przez 5, więc siłą rzeczy przez kilka miesięcy musieliśmy zarobić na kolejnych 7 „martwych” miesięcy. Myśleliśmy, że nasze argumenty – w tym pojawienie się konkurencji, między innymi przy ulicy Równoległej, czy przy Wielkoborskiej – będą wzięte pod uwagę. Nie mieliśmy powodów myśleć, że nasza postawa nie przekona prezydenta, zwłaszcza że pan prezydent nam obiecał. Określił się jasno i wyraźnie: mamy się tym nie przejmować, to zostanie załatwione. 

– A co prezydent obiecał?
– Kilkakrotnie o tym mówił. Ostatni raz złożył taką deklarację w 2015 roku na turnieju Marty Chudy. Wówczas też prezydent Matyjaszczyk dowiedział się, że ostatnie dwa lata klub Victoria zawdzięcza mojemu zaangażowaniu i temu, że ja wykładałem swoje pieniądze. Wtedy pan prezydent zapewniał klub, że wszystko będzie załatwione. My wspominaliśmy, że wysłaliśmy pismo, a on na to: gdzie wy chodzicie, z kim wy rozmawiacie, z Marszałkiem nic nie załatwicie... przyjdźcie na rozmowę do mnie. Mówiąc szczerze już wtedy podejrzewałem, że to jakaś śliska sprawa, bo przecież gdyby prezydent chciał, to wystarczyłoby jedno jego słowo. W klubie bywał też przewodniczący rady miasta, pan Zdzisław Wolski [SLD] również twierdził, że wszystko się ułoży. Bywaliśmy na tych obiadach, czy tam śniadaniach prezydenckich... – wieczne obiecanki, cacanki. Zresztą skoro pan prezydent obiecał, że my tą sprawą nie musimy się martwić, to ja uważałem jako prezes klubu Victoria, że nie mam żadnych zobowiązań w stosunku do gminy. My zajęliśmy się rozwojem klubu, w duchu spokojni.
Po turnieju Marty Chudy po mieście zaczęły krążyć ploteczki, że pan Nowak przejmuje nasz klub, że my już jesteśmy dawno sprzedani i takie tam... Wie pani, w każdej plotce jest ziarno prawdy. Wtedy nabrałem pewności, że coś się dzieje. Chciałem złożyć rezygnację, bo nie będę kopał się z koniem, zresztą nie widziałem szans na odzyskanie swoich pieniędzy, które w klub włożyłem, a kolejny rok, kolejny sezon wiązałby się z kolejnymi pieniędzmi, które trzeba by w klub włożyć. 
Przez cały rok 2014 i przez 2015, pan prezydent nie dał nam żadnej dotacji, kompletnie nic. Mimo, że przychodził, brał największe turnieje pod swoim patronatem, bywał na otwarciu sezonu, kiedy dzieci i rodziców było pełno, wygłaszał płomienne przemówienia, a później się okazało, że za tym nic nie idzie. Ja sobie nie wyobrażam, że pod moim patronatem odbywają się jakieś zawody, czy jakakolwiek impreza i ja się nie poczuwam do przekazania na rzecz organizatorów choćby 100 złotych. To ja musiałem ufundować, z własnej kieszeni panu prezydentowi ciasteczko, kawę jedną czy drugą, a pan prezydent wychodził uśmiechnięty do ludzi, tylko że to ja byłem o 50 złotych w plecy. Elity władzy przecież bywały u nas na rautach. Przychodzili, reklamowali się, pili dobre koniaki. Wszystko odbywało się w super atmosferze. Cóż ten klub prezydentowi Matyjaszczykowi przeszkadza – jadł, pił, miał zapewnioną publikę, odbywały się imprezy... 
A wie pani, dlaczego wcześniej chodziły różne ploteczki? Bo pan prezydent czekał, czy wygra wybory i dlatego przed nimi siedział cicho. Tylko kolejny raz został prezydentem i co mamy...? – likwidację klubu. 
Panu prezydentowi udało się stworzyć wśród mieszkańców, zwłaszcza wśród osób zainteresowanych klubem Victoria, taką świadomość, że klub sam jakoby doprowadził do takiej sytuacji, za długi, za jakieś niewyjaśnione sprawy finansowe – i ta opinia funkcjonuje. Nikt nie chce napisać prawdy. Narzucenie tego drakońskiego czynszu, miało jakiś cel. Nawet laik zorientowałby się, że skoro działamy przez 5 miesięcy, a opłaty ponosimy przez 12, to musimy paść.

– Kogo prosiliście o pomoc, by jednak nie dopuścić do upadku Victorii?

– Byliśmy chyba już wszędzie. Kiedyś trochę angażował się radny Jerzy Nowakowski [PiS], ale gdy pan prezydent zaczął działania przejęcia kortów, pan Nowakowski przestał się z nami kontaktować. Był u nas też przewodniczący Komisji Sportu, radny Łukasz Wabnic. Był, obiecywał, ale skończyło się na niczym, zresztą tak jak wszyscy. W tej Częstochowie nie ma z kim nawet porozmawiać. 
Proszę sobie wyobrazić, że pan prezydent zaangażował dziesiątki ludzi, by przekonać mieszkańców, że to on ma rację, a nie my. Zamiast zaangażować dziesiątki ludzi, by ten klub obronić. Nawet jeśli przyjąć, że mamy zadłużenie, to nie my jedyni byliśmy w takiej sytuacji. Inne kluby sportowe w Częstochowie też były zadłużone, np. Włókniarz i ich kłopotom zaradzono. 
Jeżeli pan prezydent uważał, że dzieje się w klubie źle, to powinien mnie jako prezesa zaprosić na rozmowę i zażądać ode mnie rezygnacji. Powinien powiedzieć – pan popada w długi, pan doprowadza do likwidacji klubu i dlatego musi pan odejść. Tak się rozmawia. Tylko, że oni nie chcieli ze mną rozmawiać, bo nie mieli na mnie żadnych argumentów. Musieli przejąć korty podstępem, a podstępem było narzucenie wysokiego czynszu, obietnice, że wszystko da się załatwić, po czym publicznie twierdzić, że klub ma zobowiązania finansowe względem miasta. 
Pan prezydent powiedział kiedyś: musicie tę sprawę wychodzić. I chodziliśmy, jak głupki. Zrobiono z nas idiotów. Prezydent powinien nam za buty zwrócić. A ja wiedziałem, że nigdy nie było dobrej woli. Chyba pan radny Wolski trochę w głowie pomieszał...
Ja sobie wyobrażam to tak, że skoro nie płaciliśmy, to powinna przyjść do nas nota obciążeniowa. Poza tym, na koniec każdego roku jest ustalenie sald. Dyrektor MOSiR-u powinien nam przysłać oficjalny dokument i wtedy wiedzielibyśmy, że mamy dług. Dlatego ja sądziłem, i sądzę dalej, że my żadnego długo nie mamy. 

– Jakie otrzymaliście propozycje ze strony władz miasta na rozwiązanie tego problemu?
– Oficjalnie nie zaproponowano nam nic. Nie było żadnej rozmowy. Ja się tylko domyślam pewnych spraw. Trzy lata temu przyszedł do mnie pewien biznesmen i powiedział, żeby dać mu ten teren, a on wybuduje nam korty w innym miejscu. Sam chciał wybudować przy parku jasnogórskim hotel. Ja nie podjąłem wówczas tego tematu. Nie będę wszystkich plotek powtarzać, bo niektóre są nie do uwierzenia.
Szukaliśmy drogi wyjścia. Przygotowaliśmy szczegółowy plan na ten rok. Chcieliśmy zorganizować turniej księży, ale władzom miasta nie było to na rękę, nie z powodu kleru, kurii czy biskupa Wacława Depo, tylko z powodu obecności ludzi PiS-u na tym turnieju. 
Niech pani zapyta, ile teraz zarabia MOSiR na kortach? Tam jest pustka, nie ma ludzi, nie ma turniejów. Za chwilę to wszystko zarośnie i będzie pretekst do zbudowania hotelu.
A przypomnę. Mieliśmy Memoriał Marty Chudy – z małej regionalnej imprezy, zrobiliśmy imprezę krajową. To był i jest największy turniej tenisowy do lat 12 w Polsce. Wszystko pod nadzorem Polskiego Związku Tenisowego. Druga impreza – turniej Józefa Celta, w który zaangażował się Dawid Celt, partner Agnieszki Radwańskiej. Przez dwa ostatnie lata te turnieje zmieniły znaczenie Częstochowy, jako miasta tenisowego. Pan prezydent oczywiście obiecywał nam pomoc finansową przy organizacji, ale ostatecznie nigdy nas nie wsparł. Wcześniej nie było takiego prezydenta, który by się nie angażował. Nawet prezydent Tadeusz Wrona, który wiadomo, jaki miał stosunek do sportu, nie przechodził wobec tych imprez obojętnie – wspierał klub. Ale to dlatego, że czuł się częstochowianinem, a prezydent Matyjaszczyk nie.

– Jakie będą dalsze losy klubu Victoria?
– Gdybyśmy założyli sprawę sądową, jestem przekonany na 200 procent, że ją wygramy. W tym roku nie odbył się turniej Marty Chudy i już nikt go nie zorganizuje, bo Polski Związek Tenisowy nie da rekomendacji. To jest tak, że jak się raz nawali, odbudować prestiż jest trudno. 
Myślę, że prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, jest jedynym prezydentem w tym kraju, któremu nie zależy na podtrzymaniu 94-letniej tradycji. Ja się pytam, gdzie są radni, gdzie są lokalni politycy? Dlaczego monopol na sport ma tylko prezydent z SLD?
Przyznam, że i dziś nie mogę w to uwierzyć, że nie będzie klubu Victoria.


Renata R. Kluczna

Komentarze (3)

02 czerwca 2016

Ale gówniane miasto. Sitwa kolesi zawłaszczyła miasto i łoją kapuchę dla siebie. A i poziom "klientów" miasta żenujący. Żadnych ludzi większego formatu. Lumpiarstwo się panoszy. Zapyziała prowincja.


02 czerwca 2016

Prosze zapytac P. Parzyniowskiego za ile podnajmowal lokal gastronomiczny i gabinet fizjoterapii a ile mial czynszu za dzierzawe obiektu...wszystkie watpliwosci gdzie podzialy sie pieniadze zostana rozwiazane.


01 czerwca 2016

Może należy zapytać wprost Matyjaszczyka, któremu kolesiowi obiecał ten obiekt za przysłowiową złotówkę.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama