7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

10 lutego 2015

Nie przejdą!

7 dni
(Nie)legalne parkowanie

Na początku cyklu „Miasto przyjazne” obiecywaliśmy się zająć problemami komunikacji w mieście. Było już sporo o ścieżkach rowerowych, było o podróżowaniu tramwajami i autobusami, a dziś przyszła kolej na zajęcie się kwestiami parkowania. Ten temat postanowiliśmy podzielić na dwa odcinki. Zupełnie osobno zajmiemy się bowiem kwestiami parkowania przez kierowców niepełnosprawnych. Okazało się, że czytelnicy zgłosili nam sporo związanych z tym problemów, ale wciąż prosimy o nadsyłanie Państwa uwag i spostrzeżeń związanych z parkowaniem aut osób niepełnosprawnych.

Zawarte w tytule pytanie zadała nam jedna z Czytelniczek nieopodal siedziby naszej redakcji wskazując na auto stojące przy rogu ul. Waszyngtona. Na chodniku faktycznie stał samochód. Wyjaśniliśmy kobiecie, że samochód może parkować na chodniku, o ile pozostawi półtora metra miejsca dla pieszych. Skarżący się na źle zaparkowane samochody czytelnicy narzekają, że kierowcy często starają się „urwać” z przepisowych 150 cm jak najwięcej i wytargować tym sposobem miejsce dla auta.

Utrudniają życie pieszym...
Najjaskrawiej to widać np. przy ulicy Godebskiego, przy gimnazjum nr 5 – mówi pani Dorota z ul Kiedrzyńskiej, matka dwójki dzieci często spacerująca tamtędy z wózkiem. – Chodnik przy szkole jest dosyć szeroki i od zawsze wszyscy tam parkują wjeżdżając połową samochodu na chodnik. Nie ma moim zdaniem potrzeby ustawiania całego auta na chodniku, bo auta bez problemów mogą się mijać. Niektórzy jednak kierowcy wjeżdżają na chodnik wszystkimi czterema kołami, co uniemożliwia często przejazd wózkiem. Na chodniku stoją bowiem słupy, Cóż więc z tego, że kierowca zachował ponad metr odległości od płotu, skoro między płotem a samochodem stoi słup i przejazd jest niemożliwy? – pyta retorycznie nasza rozmówczyni.
Nieopodal, przy ulicy Zajączka znajduje się kościół. Przyjeżdżający do niego wierni mają zwyczaj parkować możliwie blisko kościelnego płotu, nierzadko „przytulając” samochody do murku tak, że nie da się przecisnąć. Ma to pewne uzasadnienie, bowiem po drugiej stronie ulicy tuż za krawężnikiem jest płot i auta siła rzeczy stoją na jezdni. Przepisowe zaparkowanie po stronie kościoła byłoby jednoznaczne z zatarasowaniem przejazdu. W czasie nabożeństw chodnik jest więc jakby „parkingiem” wzdłuż płotu, a ludzie chodzą po jezdni. Ten zwyczaj jest nieprzepisowy, ale mieszkańcy parafii Królowej Jadwigi są do niego od lat przyzwyczajeni. Nieprzyzwyczajeni są natomiast kierowcy spoza osiedla, którzy często denerwują się na pieszych gromadnie spacerujących po jezdni.
Najwięcej skarg dotarło do naszej redakcji na auta zaparkowane wzdłuż ulicy Dąbrowskiego, między Jasnogórską, a Alejami. Tam chodnik jest wąski a zaparkowanie na mim auta uniemożliwia nierzadko przejazd wózkiem. Czytelnicy narzekają też na fakt, że kierowcy bywają obdarzeni małą wyobraźnią.
– Co z tego, że kierowca widzi ścianę budynku ponad metr od drzwi auta, skoro parkuje przed wejściem do sklepu, czy punktu usługowego, gdzie są trzy schodki sięgające kilkadziesiąt centymetrów w głąb chodnika – mówi pan Mateusz, mieszkaniec ulicy Racławickiej. – Zona z wózkiem przecież nie przeskoczy nad tymi schodkami – dodaje sarkastycznie.
Sytuacja ta wydaje się dość podobna do opisywanej wyżej. Tam słup, tu schodki, gdzie indziej śmietnik, hydrant, czy znak drogowy. Bardzo wielu Czytelników poruszających temat złego parkowania zwraca uwagę na właśnie takie architektoniczne detale. Kierowcy niestety na nie uwagi nie zwracają.

Utrudniają życie pasażerom...
Odkąd w alejach postawiono słupki uniemożliwiające wjechanie parkowanym autem daleko w głąb chodnika, problemem stało się także tarasowanie przejazdu innym kierowcom. Kilkakrotnie już się zdarzyło, że autobus musiał stać i czekać, policja szukała kierowcy, by odblokował Aleję, samochody szukały drogi ucieczki z korku poprzez bramy i chodniki, a pasażerowie autobusu byli po prostu wściekli na bezmyślność kierowcy, który nie ma pojęcia jak długi jego samochód jest i parkując pozwolił, by tył auta wystawał daleko na jezdnię. O ile samochody osobowe są w stanie taki wystający „kufer” ominąć, to autobusy niestety są łapane tym sposobem w potrzask.
Częstochowianie wydają się być nadzwyczaj wyrozumiali i cierpliwi. Ponarzekają, pomarudzą, pójdą do gazety na skargę, ale nikt nie walczy ze złym parkowaniem w jakiś bardziej zorganizowany sposób. W innych miastach zdarzają się np. akcje malowania farbą linii 150 cm od murów budynków (oczywiście źle zaparkowane auto zostaje zapaćkane farbą), czy podobne happeningi.
W skali ogólnopolskiej popularne stało się też naklejanie (zwłaszcza przez młodzież) na samochody „karnych nalepek” z informacją, że tak parkować nie wolno. Zeskrobanie z auta nalepki jest być może bardziej dla kierowców frustrujące, niż zapłacenie mandatów, bo mandaty nie działają, a karne nalepki od razu. Mamy oczywiście nadzieję, że częstochowscy kierowcy nie doprowadzą do sytuacji, gdzie i na ulicach naszego miasta zobaczymy auta upstrzone „karnymi” nalepkami od wściekłych, nie mogących przejść po chodniku mieszkańców.


hubb

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama