7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

28 grudnia 2012

Bezowocna sesja

Bezowocna sesja

7 dni
- Czas skończyć dzielnicowe kłótnie – takimi słowami dyscyplinował przewodniczący Rady Wolski podczas ostatniej sesji w tym roku kolegów radnych. Patrzył przy tym nerwowo na zegarek, co wcale nie pozbawione było sensu. Tak wielu ważnych punktów do uchwalenia, jak ustawa śmieciowa czy budżet miasta na cały przyszły rok – jeszcze na żadnej tegorocznej sesji nie było. A czasu mało, bo Sylwester tuż,tuż.

Dzisiejsza sesja to... żenada. Zaczęło się od uchwały śmieciowej, a w zasadzie braku uchwały. Nadal mieszkańcy Częstochowy nie wiedzą, ile będą płacić za śmieci i według jakiej metody będą rozliczani. Jedyne co wiadomo to fakt, że za obsługę systemu gospodarowania odpadami odpowiadać będzie Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne (wysypisko śmieci w Sobuczynie). Radni zapowiedzieli, iż podczas kolejnej sesji podejmą w tej sprawie więżące decyzje. Trudno powiedzieć, czy zdążą, bo najprawdopodobniej zadecyduje za nich wojewoda. Ustawa bowiem mówi, że jeśli władza lokalna do końca 2012 roku samodzielnie nie ustali zasad funkcjonowania systemu, rozwiązania narzuci władza z zewnątrz.
Po przerwie radni ponownie zasiedli do obrad. I się zaczęło... Odrzucanie poprawek do uchwały budżetowej radni przeprowadzali z tempie ekspresowym. Widownia na sali miała niezły ubaw: wniosek, radni „przeciw”, wniosek „odrzucony” - i następny, i kolejny.  Wnioski mniej lub bardziej sensowne (przykład: radna Kunicka wnioskowała o kocyki dla niemowląt za 40 tys. zł.), wszystkie jednak nieprzemyślane, i nierealne do przyjęcia przez większość. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet autorzy wniosków nie wierzyli we własne pomysły, a gros poprawek była pisana pod publikę. Radni wyraźnie nie chcieli zmieniać budżetu zaproponowanego przez Matyjaszczyka. Zresztą... pozostawianie tak ważnych kwestii, jakimi są przyszłoroczne wydatki miasta na ostatnią sesję, zakrawa na kpinę z mieszkańców.


RK

Komentarze (1)

31 grudnia 2012

MIEJSKA BEZRADA Po raz kolejny widać, że „naturalny” – no bo czegóż można się spodziewać po takiej reprezentacji „samorządowej” (vide publikowany serial 7. dni „Jak kupić radnego?”) – i permanentny stan zamętu pseudoidelogiczno-personalnego w częstochowskiej radzie miasta VI. kadencji trwa. Zważywszy na kaliber osobowości w niej zasiadających nie należy się spodziewać jakiejkolwiek zmiany w treści i formie wykonywania przypisanych „radzie” prawem zadań, a w tym w szczególności: stanowienia o kierunkach działania prezydenta miasta oraz przyjmowania (lub nie) sprawozdań z jego działalności, uchwalania budżetu miasta i rozpatrywania sprawozdania z jego wykonania oraz podejmowanie uchwały w sprawie udzielenia lub nieudzielenia absolutorium z tego tytułu, podejmowania uchwał w sprawach podatków i opłat lokalnych czy też, świadomego skutków, uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i programów rozwoju miasta – polityki miejskiej. Przy takim głębokim deficycie kompetencji, radnych – organu stanowiącego i kontrolnego oraz organu wykonawczego – prezydenta miasta z zapleczem, do skutecznego „rządzenia”, przy tej „organowej”, pożałowania godnej, niemocy intelektualnej do rozwiązywania problemów i odpowiedzialnej zmiany miejskiej rzeczywistości … może być tylko smutniej, choć dla niektórych to forma popkulturowej rozrywki kabaretowej pt. „Radni w swym codziennym znoju”… A jakie toto pewne swego, zapatrzone samo w siebie i zajęte budowaniem swych folwarków i „legend”. Nic to, autokompromitacja tego towarzycha pozorantów – ze, słabą, bo słabą, ale jednak demokratyczną legitymacją do „rządzenia” – nie rozwiązuje problemu marnej jakości zarządzania miastem. Ignorowanie bezproduktywnych poczynań obecnej „władzy” – po owocach ich poznacie – też jest jałowe i już nudne. Nie widać, niestety, realnej alternatywy dla tego patologicznego stanu alienacji władzy z jednej strony i absolutnej pasywności i obojętności na sprawy publiczne większości mieszkańców-wyborców – z drugiej. Zanosi się na utrwalenie tego stanu zubożenia intelektualnego i kulturowego miasta, a w konsekwencji bylejkości zarządzania jego rozwojem, które najpewniej pogrąży nasze miasto na pokolenia w stanie „zwijającej się” prowincjonalnej peryferii. No chyba, że społeczny bunt i niezadowolenie znacznej części mieszkańców zmiecie tych miglanców ze scenki i stworzy miejsce dla kolejnych aspirantów do „władzy”. Niestety, wiele faktów i procesów społeczno-gospodarczych, rozgrywających się w skali lokalnej i krajowej, wskazuje na to, że lepiej już było, a gorzej być może… Ale sitwalizm darmozjadów, jak pokazuje życie, reprodukuje się w kolejnym pokoleniu funkcjonariuszy publicznych i ma się dobrze. Nikt nie pyta o budżet miasta na 2013 rok, nikt nie dyskutuje wieloletniej prognozy finansowej kolejnych budżetów, nikt nie kwestionuje priorytetów polityki miejskiej, czy nikt ich nie ma, czy są niejawne albo i obojętne czyli nieważne? Notabene, czyż nie jest to dowodem arogancji władzy, że na sesji budżetowej, poświęconej dyskusji i uchwalaniu budżetu miasta, kluczowego dokumentu polityki miejskiej każdej gminy, w porządku obrad pojawia się ponad 40. innych punktów porządku obrad? A „opłaty śmieciowe” – za odbiór śmieci, od lipca 2013 roku, zapewne zostaną ustalone na poziomie ca 15 i 20 zł od osoby. Wysokość stawki będzie zależała od tego, czy odpady będą segregowane czy nie. Dla częstochowskiej czteroosobowej rodziny segregującej śmieci będzie to wydatek rzędu 60 złotych miesięcznie, dla niesegregującej - 80 złotych (mała zachęta do segregacji śmieci „u producenta”). Nie jest wykluczone, że pojawi się możliwość zróżnicowania tych stawek dla mieszkańców domów jednorodzinnych i wielorodzinnych bloków… Te czy inne stawki „opłaty śmieciowej” mają się zapewne nijak do realnych kosztów odbierania, transportu i utylizacji oraz utrzymanie punktów selektywnej zbiórki śmieci i administracji gminnego systemu śmieciowego – tego nie wie nikt i to jest granda. Przecież szacunki kosztów (i korzyści) alternatywnych wariantów rozwiazań lokalnego/regionalnego systemu gospodarki odpadami winny być już dawno opracowane i upublicznione. Żadne „niedoróbki” czy ułomności ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, która weszła w życie 1 stycznia 2012 (sic!) i która wprowadza europejsie standardy zagospodarowania odpadów komunalnych w Polsce, nie mogą być usprawiedliwieniem czy alibi dla nicnierobienia lokalnej władzy. To brak profesjonalizmu, lenistwo umysłowe, brak współodpowiedzialności za dobro wspólne, to wreszcie wyraz lekceważenia sytuacji finansowej wielu częstochowskich, biednych gospodarstw domowych z trudem wiążących koniec z końcem, a bywa wręcz żyjących z „segregacji” odpadów w coraz częściej zamkniętych miejskich „śmietnikach” blokowych… Tylko ignorant, zadowolony z siebie pseudopolityk, nie dostrzega prawdziwych problemów trapiących naszą społeczność, nie dostrzega jej materialnej i mentalnej biedy, która jeszcze milczy, tylko tu i ówdzie nieśmiało się poskarży czy zaprotestuje, ale ciemne chmury już gromadzą się na horyzoncie zdarzeń…


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama