7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

24 lipca 2013

Jak kupić radnego? - Komentarze Czytelników

Jak kupić radnego? - Komentarze Czytelników

7dni
Ostatnie akordy „Jak kupić radnego?” oddajemy naszym Czytelnikom. To dzięki Wam – głęboki ukłon z naszej strony – cykl osiągnął sukces, nawet większy niż na początku zakładaliśmy. Naszym celem była prezentacja radnych, takimi jacy są, bez poprawnej cenzury i zbędnych upiększeń. Role recenzentów każdej z 28 osób zasiadających w Radzie Miasta, pozostawiamy Czytelnikom.

Janusz Adamkiewicz (SLD)
Gdyby nie parę deficytów można by pomyśleć, że to częstochowski lew samorządowy, a raczej lokalny lewek. Gdy czytam co jest „priorytetem budżetowym” radnego Adamkiewicza Janusza: „No i przyznam się, że bardzo bym chciał się spełnić jako radny w tym, co też najlepiej się na tym znam, czyli na służbie zdrowia. Ale tu akurat, myślę, że w tej chwili szpitale są w gestii marszałka, więc zupełnie nie mam z tym nic wspólnego”, to wyraźnie widzę jak bardzo ograniczone jest to spojrzenie na istotne problemy miasta i ogólny poziom kumacji. Gdy mieszkańcy będą „mieli komunikację”, to i radny swoim motocyklem pojeździ. A z tymi szpitalami to już absolutna porażka, czyżby radny zapomniał o SP ZOZ Miejskim Szpitalu Zespolonym w Częstochowie (ul. Bony, Mickiewicza, Mirowska)? Na temat „zależności i układów” mówi jakimś dziwnym, zupełnie niezrozumiałym językiem: „Natomiast oczywiście zgodzę się z panią na to, że niektórzy radni muszą jakoś żyć. Jeśli tam ktoś ma jakąś robotę no to się o nią boi, tym bardziej, że mamy czasy jakie mamy. I myślę, że rzeczywiście jest to problem”??? Radny Adamkiewicz jest też pracowity inaczej, jest chyba rekordzistą w liczbie złożonych interpelacji: w roku 2011 – 5, a w 2012 – 1 (i to zbiorowa). Myślę sobie, że jednak ginekolodzy – pracujący w szpitalu i gabinecie – dla dobra ginekologii polskiej, nie powinni zawracać sobie głowy rajcowaniem.   marcel@op.pl

Ewelina Balt (SLD)
Umiarkowanie interesuje mnie działalność publiczna posła i radnej – bo koń, a właściwie para koni, jaka jest, każdy widzi. To dopiero początek działań w nowej roli rajczyni, ale reakcja na próbę zapytania, skierowaną doń: „Chce pani o kochankach mojego męża rozmawiać? Nie mam nic do powiedzenia!”, może wskazywać, że radna Balt Ewelina żyje w wibrującym, długotrwałym stresie albo też cierpi z nadmiernego przepracowania.   marcel@op.pl

Dzięki takim artykułom można bliżej ''poznać'' radnych i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy np. jaką mają wizję dla naszego miasta – Częstochowy. To co mnie bulwersuje, to sytuacja w której radni pracują w miejskich spółkach. Na szczęście do wyborów bliżej niż dalej.   usmiechnijsiebedziedobze@wp.pl

Przerażające jest, ile posadek zajmują działacze SLD w Częstochowie. Pani Balt kilka pensji z budżetu samorządowego. Prezydent Matyjaszczyk, jak widać z tego samego rozdania pensja prezydenta Częstochowy i członka rady nadzorczej Wodociągów Częstochowskich. Niestety lepszy jest ktokolwiek od kolesiostwa SLD. Pan przewodniczący Rady Miasta Wolski też na pewno dba o interesy swojej firmy Pan-Gaz w Częstochowie.   pola@wp,pl

Mam pytanie jaki jest średni czas oczekiwania na posadę samorządową od chwili zapisania się do SLD. Mnie wystarczy jeden etat.   danfo1@wp.pl

Marcin Biernat (PO)
Mimo, że cieniutko i blado wypada ta autoprezentacja, to i tak radny Biernat Marcin wyprzedza o kilka długości towarzystwo częstochowskich rajców. Mówi o swoim doświadczeniu – komisarz w Blachowni i wiceprezydent za komisarza Kurpiosa – z entuzjazmem: „To nie tylko moje działania, ale całego sztabu urzędników, prezydenta Kurpiosa i przez rok udało się zrobić sporo rzeczy. I tutaj teraz w jakiś sposób obecny prezydent Matyjaszczyk spija śmietankę z tych naszych działań...”, ale nie zauważa biedaczysko, że to właśnie „komisarzowanie” nieszczęsnego Kurpiosa z Biernatem i Majerem przygotowało w dużym stopniu grunt i klimat dla zwycięstwa Matyjaszczyka i „fistaszkowej lewicy” w naszym mieście. To absolutna porażka częstochowskiej „prawicy” – podobnie jak SLD bezprogramowej, bezideowej i bez kompetencji do rządzenia – i niewybaczalne w polityce oddanie pola populistycznym cwaniakom. Pan radny Biernat Marcin mówiąc: „natomiast układy układziki nigdy mnie nie interesowały i nie brałem w nich udziału” – rżnie najzwyczajniej głupa.   marcel@op.pl

Marcin Biernat to jeden z najlepszych częstochowskich radnych.   x

Marcin Biernat to bardzo cienki częstochowski radny. Tę radę należałoby zwinąć w rulon i postawić w kącie, i zapomnieć.   lanser@gazeta.pl

Tomasz Blukacz (SLD)
Powiedzieć żal dupę ściska, gdy się czyta wynurzenia takiego osobnika, to nie powiedzieć nic. Typowy produkt szkół „wyższych” – i pomyśleć, że jeszcze kilkanaście lat wstecz taki gostek nie otrzymałby dyplomu żadnej szanującej się szkoły wyższej, a dzisiaj to chlebek powszedni – niedouki dyplomowane. Nawet nie zauważył „żadnego spouchwalania się i żadnych zależności i układów” - nie daj boshe z takim się spoufalić. Ten gość ma ewidentne braki w posługiwaniu się polszczyzną – na forum urzędowym możemy przeczytać wpis tego radnego Blukacza Tomasza: „Sejm uchwalił „ustawę śmieciową” bez konsultacji społecznych. Miał na to osiem lat. Było wiadomo, że trzeba ją uchwalić, a zdecydowano się zrobić to na ostatnią chwilę. Obecnie gminy muszą ściągać myto od mieszkańców”. O jakie „myto” temu gościowi chodzi, nie wyjaśnił. Albo, ten nasz chwacki Tomasz „Mytnik” Blukacz, miał na myśli, że my to, a wy tamto? W każdym razie panie radny Blukaczu myto to nie majty, by je ściągać przy byle okazji i pokazywać swoje walory w pełnej krasie. Jeśli na pytanie o „priorytet budżetowy radnego” czytamy odpowiedź radnego „Mytnika”: „ - Więc tak, tego jest dużo. Ale tak: remonty i rozbudowa dróg oraz budowa boiska przy szkole podstawowej nr 17” – to w zasadzie mamy jasność – dużo tego i nic.   marcel@op.pl

Janusz Danek (SLD)
Pan Danek wśród częstochowskich radnych VI kadencji – pierła pierł... Rzadki okaz pierdoły pierdół. Pajac? Wazeliniarz? Dobry człowiek? Może i dobry „działacz społeczno-sportowy”, nikt sensowny nie będzie podważał zasług jeśli są, ale dlaczego toto musi siedzieć w radzie miasta? Miasto to skomplikowany organizm – problemy do rozwiązania złożone, wymagające niejednokrotnie szerokich horyzontów mentalnych, wyobraźni i nieraz specjalistycznej wiedzy z dziedziny finansów publicznych, polityki podatkowej, edukacji, urbanistyki, gospodarki komunalnej, etc. Czy ginekolodzy, działacze sportowi, handlowcy, młodzi niedoświadczeni urzędnicy itp. „specjaliści”, to najlepsi kandydaci na rajców miejskich? Koalicja, zależności, układy...: „To jest, wie pani, ja bym powiedział... ale pani jest kobietą, że z takimi ludźmi dzieli mnie klasa. Bo to są chwyty poniżej pasa. Nawet mi się rymnęło” - i wszystko jasne. Albo: „w sprawie opozycji ja się tylko mogę domyślać, tak jak pani redaktor, chcą po prostu tak jak pani tu pisze, w cyklu „Jak kupić radnego”... No to pani redaktor, no to pani Renatko, jedziemy na tym samym koniku. Ja to samo wiem. Moje poglądy są lewicowe, one są od dzieciństwa lewicowe...” – na koń, na koń i goń, goń...   marcel@op.pl

Artur Gawroński (PiS)
Jeśli radny Gawroński Artur z PiS-u jest „jedną z barwniejszych postaci w Radzie Miasta”, to wiele wyjaśnia – to towarzystwo jest absolutnie bezbarwne, nijakie. To poczciwina i nie będę grymasił, jest jaki jest, sprawia wrażenie walecznego, mówi: „nie zgadzam się na to, by ktoś w moim imieniu decydował o tym, jak ma być zakrzywiony banan czy ogórek...”. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym sensie żal mi takich ludzi jak radny Gawroński z PiS-u – jak każdego, kto jest nie na swoim miejscu i w roli do której nie ma istotnych predyspozycji. Potrzebujemy wśród radnych i zarządzających miastem ludzi światłych, z szerokimi horyzontami umysłowymi, ludzi odpowiedzialnych i dalekowzrocznych, umiejących zespołowo identyfikować i podejmować wyzwania – coraz trudniejsze wyzwania i odważnie podejmować dzisiaj działania, które są „odpowiedzią”, możliwie najlepszą, na przyszłe zdarzenia, procesy i zjawiska. Radny Gawroński Artur z PiS-u, i niestety nie on jeden z samorządowego folwarku, do takich nie należy. Dobre chęci, w dzisiejszym świecie wymagającym wiedzy i profesjonalizmu, to stanowczo za mało.   marcel@op.pl

Barbara Gieroń (PO)
Ktoś tu chyba zapomniał wspomnieć o nowym stanowisku w miejskiej spółce ZGM TBS. Odkryć ten fakt nie jest trudno, wystarczy wejść do biurowca TBS-u i przeczytać tabliczkę na pewnych drzwiach, gdzie widnieje Barbara Gieroń, a stanowisko bodajże kierownik jakiejś komórki. No chyba, że to zbieżność nazwisk i imion. Tyle że na tym samym piętrze mijałem radną...   medalik231@02.pl

No i mamy kwiatuszek, a właściwie warzywko – buraczek pospolity w działaniu. Mme Gieroń Barbara – arogancka, jak widać – w swojej domniemanej „wyższości” nad gminem, nie raczy odpowiedzieć na większość pytań, no bo nie. A poza tym skoro na pytanie o jej „doświadczenie” odpowiada: „dość długo broniłam się przed wszelkimi partiami politycznymi. Chcąc jednak zmaksymalizować swe wysiłki w pomocy Częstochowianom, dlatego zdecydowałam się w roku 2004 wstąpić do Platformy Obywatelskiej i z jej listy startować do Rady Miasta Częstochowy”. To może i lepiej, że skrywa się za milczeniem, bo szydło wyszłoby z worka, a czytelnicy i potencjalni wyborcy mieliby ubaw po pachy i kolejny dowód na to, jakich to inteligentnych inaczej mamy częstochowskich radnych.   marcel@op.pl

Radna Gieroń Barbara, w uznaniu zasług, została kierownikiem w miejskiej spółce. To kolejny przejaw korupcji politycznej, bezczelności i bezwstydu, a jak mówi mój sąsiad Władek: „panie, to zwyczajne kurewstwo” i ma rację. Rozumiem, że SLD dopuścił do koryta paru swoich radnych, nie rozumiem, że PiS też poszedł na służbę do SLD (Szczeszek, Majer) i absolutnie nie pojmuję, że częstochowska PO też okazuje się "łachudrą".   marcel@op.pl

Konrad Głębocki (WS)
To klasyczny przykład wynaturzenia funkcjonowania samorządu miasta, budującego jakieś fałszywe zideologizowane opozycje, ograniczające harmonijną współpracę na rzecz rozwoju miasta. Dzisiaj tytuł naukowy niestety nie wystarcza. Przytaczając odpowiedzi radnego Głębockiego – jednak zawód: nic szczególnego, a nawet wstyd. Mówić w odpowiedzi na pytanie „czego nie udało się zrobić?”, że nie udało się „zmusić prezydenta do dużego zaangażowania w tworzenie miejsc pracy oraz do inwestowania w dzielnicach peryferyjnych, gdzie nie dzieje się od dwóch lat prawie nic” – to obraz i dowód nieporozumienia i niezrozumienia roli prezydenta miasta i zadań gminy. Krytyka indolencji prezydenta Matyjaszczyka i jego ekipy ma zupełnie inne uzasadnienia m.in.: kompletny zanik długofalowego myślenia o przyszłości miasta, bezprogramowość i folwarczna kultura organizacji pracy administracji (m.in. kolesiostwo). Argument, że „jesteśmy jedynym klubem, który nie głosuje za absolutorium dla prezydenta, ponieważ te rządy są bardzo słabe”, choć prawdziwy, niewiele znaczy, to jedynie kolejny dowód, że Matyjaszczyk podporządkował sobie większość radnych i robi co chce.   marcel@op.pl

Małgorzata Iżyńska (PO obecnie SLD)
Nie ma dwóch zdań, że na tle dotychczasowych występów naszych dzielnych częstochowskich radnych, radna Iżyńska Małgorzata odstaje in plus. Niewątpliwie jest wygadana i potrafi się sprzedać. I tu kompletny zawód, wydawałoby się, że taka wymagająca, co do sprawności organów wykonawczych, bierze ogon pod siebie i za stanowisko na wysypisku śmieci, zapada w starczą bierność i bezkrytycznie akceptuje bieg spraw publicznych w naszym mieście. Przypomnijmy, co wyznawała radna Iżyńska na początku kadencji w 2010 roku: „Mam ukończone trzy fakultety, a pracowałam do tej pory w urzędzie miasta za 1740 zł. Na własnej skórze odczułam, że w Polsce kobieta musi umieć dwa razy więcej, starać się dwa razy mocniej, żeby usłyszeć, że jest o połowę gorsza od mężczyzny”. Rozumiem, że radna Iżyńska niefortunnie dała wtedy ciała albo jeśli nie wtedy, to teraz skutecznie „przypomniała wszystkim”, że „naprawdę istnieje”, a nawet awansowała na stanowisko specjalisty do spraw promocji w CzPK czyli „składowisku odpadów innych niż niebezpieczne i obojętne w Sobuczynie”. Nie sposób to wprawdzie uznać za awans, jeśli wcześniej, w ING Bank Śląski, pracowało się w dziale obsługi dużych firm i operacji zagranicznych. Trudno wzbudzić sympatię do kogoś, kto sprzedał swoją niezależność za możność promocji składowiska odpadów.   marcel@op.pl

Dariusz Kapinos (SLD)
Czy można skuteczniej obnażyć mizerotę i kompletny? Na zadane pytanie o „awans zawodowy podczas kadencji” odpowiada radny Kapinos: „– Raczej poszłem w taki... Kiedyś coś komuś załatwiałem, jak teraz – to znaczy załatwiałem – bo pani to może inaczej przetłumaczyć – szłem, rozmawiałem z osobami, które są kompetentne na stanowiska, no i...”. I na koniec prawdziwe perły... Pytany o „priorytet budżetowy radnego” Kapinos odpowiada: „Uważam, że pan prezydent Matyjaszczyk wie na tyle więcej i zrobi dobrze ten budżet, że nie mam co więcej dodawać”, a „czego nie udało się radnemu zrealizować do tej pory?”: „Nie zastanawiałem się nad tym, ale będę myślał.” Stop, dość tej zasmucającej błazenady. Chciałoby się zawołać: boshe widzisz i nie grzmisz...   marcel@op.pl

Jestem częstochowianinem nie związanym z żadnym ugrupowaniem politycznym i nie wstydzę się tego, że obecny prezydent jest i moim prezydentem, którego wybrali mieszkańcy, a nie ugrupowania polityczne. Jeśli mówimy o „kupnie” to tak prezydent ujął mnie (nie kupił, bo nie jestem bydłem na targu do kupienia) i mieszkańców miasta swoim zaangażowaniem w sprawy zwykłych obywateli. Pokazał, że można i należy dbać o nasz wspólny dom – miasto Częstochowę. Doczekaliśmy się wreszcie władz obiektywnych, szczerych i oddanych sprawie miasta i mieszkańców. Może radni „żółtodzioby” jak pan Dariusz Kapinos nie jest jeszcze ideałem radnego i wiele musi się jeszcze nauczyć, ale takich właśnie ludzi u steru nam brakuje. Pan Dariusz reprezentuje wędkarzy, Ostatni Grosz, Raków, Wrzosowiak i robi to w sposób należyty. Mieszkańcy doskonale wiedzą, że obraz w jakim został przedstawiony radny Kapinos nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.   stawciobe@gmail.com

Beata Kocik (PiS)
... no i parzymieska dupa blada z planów. Krótka parafraza: «Tu leży uzależniony radny miejski - niezainteresowany ani cyklem koniunkturalnym, ani cyklem biologicznym, ani też cyklem lokalnej publicystyki poświęconej polityce miejskiej, któremu jednak przykro, że nie ma nic do powiedzenia, ale dziękuje za pamięć » Żałosna rajcowska mać.   marcel@op.pl

Znam Panią Kocik - to aktywna, życzliwa ludziom osoba, pomocna i kompetentna. Odbiera telefony, a tym, którym jest w stanie - pomaga. A kto potrzebuje bez problemów może się z nią kontaktować, choćby właśnie przez telefon umieszczony na stronie Urzędu Miasta Częstochowa. Podstawowym zadaniem radnego jest branie udziału w przygotowywaniu i uchwalaniu uchwał Rady Miejskiej oraz kontrola ich realizacji przez organ wykonawczy. Oczywiście kontakt z mieszkańcami jest także bardzo ważny, ale przecież nikt nie biegnie z każdą sprawą zaraz do mediów chwalić się, że zrobiło się to czy tamto. I taka właśnie jest Pani Beata Kocik. A , że telefonów od redakcji nie odbiera - nie dziwię się!   dmlynarczyk@o2.pl

Łukasz Kot (SLD)
Kolejna rajcowska cienkość nadzwyczajna. Ten gostek mógłby być może niezłym „radnym” dzielnicowym, ale jak na radnego wykazuje zerowe kwalifikacje do kreowania i wdrażania ogólnomiejskiej polityki rozwoju. Wartki potok gadki szmatki, aż dech zapiera i uszy więdną: „nie mogę zapominać o ogólnym poczuciu bezpieczeństwa mieszkańców”, „ciągle także należy pamiętać o zabezpieczeniach przeciwpowodziowych” – tak pamiętać należy, mieć w pamięci, nosić w pamięci, aż problem się rozwiąże. Na koniec swoich planów radny Kot Łukasz sadzi kapeluchy, które demaskują jego kompletną ignorancję w sprawach gospodarki lokalnej i opowiada androny niczym mały Kazio w piaskownicy: „uzależnienie od dużych przedsiębiorstw rynku pracy powoduje, że nasze miasto jest bardzo podatne na międzynarodową sytuację w ekonomii”. Panie Kot do nauki, a nie wciskać swoją głupotę czytelnikom. W Częstochowie stopa bezrobocia na koniec lutego 2013 – 14,2 proc. (powiat 22,1 proc.), a w Bielsku-Białej, też przecież „podatnym na międzynarodową sytuację” – 7,3 proc. (powiat bielski – 11,7 proc.). No i szczytowa kompromitacja radnego Kota Łukasza „mam nadzieję, że uda mi się wkrótce zaprosić do Częstochowy instytucję, która będzie pomagać rozwijać się małym, nowym częstochowskim firmom” – no i będzie cud, kolejny „cud boski” w Częstochowie. Bajarz kompletny – ten Kot z SLD – oderwany od rzeczywistości.   marcel@op.pl

Jacek Krawczyk (PO)

Kompletne – jak na radnego prawie ćwierćmilionowego miasta – nic. Zero. Żadnych opiniotwórczych wystąpień, żadnego konkretnego choćby zarysu programu działań modernizacyjnych dla miasta, żadnej skutecznej kontroli poczynań „bezprogramowego” administratora Matyjaszczyka. A przecież tyle chorób toczy to miasto, a przecież tyle oczywistych, dla roztropnego obserwatora, zagrożeń dla jego dalszego bytu. Układ zamknięty w partyjniackim środowisku. Asystent senatora czyli przydupas też giganta myśli i czynu w życiu publicznym. Układny radny i małżonka w spółce skarbu państwa zupełnie przez przypadek. Każdy może. Nowa stara podklasa w życiu publicznym – „biznes rodzinny” i pasożyt administrujący and company, beneficjent rosnącej w siłę partyjnej biurokracji.   marcel@op.pl

Elżbieta Kunicka (SLD)
Szkoda, że radna-seniorka Kunicka Elżbieta z SLD (581 głosów w wyborach) taka małomówna i „zrażalska”. Chociaż uszanować trzeba wybraną strategię: lepiej milczeć niż się skompromitować, jak to czynią niektórzy jej, zadowoleni z siebie, współtowarzysze. Radna wyraźnie unika mediów – nie znamy jej stanowiska w sprawie nieznanej nikomu „polityki oświatowej” miasta. A przecież „w ostatnich latach liczba uczniów w częstochowskich szkołach zmalała o 20 proc., paradoksalnie w tym samym czasie o tyle samo wzrosło zatrudnienie w szkołach”, a tym samym rosną z roku na rok wydatki na edukację z budżetu miasta (ok. 367 mln zł w 2011; blisko 50 proc. wydatków operacyjnych), ściślej wynagrodzenia dla nauczycieli, a efekty - wyniki nauczania (egzaminy gimnazjalne, matury) coraz niższe (w porównaniu do innych miast). Ale radna Kunicka nie ma głowy do takich poważnych problemów – byle własne interesy były zabezpieczone. Jej wyraźnie edukacja nie leży, woli inne tematy i lżejszą muzę. Na przykład w sprawie Gierek Edward redivivus: „- Ja tam uważam, że patronami ulic w Częstochowie powinni być ludzie zasłużeni dla naszego miasta - podkreślała Elżbieta Kunicka. - Jeśli Edward Gierek, zrobił coś dla Częstochowy, to nie mam nic przeciwko”.   marcel@op.pl

Ryszard Majer (PiS)
Absolutny bełkot – wyobrażenia małego Kazia o rozwoju miasta - nie sądziłem, że można zaprezentować się publiczności tak prostacko, by nie rzec prymitywnie – bez żadnego szerszego spojrzenia na problemy trapiące mieszkańców i ich miasto, bez żadnej dłuższej perspektywy. Przeraża miałkość wypowiedzi, o języku nie wspominając - „jak gdyby” „w jakiejś tam” pogawędce mentalnie ograniczonych kolesi: przeczytajmy uważnie – „wykształcenie historyczne motywuje człowieka w kierunku polityki, bo to jest jakby historia, przeszłość, przyglądamy się tym ruchom, temu, co się działo. Można wpływać na rzeczywistość. I to by było to”. Bełkocik paluszki lizać. Pytany o „awans...” odpowiada „jak gdyby” obok tematu: „Czy ja wiem...? Dieta radnego nie jest mała, ale to jest pojęcie relatywne wielkości czy małości diety. Natomiast, no, wszyscy radni takie diety dostają...”. Zadeklarowane „roczne dochody radnego Majera w 2011 - na poziomie około 130 tysięcy złotych. Z tytułu umów o pracę w MOPS-ie, Akademii im. Jana Długosza oraz magistratu, radny otrzymał w 2011 roku blisko 90 tysięcy złotych. Prawie 35 tysięcy, wpłynęło na jego konto z tytułu diet radnego oraz Związku Komunalnego ds. Wodociągów i Kanalizacji”. Plus tam jakieś drobne obrywy... To się nazywa „biznes samorządowy” oczywiście w służbie dla dobra mieszkańców – full wypas i żadnej szczególnej odpowiedzialności.   marcel@op.pl

Farbowany Lis i czwarty dyrektor w MOPS bez konkretnych obowiązków z dużą kasą i własną sekretarką, o wyglądzie biura nie wspominając.   jasiu@wp.pl

Lech Małagowski (WS)
I tu mam kłopot, bo czy można napisać sensowną „lamentację” – ów krzyk żałosny – o radnym „nijakim”. A jeszcze do tego zwolnionym z pracy w Stowarzyszeniu i pełnym obaw o dalszy los córki – inspektora w magistracie...? Czy „dobroduszność” jest dostateczną kwalifikacją na radnego średniego miasta? Śmieszą te wyznania radnego Małagowskiego Lecha tchnące „bezradnością”: „Ja nigdy nie powiedziałem, że układów nie ma...” – czyli co, te układy są? Nie, to nie jest śmieszne. Czy pozycja radnego nie powinna być demokratyczną nobilitacją najlepszych z obywatelskiej wspólnoty? Czy kiedykolwiek jeszcze przywrócimy słowu „radny” jego pierwotne znaczenie i rangę (radny = roztropny, mądry, rozważny doradca)?   marcel@op.pl

Marcin Maranda (WS)
Po absolutnie bezradnej Mme Salwierak (PO) i kompletnie infantylnym, nieskończonym „politologu”, radnym Wabnicu (SLD), mamy podanego na talerzu niejakiego Marandę Marcina ze Wspólnoty Samorządowej. Żeby było jasne, gość ów w swych wypowiedziach – dalej gadka szmatka – odstaje in plus od poprzedników, choć to, IMHO, marna to pociecha, bowiem na bezrybiu i rak rybą. Maranda – jak widać choćby z jego interpelacji – stara się coś robić jako radny, na pewno wiele szumu wokół swej osoby, zwłaszcza przed kolejnymi wyborami, ale żeby w tak młodym wieku takie pieczeniarstwo – czyżby kierował się zasadą, iż pokorne ciele dwie matki ssie czy raczej Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek... A fe...   marcel@op.pl

Ehhh, "bełkot", jeśli chodzi o odpowiedzi udzielone przez radnego w wywiadzie. To samo na jego kanale na youtubie. Poza tym jakoś nie ufam osobom, które chwalą się przede wszystkim pracą w "budżetówce" oraz spółkach zależnych od miasta.   zz@zz.pl

Zbigniew Niesmaczny (SLD)
Tytuł mógłby brzmieć „Zbigniew Niesmaczny (SLD) pod dupą” – albowiem cóż po lupie, kiedy gostek nie ma ochoty. To przykład lokalnej (bez)kultury politycznej, arogancji i zadowolenia z samego siebie – ja tu „rządzę”. Wiele takiego mętnego „wyrobnictwa” kręci się w lokalnym częstochowskim światku – ani be, ani me, ani kukuryku. Ale wsławił się inicjatywą nazewniczą – to ten Niesmaczny Z. zaproponował; „ - Niech powstanie Skwer Lotników. Lokalizacja? Wnętrze pętli autobusowej przy bramie walcowni na końcu ul. Korfantego”. Temu kiedyś chyba samolot bez lotnika koło głowy przeleciał.   marcel@op.pl

Wał wała wałem pogania.   denver@op.pl

Jerzy Nowakowski (PiS)
To kolejny przykład dzielnego i walecznego radnego częstochowskiego – Jerzy Nowakowski z PiS-u bez listka figowego – budzący, niestety, uśmiech politowania i dezaprobaty, gdy czyta się takie jego „zwierzenia” i opinie: „po prostu jako człowiek bywały, bo będąc przedsiębiorcą przez 22 lata miałem kontakt z ludźmi i problemami gospodarczymi” albo „Platforma i Wspólnota ma tyle swoich dyrektorów i prezesów w mieście, razy dziesięć tego, co my”. I w tym ostatnim stwierdzeniu odkrywa nasz „bohater” prawdziwą misję i cele upartyjnionego samorządu miasta – mieć jak najwięcej miejsc przy korycie. Nie może przeżyć – ów Nowakowski Jerzy lat 59 – i skarży się publiczności. A odpowiedź tego delikwenta na pytanie o wady i zalety prezydenta Matyjaszczyka: „Zaleta jest taka, umie dbać o swój wizerunek. To tak króciutko, nie będę tego rozszerzał. Natomiast wada... Ja wiem? Wada, wada... No... Brak wizji – tak króciutko” – to perełka krętactwa i wicia się jak piskorz w garnku przypartego do muru pieczeniarza. Przykład poezji Nowakowskiego Jerzego na koniec: „Profesjonaliści regionu Jury” Każdy, kto lubi spacerować / zauważy to bez trudu / Był jakiś zakład, już go nie ma / Tu wisiał szyld, już nie wisi.”   marcel@op.pl

Bartłomiej Sabat (PO)
Kolejny akcik, czyli du.pa blada w kabareciku „Częstochowska rada i kto w niej zasiada?”. Jak przystało na kabarecik wieje nudą i smutkiem, bo ileż można patrzeć na zadowolony z siebie substandard intelektualny i kulturalny w akcji i podziwiać jego „produkcję”. Ot, kolejny „działacz” - partyjny funkcjonariusz na intratnej „agencyjnej” posadzie, który pitoleniem trzy po trzy usiłuje sprzedać swój wizerunek „fajnego chłopa”. Oto próbka stylu wypowiedzi prominentnego częstochowskiego radnego: "Działania dla swojej dzielnicy: - Wie pani co? No myślę, że teraz dla dzielnicy, z której zostałem wybrany... Myślę, że wiele udało się zrobić. Trudno powiedzieć...; Wady i zalety prezydenta Matyjaszczyka: - Teraz to mi pani klina zadała... Koalicja, zależności, układy...: Trudno się jest określać, czy jest się w koalicji, czy opozycji...". Panie radny, może i „każdy mógłby” zostać radnym miejskim – i zostaje jak widać, ale dalibóg, nie każdy powinien...   marcel@op.pl

Marta Salwierak (PO)
Klasyka gatunku - reprodukcja miernoty w rozwoju - słuchać i czytać hadko! Wstyd wielki, ale czy to ma jakieś znaczenie w czasach bezwstydu i kolejnej fali "dyktatury ciemniaków"? Czytam: "Najważniejsze zadanie wyborcze radnej: - Na pewno właśnie zależało mi na rozwoju języka angielskiego w naszym mieście. Po części ten temat jest zrealizowany". Otóż to..., no comments, bo nie jest w dobrym stylu kopanie leżącego. Co skłania infantylnych, niedojrzałych osobników, bez wiedzy i doświadczenia, do udziału w życiu publicznym w roli radnego czy posła? Jaki rodzaj umysłowego defektu pozbawia ich samokrytycyzmu i pcha w przepaść autokompromitacji? Z takimi "kadrami" i kumoterstwem w folwarku "władzy" nasze miasto nie wyjdzie szybko z kulturowego i cywilizacyjnego "zadupia". Don't jerk me around! czyli Nie róbcie ze mnie głupka...   marcel@op.pl

Może nie trzeba od razu tak ostro.. ;) W wywiadzie faktycznie sprawie nie najlepsze wrażenie, ale przeglądając interpelacje pani radnej muszę przyznać, że sporo z nich to tematy całkiem zdroworozsądkowe. Brakuje mi w nich jednak bardzo jednej rzeczy – tam jest mowa praktycznie tylko o wydatkach z budżetu. Nie znalazłem interpelacji, które odnosiłyby się do cięcia wydatków!   zz@zz.pl

Zbigniew Strzelczak (PiS)

Kolejny ginekolog z prywatną praktyką w radzie miasta. I kolejne nic to. Radny bezradny – absolutnie nieskuteczny: „Cały czas zgłaszam interpelacje, najwięcej dotyczy ulic, chodników, oświetlenia, natomiast te nasze projekty zwykle nie są uwzględniane przez pana prezydenta w budżecie miasta” – a może należałoby coś uzgodnić „na prawicy” (PIS, PO, WS) i dysponując wyraźną większością w Radzie przeforsować swój plan inwestycji drogowych i remontów ulic? Radny-bez-radny z rozbrajającą szczerością kwili: „Prosiłem o środki dla szpitali miejskich... niestety, w tym roku też, prosiłem o 300 tys. zł na remont toalet, łazienek na oddziale położniczym i niestety uzyskałem tylko 30 tys., za tą kwotę to może się zrobi jedną toaletę dla niesprawnych pacjentek po operacjach” – toż rzeczywiście pochlastać się można z radości. A czy pan radny Strzelczak Zbigniew nie dostrzega, że ktoś robi go w wała. A czy pan radny Strzelczak zechciałby coś na poważnie – a nie jaja sobie robić z publiki.   marcel@op.pl

"- Ja od wielu lat byłem aktywnym członkiem związków zawodowych w szpitalu." Przepraszam bardzo OZZL usunął ze swoich szeregów pana Strzelczaka w 2007, po tym gdy jako najpierw szef związku rozpoczął strajk, który następnie jako dyrektor szpitala namiętnie zwalczał. Dla takich śliskich gnid w OZZL nie ma miejsca.   x

Ryszard Szczuka (SLD)
No i mamy wreszcie „grubą rybę samorządową”, a nie jakieś nieopierzone miglance. Można by w rozpaczy nad formatem tych radnych westchnąć - jaki samorząd, takie „grube ryby” i odwrotnie. Ale problem wydaje się poważniejszy – oto przykład „kariery” jegomościa, który na działaniach dla swojej dzielnicy – obficie korzystając z mocy spółdzielczego bossa – zapewnił sobie byt i pozycję na kilkadziesiąt lat. Prawdziwy polski „pucybut”. Dla takich „gości” nie ma problemów miasta jako większej całości, żadna szersza perspektywa, żadna tam polityka rozwoju: regionalna czy lokalna, żadne długofalowe działania „pchające”’ miasto do przodu i zwiększające jego konkurencyjność czy atrakcyjność w „grze o jutro”. Oni w swojej ograniczoności, ale i swoistej przebiegłości, widzą wąsko i krótko – jakiś chodniczek, huśtawki, drzewko czy znak drogowy... w dzielnicy. Na dzielnicy kończy się ich miejski świat i nie byłoby w tym nic złego, gdyby poprzestali na aktywności w radzie dzielnicy. Ale od radnego wielosettysięcznego miasta – w dobie przyspieszonych zmian ekonomicznych i społecznych z kryzysem w tle – należy wymagać czegoś więcej. A Szczuka zadowolony z siebie jak mało kto..., nieświadomy tego, że jak mówił poeta: „zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń”.   marcel@op.pl

Krzysztof Świerczyński (WS)
Miłe zaskoczenie, mimo młodego wieku i naturalnego braku doświadczenia, całkiem sensowne – na tle poprzedników – wypowiedzi w tej autoprezentacji, a i liczne przykłady pożytecznych działań dla dzielnicy. Trzeba się zgodzić z radnym Świerczyńskim Krzysztofem gdy mówi: „Pomimo ewidentnego braku wizji miasta pan prezydent potrafi dbać o swój wizerunek. Jednak marketingowymi zabiegami nie da się przesłonić dziurawych dróg, ogromnego bezrobocia i gwałtownie spadającej liczby mieszkańców”. Nie pozostawia złudzeń również zgrabna odpowiedź na pytanie o „koalicje, zależności, układy...” – „Pytanie o układy i ciche koalicje w radzie potraktuję jako retoryczne i pozostawię bez odpowiedzi. Tak czy inaczej prezydent ma większość w kluczowych głosowaniach m.in. nad budżetem czy absolutorium...” – która potwierdza, że mamy do czynienia z faktyczną koalicją samorządową SLD+PiS+PO. Chociaż ostatnio zaczęło coś w niej zgrzytać – radni PiS i PO przejrzeli na oczy, że są zwiędłym kwiatkiem do Matyjaszczykowego kożucha, a wybory 2014 się zbliżają i tupnęli nóżką przywracając radzie miasta możliwości kontroli poczynań prezydenta w dysponowaniu majątkiem gminy i udziałami w spółkach komunalnych. Tu nie o przyszłość miasta i los jego mieszkańców rzecz idzie – tu chodzi o utrzymanie władzy i pożytków zeń płynących dla dzisiejszych „władców”.   marcel@op.pl

Łukasz Wabnic (SLD)
Tym razem niejaki Wabnic z SLD (599 głosów w ostatnich wyborach, czyli 3,38 proc. ważnych głosów oddanych w skali okręgu wyborczego!). Nic tak dobrze nie robi poznaniu, jak pozwolenie tym gościom na wypowiedź – wtedy albo budzą respekt i napawają nas dumą, że mamy takich roztropnych radnych albo wzbudzają pusty śmiech, gdy okazują się cieniasami – ignorantami czy wręcz infantylnymi chłoptasiami, których miejsce wszędzie, ale dalibóg nie w radzie miasta z taką pustotą. I cóż możemy usłyszeć w odpowiedzi na zadane pytania: "Działania dla swojej dzielnicy: - Taką alejkę... przy ulicy Bienia. Priorytet budżetowy radnego: - Powinniśmy jako miasto zastanowić się, jak zatrzymać na dłużej osoby odwiedzające Częstochowę... Wie pani jak Polacy odbierają to, że w Częstochowie jest dofinansowane in vitro? Mówią tak: „Łukasz, w twoim mieście to musi się super żyć”. Kompletny ignorant czy... naiwny „pożyteczny idiota”?   marcel@op.pl

Ehhh.. i ta propozycja, by lekką ręką wyrzucić kasę w błoto..., ale w zasadzie czego oczekiwać po "lewicy". Im zawsze najlepiej - zamiast uczciwie pracować - najlepiej rozporządza się nie swoją $.   zz@zz.pl

Maciej Wawrzkiewicz (PO)
Znowu szorujemy po dnie częstochowskiego półświatka rajców miejskich. Dzisiejszy nasz „bohater”, Maciej „Ha!ha!ha! Uuuu...” Wawrzkiewicz z PO, to kolejny przykład doskonale ilustrujący tezę, że nie pomoże nawet formalne wykształcenie wyższe, gdy poziom intelektualny osobnika waha się w okolicach absolutnego zera. Proszę mi wytłumaczyć, co ten gość chciał powiedzieć mówiąc: „Większość Polaków uważa klasę polityczną za coś bardzo złego, brudnego, a jeśli o mnie chodzi, to ja dorosłem do polityki, gdy Platforma została utworzona. Tak jakoś wyszło.”? Albo „- Uuu... Wady... A może tak, może zalety. Zalety... Jest to człowiek bardzo inteligentny. Jest to, zaryzykuję takie stwierdzenie, dobry kolega. Człowiek, z którym można by się zaprzyjaźnić. Nie jest to oczywiście mój kolega, ale można by się z nim zaprzyjaźnić. Jest to człowiek bardzo bystry, bardzo mądry, bardzo otwarty na otoczenie. Być może nieskładnie mówię, ale sens pani rozumie, o co chodzi?” – to o Matyjaszczyku. Kto obdarzył tego gościa świadectwem ukończenia gimnazjum? Przecież po szkole ponadgimnazjalnej od jej absolwenta wymaga się m.in. umiejętności „samodzielnej wypowiedzi argumentacyjnej według podstawowych zasad logiki i retoryki (stawiania tezy lub hipotezy, dobierania argumentów etc). A tu taki klops - bełkot bełkotliwy. Nie, nie należy kopać leżącego, to absolutna poracha ten radny-dyrektor. W tym mieście im kto głupszy, ale pazerny włazidupa, tym wyżej stoi.   marcel@op.pl

Zdzisław Wolski (SLD)
Piąta kadencja w roli radnego – mógłby się czegoś nauczyć. Gostek nawija, że „teraz prezydentowi Matyjaszczykowi przyszło działać w sytuacji znacznie trudniejszej”. A skąd sukcesy prezydentów Gdyni, Tychów, Bielska-Białej, Rzeszowa, Rybnika, Białegostoku, Opola, Krosna i innych polskich miast? Przewodniczący rady miasta zaprezentował się jak słabo rozgarnięty koleś, który nie ma nic do powiedzenia na temat istotnych problemów miasta i ewidentnych zagrożeń jego dalszego trwania w stagnacji. Czy radny Wolski Zdzichu zauważył, że po raz pierwszy w ostatnich 23 latach nowego samorządu, dochody budżetu miasta w 2012 spadły nominalnie w porównaniu z rokiem poprzednim? Czy radny Wolski zauważył, że żaden z pomysłów (aqua park, Dom Księcia, hotel****, nowy „odwach”, PPP w drogownictwie, ruina Aleja 49...) nowej władzy nie zakończył się pozytywnym efektem? Czy radny Wolski zauważył wysoki poziom bezrobocia w Częstochowie i powiecie na tle innych miast woj. śląskiego? Czy radny Wolski widzi brak przygotowania sensownych projektów mających szanse na dofinansowanie ich realizacji w perspektywie lat 2014-2020? Czy radny Wolski widzi dalsze wyludnianie się miasta? Rosnące jego zadłużenie? To wszystko obciąża Matyjaszczyka i jego pomagierów oraz najsłabszą merytorycznie z dotychczasowych rad miasta pod przewodnictwem lekarza pierwszego kontaktu Wolskiego Zdzicha?   marcel@op.pl

Przemysław Wrona (PO)
O, jakież niemiłe rozczarowanie, już łudziłem się ktoś wreszcie przerwie to pasmo porażek autoprezentacji radnych-miernot, choćby na chwilę, a tu masz babo placek, kolejna poracha – radny Wrona Przemysław z PO – czyli częstochowska rajcowska kaszana. Kolejny funkcjonariusz partyjny, wyniesiony na stanowisko zastępcy prezesa GPWI Sp. z.o.o. w ramach partyjnej nomenklatury. I cóż ma do powiedzenia ów radny Wrona Przemysław: „ponad 10 lat temu trafiłem pod skrzydła pani Haliny Rozpondek, która ma największe doświadczenie samorządowe i myślę, że to ona zaszczepiła we mnie bakcyla samorządności” – może i zaszczepiła, ale toto nie „wyrosło” albo raczej upodobniło się do byle jakiego tła. O wadach i zaletach Matyjaszczyka ma tak dużo do powiedzenia, że aż dech zapiera: „myślę, że pan prezydent Matyjaszczyk jest młodym i energicznym prezydentem, ale niestety no, jego otoczenie, uważam, że nie rzutuje dobrze na okres jego prezydentury”. Wyrządzono wielką krzywdę tym młodym ludziom, nie otrzymali starannego wykształcenia, nie zdobyli żadnego istotnego doświadczenia w jakiejkolwiek dziedzinie realnej gospodarki czy świadczenia usług publicznych. Są nie na swoim miejscu, nie mają pożądanych kompetencji do „rządzenia”, zostali awansowani za zasługi dla „pierwszych sekretarzy” – byłych prezydentów miasta, posłów czy senatorów – z pozycji „asystentów” czy zwykłych przydupasów „ważnych ludzi”. I jest, jak jest.   marcel@op.pl

Czy to możliwe, że zastępca prezesa GPWI Sp. z.o.o ma taką składnię?   x

Jerzy Zając (PO)
Panie radny Zając, zawiódł mnie pan swoją odmową wywiadu. Stracił pan szansę publicznej wypowiedzi objaśniającej, mnie słabo poinformowanemu obserwatorowi częstochowskiej scenki pseudopolitycznej, sytuację w radzie miasta VI kadencji (2010-2014) – wielu twierdzi, że to najsłabszy pod każdym względem „garniturek” wybrańców, bez merytorycznych kompetencji, doświadczenia, kultury i charakteru, i trudno z tą hipotezą polemizować. Mógł nam pan opowiedzieć o wielu interesujących mieszkańca/wyborcę/podatnika sprawach nurtujących naszą społeczność i coraz częściej zdegustowaną treścią i formą zarządzania rozwojem miasta przez ekipę Matyjaszczyka, przy aprobacie większości rady miasta. Miasta staczającego się na prowincjonalne peryferie bez perspektyw i znaczenia. Mógł też pan coś powiedzieć mnie/nam o oportunizmie, małych kompromisach w częstochowskim samorządzie, o odejściu od ideałów obywatelskiego samorządu, o przyczynach spadających notowań Platformy Obywatelskiej... Odmawiając odpowiedzi na pytania stworzył pan przestrzeń dla niedomówień i podejrzeń. A może pan ma coś do ukrycia albo się wstydzi? A może zwyczajnie pękł pan ze strachu przed konfrontacją z niewygodnymi tematami i pytaniami?   marcel@op.pl

O takich radnych Matyjaszczyk może rzec, niczym Salieri rywalizujący z Mozartem w filmie Formana „Amadeusz” - „To są miernoty, a ja jestem ich królem!”.


Renata R. Kluczna

Komentarze (2)

04 września 2013

Cały problem w tym "mniej więcej". Dlaczego do licha ci radni są tak fatalnie "mniej"? Przecież nie wybieramy na radnych czy posłów próby reprezentatywnej do badań statystycznych populacji mieszkańców. W istocie w dojrzałej demokracji mamy szansę wyboru najlepszych spośród nas − ludzi o szerokich horyzontach intelektualnych, otwartych ale i krytycznie myślących, kulturalnych, zaangażowanych w rozwiązywanie małych i dużych problemów mieszkańców w skali całego miasta. Dobrze gdy mających doświadczenie zawodowe i społeczne, dobrze gdy budzących zaufanie i cieszących się autorytetem choćby znacznej części naszej społeczności. W przeciwnym wypadku, mamy to co mamy, grupę partyjnych działaczy, ich „asystentów” i kolesiów − słabo kumatych, wielu wręcz ośmieszających „radę miasta”. Ludzików bez minimalnych kompetencji w zarządzaniu miastem. Nie znających jego istotnych problemów, nie znających podstawowych faktów i statystyk opisujących stan funkcjonowania miasta oraz specyfiki zadań samorządu miasta na prawach powiatu. Nie potrafiących myśleć strategicznie – w dłuższej, wieloletniej perspektywie. Nie pytających władzy wykonawczej – prezydenta miasta o wieloletnie programy inwestycyjne i programy działania – strategie i oceny ich realizacji. Nie pytających o efektywność ekonomiczną oraz koszty i korzyści społeczne podejmowanych przedsięwzięć. Nie rozliczających go z zaniechań i ewidentnych porażek – dalsza ucieczka młodych ludzi z miasta, brak nowych inwestorów, przypadkowósć inwestycji drogowych – brak rozwiązań systemowych z zachowaniem kryterium funkcjonalnej ważności, szpitale miejskie, komunikacja publiczna, szkolnictwo etc. Nie rozumiejących idei nowoczesnego planowania przestrzennego i kosztów finansowych uchwalania słabo uzasadnionych miejscowych planów zagospodarowania przestrzeni miasta – nie widzą zagrożeń i kosztów rozbudowy i utrzymania „rozlanej” infrastruktury technicznej miasta i braku polityki transportowej miasta. Tu trzeba solidnej zmiany kultury zarządzania miastem – wzmocnienia eksperckim zapleczem, a nie prymitywnej taktyki utrzymania się przy korycie folwarku „władzy” za wszelką cenę jakimiś „fajerwerkami”, podejmowaniem trzeciorzędnych tematów i inicjatyw bez istotnego znaczenia dla trwałego rozwoju miasta. Jakiś „gierek” chłoptasiów, skandalizujących wypowiedzi, prostackiej propagandy i „ściemniania” rzeczywistości. Bez tego wszystkiego nie ma żadnych szans na wyhamowanie czy odwrócenie niekorzystnych tendencji w życiu miasta – demograficznych, ekonomicznych czy wizerunkowych. A innym w tym samym czasie i tej samej sferze regulacji prawnych się udaje – przykłady Gdyni, Rzeszowa, Bielska Białej, Torunia, Białegostoku, Krosna, czy Gliwic i wielu innych polskich miast, dają dużo do myślenia zatroskanym o dalsze losy naszego miasta. Szkoda czasu, kolejnych budżetów miasta, energii ludzkiej na bylejakość i upartyjnione dziadostwo.


03 września 2013

Drodzy Państwo, radni są mniej więcej tacy jak wyborcy. Wybieramy ludzi takich jak my, więc czego się spodziewamy?


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama