7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

19 lutego 2013

Beczką przez bezdroża Sahary

Beczką przez bezdroża Sahary

7 dni
Swoje wyprawy w nieznane traktują jako podróż w czasie. Ich wehikułem czasu jest 30-letni Mercedes W123, zwany potocznie „beczką”. Tym razem potoczyli się w niej z Częstochowy do Maroka. - Planujemy wrócić pod koniec miesiąca. No chyba, że nam się bardzo spodoba... - żartowali jeszcze przed wyjazdem Marcin Kusiński i Grzegorz Mietelski. Dzień później, 2 lutego ruszyli beczką w ekspedycję "Sahara 2013". Wyprawa wciąż trwa...

Droga ważniejsza niż cel
„Beczką przez świat” to inicjatywa nieformalna, zawiązana przez ludzi w różnym wieku i o różnych profesjach. Łączy ich ciekawość świata, pasja podróżowania, otwartość na nowe wyzwania. Czasem wyprawiają się w pojedynkę, innym razem zespołowo. Skład ekipy się zmienia, choć jego trzonem jest Marcin i Grzegorz. Podróżują w różne zakątki świata - europejskie, afrykańskie, a w przyszłości może też azjatyckie. Bez pośpiechu, sztywnego grafiku, gorączkowego planowania, wygodnickich rezerwacji. - Trasę naszej wyprawy wyznaczamy pobieżnie, znamy oś podróży, ale jesteśmy otwarci na zmiany, spontaniczne decyzje. W tegorocznej wyprawie pierwszym naszym przystankiem będzie tradycyjnie Stuttgart, na pewno też zatrzymamy się w Barcelonie. Z Hiszpanii przeprawimy się na afrykański ląd: Rabat, Casablanka, Marakesz, kazby Taourirt i Ait Benhaddou, czyli Sahara Zachodnia – zapowiadał Grzegorz. - Nie ścigamy się z czasem, nie planujemy podróży szczegółowo. Dajemy sobie luz; jeśli zobaczymy coś ciekawego, to po prostu zatrzymamy się tam na dłużej – dodał Marcin.
Nie dla każdego
Podróż na własną rękę daje im nie tylko swobodę, ale i oszczędności. Wszystkie wyprawy z serii „beczką przez świat” są niskobudżetowe. - Zamierzamy przemierzyć 12 tysięcy kilometrów, więc większą część naszego budżetu pochłonie benzyna, wiadomo. Ale koszty są i tak nieporównywalne mniejsze niż gdybyśmy korzystali z biura podróży. Naszą 3-tygodniową wyprawę do Maroka oszacowaliśmy na 6 tys. zł, czyli 3 tysiące na osobę. Nocleg jest sprawą drugorzędną – w Europie będziemy sypiać u znajomych lub u ludzi z kręgu couchsurfingu. W Afryce zamierzamy korzystać z hosteli, campingów lub po prostu skrawka ziemi pod gołym niebem, najchętniej z plaży - zapowiadali chłopaki. Przyznali też, że nie każdy nadaje się do tego typu ekspedycji. Ich sposób podróżowania wymaga poświęcenia, rezygnacji z codziennej wygody, gotowości do podejmowania ryzyka. Jednak w zamian daje możliwość podejmowania nowych wyzwań, niepowtarzalnej przygody, głębszego wniknięcia w odmienną społeczność i kulturę.
Nie być turystą
„Beczkopodróżnicy”, jak przyznają, opierają swoje wyprawy na kontakcie z miejscową ludnością. Nie zawsze jest to łatwe, choćby przez barierę językową. - Zawsze można porozumieć się na migi, mową ciała, czasem nawet wystarczy uśmiech. Ma to swój urok. – mówią. - Staramy się też omijać większe miasta i turystyczne zbiegowiska. Informacje o tym, co warto zobaczyć, zdobywamy od miejscowej ludności, a stołujemy się lokalnie, często na stojąco – idziemy tam, gdzie największa kolejka tubylców. Dzięki temu wzbudzamy zainteresowanie mieszkańców, zdobywamy ich sympatię, choć staramy się nie rzucać w oczy, żeby nie kusić naciągaczy – nie obnosimy się z bagażem, nie rozglądamy nerwowo, nie pokazujemy chwilowej dezorientacji. Naszym atutem jest też beczka -
90 procent marokańskich taksówek to właśnie mercedesy, więc się nie wyróżniamy. Nam nie chodzi o show, tylko o asymilację i poznanie prawdziwego życia tamtejszej społeczności. Beczka jest naszym sprzymierzeńcem w tej sprawie.

Nie pierwszy raz
„Beczkopodróżnicy” nie zawsze podróżują w odległe miejsca, choć raz w roku wyruszają w dalszą wyprawę. W tym roku wybór padł na Maroko, ale nie po raz pierwszy. Pierwszy raz udali się tam w 2010 roku. Muzułmanie obchodzili wówczas ramadan. Po przekroczeniu granicy okazało się, że nigdzie nie można kupić waluty (nie pracowały ani sklepy, ani banki), a podróżnicy nie zaopatrzyli się w wodę; w dodatku zepsuło im się sprzęgło w samochodzie. Poratował ich mężczyzna z komisariatu – pomógł w naprawie, a po zachodzie słońca zaprosił na poczęstunek. Dlatego teraz podróżnicy przyznają – w przygotowaniu się do wyprawy bazą jest przyswojenie podstawowej wiedzy o kulturze i zachowaniach ludzi. - W Maroku byliśmy krótko. Ze względu na ramadan odczuwalna była nerwowość społeczna, staraliśmy się jeść i pić dyskretnie, aby nikogo nie urazić. Poznaliśmy kraj wprawdzie ubogi (widok ludzi śpiących na chodnikach nie należy do rzadkości), ale bezpieczny i gościnny. Typowy Marokańczyk mieszkający gdzieś w górach czy na wsi to człowiek otwarty i przyjazny, który zaprosi do domu na herbatę miętową, nie oczekując nic w zamian. W 2010 roku nie zdążyliśmy w pełni nacieszyć się tym krajem. Teraz to sobie odbijemy. Zamierzamy surfować, poznać głębiej tamtejszą kulturę i kilka dni zadomowić się na pustyni – wprawdzie nie mamy samochodu  terenowego, ale zaopatrzyliśmy się w kompasy i mapy. W Marakeszu dołączą do nas znajomi, którzy nie mogli zabrać się z nami beczką – przylecą samolotem i potem wspólnie udamy się na pustynię – relacjonowali.

- „To był dopiero samochód!” - słyszę czasami od innych kierowców, którzy orientują się w historii motoryzacji. Fakt, to samochód z duszą, dlatego nasz wyjazd traktujemy także jako podróż w czasie. Beczka skończy w maju 30 lat i nadal zapewnia nam komfort podróżowania. Śmiejemy się, że już nie raz udowodniła, że wiek nie gra roli – sprawdziła się w naszej wyprawie do Afryki, Skandynawii i w Alpy Francuskie. Ufamy, że teraz też nas nie zawiedzie – mówił Marcin. O tym, jak beczka spisała się na bezdrożach marokańsskiej pustyni i czy częstochowscy podróżnicy spotkali Tauregów, dowiemy się z początkiem marca...

 

Na zdjęciu: Marcin Kusiński, Grzegorz Mietelski i Beczką tuż przed wyprawą "Sahara 2013".

Więcej informacji o projeckie można znaleźć na stronie: www.beczkaprzezswiat.com.


Ilona Matuszczak

Komentarze (1)

20 lutego 2013

Grzechu świetnie :)


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama