7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

20 listopada 2015

Odwyk w Parzymiechach – kolejny punkt widzenia

7 dni
Jakiś czas temu opublikowaliśmy wywiad z kobietą, która przebywała w NZOZ Ośrodku Terapii Uzależnień w Parzymiechach. Jej szokująca opowieść o tym, że w Ośrodku nie dzieje się dobrze wzbudziła wśród naszych Czytelników wiele emocji (znacznie większe niż mogliśmy się spodziewać). Kilka tygodni później do naszej redakcji zgłosił się mężczyzna, który podzielił się z nami swoją historią i własnymi przeżyciami z pobytu w Parzymiechach. Twierdził, iż przekaz kobiety to wierutne bzdury. 
Do tematu powracamy. Tym razem przedstawiamy opinię kobiety, która co prawda w Ośrodku nie przebywała, lecz jej życiowy partner, ale chciała opowiedzieć o tym, jak ona postrzega Ośrodek w Parzymiechach.

- Kiedy była pani osobiście w Ośrodku po raz pierwszy?
- Pierwszy raz usłyszałam o Ośrodku w Parzymiechach będąc dzieckiem. Myślałam, że jest to normalny ośrodek terapeutyczny, do którego osoby uzależnione powinny pojechać. Na szczęście nikogo z moich bliskich nie dotknęła ta straszna choroba. 
Po latach sytuacja się zmieniła. Miałam partnera, który był alkoholikiem i sama go do zgłoszenia się do ośrodka w Parzymiechach namawiałam. Dziś żałuję, nie żałuję... chyba jednak nie żałuję, bo życie ułożyłam sobie z kimś innym. Dla tamtego, który się leczył w Parzymiechach zmarnowałam tylko czas  - po prostu nie był mnie wart. Gdybym go straciła tylko przez alkohol, to by mniej bolało. Natomiast jeśli się ktoś z kimś rozstaje z powodu perfidnej zdrady, to zostawia ślad na całe życie. Do tej zdrady doszło właśnie w ośrodku w Parzymiechach.

- Zacznijmy od początku...
- Ledwo zajechał, zapoznał się z panią, z którą miał dyżur na kuchni i na jadalni. To była pani spoza Częstochowy w moim wieku (około trzydziestu paru lat). Oczywiście była pacjentką. Faktem jest, że po moich pierwszych odwiedzinach zauważyłam zmianę w zachowaniu mojego partnera. Potem po wielu miesiącach ta kobieta skontaktowała się ze mną i opowiedziała mi wszystko.
Już przy pierwszej mojej wizycie zauważyłam, że w Ośrodku jest wiele atrakcyjnych kobiet. On mi mówił, że tam są stare babcie dewotki co tylko dyrdają do kościółka, co okazało się nieprawdą. Faktem jest, że rozglądał się za wszystkimi kobietami – pacjentkami, pielęgniarkami, terapeutkami. Dziś tłumaczę to sobie tym, że pod wpływem braku alkoholu pojawia się duży popęd seksualny, a ponieważ oni mają zbyt dużo wolnego czasy między zajęciami, a szczególnie po kolacji, a zwłaszcza latem, to tam jest po prostu jeden wielki „dom uciech”, największy w Polsce. Tym bardziej, że jest to za darmo.

- To poważne oskarżenie, na jakiej podstawie pani je wysuwa?
- Nie jedna osoba opowiadała mi co tam się dzieje, nie jedna osoba widziała i nie jedna miała z tym styczność. Przyjeżdżając do swojego partnera poznałam sporo osób tam przebywających. Mężczyźni bardziej myśleli, żeby skombinować piwko przez dziurę w płocie, a kobiety przyjeżdżały tam, by szukać przygody - oczywiście nie wszystkie. Te osoby, które jadą tam leczyć się i traktują swój problem poważnie trafiają do ośrodka między jesienią a wiosną, bo wtedy jest tylko terapia, lekarstwa i siedzenie w pokoju przy kawce. Natomiast, gdy przychodzi lato tam są normalne wczasy za publiczne pieniądze.

- To co się w ogóle stało, może to tylko pani wyobraźnia...?
- Też tak myślałam: że może nie, że może pomyłka, że może ktoś złośliwie obmawia mojego partnera.
Człowiek, który przeszedł w życiu dużo i z księżyca nie spadł, potrafi jednak „przeczytać” pewne oznaki. Zaczęło się od niewybrednych żartów, przytyków kolegów z Ośrodka mojego partnera. Dziś to wiem, z całą pewnością, że dochodziło do kontaktów z kilkoma pacjentkami. Ile dokładnie miał wszystkich kochanek - trudno mi dziś zliczyć. Już, gdy mój partner opuścił Ośrodek, dowiedziałam się o wieczornym wychodzeniu przez okno i przez pół nocy szwendaniu się po różnych knajpach i hotelach w Kłomnicach i Działoszynie.
Wiem, co pani teraz powie..., że przecież w Ośrodku jest personel, który pilnuje pacjentów. Proszę mi wierzyć, nie dopilnują, w żaden sposób. W nocy nie ma żadnych dyżurów, oprócz jednej pielęgniarki. Siedzi i raczej zajmuje się papierologią i jeśli czegoś pilnuje to przede wszystkim leków, żeby były na czas podane. Zachowuje się jakby pracowała w biurze. Naprawdę, nikt na dyżurze nie zastanawia się, co dzieje się w drugim budynku, albo w nocy na podwórku albo na obszarze leśnym. To jest fizyczną niemożliwością.

- W pani słowach jest wiele goryczy, ma pani żal do Ośrodka?
- Cholerny. Tego się nie da opowiedzieć. Ten półtoraroczny związek, który się rozpadł przez to, że mój partner przebywał w Ośrodku w Parzymiechach, był dla mnie wielką krzywdą. Mam żal do Ośrodka, że dopuścili do takiej sytuacji. Zresztą nie dotyczy to tylko mnie. Tam szereg kobiet straciło mężów i odwrotnie – mężowie stracili żony. Moim zdaniem tam jest siedlisko zdrady i rozpusty.

- Najwyraźniej pani partner miał skłonności do zdrady. Nie był pani wierny w Parzymiechach, nie byłby i poza Ośrodkiem...
- To prawda. Pamiętajmy jednak, że te osoby używają alkoholu jako środka psychoaktywnego i w związku z tym mają zwichrowaną osobowość. Dlatego trafiają do takiego Ośrodka. 
Ta sprawa z moim partnerem w Parzymiechach fatalnie wpłynęła na mój stan zdrowia, bo na dodatek jestem osobą chorą. Do tej pory to, co przeżyłam w tamtym okresie śni mi się w najgorszych koszmarach. 

- Co pani zdaniem powinno się w Ośrodku zmienić?
- Pomijam kwestię przemycania przez pacjentów alkoholu – to zupełnie inna sprawa. Według mnie personel Ośrodka powinien wobec pacjentów stosować ostrzejsze metody, po prostu więcej dyscypliny. Chciałabym skoncentrować się na moim zdaniem podstawowym błędzie – tam są kobiety z mężczyznami. Według mnie nie powinno być to dozwolone. Taki Ośrodek powinien funkcjonować podobnie jak szpital, a nawet zakład karny. Kobiety i mężczyźni powinni być w odosobnieniu. Pacjenci różnej płci nie powinni mieć ze sobą kontaktu. Uważam, że za bardzo się do siebie zbliżają - są zwierzenia, trzymanie się za ręce, wspólne przebywanie. Jeśli natomiast pacjenci byliby jednej płci, do zbliżeń między kobietą a mężczyzną po prostu by nie dochodziło. A wszystko po to, by nie kusić losu.


Renata R. Kluczna

Komentarze (5)

20 maja 2020

To niech "mu mąż" po powrocie odrobi zaległości powstałe przed "pujściem" na odwyk.


19 maja 2020

Mó mąż też przebywa teraz w parzymiechach mam sie spodziewać zdrady przed pujściem na odwyk 2 lata nie spali żeśmy ze sobą


13 lutego 2020

Niech idzie do Gorzyc


13 lutego 2020

Witam prosze o opinie moja żona chce isc do tego osrodka Z tych komentarzy wnioskuje że to burdel na kółkach jezeli ktos byl prosze o kontakt telefoniczny chcial bym dokladnie zapiznac sie z opinia izdrawiam i dziekuje za pomoc Regards Majkel


25 listopada 2015

Wypisz wymaluj wypowiedź jak od premiera z tabletu - Glińskiego ; cyt; .....Według mnie personel Ośrodka powinien wobec pacjentów stosować ostrzejsze metody, po prostu więcej dyscypliny. Chciałabym skoncentrować się na moim zdaniem podstawowym błędzie – tam są kobiety z mężczyznami....


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama