7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

27 listopada 2015

„Przeżyłem kilku prezydentów, ale dla mnie Matyjaszczyk z SLD jest najgorszy”

7 dni
Historia częstochowskiego przedsiębiorcy, który został zmuszony do przeniesienia swojego biznesu na Śląsk


- Już sam nie wiem czy się śmiać czy płakać. Do dziś nie potrafię pojąć, dlaczego w innym mieście da się uzyskać wszystkie pozwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej w trzy tygodnie, a w Częstochowie nie udało się przez 12 lat. Prezydent Matyjaszczyk zamiast pomagać przedsiębiorcom, to cały czas rzucał mi kłody pod nogi. I to jest nawet mało powiedziane. Cały ten czas szarpania się z urzędnikami był dla mnie jak wieczna udręka i doprowadzał mnie do czarnej rozpaczy. Tak w skrócie mogę powiedzieć, do czego prowadzą rządy prezydenta naszego miasta Krzysztofa Matyjaszczyka (SLD) – mówi przedsiębiorca, który przeniósł swoją firmę do innego miasta.

- Proszę o kilka zdań wprowadzenia... Skąd ta gorycz?
- Zacznę od początku. Działalność gospodarczą w Częstochowie prowadziłem od 1997 roku, tzn. od momentu, gdy kupiłem nieruchomość na Zawodziu. Przez prawie 20 lat urządzałem swój zakład, zatrudniałem ludzi, płaciłem podatki, starałem się rozwijać firmę, do momentu kiedy urząd prezydenta przejął pan Matyjaszczyk. „To idealny prezydent” - tak przynajmniej o sobie mówi, taki „idealny”, że aż chce mi się wyć.

- W czym tkwi problem?
- Przyznaje, że na samym początku, gdy otwierałem działalność gospodarczą problemem było zdobycie wszystkich dokumentów i nie dlatego, że to zaniedbałem, ale nie było odpowiednich ustaw i przepisów. Przypominam, że mówimy o połowie lat 90-tych, gdzie wiele firm działało wówczas trochę na dziko. Gdy jednak zacząłem prostować swoje sprawy, to urząd miasta Częstochowy tak kombinował, żeby mi nie pomóc. Wydział Ochrony Środowiska UM wciąż dokładał mi nowych zadań, nowych wyzwań. I tak w koło Macieju. Dam przykład. Najpierw przeszkadzała urzędnikom moja waga z fundamentem, to zrobiłem wagę najazdową jako urządzenie, a na koniec okazało się, że wagi mieć nie mogę. Jak dogoniłem już króliczka myśląc, że już wszystko dopełniłem, to urząd wynalazł coś nowego. Najlepsze było to, że nierzadko urząd zawieszał postępowanie, a jak zawiesił to nie dał nowego terminu rozpatrzenia mojej sprawy, więc żyłem w zawieszeniu, zresztą cała firma przez lata funkcjonowała w niebycie. Kolejny przykład? Proszę bardzo. Mam ze trzydzieści postępowań zawieszonych, a brak decyzji urzędników uniemożliwiał mi prowadzenie działalności gospodarczej.
Najciekawsze w mojej sprawie było to, że urząd miasta Częstochowy z jednej strony nie chciał wydać mi wszystkich niezbędnych zezwoleń, ale z drugiej strony zawsze pobierał ode mnie podatki od działalności gospodarczej za każdy metr kwadratowy mojego gruntu.

- Nie wszyscy właściciele firm mają takie kłopoty...
- Znam wielu przedsiębiorców, praktycznie nie znam takich, którzy nie mieliby pretensji do lokalnych polityków i urzędników.

- Jak rozwiązał pan swój problem?
- Wyniosłem się z Częstochowy. Podjąłem decyzję, że nie ma co bić się z koniem. Pan prezydent jest obstawiony prawnikami, politykami, kolesiami z partii. Daleki jestem od snucia teorii spisowych, ale przyznam się, że miałem wrażenie, iż ja, jeden przedsiębiorca mam przeciwko sobie cały urząd i toczę potyczki z rzeszą urzędników. Po wielu latach tej walki uświadomiłem sobie, że jako jednostka nie wygram. Dobiła mnie sprawa drogi, którą dojeżdżałem do swojej posesji. Magistrat pisemnie poinformował mnie, że mam zapłacić 111 tys. zł za korzystanie z niej. Prezydent tłumaczył się, że „to jest jego święte prawo własności”. Tylko, że tą drogą nie jeździłem wyłącznie ja, bo wzdłuż drogi stoją domy i mieszkają w nich ludzie, ale opłatę naliczono tylko mnie. To jest tak zwane zielone światło prezydenta Matyjaszczyka dla działalności gospodarczej.

- Przeniósł pan firmę do innego miasta? Gdzie?
- Nie powiem pani do jakiego miasta, bo pan prezydent może tam jeszcze za mną pojechać... [ha, ha]. 
W Częstochowie walczyłem z urzędem miasta przez 12 lat, od momentu kiedy w 2004 roku weszła nowa ustawa o ochronie środowiska. W tym mieście na Śląsku, do którego się teraz wyniosłem, załatwienie wszystkich formalności, wszystkich zezwoleń zajęło mi równe 3 tygodnie. Mam 489 kodów określających moją działalność i nareszcie mogę startować w przetargach. Tamten prezydent zawołał naczelnika ochrony środowiska i powiedział mu, że ma szybko załatwić dla mnie wszystkie potrzebne dokumenty, bo – i wskazał na mnie – ten pan będzie zatrudniał ludzi, naszych mieszkańców. 
Niech mi pani uwierzy są takie miasta w Polsce, w których szanuje się przedsiębiorcę. Przyznaję, też byłem zdziwiony, zwłaszcza po tej gorzkiej nauczce w Częstochowie. Teraz mogę robić to, czego nie mogłem robić w rodzinnym mieście. U nas prezydent Matyjaszczyk tylko mówi o tym, że wspiera lokalny biznes, ale praktyka jest zupełnie inna.

- A co z zakładem, tu w Częstochowie?
- Wszystko stoi odłogiem, nic się tam nie dzieje. Nie było innego wyjścia i trzeba było te nieruchomości zostawić. Jest mi szczególnie przykro, bo jestem częstochowianinem od urodzenia, z dziada pradziada. Pochodzę z Ostatniego Grosza.

- Gdzie pana zdaniem tkwi błąd?
- Nie wiem, może dlatego tak jest, że dla obecnych władz miasta liczy się wyłącznie biznes zagraniczny, a przede wszystkim markety, bo to przecież za rządów Matyjaszczyka powstało ich w Częstochowie najwięcej, chociaż nie płacą miastu podatków. 
Poza tym politycy i urzędnicy zajmują się tylko sobą, czyli obstawianiem stanowisk dla swoich kolesiów partyjnych, a dla przedsiębiorców lokalnych nie dzieje się nic pozytywnego. 
Wiele osób z ekipy Matyjaszczyka miało mi pomóc. Marek Balt, który w wielu dokumentach (bo są z jego podpisem) twierdził, że urząd miasta robi źle, ale wówczas chodziło mu tylko o to, by utrącić prezydenta Wronę. Byłem u Matyjaszczyka, gdy był jeszcze posłem, wtedy mi powiedział, że załatwi moją sprawę w dwa tygodnie, i że zrobi to, jak zostanie prezydentem. Potem, gdy prezydentem został powiedział mi, że sam jestem sobie winien. No to ja wtedy zgłupiałem. 
Mam 54 lata (jutro kończę) i przeżyłem kilku prezydentów, ale ten Matyjaszczyk z SLD jest najgorszy. 
Może częstochowianie kiedyś się obudzą i powiedzą „sprawdzam”. Ludzie patrzą na to, co im się podoba: wiadukt przy DK, remont ul. Warszawskiej i wiele innych inwestycji. Tylko, że pieniądze na te inwestycje pozyskiwali inni, albo prezydent Wrona, albo prezydent Rozpondek, więc nie wiem czym się pan Matyjaszczyk chwali. Liczę na to, że mieszkańcy zaczną sprawdzać, co tak naprawdę zrobił sam Matyjaszczyk. I jeśli wyjdzie, że zrobił niewiele to będzie referendum.

- Co poradziłby pan innym przedsiębiorcom?
- Uciekajcie stąd. Nawet do moich dzieci mówię; wyjeżdżajcie, jeśli nie za granicę, to przynajmniej z tego miasta. Niech się pani nie krzywi, taka jest prawda. Wielu znajomych, którzy prowadzą nierzadko duże interesy ostrzegam: jeśli nie macie nic do załatwienia w Częstochowie, tym lepiej dla was, omijajcie to miasto szerokim łukiem... obwodnicą - której jeszcze nie ma.
Dopiero teraz, gdy otworzyłem firmę w innym mieście mam spokój. Występuję w przetargach, mam dużo propozycji biznesowych, będę zwiększał zatrudnienie. Nareszcie nie myślę o tym, że gdy przyjdę do domu już czeka na mnie jakieś pismo z urzędu miasta, z którego wyczytam, że jeszcze coś mam zrobić, że jeszcze tym mnie urzędnicy dobiją, albo najchętniej zabiją.
Z biznesu, który prowadziłem w Częstochowie żyła moja kilkuosobowa rodzina, żyli moi pracownicy i ich rodziny, obracaliśmy pieniędzmi w mieście dając innym zarobić, płaciłem lokalne podatki, wspierałem rodzimy sport, byłem szczerym patriotą lokalnym. Matyjaszczyk i jego ekipa skutecznie wyleczyli mnie ze wszelkich pozytywnych uczuć.


Renata R. Kluczna

Komentarze (5)

01 grudnia 2015

Paradoksalnie na Śniadaniach z Przedsiębiorcami w koło macieju jedni i ci sami przedsiębiorcy po słusznej linii partyjnej.


01 grudnia 2015

A na śniadaniach biznesowych z prezydentem to pan nie bywał?


28 listopada 2015

A może trzeba było dać bakszysz!


28 listopada 2015

Coś mi tu śmierdzi w tej bajce....


27 listopada 2015

szkoda,że nie inwestował Pan w Biedronki i Lidle, wtedy byłoby szybko i sprawnie. W mieście jest wyspecjalizowana grupa do załatwiania tych spraw.Pozwolą na budowę w miejscu zabytkowym, wymienią miejski grunt, drogę wybudują ,rondo zrobią....Prawda jest taka ,że w mieście pracują tłuki i roboty liczą się tylko procedury, rozumu i logiki nie używa nikt. Nie jest Pan pierwszym który" uszedł" z tego miasta.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama