7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

25 lutego 2013

FELIETON: Poprawność i przyzwoitość

7 dni
Abdykacja Ojca Świętego Benedykta XVI wywołała, przy okazji, wylew różnego rodzaju objawień antyklerykalnych. Cóż, każda okazja jest dobra, by zaznaczyć własne „ja” w przestrzeni społecznej. Wśród wielu świadomie nastawionych na bulwersowanie, enuncjacji, serce moje podbiła sympatyczna brunetka, Kazimiera Szczuka, pytaniem: co robią ludzie przyzwoici w kościele?

Odpowiedź na to fundamentalne pytanie wydaje się prosta: przyzwoici ludzie w kościele nie kradną drobnych ze skarbonki. Nie kradną także grubych z damskich torebek. Ogólnie nie robią także wielu innych rzeczy określanych jako nieprzyzwoite. Bo jak masło ze swej natury powinno być maślane, tak człowiek przyzwoity nie robi rzeczy nieprzyzwoitych. Nie robi takowych rzeczy ani w kościele, ani w domu, ani we więzieniu, ani w Sejmie, ani w wojsku.
Przyzwoitość, w sensie podstawowym, to dobrowolne przyjęcie pewnych ograniczeń. Nie robimy czegoś, nie tylko z obawy kary, ale dlatego, że to nie wypada. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, strażnikiem była opinia publiczna; nieprzyzwoitość była ganiona, czasem zaś karana towarzyskim ostracyzmem. Ale takie obyczaje to z naszej perspektywy wczesne średniowiecze; dziś - pod wpływem trendów mody – nieprzyzwoitość stać się może cenioną w towarzystwie ekspresją. W prywatnym gronie duszą towarzystwa staje się opowiadacz pieprznych dowcipów o blondynkach, Nigrach czy Żydkach; ten zwyczaj przenosi się do publicznej sfery: kultury lub polityki. Jeśli polityk mówi, że „kobieta chce być zgwałcona”, powiela, upublicznia i promuje formę – znaną wielokrotnie prokuratorom – tłumaczenia się gwałcicieli i pedofilów (oni są zawsze niewinni, to ofiara sama chciała). Jeśli ktoś wytyka posłowi, że pochodzi z Afryki, gdzie karzą śmiercią za homoseksualizm, to równie dobrze może mu wytykać pokrewieństwo z kanibalami. Czy jest to rasizm, nie wiem; ale chamstwo z pewnością.
Poprawność językowa nie może przeradzać się w cenzurę blokującą wolność słowa. Ale przyzwoitość, kierująca się prostym jak cep wskazaniem – nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe – nakłada pewne ograniczenie. Pewne... bo nie określone, dostosowujące się do przemian kulturowych i obyczajowych, ale stale konserwatywne w trosce, by nie krzywdzić bliźniego.
Czy pani Kazimiera Szczuka ma większą szansę spotkać ludzi przyzwoitych w kościele, czy poza kościołem? Nie wiem, nie znam Warszawy. Przypomina się stary witz: „- Nie spotkałem w tamtej knajpie uczciwego człowieka. - A skąd o tym wiesz ? - Bo nigdy tam nie byłem.” Faktycznie, by spotkać w kościele, remizie strażackiej, klubie brydżowym, w „secie i galarecie” osobę przyzwoitą, to trzeba tam być. Ocena zaoczna opatrzona jest tak dużym prawdopodobieństwem błędu, że nie może być wiarygodna.
A swoją drogą, przypomina się teza Rzewuskiego o różnicy między barbarzyńcą a dzikim. Barbarzyńca to osoba, która nie doświadczyła kontaktu z cywilizacją, jest więc jak narodzone dziecko, które ma jeszcze przed sobą szansę oświecenia. Dziki to osoba, która poznała cywilizację, ale ją odrzuca, bo z wszystkich osiągnięć postępu jedynie gorzała jest dla niej interesująca.
Zanik przyzwoitości w świecie cywilizowanym jest tryumfem dzikiego chamstwa.


Jarosław Kapsa

Komentarze (2)

01 marca 2013

Od Autora: Przepraszam, jeśli popełniłem taka omyłkę, że pomyliłem panią Kingę Dunin z panią Kazimierą Szczuką. Mam nadzieję, że obie urocze i sympatyczne panie, reprezentujące prawie bliźniacze poglądy polityczne, nie wezmą mi tego błędu za złe. Istotą nie jest autor, lecz treść wypowiedzianych słów: „czy można spotkać przyzwoitych ludzi w kościele...” Czytelnik dopowiada dalszy ciąg wypowiedzi: „to tak jakby za czasów PRL zapisać się do PZPR z powodu wiary w Socjalizm”. Faktycznie, z tak ustawionym przesłaniem trudno polemizować. W takich sytuacjach pozostaje jedynie napisać protokół rozbieżności. Nie dam się przekonać, ze katolicyzm jest tym samym co realsocjalizm, PZPR ty samym co Kościół, a PRL, gdzie aktywność polityczna była warunkiem kariery, tym samym co III RP. Pozostanę tu przy swoim zdaniu, nie zmuszając nikogo do podzielania tegoż poglądu. Bronić jednak muszę podstawowej myśli napisanego felietonu. Przyzwoitość jest indywidualną cechą, nie związaną z przynależnością grupową. Przyzwoitości nie da się narzucić przepisami prawa i surowym ich egzekwowaniem. Uważam – powtórzę zdanie z felietonu – że „przyzwoitość, kierująca się prostym jak cep wskazaniem – nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe – nakłada pewne ograniczenie. Pewne... bo nie określone, dostosowujące się do przemian kulturowych i obyczajowych, ale stale konserwatywne w trosce, by nie krzywdzić bliźniego.”. I choćby z tego powodu nie zarzucę nigdy pani Kindze Dunin ludożerstwa, ani wzajemnie nie pochwalę wypowiedzi obciążających wszystkich księży, nauczycieli czy trenerów pedofilstwem. Taką łatwość w krzywdzeniu słowem nazywam tryumfem dzikiego chamstwa nad światem cywilizowanym.


25 lutego 2013

Autor się myli. Myli się po wielokroć. Kazimiera Szczuka – też ją uwielbiam – jest autorką zalecenia skierowanego do Zawiszy Artura – niezły dupek – „Proszę sobie nie wycierać swojej faszystowskiej mordy imieniem i nazwiskiem mojego ojca”. Natomiast to Kinga Dunin, a nie Kazimiera Szczuka, wyraziła swoje zdziwienie w jednym ze swoich ostatnich felietonów: „I naprawdę nie rozumiem, co przyzwoici, myślący ludzie robią w Kościele”. Dopowiadając: „To tak jakby za czasów PRL zapisać się do PZPR-u z powodu wiary w Socjalizm”. Trudno polemizować z takimi wątpliwościami. Przywoływanie sformułowania kontrowersyjnej, choć frapującej postaci Henryka Rzewuskiego vel Jarosza Bejły (1791-1866) o barbarzyńcach i dzikich, w tym kontekście, też należy uznać za niefortunne. Co Jarosz B. napisał w Mieszaninach obyczajowych (1841-1843): „ Barbarzyniec a człowiek dziki; są to odrębne istoty; pierwszy jeszcze nie doszedł do ukształcenia, drugi już od niego odpadł. Pierwszy brzemienny nadzieją, jest silny dziecięciem, który jednym promieniem łaski i światła oświecony, rozwinąć się może w nadzwyczajnego męża. Drugi jest zgrzybiałym starcem, szukającym w gorących napojach i sztucznej siły i odurzenia. Barbarzyńcy napadem swoim, na gruzach cywilizacyi materialnej państwa Rzymskiego, poddawszy się pod prawo Chrystusa, rozwinęli nową cywilizacye duchowną, tak dobitnymi rysy, odznaczającą Europejczyka, od pokoleń dwóch innych części świata. Dzicy ludzie, których jakieś szczątki pozostają po stepach i pustyniach Ameryki, zawiedli nadzieje nawet Missyonarzy Chrystusa, by mogli przyjąć cywilizacyą. Wszelkie zawady co je skłonnościom stawi choćby sama przyzwoitość, mając za niewolę, nawet od ludożerstwa odzwyczaić się nie mogą; a nic od Europejczyka nie przyjmując, prócz jego gorzałki, znaleźli w niej środek zniszczenia większy od wszystkich najkrwawszych wojen, i coraz umniejsza się liczba tych dzikich ludzi, nim oni znikną zupełnie, nie w cywilizacyi, ale w grobie. Niechże każdy, który w swawoli swojej utyskuje na te wędzidła, które w życiu towarzyskiem co krok napotyka, spojrzy na Irokieza lub Algonkwina, którego przodki może mało co mniej byli ukształceni od niego samego”. Tyle Rzewuski Henryk. Dzisiaj trochę więcej wiemy o poczynaniach i motywacjach owych „Missyonarzy Chrystusa” w Ameryce i o kulturze „Indian”obu Ameryk. Indianie, przed haniebną kolonizacją Europejczyków – mieli swoją „religię”, która „nakazywała im harmonijne współistnienie z siłami natury, niebem i ziemią, zwierzętami i roślinami”. Gorzałę przywieźli im przyzwoici barbarzyńcy Europejczycy. Trudno też posądzać Kingę Dunin o ludożerstwo, a bogu ducha winną Kazimierę Szczukę w to wszystko mieszać; zwyczajnie z poczucia przyzwoitości, nie uchodzi.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama