7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

26 czerwca 2014

Bomba Serafina wciąż tyka

7 dni
Władysław Serafin chce zmian w PSL-u i sposobu kierowania partią, gdyż jego zdaniem elity nie moją nic wspólnego z dołami partyjnymi, bo wielu w centrali żyje z PSL-u nie mając z nim nic wspólnego i tak naprawdę to oni szkodzą wizerunkowi partii... Dziennikarze  go oszukali, okradli i wmanewrowali w polityczną hucpę, ale afery na miarę „Watergate” nie udało im się rozkręcić... Kulisy „sprawy taśm” zna, ale z decyzją i och ujawnieniu poczeka na skutki działań prokuratury i CBA. Serafin, pewien poparcia kółek rolniczych, gotów jest jeszcze sporo namieszać, gdyż jego zdaniem, ten prawdziwy PSL i jego struktury są na dole i ich interes nie jest godnie reprezentowany. Zapraszamy Państwa na drugą część wywiadu, a z pierwszą można się zapoznać na naszej stronie internetowej www.7dni.com.pl.

Informujemy Czytelników, że zaktualizowana, poprawiona i rozszerzona wersja wywiadu jest już dostępna na naszej stronie internetowej. Przepraszamy jednocześnie pana Władysława Serafina, że rozszerzona wersja wywiadu nie została zamieszczona w drukowanym wydaniu naszej gazety. Zamiana artykułów wynika z pomyłki, z przyczyn niezależnych od redakcji. Jednocześnie mamy nadzieję, że polecą Państwo znajomym niniejszą wersję artykułu, jako pełniejszą i uzupełnioną o dodatkowe informacje. Wariant, który się ukazał w papierowej wersji gazety jest tekstem sprzed autoryzacji.


- W poprzedniej części wywiadu stwierdził Pan: „przyjdzie czas na ujawnienie kulisów wszystkich zdarzeń”, a miał Pan na myśli sprawę taśm. Poznamy je kiedyś?

- Poznamy. Sprawa może nie jest artystyczna, ale ma sens i logikę, bo w pewnym momencie zostałem wkręcony w to wszystko. Calikiem był inny cel był rejestracji tej rozmowy, a inaczej został on medialnie pokazany. Nie miałem szans na zmianę zdarzeń medialnych, a wakacje były zapotrzebowaniem na sensacje. W związku z tym postanowiłem tę sprawę przemilczeć. Całe zdarzenie jest nagrane i te materiały były i są w tej chwili w prokuraturze i w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Pogodziłem się już z losem i nie zamierzałem odwoływać się od decyzji Prokuratury o umorzeniu. Dziś zrobię to, gdyż ostatnie zdarzenia dobitnie pokazują, że zostałem wkręcony w całą sprawę… największy żal mam o to, że od chwili zdarzenia nikt z władz PSL nie zapytał mnie o jego okoliczności. Świadczy to o tym, że elity polityczne przestraszyły się i najlepszym dla nich wyjściem było zrobić ze mnie ofiarę, a rozkradanie majątku narodowego dalej trwa. Politycy, w tym z PSL-u, dziś zauważają, iż moja sprawa na tle obecnych wydarzeń zaczyna być spójna z tym, co wyjaśniałem w 2012 roku. Wspólnym mianownikiem obu zdarzeń „taśmowych” jest ten sam dziennikarz, który nielegalnie ukradł i ujawnił moje nagranie a teraz nagranie „taśm wprost”.

- To kiedy je poznamy?
- Ja częściowo już w tym wywiadzie ujawniam kulisy taśm, ale na całość jest za wcześnie, bo będę się domagał wznowienia śledztwa a milczenie na ten czas jest wskazane. W moim przypadku musi upłynąć nieco więcej czasu, aby każdy miał do tego chłodny dystans. Emocje są największym wrogiem prawdy.
Ja nigdy nie mówiłem, że mam na kogoś haki i ich nie zbierałem. To w swoich materiałach dziennikarze powtarzali to pomówienie tak wiele razy, aż stało się ono „publiczną prawdą”. Nigdy na nikogo nie zbierałem haków. Potrzebna była ofiara medialna, zatem raz puszczona „fałszywka” na użytek mediów w takich warunkach staje się prawdą. Ja pokażę przyczyny powstania nagrania. Wtedy w chłodnym klimacie inaczej ta sprawa będzie odebrana i na pewno przysporzy mi to zrozumiania. Prawda musi zwyciężyć. Ja czuję zresztą na ulicy częstochowskiej – nie tylko warszawskiej i w Polsce – ogromne zrozumienie. Rolnicy i duża część społeczeństwa dobrze zrozumiała moje działanie. Całe moje zachowanie poświęcone było uratowaniu Elewaru przed złodziejską prywatyzacją. A fakt, że chciało zrobić to kilka cwaniaków związanych z PSL-em nie może rzutować na cały ruch ludowy. Jako szef największego Związku Zawodowego mam konstytucyjny obowiązek dbać o interesy rolników. Prywatyzacja ELEWARU to jest przejęcie infrastruktury Państwa, w wyniku czego producenci zbóż i ich dochody zależałyby od kaprysów właściciela elewaotrów a nie polityki rolnej Państwa. Straty rolników mogłyby być liczone w miliardach złotych. Zamiast tych ludzi rozliczyć i usunąć z PSL-u, próbowano usunąc mnie niestatutowo. W tej sprawie dwóch jest skazanych prawomocnych wyrokiem, sześciu czeka z aktem oskarżenia na rozprawę. Czyli i… !? Oczywiście mocno poparzona elitarna grupa w Warszawce będzie oburzona do końca życia. Trochę „nasrałem” im do gniazdka, trochę się zamieszało w tym piekiełku, trochę chłopcy musieli poodstawiać kadzie dobrobytu i nie chodzi tu tylko o PSL. Tu chodzi po trzykroć o Elewar. Jest jedynym w gospodarce narzędziem stabilizującym i gwarantującym obronę ceny zboża dla rolników. To Państwo decyduje o tym, poprzez skupowanie nadwyżek lub wypuszczaniu rezerw na rynek, czy będzie bieda czy dobrobyt. Elewar, który znalazłby się w rękach prywatnych – co próbował robić pan S., gwarantując tam sobie 5 procent zysku i po prostu chcąc się dorobić na majątku narodowym – działaby na szkodę rolników producentów zbóż.

- Elewar niczym Bank Zbożowy, Serafin niczym Nikodem Dyzma...
- Oczywiście, że tak. Jakie to było chytre i cwane. Nawet minister Kalemba dał się nabrać. Pewni ludzie świadomie chcieli tę spółkę doprowadzić do upadłości, kupując ją za grosze, a później mielibyśmy kilku multimilionerów więcej. A przecież łatwiej Państwu Polskiemu dopłacić 100 milionów zł. na utrzymanie Elewaru, niż potem wypłacać rolnikom miliardy, wyrównując ich straty. Na szczęście Elewar wraca z powrotem do spółki państwowej. Ktos kiedyś po latach powie, o moim wielkim dziele, którego dokonałem, ujawniając te wszystkie sprawy.
Nie wiem, czy nie będzie się pani bała tego opublikować, ale muszę na łamach „7 dni” po raz pierwszy powiedzieć, że dziennikarze mnie oszukali, wprowadzili w błąd. Ukradli mi materiał. Miała to być inna publikacja o próbie zawłaszczenia majątku narodowego, a oni zrobili z tego hucpę polityczną. Myśleli, że staną się drugimi bohaterami afery Watergate, a jedyne co po nich zostało to wstyd. Dziennikarze, uzgodnili ze mną, że jest to element do dużego materiału filmowego reazlizowanego w formie śledztwa dziennikarskiego. Wymagana była moja zgodna na użycie fragmentów lub wizerunku materiału, takiej zgody nigdy nie uzyskali zatem dopuścili się pospolitego przestępstwa i naruszenia dóbr. Za 30 tys. zł sprzedali gazecie te taśmy a nie mieli do tego, żadnych praw. Dziś ci sami dziennikarze bezkarnie robią to samo z Państwem. Gdyby władze państwowe, a szczególnie PSL poważnie podeszły do zdarzenia i szukano by naprawdę sprawców tej hucpy, to dziś nie byłoby „TAŚM WPROST”. Etyka dziennikarska nie uprawnia do wyrządzania szkody ludziom i Państwu. Największy żal mam o to, że władze mojej partii, chyba ze strachu, rozpoczęły przeciwko mnie „procesy, aby mnie wykończyć”, zamiast przyjrzeć się głębiej sprawie. Z ogromną satysfakcją przyjąłem fakt, iż koledzy z PSL-u ze Śląska nie dali się ponieść tym złym nastrojom i dziś wszystkim tym przyjaciołom dziękuję. To wszystko będzie miało jeszcze swój finał.

- Dziś najwyraźniej nie poznamy szczegółów tej sprawy... Porozmawiajmy o równie tajemniczych Kółkach Rolniczych...

- Żadna to tajemnica. 150 lat istnienia. Kółka rolnicze to nie coś takiego jak gazeta „7 dni”, którą się weźmie do ręki... Proszę przyjechać na wieś, na zebrania. Mogę w regionie częstochowskim zawieźć panią do setek kółek rolniczych i kół gospodyń wiejskich.

- Ilu jest członków?

- Nie wiem, ilu mamy członków. Nie dysponujemy środkami, by prowadzić analizy. Jest to organizacja wielopokoleniowa i uaktywnia się wtedy, gdy jest potrzeba środowiskowa. W jednej miejscowości kółko jest, w innej go nie ma, a ja jestem szefem ogólnopolskiej organizacji o charakterze narodowym. Ostatnio byłem na dwóch zebrania w mojej rodzinnej wsi pod Górą Kalwarią, i dla mnie jest to najlepszy dowód.
Kółko rolnicze jest organizacją zawodową, która ma prawo również do działalności gospodarczej. Koła gospodyń wiejskich jest w strukturze Kółka Rolniczego lub samodzielnym ogniwem organizacji. Jeżeli gdziekolwiek Pani lub mieszkańcy widzą aktywność KGW to jest to aktywność Kółek Rolniczych. Statut Kółka Rolniczego ani Koła Gospodyń Wiejskich nie definiuje członków według płci. Zatem w kółku Rolniczym mamy kobiety i mężczyzn i w KGW kobiety i mężczyzn. Jest w kraju kilkanaście przypadków, gdzie przewodniczącymi KGW są Panowie. Organizacja jest wielopokoleniowa, pluralistyczna i nie ma podziału na płcie.

- Nadal nie wiem: kółka rolnicze istnieją czy też nie?
- Pamiętajmy, że kółko rolnicze to jest również to co tańczy i śpiewa na dożynkach. Jestem prezes wszystkich kół gospodyń wiejskich.

- Zapytam inaczej, ile mamy w Polsce kółek?
- Kółko rolnicze może utworzyć minimum 10 osób. Kółko ma prawo kupić sobie ciągnik i zarabiać na przykład na usługach. Ja, żeby być prezesem Krajowego Związku, muszę być wybrany na zebraniu Kołka Rolniczego, ja nie jestem wyjęty z kapelusza. Ja jestem prezesem Wojewódzkiego Związku w Częstochowie i Krajowego w Warszawie. Wybory są demokratyczne. Każde kółko rolnicze jest zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym. Na dzień dzisiejszy w KRS jest 21 tysięcy 600 zarejestrowanych kółek rolniczych, na 36 tysięcy wsi. I ponad 27 tyś Kół Gospodyń Wiejskich. Przykładem jest Kłobuck, gdzie praktycznie nie ma wioski w Powiecie, gdzie nie byłoby KGW. I ja to mogę udowodnić.

- Władysław Serafin – jak sam Pan twierdzi: ma Kółka, w PSL-u jest niestety „jedną nogą”, na jakim etapie kariery politycznej i zawodowej jest Pan dziś?
- Dla mnie to jest codzienność. Wszystko, co się wokół mnie dzieje, to tak jak zaplanowany przez Pana Boga scenariusz. Jestem, jak ten puszek marny na wietrze, tam gdzie zawieje tam idę, tam gdzie los poprowadzi. Kogoś to może zdziwić, ale ja przez 25 lat życia publicznego ani jednej godziny nie byłem na etacie publicznym, czyli nie odzyskałem nawet złotówki poświęconej z własnego majątku na wybory. Ktoś się prześmiewa, że Serafin znów przegrał mówiąc o wyborach do Sejmu. A ja wygrałem, gdyż moje głosy również decydują o pozycji PSL-u w Państwie. Tak jak moje głosy i mandat radnego zdecydowały o koalicji w Sejmiku Śląskim z PO. I dzięki temu mamy poważny udział we współrządzeniu Województwem Śląskim jak również wpływ na obsadzanie wielu stanowisk. Tak samo mój wybór w wyborach sejmowych przedkłada się na kraj. Ja nie mam z tego powodu żadnych profitów etatowych i nigdy o to nie zabiegałem. Ale ogromna rzesza członków PSL, nawet ci co grosza na wybory nie wydali, ma pracę. I za to oczekuję szacunku. Owszem, PSL ma tę samą chorobę, co inne partie. Jak ma władzę to i ludzie się do niej garną. Jak nie ma władzy to uciekają. I właśnie ci ludzie nie mają prawa do oceny mojej osoby chociażby w sprawie Elewaru.

- Co Pan sugeruje?...
- Chcę czytelnie powiedzieć, że ci którzy chcieli przywłaszczyć Elewar do tego celu wykorzystywali swoją pozycję i wpływy w PSL-u. tacy ludzie chcieli się nachapać i przejść do grupy tzw. kapitalistów. Za takich ludzi cały PSL nie powinien umierać i o tym wielokrotnie mówiłem w 2012 roku. Niestety władze centralne PSL nic w tej sprawie nie zrobiły, próbując przedstawić mnie, jako największe zło w PSL-u. prawdziwym bohaterom afery włos z głowy nie spadł. Ja natomiast dziś przeżywam piekło pomówień, oskarżeń i nasyłanych kontroli. Każda z tych kontroli dzić potwierdza, że nie popełniłem żadnego z zarzucanych mi w mediach publicznie czynów.

- A w kółkach rolniczych nie pobiera Pan wynagrodzenia?

- Okresowo jestem zatrudniony w kółkach, ale bez wynagrodzenia, ponieważ nie ma budżetu. Ja wypełniam misję i robię to, dopóki mnie na to stać. Póki mnie będą chcieć...

- A będą?...

- Na razie mam poparcie. Natomiast mają prawo nie lubić mnie elity warszawskie, ale tylko PSL-owskie. Mam poparcie w Kłobucku, mam akceptację na Śląsku.

- Może czas zrezygnować z polityki?
- Niektórzy twierdzą, że powinienem zmienić partię. Odpowiadam im: nie sztuka zmienić ugrupowanie, trzeba zmienić tych, którzy szkodzą PSL-owi. Niech każdy zrobi dla PSL-u tyle, co ja robię...


Renata R. Kluczna

Komentarze (5)

26 czerwca 2014

W urzędzie marszałkowskim (PO+SLD+PSL) burdel jak zwykle – nie ma jeszcze oświadczeń majątkowych radnych sejmiku za 2013.# Dla porządku i jasności sytuacji.# Pan Serafin oświadczył w 2013 – po dwóch korektach, bo widać trudno toto oświadczenie wypełnić – że w 2012 zasiadał w czterech radach nadzorczych i z tego tytułu miał dochód w wysokości 40,7 tys. zł (RSH Bronisze). Inne dochody z tytułu zatrudnienia lub innej działalności zarobkowej: KZRKiOR – 18 tys. zł, KRS – 10,4 tys. zł, COMBIDATA – 42 tys. zł, Sejmik śląski – 25 tys. zł (diety radnego). Razem dało to: 136,1 tys. zł # I zobowiązania p. Serafina z tytułu zaciągniętych kredytów: PKO SA – 67,7 tys. zł, PKO BP -888,5 tys. zł, SKOK – 3 mln 43 tys. zł. Razem zadłużenie: 3 mln 999 tys. zł. !!!???


26 czerwca 2014

Człowieku widać, że nie znasz stawki diet za posiedzenia sejmiku...95% ludzi, którzy narzekają i wytykają ogromne korzyści finansowe za bycie radnym,czy posłem. Jak by nimi sami zostali stwierdziliby, że jednak trzeba dokładać do tego interesu... narzekać i wytykać to każdy potrafi, a coś już zrobić to ciężko...


26 czerwca 2014

das nie popieram serafina ale dieta to nie etat


26 czerwca 2014

Wyznania działacza kółkowego w państwie demokracji inwigilacyjnej – w którym każda osoba publiczna i prywatna jest/może być bezkarnie podsłuchiwana na wszelki wypadek. W państwie gdzie „autorytetem” medialnym są kucharze, kelnerzy, pseudodziennikarze, przedsiębiorcy hochsztaplerzy i działacze partyjni. A cóż ten pajacujący gostek pitoli: „Trochę „nasrałem” im do gniazdka, trochę się zamieszało w tym piekiełku, trochę chłopcy musieli poodstawiać kadzie dobrobytu i nie chodzi tu tylko o PSL”@@@” Ktoś kiedyś po latach powie, o moim wielkim dziele, którego dokonałem, ujawniając te wszystkie sprawy.” .@@@ „Wszystko, co się wokół mnie dzieje, to tak jak zaplanowany przez Pana Boga scenariusz. Jestem, jak ten puszek marny na wietrze, tam gdzie zawieje tam idę, tam gdzie los poprowadzi.” @@@” Nie wiem, ilu mamy członków. Nie dysponujemy środkami, by prowadzić analizy” @@@ Wystarczy jeden członek za wszystkich, kłobucki żałosny członek…


26 czerwca 2014

Pan serafin mówi ; ..przez 25 lat życia publicznego ani jednej godziny nie byłem na etacie publicznym, czyli nie odzyskałem nawet złotówki poświęconej z własnego majątku na wybory..., To na jakim etacie Pan był jako poseł, radny sejmiku itp. ?


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama