7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

12 czerwca 2014

Platynowy interes

Platynowy interes

7 dni
– Nie dość, że za komplet czterech garnków, wełnianą pościel i urządzenie do masażu, zapłaciłem ponad 6 tys. złotych, to jeszcze w wybuchu felernego garnka o mało życia nie straciłem, a na uwzględnienie reklamacji musiałem czekać miesiącami – żali się rozgoryczony Jan Chrzuszcz, który dał się namówić na udział w pokazie uzdrawiających produktów i zwiedziony obietnicami sprzedawców podpisał umowę kupna na raty.

Mowa jest srebrem
Schorowany emeryt dostał, jeszcze w ubiegłym roku, eleganckie zaproszenie od firmy organizującej pokazy i poszedł z żoną na promocję.
– Pan przedstawiający się jako lekarz radził, by odrzucić leki z apteki, bo zdrowie jest najważniejsze, szczególnie na stare lata, a wracamy do zdrowia, gdy gotujemy na parze – opowiada Chrzuszcz. – Prezenter ów mówił też, że gotowanie na parze oszczędza gaz, bo cały obiad gotuje się piętrowo na jednym tylko palniku – mówi i dodaje, że w trakcie pokazu garnków często padało słowo „platynowe”, a do garnków była dołączona metka z ozdobnym napisem „Platynowa Kolekcja”. – Uzdrawiające właściwości, zdaniem prowadzącego, ma też wełniana pościel, która usuwa problemy z ciśnieniem i krążeniem, a dzięki temu oszczędza się majątek, bo nie trzeba kupować leków z apteki – uzupełnia pan Jan.
Podobnie zachwalany był masażer, który miał wyeliminować reumatyzm i bóle kręgosłupa, uczynić chodzenie do lekarza zbędnym i zapewnić kolosalne oszczędności na lekach. Dodatkowym argumentem były wielomiesięczne kolejki do specjalistów. W przychodniach trzeba przecież czekać, a parowar, masażer i pościel można mieć od razu!

Płacić musisz złotymi
Doktor prowadzący prelekcję powiedział gościom pokazu, że wygrali nagrodę i mogą wziąć udział w promocji. Zaprowadził państwa Chrzuszczów do handlowca, któremu emeryci powiedzieli, że nie stać ich na wydatek niemal pięciu tysięcy złotych. Sprzedawca zapytał czy palą papierosy – skoro nie palą, to mają nadmiar pieniędzy, bo nie wydają na papierosy. Spytał, ile miesięcznie kosztuje ich leczenie – jeżeli czterysta złotych, to tyle zaoszczędzą uzdrawiając się produktami z promocji. Wystarczy odłożyć tylko 8 zł i 50 gr dziennie – szybko przeliczył sprzedawca.
– Jak dostałem dokumenty do  spłat, to okazało się, że mam zapłacić 24 raty po ponad 255 złotych miesięcznie. Czyli w sumie niemal 6.200 zł, a nie żadne „prawie pięć tysięcy”– pan Jan pokazuje druk, na którym nie wpisano sumy, a jedynie ilość i wysokość rat. – Widok tego kwitu tak mi podniósł ciśnienie, że do tej pory muszę częściej chodzić do lekarza.

Bombowa okazja
Parowar, który zakupili Chrzuszczowie, ma na pokrywce okazały uchwyt z wielką tarczą termostatu. Ten termostat eksplodował w drugi dzień świąt minionego roku, a siła eksplozji była tak wielka, że aż wgniotła pokrywkę.
- Można było życie stracić! – mówi emeryt.  – Przeżyłem chwile grozy – wspomina i dodaje, że nie wiedział wtedy, że to dopiero początek horroru.
Aby zareklamować wadliwą pokrywkę Jan Chrzuszcz zadzwonił pod numer doktora z wizytówki otrzymanej na promocji. Spotkał się jednak jedynie z arogancją.
– Nie chciał mnie wysłuchać, był oburzony, że ośmielam się dzwonić w święta i przerwał rozmowę – opowiada pan Jan.

Dzień później nasz niefortunny nabywca „platynowych” garnków dodzwonił się do pracownicy firmy, która zapewniła go, że reklamację przyjęła. Efektu jednak żadnego nie było. Potem okazało się, że sprytny „pan doktor” już nie jest właścicielem firmy sprzedającej cudowne super produkty.
– Mam straszny żal do doktora, że zmienił nazwę firmy i zlekceważył klientów – wzdycha emeryt.
Pod koniec lutego, po wielu bezskutecznych interwencjach telefonicznych, pan Jan zgłosił się po pomoc do naszej redakcji. Spakowaliśmy zdeformowaną pokrywkę i wysłaliśmy ją na obecny adres firmy. Nowy właściciel firmy o zmienionej nazwie tłumaczył w korespondencji, że odkupił firmę z nieuczciwymi pracownikami, ale reklamacje po nich uwzględnia. Nie mogliśmy jednak oprzeć się wrażeniu, że zarówno właściciel, jak i miła pani z biura obsługi klienta, przeciągają sprawę reklamacji ile tylko się da, grają na zwłokę i liczą być może na to, że się poddamy i w końcu odpuścimy. Byliśmy jednak cierpliwi i konsekwentni Po kolejnych telefonach i wymianie kilku oficjalnie sformułowanych poleconych listów, w Częstochowie pojawił się nareszcie kurier. Było to jednak dopiero na początku czerwca, czyli niemal pół roku po wypadku.
–  Obawiam się, że gdyby nie interwencja mediów, mogłoby to trwać w nieskończoność –  wzdycha Jan Chrzuszcz ściskając paczkę z nową pokrywką.

Komentarz
Mamy tu do czynienia z żerowaniem sprzedawcy na
ludzkim nieszczęściu spowodowanym chorobą. Przedstawiciele firmy
sprzedającej garnki wiedzą o tym, że autorytetem dla większości ludzi
jest człowiek w białym kitlu - popularnie lekarz - dlatego używają tego
autorytetu jako rekwizytu. Wiedzą też, że człowiek zmęczony kuracją
lekarstwami nie będzie zbyt wnikliwy w ustalaniu czy lekarz jest prawdziwy i co tak naprawdę jest na umowie.
Pamiętajmy! Jeśli ktoś podaje się za lekarza to mamy prawo to sprawdzić. Propozycje na kupienie zdrowia w garnkach są bardzo kuszące, ale to my ostatecznie podpisujemy umowę. Zabierzmy umowę przed podpisaniem do domu i pokażmy znajomym. Sprawdzajmy czy lekarz jest prawdziwy, a jeśli nie to zgłośmy to na policję.
Mariusz Kowal - psycholog



hubb

Komentarze (1)

15 czerwca 2014

Nikt z tych sprzedawców nie da wzoru umowy na zewnątrz, by sie zastanowić. Cała impreza polega na zaskoczeniu. A po drugie... widzieliście lekarza, który garnki sprzedaje? Żal.pl


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama