7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

11 marca 2015

Ochroniarz, prawie jak z filmu

7 dni
Ten odcinek „Miasta przyjaznego” poświęcamy ochroniarzom. W kilku listach do naszej redakcji pojawiły się skargi, że ochroniarze nie interweniowali w przypadku rozrób mających miejsce „tuz pod ich nosem” i pytania o to, czy tam, gdzie są ochroniarze, jest od razu bezpieczniej. Odpowiedź wcale nie jest oczywista...

– Nie każdy wie o tym, że pracownika ochrony obowiązują, a w praktyce często ograniczają, bardzo ścisłe przepisy. Jeśli pracownik ma ochraniać np. budynek i do tego celu ma służbową broń, to nie może jej nadużywać poza ochranianym obiektem. Może natomiast, a nawet powinien wezwać w takiej sytuacji policję – tłumaczy pan Mirek z jednej z częstochowskich agencji ochrony. – Interwencja poza miejscem pracy to w myśl przepisów zwykła interwencja obywatelska i nawet jeśli ktoś pracuje jako ochroniarz, to nie ma żadnych większych praw, niż każdy inny obywatel – wyjaśnia nasz rozmówca i dodaje ponuro, że niestety przepisy są niejednokrotnie bardziej pobłażliwe dla złoczyńców, niż dla kogoś, kto użył służbowej broni w obronie, która jego zdaniem była konieczna.
Panu Mirkowi tylko raz przydarzyło się „wyjść przed szereg” i złapać złoczyńcę po fajrancie.

– Ochraniałem wtedy pewien obiekt pod lasem w okolicy Kłobucka – wspomina częstochowianin. – Byłem już po pracy na drugą zmianę i po dziesiątej wieczorem wychodziłem przez bramę, gdy ktoś przebiegł przez teren zakładu przeskakując przez ogrodzenia. Odruchowo puściłem się za nim w pościg, i ująłem kłusownika, którego akurat gonili dwaj strażnicy leśni. Tamci byli już zziajani, podobnie zresztą jak i uciekinier, więc nie było to trudne – śmieje się ochroniarz.
   
Umiejętności a obowiązki
Michał pracuje w ochronie od niedawna, dotychczas zajmował się ochroną sklepów. Pracował już w dwóch dużych sieciach handlowych.

– Zaczynałem w jednej z sieci popularnych w Częstochowie sklepów spożywczych. Oficjalnie miałem tam ochraniać towar, ale pracodawcy, niby mimochodem, namawiali wszystkich pracowników ochrony do tego, by nie reagowali na zabieranie towaru z półek, a dopiero przyłapywali złodziei na próbie ominięcia kasy. Oczywiście nie należy pobłażać złodziejom, ale wiem, że w innych sieciach handlowych chodzi raczej o udaremnienie kradzieży, a nie o ułatwianie jej. Rozstałem się z tą firmą. – Michał opowiada, że teraz pracuje ochraniając sklep, również sieciowy, branży kosmetycznej.
Zdarzają się próby kradzieży droższych szminek, czy lakierów do paznokci, ale to są wykroczenia łatwe do udowodnienia. Kłopotem jest, gdy jakiś lekoman zje cały listek proszków przeciwbólowych, a puste opakowanie zostawi na półce. Jeśli nie nagrają go kamery, to trudno mu udowodnić, że wynosi coś, za co nie zapłacił we własnym żołądku...

W odpowiedzi na nasze pytanie, czy w miejscach pilnowanych przez pracowników ochrony jest bezpieczniej, Michał odpowiada, że on sam jest po kursie ratowniczym i w razie jakiegoś wypadku wie jak udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej. Dodaje jednak, że zdobył te umiejętności na własną rękę by mieć większe szanse zatrudnienia, a tak naprawdę, to niewielu jego kolegów po fachu ma pojęcie o pierwszej pomocy.

Trzeba się rozglądać

Marcin pracował w Częstochowie kilka lat w firmie obstawiającej głównie duże imprezy masowe. Od września mieszka w Łodzi i pracuje tam jako selekcjoner w dyskotece. Mówi, że taka praca to jedyna sytuacja w ochroniarskiej praktyce, kiedy trzeba się interesować nie tylko ochranianym obiektem, ale i sąsiedztwem.

– Bramkarz musi orientować się w najbliższej okolicy, znać przynajmniej z widzenia różnych podejrzanych typków, trzeba z góry przewidywać problemy i nie dopuszczać do ich powstawania. Przy klubach muzycznych kręcą się nieraz złodziejaszkowie polujący na pijanych klientów, dilerzy narkotyków, amatorzy pozostawionych w samochodach telefonów, czy torebek. Są przekonani o bezkarności na „własnym” terenie i nieraz trzeba pracy niemal wywiadowczej, by rozpracować i trzymać na dystans to środowisko – śmieje się bramkarz dodając, że taka praca jest o tyle ryzykowna, że nierzadko można być zaczepionym przez lokalnego wirażkę, osiedlowego „bossa”, który che spróbować sił w konfrontacji z wykidajłą. – O ile na stanowisko dozorcy nadaje się ochroniarz z grupą inwalidzką, o tyle do pracy w dyskotekach przyjmowani są tylko ludzie wysportowani i z doświadczeniem w samoobronie – mówi Marcin, a na nasze pytanie o bezpieczeństwo wokół ochranianych dyskotek odpowiada, że zazwyczaj okolice dużych klubów są często patrolowane przez policje i straż miejską, monitorowane sporą ilością kamer i głównie dlatego można je uznać za względnie bezpieczne nocną porą, a nie ze względu na obecność ochroniarzy.

Widzimy zatem, że ochroniarz ochroniarzowi nierówny, ich zakresy prac są rozmaite, obowiązki nieraz nieporównywalne, a zakres umiejętności zależy bardziej od chęci samokształcenia, a nie od narzuconych regulacji. Na niby retoryczne pytania naszych Czytelników „czy ten ochroniarz nie mógłby ruszyć się i pomóc komuś w potrzebie?” musimy niestety odpowiedzieć, że nie zawsze ochroniarz ma taką możliwość.

KOMENTARZ EKSPERTA
Pojawiający się w mediach politycy sugerują czasami, że pracownicy ochrony stanowią wielotysięczna armię mogącą, na wzór policji lub innych służb mundurowych, pomagać wojsku w sytuacjach nagłego zagrożenia granic kraju. O komentarz poprosiliśmy Aleksandra Czyża, częstochowskiego instruktora samoobrony, szkolącego zarówno wojskowych, jak i ochroniarzy.


– Pracownik ochrony ma najczęściej bronić obiektu, czy konwojować transport, a to polega na czymś zupełnie innym, niż prowadzenia działań wojennych. – Aleksander Czyż podkreśla, że patrol samochodem, czy obchód z latarką to nie to samo, co praca żołnierza. – Pracownik ochrony ma działać prewencyjnie, odstraszać głównie swoją obecnością, prowadzonym psem służbowym, czy możliwością wszczęcia alarmu na różne sposoby – tłumaczy
Część z pracowników ochrony ma, w zależności od posiadanych uprawnień, dostęp do broni palnej. Nasz rozmówca zwraca jednak uwagę na fakt, że samego posiadania pozwolenia na broń nie można utożsamiać z umiejętnością biegłego posługiwania się tą bronią.

– To mniej więcej tak jak z prawem jazdy, zastanówmy się ile ludzi ja posiada, a ile z tych osób umie dobrze jeździć autem – Porównuje nasz rozmówca. – Pamiętajmy też, że od pracownika ochrony, nawet uzbrojonego, trudno oczekiwać, by coś wskórał, jeśli oddział terrorystów chce wziąć budynek szturmem. Dlatego pracowników ochrony szkoli się w zupełnie inny sposób niż wojskowych.
Media podnoszą także kwestię ewentualnego zasilenia armii pozarządowymi organizacjami paramilitarnymi. W dobie mody na szkoły przetrwania, paintball i asg grupki umundurowanych hobbystów są coraz częściej widoczne na szlakach Jury, gdzie trenują umiejętności potencjalnie przydatne w partyzantce.

– Hobby niekoniecznie musi iść w parze z zawodem – obserwuje doświadczony trener. – Wśród pracowników ochrony zdarzają się militaryści, tak samo jak i wędkarze. Jeśli trenują po to, by podnieść swoje umiejętności z zakresu samoobrony, czy strzelectwa, to z pewnością ułatwi szkolenie wojskowe, ale nie da gwarancji, że dany kandydat w ogóle będzie się nadawał na żołnierza – Aleksander Czyż tłumaczy, że wojskowy trening wymaga ciągłego powtarzania, przypominania i odświeżania nawyków, by je mieć w odruchu i być w stanie na tym odruchu polegać nawet w sytuacji skrajnego stresu. – Wielu świetnych ochroniarzy nie nadawałoby się na wojskowych ze względu na stres wynikający w wojsku z innych konsekwencji podejmowanych działań i innej za to odpowiedzialności. O tym jak to jest trudne dla psychiki niech świadczą relacje żołnierzy wracających z misji.
Trener tłumaczy, że najlepsze nawet wyszkolenie hobbystyczne niekoniecznie musi się sprawdzić w boju, bo świadomość realności zagrożenia nierzadko paraliżuje niezłych nawet komandosów-amatorów. O tym, czy ktoś się nadaje do wojska musi po prostu decydować psycholog. W dobie zaś postępującej komercjalizacji i przejmowania rynku usług ochroniarskich przez korporacje outsourcingowe nieuniknione jest niestety cięcie kosztów i oszczędzanie na wyszkoleniu.

– Nawet pewien odsetek emerytowanych policjantów w szeregach ochroniarzy niewiele pomoże, bo o ile w czynnej służbie byli oni jeszcze poddawani jakiemuś szkoleniu, to niestety trudno jest utrzymać wysoką sprawność bez ciągłego, regularnego treningu – podsumowuje Czyż.


hubb

Komentarze (1)

13 lipca 2015

Ochrona w naszym kraju nie ma lekko choć są też dobre aspekty tego zawodu, pracuję już wiele lat obecnie w impelu i nie zamienię się. Praca mi odpowiada.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama