7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

17 stycznia 2013

Matyjaszczyk tłumaczyć się nie musi

 Matyjaszczyk tłumaczyć się nie musi

7 dni
W zasadzie nie wiadomo, dlaczego media lokalne przeszły wobec decyzji Rady Miasta obojętnie... W zasadzie nie wiadomo, dlaczego sami radni pozwolili prezydentowi Matyjaszczykowi całkowicie się ubezwłasnowolnić... I w zasadzie ciśnie się na usta oczywisty wniosek: Rada Miasta nie jest już nikomu potrzebna!

Na początku 2012 roku częstochowscy radni większością głosów podjęli uchwałę o przekazaniu prezydentowi miasta pełni władzy nad miejskimi spółkami. W dokumencie czytamy: „w sprawie określenia zasad wnoszenia, cofania i zbywania udziałów i akcji w spółkach prawa handlowego przez Prezydenta Miasta Częstochowy”. Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że Matyjaszczyk miejską spółkę może sprzedać, jakąkolwiek inną kupić i nikomu nic do tego, a szczególnie radnym. Tak też się stało nie tak dawno, gdy prezydent przekazał Agencji Rozwoju Regionalnego w Częstochowie trzy działki w centrum miasta. Najpierw jednak odebrał te tereny innej spółce miejskiej – ZGM-owi. Czemu służyć miał ten manewr własnością miasta? Tego nikt na razie nie wie, bo zgodnie z podjętą przez radnych uchwałą Matyjaszczyk przed nikim nie musi tłumaczyć się z prezentu dla ARR. Nikt też nie zadał pytania: po co Agencji działki i stara kamienica przy Al. NMP 49? W jakim celu podwyższony został kapitał tej nieaktywnej i wręcz zbędnej spółki miejskiej? Dlaczego ARR zyskał kosztem uszczuplenia majątku ZGM-u?

Temat wydaje się na tyle interesujący, że do dyskusji zaprosiliśmy Artura Sokołowskiego, byłego prezesa spółki skarbu państwa.

BIAŁA FLAGA RADY MIASTA

Ustawodawca w ustawie o samorządzie gminnym przewidział możliwość ustalenia zasad rządzących nabywaniem i zbywaniem spółek przez samorząd lokalny. To rada miasta na mocy uchwały wskazuje, gdzie zaczyna się i kończy samodzielność organu wykonawczego gminy, czyli wójta/burmistrza/prezydenta. Taka regulacja w pewnych sytuacjach może być przydatna – bo czy na przykład każde wniesienie aportem [wkład wspólnika do spółki, wnoszony w formie pieniężnej lub rzeczowej – red.] przez miasto do własnej spółki nowo wybudowanego odcinka wodociągu wymaga zgody rady miasta w formie uchwały?

W Częstochowie przez wiele lat uchwały rady miasta o zasadach w kwestiach spółek nie było. Oznaczało to w praktyce tyle, że kilka razy w roku rada miasta musiała się pochylić nad prezydenckimi projektami uchwał dotyczących przeważnie dokapitalizowania komunalnych spółek. Ale od roku uchwała już funkcjonuje – z inicjatywy prezydenta miasta, a jakże… A w niej jest czarno na białym, że rada wywiesiła białą flagę i prezydent może wszystko. WSZYSTKO!!! To nie jest ponury żart – w świetle obowiązującej uchwały jednoosobowo na podstawie zarządzenia prezydent miasta ma możliwość sprzedać, kupić, przekształcić i dokapitalizować w dowolny sposób każdą miejską spółkę. Czy z tego prawa korzysta? Oczywiście…

Weźmy np. „Zarządzenie nr 815/12 Prezydenta Miasta Częstochowy z dnia 4 czerwca 2012 r. w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego Agencji Rozwoju Regionalnego w Częstochowie S.A. poprzez wniesienie aportu rzeczowego oraz wkładu niepieniężnego”. Co zarządził z upoważnienia prezydenta miasta Jarosław Marszałek – 1. zastępca prezydenta? Otóż wniósł on tym zarządzeniem miejską nieruchomość o pow. 3000 m.kw. położoną w reprezentacyjnym miejscu, tj. w al. NMP 49 (III Aleja, obok budynku popówki) jako aport rzeczowy o wartości ponad 2 mln zł do ARR. Dlaczego właściwie to zrobił? Jeżeli czytelnik w tym miejscu spodziewa się wyszukanej odpowiedzi, odpowiem krótko – BO MÓGŁ. Upoważniła go do tego wyżej opisana uchwała rady miasta. Nie dziwi zatem, że w zarządzeniu prezydenta nie ma nawet słowa uzasadnienia dla podjętych działań. Co dalej z podarowaną nieruchomością zrobi ARR – ooo, a cóż was to obchodzi Szanowna Rado i Wy, drodzy mieszkańcy? To już przecież wewnętrzna sprawa spółki i jej organów.

Jako puentę dowcipu, jaki urzędujący prezydent spłatał urzędującej radzie miasta przytoczę §7 nieszczęsnej uchwały, który mówi o tym, że o każdym podjętym działaniu prezydent miasta ma obowiązek radę miasta poinformować na najbliższej sesji po zakończeniu operacji nabycia, zbycia itp. Jest to jedyne uprawnienie Rady Miasta Częstochowy wynikające z tej uchwały. Wyobraźcie sobie państwo taką oto scenkę… Sesja rady miasta, prezydent Matyjaszczyk wychodzi na mównicę i w ramach bieżącej informacji międzysesyjnej oznajmia: „Szanowna Rado, miło mi jest Was poinformować, że po wielokrotnie powtarzanych publicznych zaproszeniach ogłaszanych w „Przeglądzie Sportowym” udało mi się w końcu sprzedać 100% udziałów w Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym, Oczyszczalni Ścieków i Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej firmie „Wołomin & China Partners”. Cena zbycia nie jest niestety zbyt atrakcyjna, bo… (i tu następuje przydługi wywód bazujący na ustawach o komercjalizacji i prywatyzacji, o gospodarce komunalnej i na rozporządzeniach wykonawczych mówiących, o ile można cenę w kolejnych podejściach obniżyć). Ale nie martwcie się, Szanowna Rado, bo w zamian poczyniłem rewelacyjną inwestycję, kupując 100% udziałów w spółkach „Różowy Domek” GmbH z siedzibą w Amsterdamie oraz „Łaźnia Więzienie Tureckie” sp. z o.o. z siedzibą w Pcimiu Dolnym – także miło mi zaprosić Szanowną Radę na wyjazdową sesję wedle wyboru Państwa Radnych…”

Że to niemożliwe? Być może, ale w świetle prawa lokalnego obowiązującego w Częstochowie jest jak najbardziej legalne i dozwolone dla prezydenta miasta.

Przed napisaniem powyższego tekstu postanowiłem upewnić się, czy Częstochowa nie uległa czasem jakiemuś owczemu pędowi, obligującemu rady miast do uchwalania podobnych uchwał. Rzeczywiście - są samorządy, które w ostatnim czasie podjęły uchwały o zasadach nabywania i zbywania udziałów w spółkach, ale z jakże odmiennym zakresem uprawnień dla władzy wykonawczej niż w Częstochowie… W Warszawie obowiązuje Uchwała nr XXXV/842/2012 z 19 kwietnia 2012 – ku mojemu zdziwieniu pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz dysponująca (w przeciwieństwie do prezydenta Matyjaszczyka) absolutną większością w radzie miasta, ma w niej bardzo mocno związane ręce na rzecz radnych. Nieco zbliżoną w treści do częstochowskiej uchwałę podjęła w dniu 23 października 2012 Rada Miejska w Elblągu (Nr XVIII/490/2012). Zasadnicza różnica na niekorzyść Rady Miasta Częstochowy polega jednak na tym, że tamtejszy prezydent (również dysponujący większością głosów w radzie) może bez zgody rady sprzedawać jedynie mniejszościowe udziały w spółkach komunalnych. Efekt podjęcia elbląskiej uchwały? Potężna burza, która przetoczyła się przez lokalne media, oskarżenia opozycyjnych radnych pod adresem prezydenta Elbląga o zamysł sprzedaży miejskich dobrze prosperujących spółek, zawiązanie się komitetu referendalnego (oczywiście ww. uchwała nie była tu jedynym powodem) - aktualnie w Elblągu trwa przygotowanie do akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta.

A w naszym lokalnym samorządzie cisza. Mam przyjemność znać osobiście wielu radnych (z różnych klubów wchodzących w skład Rady Miasta), większość z nich lubię i szanuję. Jednak twierdzącej odpowiedzi na proste pytanie: „Czy wiecie, co tak naprawdę uchwaliliście?” nie uzyskałem jak dotąd od nikogo. Nie znam też odpowiedzi na pytanie, kto imiennie z państwa radnych zagłosował za przyjęciem niniejszej uchwały i jakie motywy nim kierowały. Zastanawia mnie, jak wyglądała dyskusja przed podjęciem tej uchwały na sesji rady i na komisjach. Jakie pytania zadawała przed głosowaniem projektu uchwały prezydentowi i jego przedstawicielom opozycja (jeżeli założyć, że takowa w ogóle w Radzie Miasta Częstochowy istnieje)? Doskonale rozumiem za to motywy i cel, jaki przyświecał autorowi/autorom powyższego projektu uchwały. Rozumiem, to nie znaczy pochwalam…

Zdaję sobie sprawę, że opisując zagadnienie modelu zarządzania miejskimi spółkami nie da się uciec od lokalnej polityki. Tak się składa, że sam w latach 2006-2008 odpowiadałem jako urzędnik w magistracie za nadzór właścicielski nad spółkami komunalnymi. Ówczesnemu prezydentowi, Tadeuszowi Wronie, przy wszystkich jego wadach i zaletach, do głowy by nie przyszło dokonywać jakichś dziwnych i niezbyt zrozumiałych ruchów na majątku miejskich spółek, nie mówiąc już nawet o podejmowaniu ich bez zgody rady miasta. W związku z tym nie było wówczas uchwały o zasadach nabywania i zbywania udziałów, bo dobrą praktyką było właśnie każdorazowe transparentne przedstawianie przez prezydenta Radzie Miasta pod głosowanie planów i zamierzeń w tym zakresie - nawet, jeśli były to tak kontrowersyjne i trudne tematy, jak przekształcenie Szpitala Miejskiego w spółkę prawa handlowego. Regułę tę stosował z powodzeniem również pełniący funkcję prezydenta przez kolejny rok Piotr Kurpios. Co zatem zdecydowało, że prezydent Krzysztof Matyjaszczyk uznał, że jest gotów wyręczyć radę miasta z ciążącej na niej odpowiedzialności? Co skłoniło radnych do złożenia tego brzemienia na ręce prezydenta?

Nawiasem mówiąc, warto porównać kondycję miejskich spółek 5 lat temu i obecnie – stawiam dolary przeciw orzechom, że w chwili obecnej jest ona wyraźnie słabsza i nic nie wskazuje na zmiany w tej tendencji (tajemnicą poliszynela są kłopoty finansowe m.in. MPK czy ARR). Problem w tym, kto ma tę kondycję porównywać, skoro częstochowskich radnych najwyraźniej ta tematyka nie interesuje. Nie ukrywam, że przypadek dobrowolnego wycofania się przez Radę Miasta Częstochowy z wykonywania przez nią ustawowych uprawnień, stanowiących do tego istotną część sprawowania mandatu radnego, rzuca bardzo złe światło na obecną radę. Innego wymiaru nabiera w tej sytuacji obywatelski wniosek popierany przez NSZZ „Solidarność” Regionu Częstochowskiego zmierzający do znaczącego zmniejszenia diet radnych. Sami Państwo Czytelnicy oceńcie – jeżeli ktoś dobrowolnie zrzeka się olbrzymiej części roboty, jaką na niego złożyli mieszkańcy, dając mu w ręce mandat radnego, jakie ma moralne prawo otrzymywania wynagrodzenia za tę robotę? Waga funkcji opiniodawczo-kontrolnej rady miasta w stosunku do organu wykonawczego, jakim jest prezydent miasta, jest nie do przecenienia – nie znam drugiego takiego przypadku w polskim samorządzie, by doszło do tak bezwarunkowej kapitulacji z przypisanych radzie praw.

Kończąc już ten niewesoły wywód, zwracam uwagę na kilka aspektów całej sytuacji:
1. Miała już miejsce w dziejach częstochowskiego samorządu sytuacja, w której w mieście współrządziła, a następnie rządziła formacja polityczna zawiadująca Częstochową także i obecnie. Smutną pozostałością tamtych czasów był majątek miejski, który wskutek różnych mało zrozumiałych działań został wytransferowany w mieszane publiczno-prywatne podmioty („Zieleń Miejska”, „Częstochowska Grupa Kapitałowa” itp.). Wiele lat trwało sądowne odzyskiwanie przez Urząd Miasta Częstochowy nieruchomości będących przedmiotem różnych mniej lub bardziej niekorzystnych dla miasta aportów, dzierżaw itp. Niektóre z nich udało się po ciężkich prawniczych bojach odzyskać do miejskich zasobów (willa generalska – al. Wolności 30, dawny Zakład Zieleni Miejskiej – ul. św. Barbary 107, parking na rogu ul. Śląskiej i Waszyngtona, park wypoczynkowy Lisiniec), inne przeszły nieodwracalnie w obce ręce. Mam nadzieję, że częstochowski samorząd za kilka lat nie będzie musiał ponownie dokonać oszacowania „krajobrazu po bitwie”…
2. To, co napiszę teraz, zapewne nie spodoba się lokalnej dziennikarskiej braci, ale odczuwam duży niedosyt w informowaniu mieszkańców naszego miasta o sprawach naprawdę dla jego przyszłości istotnych. Za taki problem niewątpliwie należy uznać pozbawienie się przez Radę Miasta Częstochowy kontroli nad losami miejskich spółek. Gdzie były lokalne media, kiedy zapadały tak ważkie dla częstochowskiego samorządu na przyszłe lata decyzje? Kto na łamach mediów tradycyjnych lub elektronicznych w styczniu 2012 dostrzegł problem i wywołał dyskusję w związku z tematami poruszonymi przeze mnie dzisiaj?
3. Apeluję do mieszkańców Częstochowy, tych aspirujących do funkcji tzw. elity miasta i tych zwykłych obywateli – nie odwracajmy się plecami do tego, co się dzieje w naszym mieście. Reagujmy, piszmy, krytykujmy, działajmy, organizujmy się - nie tylko wtedy, kiedy to właśnie nam personalnie dzieje się krzywda. Żyjemy w czasach, w których poczucie odpowiedzialności obywatelskiej (w tym przypadku za dalsze losy naszego miasta) nabrało wielkiej wagi i będzie nam niezwykle potrzebne.

Artur Sokołowski

*

Trudno się z panem Arturem nie zgodzić, chociaż władze miasta i radnych potraktował dość łagodnie. Skoro prezydent może szafować spółkami i ich mieniem według własnego widzimisię lub – co gorsza – w imię partykularnych interesów, to tym samym daje nam wolną rękę do drobnych spekulacji. Niech przykładem będzie kwestia dokapitalizowania ARR. Prezydent hojną ręką obdarował rozleniwioną i rozrzutną spółkę miejską nieruchomością z gruntami. W tej sprawie o kamienicę raczej nie chodzi, bo stara i za chwilę się rozsypie, ale teren – jak najbardziej: Aleja 49 to idealny punkt na kolejny market czy prywatny parking. Kwestią czasu pozostaje, za ile i komu obszar ten zostanie sprzedany. Na kamienicę ARR już szuka kupca. Szkoda tylko, że na transakcji nie zarobi miasto, tylko ARR – spółka, która nie potrafi na siebie zarobić, choć powstała w celu szerzenia idei przedsiębiorczości. Sprawa jest o tyle bulwersująca, że wraz z powiększeniem kapitału, ARR-owi przysługuje większe dofinansowanie ze strony właściciela, którym jest miasto. Spółka zyskała zatem dwukrotnie! Wszystko to dzieje się w świetle prawa lokalnego legalnie, a naszym samorządowcom nic do tego. I w ten sposób dochodzimy do sedna: po co nam taka Rada Miasta, której przedstawiciele nie tylko nic nie wiedzą, ale też nic nie mogą?

Do tematu powrócimy.


Renata R. Kluczna

Komentarze (0)

Brak komentarzy

Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama