7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

14 października 2010

Mistrzostwa Świata w siatkówce w Częstochowie...?

7 dni
Lokalnie dzielimy skórę na niedźwiedziu... Środowiska sportowe i polityczne Częstochowy snują już dalekosiężne plany, ile zarobimy na przeprowadzanych w naszym mieście Mistrzostwach Świata w siatkówce w 2014 roku. Częstochowskie apetyty to jedno, a decyzje Polskiego Związku Piłki Siatkowej – to drugie.

Zapytaliśmy u źródła, jak się sprawy mają.
Z Kamilem Fedorowiczem, rzecznikiem prasowym PZPS rozmawia Patryk Wojciechowski.


- Na zakończenie tegorocznych Mistrzostw Świata w siatkówce, do Włoch pojechali przedstawiciele Polskiego Związku Piłki Siatkowej oraz reprezentanci sześciu polskich miast, zainteresowanych mistrzowskimi rozgrywkami w 2014 roku. Czy podczas spotkania zapadły wiążące dla Polski decyzje?
- O tym, że organizujemy Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn w 2014 roku wiemy od kilku lat. Jesteśmy w fazie organizacyjnej. Odpowiadając na pytanie – we Włoszech nie prowadziliśmy szczegółowych rozmów. Większość decyzji podejmiemy już za kilka dni, 18 października na spotkaniu w Lublanie (Słowenia). Dyrektywa określi m.in., w których polskich miastach odbywać się będą mecze Mistrzostw Świata. Omówimy również inne istotne elementy organizacyjne tego ogromnego dla nas przedsięwzięcia sportowego.
- Czy już wiadomo, które miasta mają największe szanse na Mistrzostwa Świata?
- Wiele zależy od tego spotkania, 18 października. Dziś umowy nie są jeszcze podpisane z żadnym z miast. Przypuszczam, że kwestie formalne, w tym umowy z poszczególnymi ośrodkami, zakończymy do końca roku. Nie jest tajemnicą, że jak do tej pory najpoważniejszym kandydatem do rozgrywek mistrzowskich są Katowice, między innymi dlatego, że poczyniły bardzo poważne inwestycje. Katowice więc są prawie pewne, a pozostałe miasta – pod znakiem zapytania.
- Tegoroczne mistrzostwa we Włoszech odbywały się w aż 10 miastach. Polskie mistrzostwa też będą tak rozbudowane?
- Nie. Mamy nadzieję, że Lublana przyniesie odpowiedzi: czy mistrzostwa odbywać się będą w 4 czy 6 miastach, ale na pewno nie w 10, tak jak zrobiły to Włochy. Dla przykładu, ubiegłoroczne Mistrzostwa Europy, które odbywały się w Polsce, przeprowadziliśmy w 4 miastach. Im więcej ośrodków, tym trudniejsze są rozwiązania logistyczne – baza hotelowa, komunikacja. Nasze polskie realia uniemożliwiają nam „rozciąganie” mistrzostw na teren całej Polski. Nie będziemy więc porywać się na tematy trudne w realizacji.
- W internecie, w prasie sportowej pojawia się cała masa opinii i spekulacji na temat kwot, które miasta muszą wpłacić, by uzyskać prawo przeprowadzenia mistrzostw...
- To prawda, wiele się o tym mówi. Słyszeliśmy o 2, a nawet 7 milionach złotych. Dementuję te pogłoski – kwota nie została jeszcze ustalona. Jej wysokość uzależniona jest m. in. od tego, w ilu miastach prowadzone będą rozgrywki, jakie będą rundy, czyli jaki przyjmiemy system rozgrywek mistrzowskich? Chcemy to ustalić w Lublanie. Należy pamiętać, że miasta w prawdzie wpłacają niemałe środki, ale dostają w zamian niepowtarzalną okazję uczestniczenia w jednym z największych wydarzeń sportowych. Składową tego przedsięwzięcia są transmisje telewizyjne na cały świat, reklamodawcy, kibice, czyli ogromne wpływy i równie wielka promocja Polski oraz miast przeprowadzających rozgrywki.
- Z pewnością panu wiadomo, że Częstochowa zabiega o możliwość uczestniczenia w MŚ. Z tego tez powodu budujemy nowoczesną halę sportową. Jakie mamy szanse?
- No cóż... Prowadzimy rozmowy z wieloma miastami, w tym z Częstochową również. Trudno budowaną halę sportową traktować jako niepowtarzalny atut – jeszcze jej nie ma. Częstochowa ma natomiast inne poważne zalety, które będą przez nas brane pod uwagę - historia siatkarska, kibice, łatwość dojazdu. Niestety nie mogę jednoznacznie, nawet w procentowo określić szans Częstochowy na uczestnictwo  Mistrzostwach Świata Piłki Siatkowej Mężczyzn w 2014 roku. Kibicuję Wam, innym z resztą też.
- To rozumiem, że Częstochowa może spać spokojnie – kibicuje się tylko dobrej drużynie... Dziękuję za rozmowę.


O tym, jaka jest kondycja częstochowskiego sportu na przykładzie klubu AZS i czy mamy szanse na rozgrywanie meczów – choćby fazy grupowej podczas Mistrzostw Świata w siatkówce mężczyzn w 2014 roku opowiada ambasador naszego sportu senator Andrzej Szewiński.  
 
- Władze PZPS oraz sześciu przedstawicieli polskich miast pojechali do Włoch, by lobbować, negocjować tam z FIVB swoje miejsce w MŚ siatkówki w 2014 roku. Dlaczego nie było tam reprezentantów Częstochowy?

- Decyzje jeszcze nie zapadły, z resztą warunki dotyczące odbywających się w Polsce Mistrzostw w siatkówce nie są jeszcze szczegółowo ustalone. Dla przykładu, we Włoszech Mistrzostwa odbywały się w aż 10 miastach. Być może podobnie będzie w Polsce. Wówczas Częstochowa ma ogromne szanse na aktywny udział, w tym jakże ważnym, sportowym wydarzeniu. Przypuszczam, iż finał pewnie odbędzie się w Katowicach, a półfinały w ??odzi.
- Czy Częstochowa ma w ogóle szanse, by u nas rozgrywały się mecze mistrzowskie?
- Będziemy mieć piękną halę, która spełnia wysokie wymagania FIVB. Z tego co wiem, musimy jeszcze zadbać o bazę hotelową.
Szanse są, ale zarówno radni, urzędnicy, jak i prezydent miasta muszą zabiegać o nasze miejsce w rozgrywkach. Pamiętać musimy również, iż miasto musi zabezpieczyć 2 miliony złotych bezzwrotnego wadium. Nie bez znaczenia dla sprawy ma fakt, kto zostanie prezydentem i radnymi po zbliżających się wyborach samorządowych i na ile tym osobom będzie zależało na promocji naszego miasta poprzez sport.
- Przeciwnicy, poważnej i drogiej inwestycji twierdzą, że jakoby naszemu miastu nie jest potrzebna tak okazała hala...
- A ja właśnie cieszę się, że będziemy mieć taki obiekt, na który miasto otrzyma około 45 milionów złotych ze środków unijnych oraz z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Dzięki tej inwestycji możemy rywalizować z innymi miastami w organizacji poważnych imprez sportowych. Poza tym hala sportowa to także możliwość przeprowadzania targów, koncertów i innych wydarzeń kulturalno-rozrywkowych.
- Wiele się mówi o konflikcie AZS-u z władzami Miasta Częstochowy. Jak pan jako działacz sportowy ocenia ostatnie wydarzenia?
- Byłem zaskoczony... Jestem przewodniczącym Rady Sportu (ciała doradczego), niestety w tej sprawie - wsparcia klubu Włókniarz 300 tysiącami złotych - nie skonsultowano się z nami. Ambaras o ekstra środki zrodził się z zasadnych – moim zadaniem – roszczeń klubu AZS, którego pominięto przy rozdzielaniu pieniędzy miejskich. Jednym z argumentów był fakt, iż częstochowski klub (siatkarski) świetnie sobie radzi, organizacyjnie i finansowo. To oczywiście dobrze – znaczy, że jest właściwie zarządzany. W tym samym czasie klub Włókniarz otrzymał od miasta, dodatkowe 300 tysięcy złotych. Wyszło więc na to, że klub AZS został ukarany za operatywność.
- Dziękuję za rozmowę.

Na ile wiedza częstochowskich urzędników pokrywa się z informacjami od Polskiego Związku Piłki Siatkowej w sprawie ewentualnych szans naszego miasta na rozgrywanie Mistrzostw Świata w siatkówce w 2014 roku? Postawę urzędu reprezentuje Sławomir Gajda, zastępca naczelnika Wydziału Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Częstochowy.

- We Włoszech doszło do spotkania FIVB z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Bój toczy się o to, w których miastach będą prowadzone rozgrywki Mistrzostw Świata i stąd aż 6 miast pojechało do Włoch. Czemu nie było nikogo z Częstochowy?

- Nic mi o tym nie wiadomo, żeby ktoś od nas się wybierał. Na tym etapie miasta nie mają co negocjować. Poza tym myślę, że jakby takie negocjacje były prowadzone, partnerem dla władz miasta Częstochowy jest PZPS.
- Rzecz w tym, by umiejętnie lobbować, zabiegać...
- Nie ma takiej potrzeby.
- A jeśli się pan myli? (Odsyłam pana do ostatniej wypowiedzi PZPS)
- My usłyszeliśmy z ust wiceprezesa związku, że decyzje zapadną nie wcześniej niż 2012 roku.
- Jak ocenia pan nasze szanse?
- Uważam, że są duże. Jestem przekonany, że Mistrzostwa Świata w siatkówce będą rozgrywane w Częstochowie. Od 20 lat mamy zespół, który reprezentuje nas w europejskich rozgrywkach i wielkie tradycje. Mamy silne lobby, które działa w PZPS. Będziemy mieć halę sportową, która zostanie oddana do użytku za dwa lata. Sądzę, że są to atuty, które pozwalają myśleć optymistycznie o tym, że będziemy godni, aby organizować w naszym mieście takie zawody.
- Wspomina pan o hali, ale czy spełniamy wszystkie wymagania?
- Zdajemy sobie sprawę, że ta hala nie będzie na pewno najlepszą w Polsce, choćby z racji ilości miejsc na widowni. Nasze aspiracje nie sięgają choćby ze względów formalnych organizacji zawodów dalszych rund, a jedynie do fazy grupowej.
- Odnoszę wrażenie, iż dzielimy skórę na niedźwiedziu. Tryska pan optymizmem, co nie potwierdza PZPS...
- Jestem pełen nadziei, choć ten optymizm może być przyhamowany przez możliwości finansowe miasta. W siatkówce pieczę nad tym ma PZPS i myślę, że on narzuci dla wszystkich takie same warunki, które trzeba spełnić. Poza tym politycy dziś dużo obiecują, a nie wiadomo czy ci radni, którzy tego chcą dalej będą funkcjonować po wyborach.
- Ostatnio relacje miasto - klub AZS nie układały się najlepiej, a poszło o środki, które miasto przekazało dla klubu żużlowego...
- Zapewniam, że nasze relacje z klubem są wzorcowe. Życzyłbym sobie, aby choć część klubów miała takie relacje i tak dobrą współpracę, jaką mamy z klubem AZS.
- Skąd zatem wzięły się informacje o konflikcie?
- Nie przyszli z gromadą kibiców na sesję, nie pikietowali pod budynkiem urzędu i nie skandowali... AZS zrobił to w złożony sposób, chcieli w ten sposób wiele wyrazić. Jest to jakiś sprzeciw, wyraz buntu przeciw podjętym postanowieniom. 
- Wcześniej mówił pan, że relacje są idealne...
- Nie widzę sprzeczności. To, że pokłóci się pani z mężem nie oznaczy, że przestaje go pani kochać. Trudno mi oceniać czy decyzja o nieprzyznawaniu środków na AZS jest słuszna czy nie. Podjęli ją radni naszego miasta. Od oceny tego są kibice, mieszkańcy naszego miasta.


Patryk Wojciechowski

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama