7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

27 września 2013

ZNAD TAMIZY: Wiemy lepiej

7 dni
Po prawdzie, to nie zwróciłem uwagi na jakiś bzdurny tekst o Częstochowie, a ściślej o Jasnej Górze,  który ukazał się w jednym z ogólnopolskich tygodników, dokładnie, trzeba trafu, 15 sierpnia. Pewnie przypadek. Ale kiedy Renata Kluczna w poprzednim numerze „7 Dni” z właściwą sobie pasją i energią tupnęła nogą i wyraziła swój pogląd na temat rzeczonego tekstu, odszukałem go w internecie i przeczytałem.

Przeczytałem też, na jednej ze  stron w sieci, solidną rozprawę z artykułem, szczegółów nie podaję, można znaleźć, zacytuję jedynie fragment, który mnie ujął: „Można zadumać się nad kondycją pisma, które chciałoby uchodzić za tygodnik opiniotwórczy, a w poziomie odmóżdżenia i schamienia prześcignęło już wszystkie możliwe tabloidy. Można jednak także na przykładzie powyższego tekstu, rozkładając go na czynniki pierwsze, prześledzić w jaki sposób półprawdami, niedopowiedzeniami i ordynarnymi kłamstwami dokonuje się manipulacji na czytelniku.”
I można by w zasadzie sprawę na tym zakończyć, gdyby nie fakt, że ten idiotyczny artykuł dotknął problemu, z którym zmaga się każda częstochowska władza od dziesięcioleci. I od dziesięcioleci nie ma żadnego pomysłu co zrobić. Chodzi o relacje miasto – klasztor. Chodzi też jednak przecież o coś znacznie więcej, chodzi o miliony pielgrzymów i turystów przybywających każdego roku do Częstochowy. Chodzi o to, jak ich zatrzymać odrobinę dłużej, a mówiąc wprost: jak na nich zarobić. Nie ma w tym niczego złego, tak jest na całym świecie. Tam, gdzie pojawiają się pielgrzymi czy turyści w ilościach znacznych, tam zawsze rolę pierwszą odgrywa ekonomia. Identycznie powinno być w Częstochowie, ale oczywiście nie jest. I tu jest właśnie ten problem zasadniczy. Nikt w mieście, od dziesięcioleci, od zarania świata wręcz, nie ma pojęcia jak przekuć ilość wizytujących miasto w przyjemnie pachnący szmal, życiodajny dla każdego, także i dla miasta.
Z uporem maniaka piszę tu o różnych sprawach, które widzę na co dzień w Anglii, w tym, o funkcjonowaniu miast (można sprawdzić). Nie opisuję świata wymyślonego, ale całkiem rzeczywisty, z którego przykłady brać można garściami. I jak dotąd nikt się tym nie zainteresował, nad czym specjalnie nie boleję. A nie boleję, bo mnie to nie dziwi. Przecież wszyscy i tak wiedzą lepiej. No to ponownie, bez żadnego komentarza, kilka faktów porównawczych. Windsor (gdzie pracuję) stanowi wraz z kilkoma innymi miejscowościami – m.in. Ascot, Datchet, Maidenhead - tak zwany Royal Borough (Królewski Region). Powierzchnia tego obszaru to 198 km kw. (Częstochowy – 160 km kw.), mieszka tam 145 tys. osób (w Częstochowie tak naprawdę nie wiadomo ile, ale podobno ponad 230 tys.), czyli dane są mniej więcej porównywalne. Niestety, tylko do tego momentu, bo dalej już porównać niczego się nie da. Każdego roku odwiedza Royal Borough ponad 7 mln osób. Zyski dla regionu z samej tylko turystyki wynoszą 578 mln funtów (dane z 2011, ta kwota jest wyższa każdego roku)! Innymi słowy, gdyby tak funta policzyć skromnie po 4 zł, to byłoby to 2 miliardy i 312 milionów złotych polskich. Istotna informacja jest ta, że większość z tej  kasy „wypracowuje” sam Windsor. W Datchet tylko się mieszka, całe Eton można przejść w 10 minut, w Maidenhead nie ma nic godnego uwagi, poza może ładnymi zakolami Tamizy, w Ascot coś się dzieje wyłącznie w  sezonie wyścigów konnych i to na ogół dwa, góra trzy razy w tygodniu. Innymi słowy – i tak wszyscy zmierzają do Windsoru, niewielkiego miasteczka, liczącego około 25 tys. mieszkańców, czyli mniej więcej tylu, ilu mieszka u nas na Północy. Jakie mają atrakcje? Głównie dwie: zamek i Legoland. Ale hoteli i miejsc noclegowych mają więcej niż w Częstochowie. Dość powiedzieć, że właśnie noclegi i catering przynoszą rocznie ponad 200 mln funtów. I jeszcze taka drobna informacja: turystyka to w Royal Borough ponad 7200 miejsc pracy. Ciekawe, ile osób pracuje w turystyce w znacznie większej od całego Royal Borough Częstochowie?  Choć, z drugiej strony, sam nie wiem czy to aż tak bardzo ważne. Przecież my i tak wiemy lepiej. To nic, że nie wychodzi. Świadomość, że wiemy lepiej jest najważniejsza.


Andrzej Kawka

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama