7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

08 listopada 2012

FELIETON: Z dumą stać za Prezydentem

7 dni
Tak listopadowo, a więc smutno i na poważnie. Bo to taki miesiąc, gdzie chandra miesza się z mgłą i pokrywa mokrymi liśćmi. Marynarz tęskni za grogiem, pingwin za Madagaskarem. A Polak? Polak cieszyć się ma, bo ma swoje Święto Narodowe.

Listopad w 1918 roku mroził śniegiem z deszczem. Opału nie było, tak jak i żywności. Wojna zniszczyła, co zniszczyć mogła, okupant ukradł, co było do ukradzenia. Hiszpanka uśmiercała dzieci, a po ulicach żebrali inwalidzi wojenni z przypiętymi do wytartych kapot orderami za męstwo.
Ale prócz tego było coś, co Kaden Bandrowski nazwał obcesowo: „radość z odzyskanego śmietnika”. Bo ten śmietnik, te ruiny, ta nędza – to wszystko było już nasze, polskie; bo w tej jesiennej szarudze wybuchnęła nam Polska, darowano nam wolność.
Było nasze państwo, nasza duma i odpowiedzialność. Odpowiedzialność nakazała zadbać o leczenie i nakarmienie dzieci, o zabezpieczenie bytu inwalidów, o odbudowanie domów i zakładów pracy. Było to tak samo ważne jak krew przelewana w obronie granic Niepodległej. W naszą dumę wpisał się port w Gdyni, kombinat w Stalowej Woli, kolej Herby-Porty, klinkierowa autostrada z Warszawy przez Częstochowę do Katowic. To było dla nas zaprzeczeniem stereotypu, że Polacy rządzić się nie potrafią, że dać Polsce niepodległość to jak chłopu zegarek.
Były podziały większe i silniejsze niż obecnie. Zamordowano Prezydenta Rzeczypospolitej, rozlana w bratobójczych walkach krew wsiąkała w bruk prawie każdego miasta, była hańba Berezy i tępa głupota zadufanych polityków, „właścicieli RP”. Ale przynajmniej raz w roku, w Święto Niepodległości, ta małość ustępowała wielkości. Bo jaka by nie była - to była nasza Polska, nasza Rzecz Pospolita. Można było być przeciwnikiem rządu, można było mieć plecy granatowe od pały  policjanta, można było mieć za sobą wspomnienia tortur w Berezie... Ale 11 listopada trzeba było z dumą stać za Prezydentem Rzeczypospolitej, bo on uosabiał autorytet naszego państwa.
Potrafiono rozdzielić szacunek do państwa od krytycyzmu do rządu czy osobowej oceny ludzi sprawujących funkcję Prezydenta: Narutowicza, Wojciechowskiego, Mościckiego. Tak jak i dziś można i należy zachować suwerenne prawo własnego zdania o Lechu Wałęsie, Aleksandrze Kwaśniewskim, Lechu Kaczyńskim i Bronisławie Komorowskim. Ale szanować trzeba urząd, szanować powierzony im Majestat Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Bo każdy z wymienionych był i jest naszym Prezydentem naszego Państwa.
Jest dziś tak, jak jest. Nie narodziła się w III RP duma z „odzyskanego śmietnika”. Nasze święto naszego państwa próbują zawłaszczyć bandy partyjnych kiboli. Nie przychodzi im do głowy, że nie może nazywać siebie patriotą ktoś, kto szarga autorytet własnego państwa. I nie może nazywać siebie obrońcą tolerancji ktoś, kto z buta traktuje wyznawców innych poglądów.
Kibole mają swój stadion i strefy kibica. Jak potrzeba, można im jeszcze klatki postawić, by w nich wyładowywali się na ustawkach.  Ale niech nie niszczą tego, co święte...


Jarosław Kapsa

Komentarze (1)

08 listopada 2012

Pięknie powiedziane, ale wołanie o dzisiejsze opamiętanie - daremne. To nie jesienna infekcja, którą leczy nalewka, to rak, który toczy państwo i jego samorządy w terrorze miernoty i paranoicznych urojeń... Dzisiaj wspólne święta - jak przystało na katolicki, nominalnie w większości, kraj - nie są, niestety, możliwe... Dzisiaj żadnej "świętości" nie ma... PS Aż prosi się by jednak w tym kontekście przypomnieć słowa i oceny, wciąż aktualne, Józefa Piłsudskiego Marszałka Polski: - Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy, ale i te: - Z szanowania wzajemnego wypływa moc wielka w chwilach trudnych...


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama