7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

17 kwietnia 2015

Natura przeciw chemii

7 dni
Marihuana wzbudza ostatnio kontrowersje, bo w coraz większej ilości państw (a w skali USA – stanów) dopuszcza się jej stosowanie w celach medycznych.

Nazywana w wielu krajach bardzo niebezpieczną i ściganą przez przepisy na równi z opium i kokainą, marihuana stała się środkiem na niemal sto lat zakazanym, a obecnie przeżywa swój renesans, bo zainteresowała się nią nauka, a w zasadzie biologia i medycyna. Jeszcze psychologia interesowała się marihuaną w hippisowskich czasach leczenia skutków długotrwałego stresu u kombatantów z Wietnamu. Amerykańska Food and Drug Administration przez wiele lat natomiast zezwalała okulistom na przepisywanie konopi pacjentom z jaskrą, u których inne kuracje zawiodły
Rząd USA skłonił się jednak ku polityce zwiększania służbom specjalnym uprawnień do walki z narkotykowymi kartelami i zaprzestał wspierania badań nad marihuaną.

W XXI wieku biologia pozwala krzyżować odmiany, by uzyskiwać pożądane cechy i właściwości roślin, a medycyna odkrywa, że znajdują one zastosowanie w leczeniu coraz większego spektrum dolegliwości. Polityka Stanów Zjednoczonych też się niedawno zmieniła i American Association for Cancer Research oficjalnie potwierdza, że składniki zawarte w marihuanie hamują tempo wzrostu guzów w płucach, piersiach oraz mózgu. O lecznicze właściwości marihuany, a w zasadzie o bilans skutków dla organizmu pożądanych i skutków ubocznych spierają się obecnie naukowcy na całym świecie. Ponieważ wielu użytkowników nie nazywa skutków ubocznych przyjmowania marihuany nieprzyjemnymi, to budzi ona o wiele większe kontrowersje, niż na przykład silnie uzależniające opiaty w rodzaju morfiny, używane powszechnie do łagodzenia ostrych bólów, czy również uzależniające, ale silnie uspokajające valium (relanium).

W Polsce głośno się zrobiło o marihuanie, gdy okazało się że przynajmniej 10 proc. chorych na stwardnienie rozsiane regularnie ją pali. Stwardnienie rozsiane prowadzi do stopniowego ograniczenia sprawności ruchowej. Chorobie tej towarzyszy spastyczność mięśni i specyficzne bóle, które trudno złagodzić konwencjonalnymi lekami. Dzięki paleniu trawki do poduszki chorzy spokojnie przesypiają całe noce.

Na zachodzie palenie marihuany stało się relatywnie popularne wśród chorych na SM już w pierwszej połowie lat 90. Wielu z nich oskarżano o nielegalne posiadanie narkotyków, a wielu z oskarżonych uniewinniono, co było nagłaśniane przez zwolenników legalizacji marihuany.
Specjalnie na potrzeby chorych na SM stworzono nawet Sativex – środek farmaceutyczny na bazie konopi indyjskich, który może być dopuszczony do legalnego obrotu. Badania pochłonęły miliony dolarów, ale lek jest już w sprzedaży w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii  Niemczech. Od 2012 roku pojawił się w Czechach, a od 2013 jest dostępny w Polsce. Jego dostępność jest jednak ograniczona; po pierwsze jego cena jest „zaporowa” i waha się od 2600 do 3400 zł za miesięczną terapię, a po drugie jest dostępny tylko w niektórych sieciach aptek. Ponieważ lek nie podlega refundacji, biuro prasowe NFZ nie ma o jego stosowaniu dokładnych informacji, ale dr Ciałkowska-Rysz, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny paliatywnej ocenia, że istnieje już stała grupa pacjentów, którzy mogą odnosić korzyści z zastosowania tego leku.

O marihuanie znów jest głośno w kontekście nowotworów, bo właśnie trwają badania nad badaniem jej skuteczności w znoszeniu niepożądanych skutków chemioterapii. Bostoński ośrodek Sidney Farber Cancer Center, który zajmuje się leczeniem raka stwierdził, że podawanie marihuany spowodowało zmniejszenie nudności i odruchów wymiotnych u ponad połowy pacjentów poddawanych chemioterapii. A u niemal jednej czwartej te nieprzyjemne skutki uboczne ustąpiły całkowicie.

Po części z powodu SM, a po części z powodu raka, badania nad marihuaną stały się ostatnio niezwykle popularne. Według najnowszych wyników, opublikowanych w „Cancer Research”, kannabinoidy mogą pomóc w leczeniu glejaka wielopostaciowego, który jest uważany za jedną z najbardziej śmiertelnych form guza mózgu. Na łamach tygodnika „Nature” ukazał się artykuł dowodzący, że THC (najdłużej znany składnik marihuany) obniża ryzyko rozwoju miażdżycy. Naukowcy z Uniwersytetu Południowej Florydy odkryli niedawno, że THC powstrzymuje rozwój pewnych wirusów odpowiedzialnych za rozwój nowotworów.
Na całym świecie prowadzi się obecnie badania dotyczące terapeutycznego działania THC w kilku odmianach epilepsji. Z tego powodu o marihuanie w mediach znowu wrze.
Ponieważ wskutek obniżenia poziomu cukru po zażyciu konopi zazwyczaj następuje pobudzenie apetytu, eksperymentuje się też z leczeniem osób chorych na AIDS, które cierpiących na tzw. syndrom krytycznej utraty wagi.

Skoro więc trawka ma pomagać na raka i na AIDS, na cukrzycę i na padaczkę, na Alzheimera i na ADHD, powstaje coraz więcej ruchów postulujących zalegalizowanie uprawy i zażywania konopi na własny użytek, w celach terapeutycznych. Prace zaś nad legalizacją postępują niezwykle powoli, jest ona nie na rękę ani wielkim koncernom farmaceutycznym, które nie chcą tracić ogromnych wpływów z produkcji preparatów zagrożonych wyparciem przez marihuanę, ani wielkim kartelom narkotykowym, które czerpią niebotyczne zyski z obrotu marihuaną, o ile jest ona nielegalna.
Polscy zwolennicy legalizacji w mediach używają ostatnio zwłaszcza tego drugiego argumentu – zdaniem wielu z nich pozwolenie na uprawę marihuany spowodowałoby bankructwo wielu zorganizowanych grup przestępczych. Oczywiście nie bez znaczenia jest i koszt. Ruchy popierające legalizację tłumaczą, że wielu chorych nie stać na apteczne preparaty, a doniczkę i konewkę ma każdy – więc gdyby wolno było hodować konopie na własną rękę, chorzy mogliby wydawać pieniądze na dodatkowe formy rehabilitacji zamiast na środki farmakologiczne.

Ciekawe rozwiązanie proponuje jeden z ogólnopolskich ruchów opowiadających się za legalizacją uprawiania konopi. Prolegalizacyjni aktywiści uważają, że kluby hodowców mogłyby być zamkniętymi miejscami na wzór strzelnic sportowych. Ich zdaniem państwo nie powinno się wtedy czepiać, bo miałoby pełną kontrolę nad użytkownikami, zapisującymi się uprzednio do klubu. Hodowcy nie mogliby wynosić produktów poza klub, co uniemożliwiłoby nielegalny obrót wyhodowanymi ziołami, więc nikt nie byłby podejrzewany o hodowanie w celu sprzedaży, a osoby chcące się zapisać do klubu musiałyby najpierw skonsultować się z lekarzem neurologiem i dostać od niego zaświadczenie, że nie ma przeciwwskazań do zapisania się do klubu.

Czekamy na propozycje polityków, bo wiadomo, że prawo stanowione musi, wcześniej czy później dogonić prawo naturalne. Warto więc na własną rękę szukać i się o konopiach dowiadywać jak najwięcej, bo co zrobimy, gdy ktoś nas spyta o zdanie np.w referendum?

Konopie dawniej:
Ponad 4000 lat temu konopie stosowano w Chinach jako ziele do leczenia ran, poparzeń i wrzodów. Ziołowe maści były stosowane przeciwzapalnie i jako środek odrobaczający. Olej z nasion był używany również jako odżywka do włosów, a żywiczny wyciąg na bazie alkoholu spożywano jako środek przeciwbólowy, stosowany przy migrenie, redukowano nim też poziom napięcia i lęku, a każdemu pomagał niezawodnie na brak apetytu i bezsenność. Kobiety stosowały marihuanę na uśmierzenie bólów migrenowych i złagodzenie objawów napięcia przedmenstruacyjnego.
Skutki uboczne zażywania konopi były zawsze znane, a słowami Jana Onufrego Zagłoby opisał je Henryk Sienkiewicz: w opowieści jak Zagłoba Sapiehę na ludzi wyprowadził: „Radziłem mu – mówił – iżby siemię konopne w kieszeni nosił i po trochu spożywał. To tak ci się do tego przyzwyczaił, że teraz coraz to ziarno wyjmie, wrzuci do gęby, rozgryzie, miazgę zje, a łuskwinę wyplunie. W nocy, jak się obudzi, także to czyni. Od tej pory tak mu się dowcip zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają. (…) Bo w konopiach oleum się znajduje, przez co i w głowie jedzącemu go przybywa (…), trzeba co najwięcej wina pić: oleum, jako lżejsze, zawsze będzie na wierzchu, wino zaś, które i bez tego idzie do głowy, poniesie ze sobą każdą cnotliwą substancję.”


hubb

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama