7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

16 grudnia 2015

Patrz gdzie parkujesz, bo inaczej stracisz zęby

7 dni
Przychodnia przy ulicy Al. Kościuszki 9a to jedno z częściej odwiedzanych miejsc przez mieszkańców Częstochowy, którzy potrzebują wykonać zdjęcie rentgenowskie. Z takim zamiarem udał się tam też pan Krzysztof. Mężczyzna, nie pierwszej młodości, podjechał samochodem na parking przy przychodni i po chwili... potrzebne mu było skierowanie na kolejne prześwietlenie, tym razem jamy ustnej, bo nieoczekiwanie dostał w zęby.

– Zaparkowałem samochód przy zakładzie rentgenowskim na Kościuszki, oczywiście w dozwolonym miejscu. Nim zdążyłem wysiąść z auta, podbiegła do mnie starsza kobieta, która najwyraźniej sprzątała teren parkingu i zaczęła wymachiwać miotłą. Zanim cokolwiek wyjaśniła, z odsieczą przybiegł jej młody mężczyzna, typowy osiłek. Nie patyczkował się ze mną, o nic nie pytał, tylko złapał mnie za fraki, wywlókł na zewnątrz auta i uderzył. Z moich ust polała się krew. Językiem poczułem, że nie mam przedniego zęba. Wszystko to działo się w biały dzień! – opowiada pan Krzysztof, dodając, że jest osobą schorowaną i do tego po dwóch zawałach.

Gdy znokautowany niedoszły pacjent przychodni doszedł do siebie, wezwał na miejsce zdarzenia policję. Aktualnie toczy się postępowanie sprawdzające. Zgodnie z art. 157 kodeksu karnego, agresywnemu mężczyźnie za pobicie grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.
Już teraz można jednak przyjąć, że postępowanie zostanie umorzone. A to dlatego, że jak się dowiedzieliśmy,  młody, krewki mężczyzna jest ubezwłasnowolniony. Przepisy w takim przypadku są bezwzględne: „Nie popełnia przestępstwa, kto, z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem”.
Jak twierdzi policja, sprawca pobicia jest im znany nie od dziś. Wszystkie jego dotychczasowe występki uchodzą mu jednak na sucho.
– Na policji usłyszałem, że oni nic nie mogą. Ten, który mnie pobił, ma „żółte papiery”. Podobno to syn jednego z pracowników tego parkingu. Słyszałem, że to nie pierwszy raz, kiedy jest on agresywny w stosunku do pacjentów przychodni. Czy naprawdę musi kogoś zabić, aby policja zrobiła, co do niej należy? – denerwuje się pobity mężczyzna.
Poszkodowanemu prawdopodobnie pozostanie zatem dochodzić swoich praw z powództwa cywilnego. Zgodnie z przepisami, może zabiegać o odszkodowanie od opiekuna prawnego osoby niepoczytalnej. To wymaga jednak poświęcenia wolnego czasu i nakładów pieniężnych.
Do winy i pomocy nie poczuwa się też nikt z kierownictwa przychodni, przy której znajduje się parking.
– Byłem u właściciela, ale ten wzruszył tylko ramionami i powiedział, że nic mu nie wiadomo o tym pobiciu – opowiada pan Krzysztof.
Redakcja „7 dni” kilkakrotnie próbowała skontaktować się z właścicielem prywatnej przychodni. Bezskutecznie – nikt o tej sprawie nie chce z nami rozmawiać.

– Wyszło zatem na to, że u nas można dostać w zęby w biały dzień i nikomu nic do tego – puentuje całą sprawę pobity człowiek.


Mateusz Strączyński

Komentarze (1)

17 grudnia 2015

To dlatego, między innymi, od pewnego czasu nie ruszam się z domu bez mojej cudownej giwery. Niejednemu już krewkiemu lujowi odstrzeliłem jaja, niejeden od samego huku stracił bębenki i ochotę na dalszą "akcję". Nie czekam na sprawiedliwość zwłaszcza "ludową", której nie było, nie ma i nie będzie.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama