7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

03 grudnia 2014

Analiza wyborcza: najwięksi wygrani i przegrani (część 1)

Analiza wyborcza: najwięksi wygrani i przegrani (część 1)

7 dni
Częstochowianie wybrali - i prezydenta miasta, i radnych. Wszystkim wygranym należą się gratulacje. Zanim jednak zapomnimy o wyborczym szaleństwie sprzed kilku dni, warto podjąć próbę podsumowania historycznej już dziś kampanii wyborczej anno Domini 2014.

Co było przyczyną tego, że jedni przegrali, a inni odnieśli sukces?
Rozgrywającym w tych wyborach od samego początku był Sojusz Lewicy Demokratycznej. To oni nadawali kierunek tej kampanii i absolutnie wszystko działo się według ich scenariusza. Wbrew temu, co jeszcze przed chwilą myślał sobie elektorat, współpracownicy kampanijni i koalicjanci, nikt z nich nie grał pierwszoplanowej roli – tylko SLD, a w nim „grupa trzymająca władzę”. Sztuczka polegała na umiejętnym rozegraniu ewentualnych konkurentów politycznych, którym do dziś wydaje się, że to oni o czymkolwiek decydowali. Rozprowadzeni po kątach nie są jednością, więc nie stanowią zagrożenia, a okruchy z pańskiego stołu i tak by komuś przypadły. Lud natomiast dostał na pół roku przed wyborami pakiet remontów dróg i mostów przytłaczających rozmiarów, i zapomniał, że przez ponad 3 lata, prócz dokończenia kilku projektów poprzedników, nic się nie działo (dedykowane chorym na amnezję kierowcom, np. ul. Rejtana). Wystarczyło w kilka miesięcy przed wyborami zablokować remontami większość ulic w mieście i w niepamięć poszły sporne tematy: faktury z ul. Jarzynowej opłacone z publicznych pieniędzy, sprzedaż kamienicy Aleja 49 i budowa galerii śródmiejskiej, nadprodukcja marketów etc...

Jaki przekaz dali wyborcy ludziom władzy w naszym mieście? Mieszkańcy są bierni, przyjmą wszystko cokolwiek im rządzący zechcą dać:
* młodzież woli tandetne imprezy niż atrakcyjne zawodowo kierunki w oświacie z szansą na lepszą przyszłość,
* absolwentom nie przeszkadza wieloletni status bezrobotnego lub praca na czarno za grosze, są wdzięczni za 6-miesięczny staż w budżetówce,
* bezrobotnym wystarcza – zamiast stałej pracy - kurs zawodowy, choć już dziś certyfikat (bez doświadczenia) nic nie znaczy,
* urzędnicy miejscy wybierają strach i chaos w nadziei na nietykalność i zatrudnienie,
* pracujących (poza miejskimi jednostkami) mogą otaczać zgliszcza, byleby przed nosem mieli dobry chodnik i równą drogę z punktu A do B,
* przedsiębiorcy wybierają ucieczkę z całym dobytkiem do Radomska, Katowic, Poznania, a nawet do Gdańska zamiast zawalczyć o byt w rodzimym mieście,
* seniorów cieszy tania filiżanka herbatki na kartę seniora, a kompletnie nie wzrusza wizja braku opiekunek (bo młodych coraz mniej), gdy zniedołężnieją.

Ta władza i kolejna także,  już wie co interesuje mieszkańców, już wie, że powinna przez kolejne 4 lata powielić schemat działania z poprzedniej kadencji. I tak będzie, bo tak zdecydowaliśmy.

SLD, mimo okazałego zwycięstwa miało chrapkę na jeszcze więcej. W kuluarach Sojuszu mówiło się o stworzeniu drugiego komitetu wyborczego, niby bezpartyjnego, coś na wzór komitetu Marandy. Fama głosi, że na listach do rady miasta mieliby się znaleźć przyjaciele Sojuszu, a niekoniecznie jego członkowie – znani, lokalni celebryci: artyści, sportowcy, dziennikarze, biznesmeni, działacze społeczni i wszyscy ci, dla których zabrakło miejsca na głównej liście SLD. Z całą pewnością pomysł był wart uwagi, gdyż dodatkowych kilku radnych działających ręka w rękę z wiodącym nurtem, byłoby skutecznym lekarstwem na niekomfortowe dziś koalicje z PO czy Marandą. Problem stanowił kandydat na prezydenta, bo Krzysztof Matyjaszczyk zbyt mocno związany jest z partią, by ktokolwiek uwierzył, że nagle zmienił front na nieeseldowski. Pomysł nie wypalił w wykonaniu SLD, zrealizował go komitet „Mieszkańcy Częstochowy”. Za 4 lata może być jednak nieaktualny, bo jeśli Marandzie przyszłoby do głowy „kupczyć” dla korzyści własnych na przykład z lewicą, to żadna próba niby-bezpartyjnych komitetów z logiem partyjnym w tle, nie będzie mieć racji bytu.

To tyle o wielkich wygranych wyborów samorządowych.

Kolejne komitety wyborcze (trzy z końca listy) w zasadzie nie różniły się podczas kampanii. Najwięcej pracy włożył Komitet Nowej Prawicy Janusza Korwina-Mikke z kandydatem na prezydenta Sławomirem Kokotem. Przygniótł ich jednak wewnętrzny konflikt z Tomaszem Jaskółą. Zamiast toczyć bój z konkurentami politycznymi, korwinowcy bili się między sobą o taboret kandydata na prezydenta. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale gdy siedzisko jest jedno, ktoś musi ustąpić. Grupa Kokota i zwolennicy Jaskóły przez ładnych kilkanaście dni „kopali się po kostkach” w internecie, wymieniając epitety. Ostatecznie Nowa Prawica zdobyła piąte miejsce na siedem, co i tak - zważywszy na okoliczności i brak finansowania z zewnątrz - jest niezłym wynikiem.

Drugie miejsce od końca należy się komitetowi Polskiego Stronnictwa Ludowego. Grzegorz Boski wykonał minimalne minimum, by nikt lokalnemu PSL-owi nie zarzucił, że kandydata nie było. Prawdą jest natomiast, że Boski nie mógł liczyć na wsparcie kolegów partyjnych. Wielkim nieobecnym wyborów samorządowych okazał się poseł Artur Bramora, który nie biegał od domu do domu agitując za kandydatem swojego ugrupowania. Sweetfoci też sobie razem nie zrobili. Pozostali ludowcy startowali albo do sejmiku wojewódzkiego albo zabiegali o funkcje w ościennych gminach, zajęci własną promocją nie mieli już czasu dla Boskiego. Zresztą przez wiele lat PSL w Częstochowie nie istniało, w tych wyborach nie powąchało nawet dymka konkurentów. Dobrze, że wynik częstochowskiego PSL-u nie przełożył się na notowania krajowe, bo byłaby bryndza.

Ostatni z dolnej trójki to Armand Ryfiński z „Wolnego Miasta Częstochowy”. Na początku wydawało się, że kandydat z zewnątrz o lewicowych, antyklerykalnych poglądach może zagrozić Matyjaszczykowi. Takie założenia mieli twórcy komitetu, w tym Marek Drygas i Leszek Kulawik. I być może by tak było, gdyby Ryfiński miał jakąkolwiek kampanię. Wyborcy nie mieli zbyt wielu okazji do zapoznania się z planami kandydata dla miasta, które podobno Ryfiński miał, ale już się nie dowiemy. A tak na marginesie, udało się koledze Ryfińskiego z Twojego Ruchu Robertowi Biedroniowi w Słupsku.

Listę Wielkiej Czwórki... „pokerzystów” otwiera Marcin Maranda z komitetu „Mieszkańcy Częstochowy", wcześniej dostał się do rady miasta z listy Wspólnoty Samorządowej Tadeusza Wrony. Gdy we wrześniu ubiegłego roku Maranda zapowiedział utworzenie własnego komitetu wyborczego, środowiska prawicujące wydały z siebie okrzyk radości. Dziś raczej cienko śpiewają. Okazało się bowiem, że Maranda ograł wszystkich i jest największą „niespodzianką” tegorocznych wyborów. Na samym początku nikt nie zadał sobie pytania, o co Marandzie chodzi? Otóż jedna z teorii głosi, że głównym celem pana Marcina było utrzymanie się w radzie miasta. Jako radny wciąż funkcjonuje w życiu publicznym, ma kontakt z władzą, która rozdaje suweniry w różnej postaci. Ale jak tu zostać radnym, gdy Wspólnota Samorządowa słabnie i jej szanse w kolejnych wyborach maleją z dnia na dzień? Można przenieś się do innego ugrupowania. Gdyby Maranda przytulił się do Platformy Obywatelskiej byłby jednym z wielu młodych „wilczków” walczących o dobre miejsce na liście wyborczej do rady miasta. Mało prawdopodobne, by „młodzież” PO dała mu miejsce powyżej 5 pozycji. Szanse, by zostać radnym miałby żadne. Mógł zgłosić się do Prawa i Sprawiedliwości, ale w zasadzie nie mógł, bo wspomnienia obu stron ze współpracy sprzed lat, gdy Maranda sympatyzował z PiS-em dzięki protekcji Izy Nowak – raczej nie są miłe. SLD w owym czasie też nie było dla Marandy żadną alternatywą – listy kandydatów na radnych napakowane wiernymi towarzyszami, a dla Marandy miejsce pod koniec pierwszej dziesiątki. Poza tym kilka miesięcy wcześniej został upokorzony przez Matyjaszczyka (SLD) spektakularnym usunięciem go z pracy w częstochowskim MPK. Od tego czasu zawodowo opiekuje się zasobami bibliotecznymi w jednej z okolicznych gmin. Stworzenie własnego komitetu wyborczego nie jest jednak sprawą prostą, potrzebny jest sztab ludzi i pieniądze. Gesty ramion od siebie i do siebie z przekazem: ja dla was, wy dla mnie – pomogły. Znaleźli się ludzie chętni do roboty i inni z pieniędzmi. Dziś niektórzy „sponsorzy” ze wstydem przyznają, że uwierzyli w bezpartyjność Marandy, chęć polaryzacji społecznej (oddzielenia się od dotychczasowej władzy) i wprowadzenia zmian w upadającej Częstochowie. Niektórzy darczyńcy ujrzeli światełko w tunelu także dla siebie, pozostali nie daliby nawet złotówki, gdyby wiedzieli, że sponsorują kampanię radnego, a nie prezydenta. Stalo się – Maranda radnym został.
Kampanię wyborczą komitetu „MCz” wielu - nawet zwolenników Marandy - określało mianem: „kampanii miłości” a kandydata, że „stoi w rozkroku”. Pan Marcin „wisiał” na każdym slupie i chodził na spotkania z mieszkańcami, ale nigdy kategorycznie nie opowiedział się przeciwko swojemu konkurentowi z lewicy - nie był z nim, ale też nie przeciw. Dziś jest podobnie. W poniedziałek i podobnie w środę, podczas sesji rady miasta, Maranda nie był już tak chętny do zmian w Częstochowie, a i ta bezpartyjność straciła znaczenie. Pokazał próbkę gierek politycznych, ale chyba dla własnej, bo przecież nie dla mieszkańców, korzyści. Wniosek jest oczywisty, kandydat „MCz” nigdy „nie stał w rozkroku”, wręcz przeciwnie postawił stanowczy krok w lewą stronę, bliżej suwenirów.
Pan Maranda nie uwzględnił jednak drobnego elementu – taki numer można zrobić tylko raz. Za 4 lata kontrkandydaci i media przypomną elektoratowi, jak to było z tą obiecywaną przed wyborami w 2014 roku polaryzacją władzy przez Marcina Marandę.
Nietrudno dziś przewidzieć przebieg sesji, podczas której dojdzie do rozstrzygnięcia, kto w obecnej kadencji zostanie przewodniczącym rady miasta. Za moment, gdy do rady dołączy Tomasz Tyl (SLD) w miejsce Krzysztofa Matyjaszczyka, lewica będzie miała 14 (na 28) radnych. Brakuje im zaledwie jednego głosu do bezwzględnej większości. Są dwa warianty. Maranda wygłosi płomienną mowę o tym, że „to dla dobra Częstochowy nie chcem, ale muszem” poprzeć kandydaturę Zdzisława Wolskiego (SLD). A drugi, że jeden z radnych „MCz” za plecami Marandy dobije targu z lewicą i zagłosuje za radnym Wolskim na przewodniczącego rady.

Za tydzień kulisy wyborcze Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości


Renata R. Kluczna

Komentarze (9)

10 grudnia 2014

Co było przyczyną, że jedni wygrali, a inni nie!? Moim zdaniem przede wszystkim niska frekwencja.. a dlaczego!?
br> " [...] Mało prawdopodobne, by „młodzież” PO dała mu miejsce powyżej 5 pozycji. Szanse, by zostać radnym miałby żadne" br> br> moim zdaniem to jeden z powodów niskiej frekwencji.. a przecież wystarczyłoby wprowadzić różne karty do głosowania tj. ze zmienną kolejnością kandydatów.. zmniejszy się w ten sposób wpływ "układów" partyjnych..

Kolejna sprawa to - moim zdaniem - znaczna emigracja z Czę-wy, a wiele osób mimo zameldowania w Czę-wie, nie chce specjalnie przyjeżdzać na wybory. A przy wyższej frekwencji wynik mógłby być zupełnie inny..


07 grudnia 2014

... brak absolutorium za niewykonanie budżetu 2014 i prima facie referendum


06 grudnia 2014

"... brak absolutorium za 2014 i referendum" - do szkoły, poczytaj Ustawę o samorządzie gminnym, ignorancie!


05 grudnia 2014

... brak absolutorium za 2014 i referendum


05 grudnia 2014

A co maranda ma zagłosować na pis ?? I tak nie będziecie mieć większości....


04 grudnia 2014

Przeanalizujcie predyspozycje radnych, wiedzę , doświadczenie, byłe i obecne zajęcie - także powiązania koleżeńskie i rodzinne a efekt będzie wyjątkowo interesujący.Powodzenia.


04 grudnia 2014

skoro siwek idzie na wiceprezydenta to już mamy wolny stołek dyrektorski "Dyrektor ds rozwoju i inwestycji" dla Marandy. Zrekompensują mu krzywdy a on dar przyjmie. EOT.


04 grudnia 2014

chodzą po mieście słuchy że Maranda odszedł ze Wspólnoty za wiceprezydenturę u Matyjaszczyka


03 grudnia 2014

I to by było na tyle, jeśli chodzi o diagnozowanie choroby, nieuleczalnej jak widać choroby, "samorządności" miasta. Partyjniactwo, koryciarstwo, sobiepaństwo, karierowiczostwo, ledwie kamuflowane, miałkimi, pozbawionymi istotnej treści, wypowiedziami-obietnicami naszpikowanymi banałami, od których co wrażliwsi walczą z odruchem wymiotnym. Warto zwrócić uwagę na wątek Drygasa i Kulawika referendziarzy z 2009 roku, byłych, ale i obecnych promotorów Matyjaszczyka. Skończyli haniebnie na śmietniku historii - Drygas z wyrokami sądowymi, a Kulawik uzyskał 76 głosów w ostatnich wyborach. To przestroga, kto kolaboruje z SLD, zawsze źle kończy. To tylko kwestia czasu. Mało kto lubi tylko cwaniaków, którym się wydaje, że toczą „gry wojenne”, a to tylko piaskownica z zainfekowanym „nadzieniem” – dorodną kupą piachu.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama