7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

30 czerwca 2014

Czy w Częstochowie jest zbyt dużo marketów?

7 dni
W ostatnim okresie, rzeczywiście Częstochowa staje się miastem marketów, sklepów franczyzowych i różnego rodzaju sieciówek. Główny Urząd Statystyczne podaje: w roku 2010 mieliśmy 7 hipermarketów, 23 supermarkety i 4 domy handlowe. Dziś trudno wszystkie sieciówki zliczyć, bo wciąż pojawiają się nowe, nie będzie jednak przesadą, gdy powiemy, że dobiegamy już drugiej setki.

Eksperci z dziedziny sprzedaży twierdza, że zwiększająca się liczba marketów i dyskontów nie jest ani powodem do radości, ani do zmartwienia. To po prostu kolejny etap postępu, którego nie da się uniknąć. Co więcej, zdaniem specjalistów odwrotu od marketów i dyskontów już nie ma.
Ekspansja sieci martwi natomiast drobnych, rodzimych handlowców, którzy uważają, że wręcz balansują na krawędzi opłacalności. Szacują, że ich straty w powodu wejścia gigantów handlu detalicznego sięgają 30 proc. dochodów, a nawet więcej. Dlatego małe osiedlowe sklepiki znikają w zastraszającym tempie.
Przeciwnicy marketów zwracają uwagę na jeszcze inne elementy: chaos przestrzenny i oszpecenie krajobrazu Częstochowy. W tego typu dyskusjach przewija się także temat pracowników, zatrudnianych w marketach, coraz częściej za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej, nierzadko wyłącznie na tak zwanych śmieciówkach. Pracownik, aby zarobić najniższą krajową musi przepracować w miesiącu nawet 200 godzin. W przeliczeniu za godzinę pracy niektóre markety płacą 5,20 - 5,60 zł.
Przeciwnicy dużych sklepów powołują się na przykład Niemiec, gdzie w miastach można budować sklepy o powierzchni do 700 m kw. Większe są na obrzeżach.
Medal ma jednak dwie strony... Dyskonty kuszą klientów niskimi cenami, markety licznym promocjami, a to właśnie cena w przypadku ubożejącego społeczeństwa Częstochowy, ma ogromne znaczenie.

Obalamy mity
Nieprawdą jest, że:

* markety co 5 czy 10 lat zmieniają nazwę, by płacić niższe podatki. Zmiany nazw wynikają z przejęcia danego sklepu przez inną sieciówkę, bo ta pierwsza wycofuje się z Polski, a inna rozwija działalność i chętnie przejmie upadające sklepy,
* mają jakiekolwiek ulgi podatkowe dlatego, że są marketami lub dlatego, że są własnością kapitału zagranicznego. Są traktowane dokładnie tak samo, jak inne podmioty na rynku.
Prawda jest, że:
* politycy od dawna ostrzą sobie zęby, na samą myśl o wprowadzeniu podatku obrotowego wielkich sieci handlowych, które - ich zdaniem - różnymi metodami nie wykazują dochodów i w związku z tym nie płacą podatku dochodowego. Sieci handlowe działające w Polsce badała Najwyższa Izba Kontroli wraz z urzędnikami skarbowymi. Nie stwierdzono transferu zysków przez tak zwaną „optymalizację podatkową”. To oczywiście nie oznacza jednoznacznie, że jej nie ma, gdyż - jak przyznają sami urzędnicy - sztuczek podatkowych jest wiele,
* poziom rentowności zagranicznych marketów i dyskontów działających na ternie Polski jest bardzo niski, waha się w granicach zaledwie 1 proc., a od poziomu uzależniona jest wysokość podatków. Te same sieci we Francji, w Niemczech mają rentowność na poziomie od 10 do 17 proc. Zagorzali przeciwnicy marketów twierdzą wręcz, że z polskiego systemu podatkowego całkiem legalnie wyciekają miliardy złotych. Spółka-córka z dopiskiem „Polska” sprzedaje zagranicznej spółce-matce towar po zaniżonych cenach albo bierze od niej pożyczkę i potem spłaca ją z wysokim procentem,a to z kolei oznacza unikanie płacenia podatków w Polsce,
* 20 największych sieci handlowych w kraju - co podaje Ministerstwo Finansów – w związku ze złożonymi zeznaniami CIT-8 za rok 2012 osiągnęły dochody prawie 4 mld zł i zapłaciły 600 mln zł należnego podatku CIT. Do tego doszły prawie 2 mld zł do budżetu państwa z tytułu podatku od towarów i usług (VAT).

Tak czy inaczej, marketów w Częstochowie przybywa i należy mieć tylko nadzieje, że nie są to jedyne pomysły władz na rozwój naszego miasta.

Lista najbardziej znanych marek sieciowych, działających na terenie Częstochowy:

Lidl – 3
Biedronka – 14
Real – 1
Auchan – 1
Simply Market – 3
OBI – 1
Praktiker – 1
Leroy Merlin – 1
Intermarche – 1
Żabka – 45
Tesco – 4
Netto – 1
Kaufland – 1
Media Markt – 1
Makro – 1
Stokrotka – 1
Carrefour – 1
MarkPol – 1
Małpka Express – 4
Delikatesy Centrum – 2
Lewiatan – 26
Groszek – 1
Pepco – 2
Odido – 8
Jysk – 2


Renata R. Kluczna

Komentarze (3)

28 października 2014

Choć artykuł jest z czerwca to pozwolę sobie zaktualizować listę bo doszła nowa sieć w naszym mieście Aldi postawili dwa markety jak widać SLD guzik sobie robi z Częstochowskich handlowców i tak jak Wrona uszczęśliwił nas Galerią tak Matyjaszczyk nas dożyna marketami.No cóż trzeba się jeszcze obłowić przed końcem kadencji.


30 czerwca 2014

Nikt i nic - nie daj boże wojny - nie zatrzyma Biedrony i innych "dyskontów". Polska Biedronami stoi. Na koniec 2013 było ich 2393 a na koniec 2016 - zgodnie z planami firmy - ma ich być 3200. Podobno przejmują też polskiego "Marcpola". Sieć Lidla ma już ponad 500 sklepów w Polsce. Na polskim rynku działa już ponad 3000 dyskontów, a fachowcy twierdzą, że jest miejsce na 7000-8000!!!Kto ma kapitał ma Biedrony, Polacy dokładają pracę i ... kapitalizm kwitnie. Nic tu się nie zmieniło od czasów niewolnictwa. @@@ W takich dekoracjach - czy nam się podoba, czy nie - handel tradycyjny, niezależne sklepy o niewielkiej sile zakupowej i wyższych kosztach własnych, a tym samym wyższych cenach sprzedawanych towarów nie przetrwają... Klient, klient masowy zawsze pójdzie tam gdzie ceny towarów będą niższe...


30 czerwca 2014

To nie "pomysły władz na rozwój miasta" - obecne "władze" nie mają żadnego "pomysłu" na rozwój miasta. Do tego potrzebny jest mózg o odrobina inteligencji, a z tym krucho w Częstochowie.# Przy każdej lokalizacji marketu jest interes do zrobienia, a to wielu kręci. Zwłaszcza tych, w mocy których są wszelkiego rodzaju pozwolenia, zezwolenia, koncesje... # Ekspansja marketów, głównie zagranicznych sieci handlowych, to "dodatek" a nie istota rozwoju miast, tam się niczego nie "wytwarza" oprócz zysków właścicieli. Jedyną barierą dla tej ekspansji sklepów jest bariera popytu czyli pustki w kieszeniach konsumentów, a o to bez pracy wysokiej jakości czyli wysokopłatnej w mieście coraz łatwiej (nie licząc "spółek" kolesi z "samorządu").# I rzecz najważniejsza niekontrolowany rozwój sieci dyskontów grozi monopolizacją handlu detalicznego w mieście, uderza w interesy lokalnych firm handlowych i prowadzi do bankructwa sklepów. I tu potrzeba umiejętnej interwencji władzy publicznej (plany miejscowe, pozwolenia na budowę) jeśli myśli dalekowzrocznie i dba również o interesy rodzimej przedsiębiorczości. Trzeba wybrać albo monopol i dyktat zagranicznych interesów − z czasem dyktat cenowy − albo próby równoważenia rozwoju handlu detalicznego.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama