7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

22 kwietnia 2013

FELIETON: Polska nie tylko dla buldogów

7 dni
Spieszę uspokoić mojego kolegę z Londynu: jego przyjaciółka może bezpiecznie przyjeżdżać do Częstochowy; wieści, że u nas „Murzynów biją” są zdecydowanie przesadzone.

Był taki przypadek, w lutym 1926 r. W Częstochowie zorganizowano międzynarodowy turniej zapaśniczy, a po zmaganiach część uczestników biesiadowała w zacnej restauracji „Cristal”. Obecnym tam  turystom ze Stanów Zjednoczonych nie podobał się fakt, że polscy „białoskórzy” pili wódeczkę w towarzystwie autentycznego czarnego Murzyna, pana Thomsona. Doszło zatem do zjawiska eskalacji przemocy, w obronie Thompsona wystąpili jego koledzy – bokser z Warszawy Stanisław Lenc i częstochowski atleta Pinecki. „Biała” Ameryka przegrała sromotnie, wynosząc z Częstochowy obite mordy i niemiłe wspomnienia. Fakt ten, odnotowany w „Gońcu..”, jest świadectwem, że u nas mordobójstwo nie zawsze wiąże się z negatywnym stereotypem rasowym.
Owszem, obcy bywali narażeni na pewne dolegliwości wynikające z ich obcości. Zacna arcyksiężniczka z rodu Habsburgów Eleonora, gdy na Jasnej Górze brała ślub z żałosnym potomkiem Jaremy, królem Michałem Wiśniowieckim, musiała ścierpieć szarpanie za włosy przez dworaków, sprawdzających organoleptycznie, czy to oryginał czy peruka. W podobnej kategorii umieściłbym rubaszny humor tzw. Ojca Dyrektora, pytającego księdza o ciemnej karnacji, czy ma mydło.
Głupota boli i obraża; ale nie mieszajmy głupich słów ze zwykła przemocą. Statystycznie są o wiele mniejsze możliwości zarobienia w pysk w Częstochowie niż w Katowicach lub nawet Londynie. Im większa prowincja, a tym samym większy ciemnogród, tym się człowiek czuje bezpieczniej. Na Lubelszczyźnie czy Podkarpaciu nie musiałem nawet roweru przypinać, nie czuje się tam zagrożenia nawet banalną kradzieżą.
Mam taka naturę, że nie lubię dostawać po ryju. W dodatku tak samo nie lubię być bity z powodów rasowych jak ze 150 innych. W gruncie rzeczy w takich przypadkach motyw bijącego najmniej mniej interesuję. Z tej przyczyny oceniam społeczności, zaczynając od podstawowej oceny „przepraszam, czy tu biją”. Nie biją, to dobrze, nie kradną jeszcze lepiej, żyją zgodnie z 10 przykazaniami – to wręcz cudowne (a więc niemożliwe). A czy są tolerancyjni? A gdyby byli tolerancyjni, ale za to bili, gwałcili i kradli, to miałbym ich cenić wyżej?
Społeczność częstochowska nie jest idealna. Ja jej nawet nie lubię. Ale naprawdę nie jesteśmy jako ogół bardziej niebezpieczni dla otoczenia. Przybywa tu, wg statystyki, ok 100-150 tys zagranicznych turystów rocznie i raczej nie słychać skarg na ich prześladowanie. Mieszka tu także na stałe przynajmniej kilkuset cudzoziemców różniących się od rodowitych obywateli karnacją i zazwyczaj nikt ich nie traktuje inaczej niż pozostałych obywateli.
Wiem, że nasz patriotyzm oparty jest na matczynej idei opiekuńczości; nie pozwala nam wpuszczać gościa za próg, zanim domu nie wypucujemy i nie przyrządzimy schabowego z kapustą; bo w innym wypadku wstyd, gdy gość śmieci zobaczy. Ale to głupie. Ja nie jestem ideałem, oni nie są idealni, nikt nie jest idealny – czego się wstydzić? Nie zniechęcajmy więc do odwiedzania Częstochowy z obawy przed wstydem, że dom nie posprzątany. Jest tu po prostu zwyczajnie i oby tylko gorzej nie było.


Jarosław Kapsa

Komentarze (2)

22 kwietnia 2013

Z historii miasta. "... 1980 rok. Częstochowa. Mecz finału Pucharu Polski. Legia Warszawa wygrywa z Lechem Poznań 5:0. Po meczu cały dzień trwają zamieszki, kibice demolują pół miasta. Ponoć wówczas narodziła się w Polsce stadionowa chuliganka. W latach 80. trzon „zadymiarzy” stanowili ludzie z marginesu. Były opowieści z kryminału, wóda i krojenie małolatów. „Szalikowiec” to już wynalazek nowej epoki. Łysa głowa, flyers, klubowy szalik, tani papieros i zepsute zęby – tak wyglądał przeciętny polski „kibol” w latach 90. Mieszkał w wielkomiejskim blokowisku, wykształcenie zdobywał w zawodówce. Miał dużo wolnego czasu, który spędzał wspólnie z kolegami z osiedlowej „załogi”. Wokół rodził się i rozkwitał kapitalizm, który nie dawał zbyt wielu szans takim jak on. Skoro społeczeństwo olało ich, oni olali reguły rządzące życiem społecznym...". (MB)


22 kwietnia 2013

Z tymi zagranicznymi turystami odwiedzającymi Częstochowę to bym tak dramatycznie nie przesadzał – w całym 2011 roku tych korzystających z tzw. turystycznych obiektów zbiorowego zakwaterowania w mieście było niecałe 42 tysiące. O ich „prześladowaniach” rzeczywiście nie słychać, ale „strzeżonego DIRECT strzeże”. A nasz dom faktycznie ostatnimi laty jakby mniej posprzątany, co nie przynosi chwały obecnym administratorom miasta.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama