7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

25 września 2013

Czy Włókniarz będzie w Ekstralidze? Zdecyduje... Matyjaszczyk

Czy Włókniarz będzie w Ekstralidze? Zdecyduje... Matyjaszczyk

Sensacyjny wywiad z Arturem Sukiennikiem,
głównym udziałowcem Klubu Włókniarz.

7 dni
Kibice żużla jeszcze nie wiedzą, że losy ich drużyny w przyszłorocznych rozgrywkach są zagrożone. I bynajmniej nie chodzi o skład osobowy zawodników - udowodnili w tym roku, że są jak jedna pięść. Problem nie dotyczy także samego Klubu – ma nim kto zarządzać i nawet są pieniądze. Wydawać by się więc mogło, że powodów do radości nie brakuje. A jednak...

Jeśli na początku nadchodzącego sezonu żużlowego na stadionie Włókniarza nie będzie obrotowych bramek (montowane przy wejściu na obiekt, precyzyjnie kontroloują liczbę pojedynczo wchodzących osób), Klub nie otrzyma licencji na starty w Ekstralidze. Włókniarz spadnie wówczas do pierwszej ligi. Każdy zagorzały kibic niecierpliwie zada pytanie: skoro bramki decydują o istnieniu Klubu, to dlaczego jeszcze ich nie ma? Ano dlatego, że właściciel Włókniarza i jednocześnie dzierżawca stadionu nie zamierza więcej do obiektu dokładać. Zresztą stadion nadal jest własnością miasta Częstochowy. Panowie Matyjaszczyk (prezydent miasta) i Marszałek (zastępca prezydenta) chętnie fotografują się z kibicami i zawodnikami, co podziwiać możemy na ich facebookowych profilach, ale gdy gasną światła fleszy, Klub zostaje sam ze swoimi problemami. Władze miasta chętnie pławią się w zaszczytach, natomiast ignorują obowiązki. Bez echa pozostały prośby zarządu Włókniarza o zakup przez miasto bramek. Magistrat odmówił – na razie, bo najwyraźniej nie docenia siły 50 tysięcy kibiców.

Być może mecz z Unią Tarnów, który odbył się w minioną niedzielę – był ostatnim wydarzeniem sportowym Klubu Włókniarz w Ekstralidze. Ciekawe co na to kibice?

Rozmowa z Arturem Sukiennikiem

- Zanim przejdziemy do nie najszczęśliwszych zdarzeń ostatnich kilku tygodni, porozmawiajmy o początkach Pana współpracy z miastem – prezydentem Matyjaszczykiem i jego służbami. Gdy został Pan właścicielem Klubu Włókniarz, a potem dzierżawcą stadionu przy Olsztyńskiej wszystko wydawało się w idealnym porządku. Proszę o komentarz.

- Rozpoczynając współpracę z miastem byliśmy dumni z tego, że przychodzimy do magistratu nie po prośbie, z wyciągniętymi rękami, tylko z pomysłem na sprawne zarządzanie klubem, a potem stadionem. Nie prosiliśmy o pieniądze, tylko o narzędzia do ich zarabiania przez klub. Przejmując klub i spłacając jego zadłużenie względem zawodników uratowaliśmy speedway w naszym mieście. Godziny dzieliły Częstochowę od zniknięcia z żużlowej mapy Polski. Nie wspomnę nawet o sięgającym kilkuset tysięcy zadłużeniu wobec różnego rodzaju podmiotów, które spłacaliśmy cały ubiegły sezon. Nie oczekiwaliśmy od władz zwrotu poniesionych nakładów, choć były one nie małe. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że w Częstochowie nie dzieje się najlepiej, ludzie tracą pracę, brak jest strategicznych inwestycji, dlatego nie narzekaliśmy na niskie dotacje na promocję miasta przez sport, czy na szkolenie młodzieży. Mieliśmy pomysł nie tylko na systematyczne budowanie drużyny, ale także na różnego rodzaju imprezy kulturalne, rozrywkowe, z których dochód miał wspierać klub. Ważne miejsce w naszych planach zajmował Stadion Miejski Arena Częstochowa. W mieście dało się odczuć niezadowolenie związane z olbrzymimi dopłatami dla MOSiR na utrzymanie stadionu, było to około osiemset tysięcy złotych rocznie. Miasto nie było także zadowolone z faktu, że Stowarzyszenie CKM Włókniarz, którego dyrektorem na etacie był radny opozycji Leszek Małagowski, czerpie dochody z giełdy towarowej, a sukcesów juniorów Włókniarza jak nie było, tak nie ma. Zadeklarowaliśmy pomoc w rozwiązaniu wspomnianych problemów tym bardziej, że widzieliśmy, wciąż widzimy, możliwość zarabiania poprzez obiekt. Mam tutaj na myśli nie tylko giełdę towarową, ale także giełdę samochodową, myjnie bezdotykowe, być może w przyszłości stację paliw, do tego imprezy na stadionie. Nasze pomysły przypadły do gustu Panu wiceprezydentowi i jego urzędnikom. Rozmawialiśmy o organizacji Speedway Grand Prix, koncertów. Przyjaźń wydawała się kwitnąć.

- Proszę wybaczyć, ale kto do kogo stracił zaufanie (w związku z obecną sytuacją) zważywszy na fakt, iż jeszcze nie tak dawno uchodziliście Panowie - Pan, Matyjaszczyk i Marszałek - za co najmniej dobrych kolegów...
- Wchodząc do Włókniarza, a potem decydując się na zarządzanie Stadionem Miejskim Arena Częstochowa, zdawaliśmy sobie sprawę, że w wielu kwestiach brakuje nam doświadczenia. Zwłaszcza, jeśli chodzi o regulacje dotyczące tego typu obiektów pod imprezy masowe w polskim prawie. Wierzyliśmy także w deklaracje miasta dotyczące stanu technicznego Areny. Ogólnie rzecz ujmując spodziewaliśmy się, że zarabianie na stadionie może zająć trochę czasu, nie spodziewaliśmy się jednak, że miasto przekaże nam bubla. Okazało się, że miasto od 2006 roku nie prowadziło na obiekcie żadnych znaczących remontów zasłaniając się tym, że może kiedyś znajdzie się inwestor na budowę nowej trybuny i parku maszyn. Nikt nie powiedział nam o cieknących dachach budynków klubowych, łatanych prowizorycznie od pory deszczowej do pory deszczowej, o odpadających po zimie tynkach, itp. My cierpliwie robiliśmy swoje. Wiadomo, miasto musi rozpisywać przetargi, starać się o dofinansowania. My natomiast możemy część kosztów pokryć w wymianie barterowej – wykonanie prac za reklamę w klubie. Dzięki temu koszty znacznie się zmniejszają. Tym sposobem, remontując obiekt, ratując go przed ruiną, choć również przygotowując obiekt pod przyszłe duże imprezy, jak Speedway Grand Prix, wydaliśmy na stadion 800 tysięcy złotych. Niestety miasto, wbrew kuluarowym deklaracjom, do tej pory nie dołożyło do tych prac ani złotówki.

- Zdaniem urzędników Matyjaszczyka, Włókniarz dostaje z budżetu miasta najwięcej pieniędzy spośród wszystkich częstochowskich klubów. Nasuwa się pytanie, dlaczego i o jakiej kwocie mówimy?

- To nie prawda. Włókniarz na promocję miasta przez sport otrzymał dokładnie tyle samo, co siatkarski AZS Częstochowa, czyli 600 tysięcy złotych. Dla porównania, Bydgoszcz otrzymuje z miasta 10 milionów przez trzy lata, a drugoligowy Rybnik dziewięć milionów. Dodatkowe pięćdziesiąt tysięcy Włókniarz dostał na Drużynowy Puchar Świata, podczas gdy AZS dostał tyle samo na finał Pucharu Polski siatkarzy. Jednocześnie Stowarzyszenie CKM Włókniarz otrzymało łącznie dwadzieścia pięć tysięcy złotych na szkolenie dzieci i młodzieży, podczas gdy RKS Raków otrzymał siedemset tysięcy.
Miasto mówi dziś, że wyłożyło ponad milion złotych na monitoring. Nie mówi jednak o tym, że bez monitoringu wojewoda śląski zamknąłby obiekt. Mowa jest o parkingach, na które wydano pięć milionów złotych. Po pierwsze, zdaniem naszych ekspertów parkingi można było wybudować za połowę tej kwoty. Po drugie, parkingi służą również Hali Sportowej, którą zarządza spółka miejska. Co więcej, około 80 proc. tej inwestycji pokryte zostało ze środków unijnych, których nie można było wykorzystać na nic innego. Te inwestycje nie służą Włókniarzowi do zarabiania.

- W liście otwartym sprzed kilku dni informuje Pan, że ponieśliście spore nakłady na modernizację stadionu. Ale przecież, jak twierdzi jeden z urzędników „widziały gały, co brały”, chyba, że nie widziały...?
- Już wcześniej wyjaśniłem na czym polegała nasza naiwność. Nikt nie powiedział nam o prowizorce remontowej, jaką uprawiało miasto na stadionie, nie powiedziano nam także, że obiekt nie spełnia wymogów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, która wymaga na imprezach podwyższonego ryzyka bramek obrotowych. Tak, można było odłożyć moment przejęcia obiektu o kilka miesięcy, zatrudnić rzeszę ekspertów i oszacować stan faktyczny, wycenić niezbędne remonty. Zaufaliśmy jednak miastu i „przejechaliśmy się” na naszej ufności, wierzę we wspólny cel, jakim jest świetlana przyszłość Włókniarza.

- Jeden z lokalnych portali napisał, że jakoby źle oszacował Pan koszty utrzymania stadionu, które podobno są znacznie wyższe i dlatego teraz domaga się Pan, by miasto pokryło 50 proc. kosztów związanych z funkcjonowaniem stadionu. Czy to prawda?
- Bzdura, nie oczekuję od miasta partycypowania w kosztach utrzymania stadionu! Dzięki Bogu potrafimy zarobić na rachunki, podatki, itp. Jak w Częstochowie powstawały kolejne hipermarkety, przez lata nie płaciły one podatków. My płacimy nie tylko podatek od nieruchomości, ale także czynsz dzierżawny, razem dwieście tysięcy rocznie. Odprowadzamy do miasta 99 proc. inkasa z giełdy towarowej, dwieście trzy tysiące rocznie. Oszczędności miasta na dopłatach dla MOSiR to osiemset tysięcy rocznie. Łącznie milion dwieście tysięcy rocznie zostaje w kasie miasta. Umowa na dzierżawę stadionu jest na dziesięć lat, co daje jedenaście milionów. Do tego osiemset tysięcy na remonty, ratowanie infrastruktury, niezbędne modernizacje... Ja tylko chcę, by miasto zwróciło część kosztów dotychczasowych remontów i pokryło koszty montażu bramek obrotowych.
W umowie z miastem jest zapis, że jeśli obiekt będzie przez dwa lata z rzędu przynosił straty, możemy wypowiedzieć umowę. Czyli wyremontowaliśmy obiekt, założymy bramki obrotowe i mamy oddać miastu zmodernizowany stadion. To, na co nie stać było miasta, zrobił Włókniarz.

- Z czego dziś utrzymuje się Klub Włókniarz? Jakie są wydatki, a jakie wpływy?

- Włókniarz utrzymuje się przede wszystkim dzięki kibicom, czyli fantastycznej, najlepszej w Polsce frekwencji na trybunach, dzięki hojnym sponsorom klubu, w tym firmie KJG Company, dzięki skromnym (w porównaniu z piłką nożną) środkom z praw do transmisji telewizyjnych, środkom od Enei, sponsora Ekstraligi Żużlowej. Doceniamy środki przekazywane przez miasto w ramach promocji Częstochowy przez sport, które są ważną pozycją w budżecie. Wiemy, że póki co miasta nie stać na więcej, dlatego cieszymy się z tego, co mamy.
Wydatki klubu uzależnione są od celów, o jakie klub walczy. Największe wydatki to gaże zawodników. Gdy klub bronił się przed spadkiem, wydatki były mniejsze. Gdy bijemy się o mistrza, oczywiste jest, że wydatki będą wyższe.

- Co - Pana zdaniem - potrzebne jest Klubowi, by mógł on normalnie funkcjonować. Czego oczekuje Pan od miasta?

- Nie ukrywam, że klub poszukuje kolejnych partnerów biznesowych. Wartość marketingowa dzięki sukcesom sportowym oraz dobremu wizerunkowi, wzrosła. Dział handlowy oraz Zarząd prowadzą rozmowy. Liczymy, że do nowego sezonu przystąpimy jeszcze stabilniejsi finansowo.
Jeśli chodzi o miasto oczekuję mniej obietnic, a więcej konkretów. Już w ubiegłym roku słyszeliśmy: „chcemy Wam pomóc, przyjdźcie z pomysłami”. Przyszliśmy z Drużynowym Pucharem Świata, który kosztował nas trzysta tysięcy złotych, miasto dało nam pięćdziesiąt. Na Pucharze Świata wypromowaliśmy miasto, wypromowaliśmy stadion, dostaliśmy doskonałe noty od FIM i BSI, mieliśmy otwartą drogę do Grand Prix. Poszliśmy do miasta, usłyszeliśmy, że taniej będzie zrobić Puchar Prezydenta. Wyremontowaliśmy i zmodernizowaliśmy stadion, obiekt miejski w dzierżawie, wszyscy kibice żużla, ale także przejeżdżający ulicą Żużlową gołym okiem widzą różnicę, a miasto nie dołożyło złotówki, nawet nie powiedziało dziękuję...
My naprawdę nie chcemy pomocy miasta w bieżącym funkcjonowaniu klubu. Chcemy zwrotu poniesionych kosztów na remonty SGP Areny Częstochowa oraz realizacji inwestycji na stadionie, które umożliwią nam efektywne nim zarządzanie: bramek obrotowych, przyłączy energetycznych dla telewizji, itp.

- Czy podjął Pan próby negocjacyjne z prezydentem, z jego zastępcami, etc.?
- Tak, wspólnie z Zarządem Spółki niejednokrotnie rozmawialiśmy z miastem. Póki co walimy jednak głową w mur.

- Kibice, o czym można poczytać na portalach sportowych, zaczęli się niepokoić sytuacją w Klubie. Proszę wyjaśnić, bo już wiemy - chodzi o pieniądze - czy Klub jest w tarapatach finansowych? Czy już podjął Pan decyzję, iż nie będzie dokładał do stadionu?

- Nie możemy się porównywać z Toruniem, nie stać nas na kupowanie złotych medali [śmiech]. Klub na pewno jednak przystąpi do rozgrywek Ekstraligi Żużlowej w sezonie 2014, w których chcemy odegrać nie mniejszą rolę niż we właśnie zakończonych rozgrywkach.
Co do stadionu, z pewnością nie wydamy już ani złotówki na kolejne remonty, dopóki miasto nie zacznie w nich partycypować. W umowie dzierżawy jest zapis, że po wygaśnięciu umowy mamy oddać stadion miastu w stanie nie gorszym, niż w jakim obiekt został nam przekazany. To akurat nie będzie trudne...

- Przewidując najbardziej czarny scenariusz, co się wydarzy, jeśli miasto nie sfinansuje bramek?

- Włókniarz nie otrzyma licencji na starty w ekstralidze w sezonie 2014, co równoznaczne jest ze spadkiem do pierwszej ligi.

- Czy w ogóle rozważa Pan ewentualność rozstania się z Klubem Włókniarz i stadionem?
- Ten klub to od dwóch sezonów całe moje życie. Zainwestowałem tutaj nie tylko spore pieniądze, ale także mój czas i zdrowie. Nawet kontuzji nogi, z którą borykam się od półtora roku, nabawiłem się na stadionie [śmiech]. Gdyby nie Włókniarz, miałbym dziś  przynajmniej kilka stacji paliw więcej, całe nerwy, więcej czasu dla najbliższych. Tylko, że ja kocham ten klub, kocham żużel, kocham chłopaków – zawodników - oddających serce dla klubu. Nie wyobrażam sobie dziś życia bez tych emocji. Nie pozwolę się jednak nikomu wykorzystywać. Nikt nie będzie robił własnych interesów za moje pieniądze.

- Zakładając, że Matyjaszczyk ustąpi i bramki sfinansuje miasto (co jest zresztą wielce prawdopodobne), czy zastanawia się Pan nad składem osobowym w przyszłorocznym sezonie żużlowym?
- Drużyna spisała się w minionym sezonie wyśmienicie, dlatego po rozmowach ze sztabem szkoleniowym doszliśmy do wniosku, że nie ma potrzeby nic zmieniać. Tym bardziej, że zawodnicy deklarują chęć pozostania. O wszystkim zadecyduje jednak budżet, jakim będziemy dysponować. A w tym budżecie wsparcie miasta odgrywać będzie niepoślednią rolę.


Renata R.Kluczna

Komentarze (7)

28 września 2013

Naprawdę nie rozumiem dlaczego miasto ma płacić za hobby (zawód) kilkudziesięciu ludzi polegające na jeździe na motorynkach w kółko.


26 września 2013

"Co do stadionu, z pewnością nie wydamy już ani złotówki na kolejne remonty, dopóki miasto nie zacznie w nich partycypować." "- Bzdura, nie oczekuję od miasta partycypowania w kosztach utrzymania stadionu" :-)


26 września 2013

rbf@rbf.pl.... masz mózg to kombinuj. Co to znaczy "miasto dało dla siebie" ? Ogarnij się chłopie. Daj, daj, daj, nie odmawiaj, daj to, co masz najlepszego, daj... to stara piosenka.


26 września 2013

Raków nie dostał żadnych 700 tys na szkolenie młodzieży, tylko na utrzymanie obiektów MOSiR czyli, de facto miasto dało dla siebie.


26 września 2013

To jednak lamenty właściciela klubu, który mówi: „gdyby nie Włókniarz, miałbym dziś przynajmniej kilka stacji paliw więcej, całe nerwy, więcej czasu dla najbliższych”, naiwnego „biznesmena”. To populistyczne bicie piany z elementami szantażu miasta. Proszę o konkrety, a nie (dez)informacyjne pomieszanie z poplątaniem. Powtórzę swoją uwagę do poprzedniego artykułu o relacjach miasto − CKM Włókniarz. Brakuje mi w tej "wyliczance" kosztów ponoszonych przez CKM Włókniarz SA podstawowej informacji niezbędnej do merytorycznej oceny sytuacji – brakuje kwoty dochodów spółki z tytułu dzierżawy obiektu i prowadzenia działalności gospodarczej. Czyli konkretna odpowiedź na zadane w wywiadzie pytanie „jakie są wydatki, a jakie wpływy?”. Tak dla jasności i przejrzystości sytuacji. Parę podstawowych danych działalności spółki: przychody netto ze sprzedaży i zrównane z nimi, inne przychody operacyjne, koszty działalności, zysk/strata ? Wtedy będzie elegancko. Skoro mają być dalej angażowane środki publiczne w to biznesowe przedsięwzięcie? Na marginesie, należy sprostować podaną tu pokrętną informację: „Włókniarz na promocję miasta przez sport otrzymał dokładnie tyle samo, co siatkarski AZS Częstochowa, czyli 600 tysięcy złotych. Dla porównania, Bydgoszcz otrzymuje z miasta 10 milionów przez trzy lata, a drugoligowy Rybnik dziewięć milionów” ? W 2013 klub żużlowy z Rybnika otrzymał dotację z budżetu miasta w wysokości 1,5 mln zł. Cztery profesjonalne kluby z terenu miasta: Klub Sportowy „Energetyk ROW Rybnik”, Klub Sportowy „Polonia” Rybnik, Klub Sportowy „Ryfama” i Stowarzyszenie Żużlowy Klub Sportowy „ROW” Rybnik w ramach dotacji przyznawanej w obszarze wspierania i upowszechniania kultury fizycznej otrzymały 2,8 mln zł. Najwięcej, bo 1,5 miliona dostał żużel, ponad milion Energetyk. A przywoływanie przez p. Sukiennika przykładu bydgoskiej Polonii zakrawa na kpinę. Bydgoszcz ma dosyć utrzymywania żużlowej spółki, która kosztuje kilka milionów złotych rocznie. Polonia tonie w długach. „Miasto ma już dość corocznego łatania dziur w budżecie Polonii. Likwidacja spółki jest jednak mało prawdopodobna. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że miasto skłania się ku temu, aby klub ze Sportowej skupił się w przyszłym roku na spłacie długów, a zespół spokojnie odjechał sezon w I lidze (bez nastawiania się na awans do elity)”. Uchwała Rady Nadzorczej Żużlowego Klubu Sportowego Polonia Bydgoszcz SA z dnia 9 września 2013r. (fragment) „Na podstawie § 22 ust. 4 Statutu Spółki Rada Nadzorcza Żużlowego Klubu Sportowego Polonia Bydgoszcz SA uwzględniając m.in. treść raportu J&P Audyt Kancelaria Biegłych Rewidentów spółka z o.o. z Gdyni z dnia 29 sierpnia 2013r. zawierającego analizę sytuacji finansowej Żużlowego Klubu Sportowego Polonia Bydgoszcz SA ocenia negatywnie sposób zarządzania i prowadzenia spraw Spółki przez Prezesa Zarządu Jarosława Deresińsiego i postanawia odwołać go z dniem 9.09.2013r. z funkcji Prezesa Zarządu”. Przykład „Polonii Bydgoszcz dobitnie wskazuje, że klub sportowy – spółka prawa handlowego – „przeje” każdą, dowolnie wysoką, dotację z budżetu miasta. A jej wysokość ma luźny związek z wynikami sportowymi klubu. „Ciekawostka z Rybnika Na ciekawy pomysł funkcjonowania żużlowego klubu wpadli w Rybniku. Klub podstawia zawodnikom motocykle, płaci za tuning i remonty silników. Na etacie zatrudnia ponadto dwóch mechaników. Żużlowcy o sprzęt się nie martwią, mają tylko przyjechać na mecz (otrzymują zwrot kosztów podróży). Za punkt dostają od 500 do 1000 złotych. - Zawodnicy kasują duże pieniądze na przygotowanie do sezonu, ale nikt nie jest w stanie sprawdzić, ile wydali na sprzęt, a ile na przykład na zakup samochodu czy mieszkania. My takiego problemu nie mamy, bo sami podstawiamy motory. Poza tym, gdy zawodnik od nas odejdzie, to sprzęt, z którego korzystał, zostanie w Rybniku - usłyszeliśmy w śląskim klubie. II-ligowy ŻKS ROW utrzymuje się z dotacji miasta (1,5 mln zł), pieniędzy sponsorów i sprzedaży biletów. Ma w swoim składzie m.in. Brytyjczyka Lewisa Bridgera, Rosjanina Ilję Czałowa, Romana Chromika i Michała Mitko. Rybnickie „Rekiny” są liderem tabeli”.


26 września 2013

Brawo Artur Sukiennik!Tak trzymać!


26 września 2013

Konkretny czlowiek z Pana Panie Arturze!pozdrawiam i dziekuje za wszystko co Pan zrobil dla czestochowskiego zuzla i sportu!


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama