7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

04 października 2013

ZNAD TAMIZY: David Bowie na banknotach

7 dni
Pod koniec września położona w południowym Londynie dzielnica Brixton świętowała szczególną rocznicę. Chodzi o rzecz niezwykłą. Z polskiego punktu widzenia wręcz nieprawdopodobną czy nawet niemożliwą. Co tam zresztą z polskiego punktu widzenia. W Ameryce, w której różne dziwne sytuacje nikogo nie ruszają jest zaledwie jeden taki przypadek. Na Wyspach – coraz więcej.

Otóż wspomniana dzielnica  obchodziła właśnie czwartą rocznicę wprowadzenia... własnej waluty. Tak jest! W Brixton – obok – „normalnych” funtów – oficjalną walutą jest także, począwszy od roku 2009, Brixton Pound. Warto poświęcić parę słów samej dzielnicy, bo jest tego warta.
Brixton zamieszkana jest w jednej czwartej przez kolorową ludność, głównie z Afryki i Karaibów, i słynęła w przeszłości z wielu krwawych zamieszek, których największe przypadły na lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Jedną z najważniejszych piosenek w historii działalności kultowego zespołu The Clash jest utwór „Guns of Brixton”, poświęcony dramatycznym wydarzeniom z kwietnia roku 1981, kiedy brutalne ataki policji na protestujących przeciw bezrobociu mieszkańców dzielnicy doprowadziły do niespotykanych w Anglii, najpoważniejszych w XX stuleciu, zamieszek, w wyniku których poważnie rannych zostało kilkaset osób. Charakter dzielnicy zmienił się jednak zasadniczo. Choć w dalszym ciągu jest to najbardziej kolorowa i w rytmie reggae część Londynu, to napływ kapitału sprawił, że w dzielnicy biznes kwitnie na całego, pełno jest eleganckich sklepów, lokali, banków oraz jedno z największych w stolicy targowisk. No i płacić można wszędzie funtami Brixton.
Oficjalny kurs waluty wynosi 1:1 w stosunku do funta, co czyni ją mocniejszą od euro czy dolara, choć wyłącznie w obrębie dzielnicy Brixton. Co ciekawe, wszelkie operacje finansowe przeprowadzane wewnątrz dzielnicy odbywają się głównie w oparciu o lokalnego funta, można zakładać konta w banku w funtach Brixton, można płacić elektronicznie, można wreszcie, wybierając się poza dzielnicę wymienić Brixton Pound na normalne funty. W ciągu czterech lat wyemitowano dwie serie dzielnicowego pieniądza, wyłącznie banknoty, o  nominałach 1, 5, 10 i 20 Brixton Pound. Na banknotach nie ma wizerunku królowej, są za to osoby dla dzielnicy szczególnie zasłużone bądź szeroko rozsławiające jej nazwę. W pierwszej serii, na banknocie dwudziestofuntowym znajdował się portret Vincenta Van Gogha, który mieszkał w Brixton przez jakiś czas w swoich młodzieńczych latach, wyemitowany natomiast w serii drugiej  banknot dziesięciofuntowy ozdabia wizerunek słynnego wokalisty Davida Bowie, również w młodości mieszkańca tej części Londynu.
Można oczywiście zastanawiać się nad sensem emitowania własnej waluty przez samorząd jakiejś dzielnicy, można uznać ją za pieniężną ekstrawagancję, można też przyjąć, że to chwyt marketingowy, zachęcający turystów do odwiedzin Brixton. Można, ale jest w tym jednak głębszy sens. Intencja zasadnicza jest bowiem taka, by pieniądze wydawane w dzielnicy, pozostawały w tej dzielnicy, a mając własną walutę, niewątpliwie jest o to łatwiej. Władze dzielnicy mówią wprost: jeśli nas odwiedzisz, wymienisz z ciekawości trochę normalnych funtów na funty Brixton i nie wydasz wszystkiego od razu, to jest pewne, że do nas wrócisz, bo nigdzie indziej tych pieniędzy nie wydasz. A jak wrócisz, to znowu parę funtów w dzielnicy zostanie. Poza tym, dzięki lokalnej walucie mowy nie ma o korupcji,  czarnym rynku czy krążeniu pieniądza pod stołem, bowiem ilość waluty jest ściśle limitowana i ma pokrycie w banku. Co tu mówić – jest w tym solidna logika. Poza tym, jaki fan muzyki oprze się, by nie zamienić dziesiątki z królową na równoważną dziesiątkę z Davidem Bowie? Choćby na pamiątkę.
Sprawa jest więc poważna i rozwojowa na Wyspach Brytyjskich. Własną walutę ma bowiem nie tylko Brixton, ale także miasta Totnes w hrabstwie Devon, Stroud w Gloucestershire oraz Lewes w Sussex. W ubiegłym roku własnego funta wyemitowało również szóste co do wielkości miasto w Anglii – Bristol, a jego burmistrz pensję pobiera w lokalnej walucie.
Ciekawe, czy podobna rzecz udałaby się w którymś z polskich miast? Na przykład w Częstochowie. Myślę, że wątpię.


Andrzej Kawka

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama