7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

02 listopada 2012

Nasze mity i hity (4): Zagłada Budapesztu

7 dni
Była to jedna z najkrwawszych bitew II wojny światowej, porównywalna w zaciekłości walk i liczbie ofiar ze Stalingradem. Obrona, a raczej zagłada Budapesztu w 1945 r. nie przyszła do historii jak budujący naszą tożsamość mit Powstania Warszawskiego. Pozostała jak skrywana trauma, do dziś wstydliwie amputowana z węgierskiej pamięci. Trudno nam dziś ogarnąć myślą skalę strat: blisko 200 tys. zabitych żołnierzy po obu stronach, ponad 300 tys. zabitych wśród ludności cywilnej, zniszczonych 80 proc. budynków Budapesztu.

Zapatrzeni we własną przeszłość nie dostrzegamy nieszczęść bliskich sąsiadów. Modna dziś historia alternatywna otworzyła ożywioną dyskusję rozważającą, co by było, gdyby w 1939 r. Polska zdecydowała się na alians z hitlerowskimi Niemcami. Brak było w tych dyskusjach odniesień do bliskich analogii. Wszak Polska była wyjątkiem w gronie państw i narodów Europy Środkowej. W obliczu diabelskiej alternatywy miedzy totalitaryzmami Hitlera i Stalina większość jako mniejsze zło wybrało Niemcy.


Węgry były w specyficznej sytuacji. Były największym przegranym I wojny światowej, pokój w Trianon pozbawił Królestwo Węgierskie ziem należących do ich państw od średniowiecza, zamieszkałych przez 3 mln. Węgrów. Był to więc dramat porównywalny z rozbiorami Polski. Skutkiem klęski nastąpił całkowity rozpad państwa, powstała na gruzach Węgierska Republika Rad stała się doświadczeniem krwawych zbrodni komunistycznych. Byt państwa uratował admirał Miklos Horthy; był on dla naszych „bratanków” tym, czym dla nas Piłsudski. Tożsamość przedwojennych Węgrów budowała się na resentymentach: „nie, nie, nigdy” - prawdziwy Węgier miał nigdy nie pogodzić się z krzywdą pokoju w Trianon. W takiej sytuacji nie dziwmy się, że naturalnym sojusznikiem Węgier były dążące do rewizji wyniku I wojny światowej Niemcy.


Trudno nam oceniać negatywnie ostrożną i wyważoną politykę kolaboracji admirała Horthy; wszak mimo brutalnego nacisku Hitlera nie pozwolił na tranzyt przez terytoria węgierskie niemieckich wojsk inwazyjnych w 1939 r. Ponad 150 tys. Polaków uzyskało możliwość schronienia na Węgrzech, ponad 35 tys. żołnierzy, bez problemu, przedostało się przez Węgry do tworzonej we Francji armii Sikorskiego. Ceną za ochronę wewnętrznej suwerenności był udział wojsk węgierskich w wojnie z ZSRR. Blisko 100 tys. armia węgierska przestała istnieć po bitwie stalingradzkiej.


Ta decydująca o przetrwaniu ZSRR bitwa przesądziła także los Węgier. Następstwem była konferencja w Teheranie i przyjęcie stalinowskiej wizji podziału Europy na strefy wpływów.


Wiosną 1943 r. dyplomacja rumuńska poufnie powiadomiła premiera Sikorskiego, że czarnomorskie wybrzeże nie jest przygotowane i nie będzie bronione w przypadku inwazji aliantów. Równolegle dyskretnie dyplomaci węgierscy sygnalizowali możliwość zmiany sojuszy w przypadku inwazji aliantów na Bałkany. W połowie 1943 r. doszło do przewrotu we Włoszech, aresztowania Mussoliniego i wycofania się państwa włoskiego z koalicji hitlerowskiej.


Nie jestem zwolennikiem historii alternatywnej, ale gdyby w II połowie 1943 r. nastąpił, zgodnie z planem Churchilla, desant  amerykańsko-angielski w Bałkanach, latem 1944 r linia frontu sięgnęłaby granicy polskiej. Tylko wówczas sens wojskowy i polityczny miałoby powstanie planowane jako akcja „Burza”. Niestety, los Warszawy i Budapesztu rozstrzygnął się w Teheranie. Zgodnie z ustaleniami konferencji, Roosevelt – szanując podział na strefy wpływów – zdecydował o desancie na Półwysep Apeniński; front aliancki utknął jesienią 1943 r. pod Monte Cassino.


W styczniu 1944 r. wojska radzieckie przekroczyły przedwojenną granicę Polski. W marcu zbliżały się do karpackiej bramy na Węgry. Admirał Horthy kanałami dyplomatycznymi zaproponował podpisanie zawieszenia broni, a w perspektywie - sojusz z Wlk. Brytania i Stanami Zjednoczonymi. Propozycja została odrzucona, zasugerowano, by Horthy w tej sprawie rozmawiał z ZSRR. Zdecydowano się na taka próbę, korzystając z pośrednictwa komunistycznego lidera jugosłowiańskiej partyzantki Josipa Bros- Tito. Uprzedzając fakty, Niemcy zdecydowali o wprowadzeniu wojskowej okupacji Węgier. Wymusili na Horthym zmianę premiera – nowym został Dome Sztojay; proniemiecki polityk. Latem, pod osłoną wojsk okupacyjnych, Niemcy rozpoczęli akcję likwidacji Żydów węgierskich. Raz jeszcze, w sierpniu 1944 r., admirał Horthy próbował odzyskać suwerenność swojego kraju. Po zdymisjonowaniu Sztojaya nowy premier Geza Lakatos wstrzymał deportacje Żydów. Ponownie rozpoczęto poufne rozmowy z aliantami. 25 sierpnia przeszła na stronę radziecką armia rumuńską. Nagrodą dla Rumunii miał być zamieszkały przez Węgrów Siedmiogród. W obronie historycznej krainy rozpoczęła walkę, licząca 190 tys. żołnierzy, armia węgierska.


W październiku armia radziecka wkroczyła na obszar państwa węgierskiego. 15 października admirał Horthy otwarcie wystąpił do dowództwa sowieckiego z propozycją rozejmu. Reakcja niemiecka był brutalna i błyskawiczna. Przebrani w mundury komunistycznych partyzantów spadochroniarze Otto Skorzennego porwali syna admirała. Szantażowany regent złożył władze. Nowym dyktatorem Węgier został lider skrajnie prawicowej organizacji Strzałokrzyżowców Ferenc Szalasi. 18 października niemiecki dowódca wojsk broniących Siedmiogrodu gen. Heinrici powiadomił dowódcę armii wegierskiej gen. Belę Miklosa o przygotowywanym aresztowaniu. Ostrzeżony gen. Miklos przedarł się przez zaśnieżone Karpaty do Leska, tam ogłosił się premierem sprzymierzonego z ZSRR niepodległego państwa węgierskiego. W listopadzie rząd Miklosa rozpoczął funkcjonowanie w zajętym przez wojska Rodiona Malinowskiego Debreczynie.


Miklos nie dysponował żadną realną siłą. W rozsypce było państwo i regularna armia węgierska. Po upadku Horthego aresztowano szefa sztabu gen. Ferenca Szombathelyiego i większość wyższych oficerów. Szalasi rozpaczliwie próbował odtwarzać siły zbrojne, z jego poręki gen. Ferenc Feketehalmy- Czeydner zaczął  tworzyć węgierskie oddziały Waffen SS. Nie brakowało ochotników, bo to już nie chodziło o walkę dla Hitlera, o taką czy inna ideologię, lecz o obronę własnego domu przed bezlitosnym wrogiem. Zbyt dobrze pamiętano czasy komunistycznego panowania w 1919 r; docierały informacje o morderstwach, gwałtach i rabunkach dokonywanych przez żołnierzy sowieckiej armii w Siedmiogrodzie i w Debreczynie.


Z takich właśnie ochotników z Waffen SS sformowano węgierskie siły przeznaczone do obrony Budapesztu. Dowództwo obrony Festung Budapest Hitler  powierzył generałowi  SS Karlowi Wildenbruchowi; dysponował on  liczącym ok 100 tys. żołnierzy XI Korpusem Waffen SS. Przeciwko broniącym Budapeszt skierowano siły dowodzonego przez Rodiona Malinowskiego Frontu  Ukraińskiego liczące 500 tys. żołnierzy, w tym 170 tys. skierowano bezpośrednio do zdobywania miasta.


W połowie grudnia na Budapeszt spadł huragan ognia artyleryjskiego. Potem nastąpiły bombardowania lotnicze. W mieście było ponad 800 tys. ludności cywilnej; mieszkańców i uciekinierów przed zbliżającym się frontem. Większość ludzi  nie wierzyło, że Budapeszt będzie się bronił. Nie zarządzono ewakuacji, nie zapewniono zapasów pożywienia i leków dla cywili. 22 grudnia 15 sowieckich dywizji dysponujących 3 tys. czołgów uderzyło na Budapeszt. 24 grudnia zamknięty został pierścień oblężenia. Gen. Wildenbruch ogłosił drakońskie prawa „wojenne”, grożąc rozstrzeliwaniem każdego, kto poddaje się panice lub w ten czy inny sposób pomaga wrogowi.  29 grudnia gen. Malinowski wysłał parlamentarzystów z propozycją kapitulacji. Oferta ta został odrzucona; osobiście Hitler żądał możliwie długiej obrony naddunajskiego miasta. Nieszczęsny traf albo świadoma prowokacja SS spowodowała zabicie parlamentarzystów, gdy wracali do swoich. Od tej chwili obrońcy Festung Budapeszt wiedzieli, że wróg nie będzie miał dla nich litości.


Sześć tygodni trwały zacięte walki o każdy dom, każdą ulicę. Ostania próba przebicia się przez pierścień oblężenia przez odsiecz niemiecką nastąpiła 1 stycznia. Potem obrońcy liczyć mogli tylko na zrzuty powietrzne. Z wojskowego punktu widzenia ta rozpaczliwa walka nie miała sensu. Sowieci mogli zablokować garnizon budapesztański i kontynuować ofensywę na Wiedeń. Dla Niemców, po 12 stycznia, gdy ruszyła ofensywa sowiecka  w Polsce, wiadomym było, że wojna jest już przegrana. Ich śmierć w Budapeszcie nikomu już nie była potrzebna. Mimo to walczono, nie licząc się z nikim i z niczym. 15 stycznia gen Wildenbruch informował sztab generalny: „... brakuje amunicji artyleryjskiej, paliwo jest na wyczerpaniu, sytuacja zaopatrzeniowa jest krytyczny, stan rannych katastrofalny...”. Mimo tego Hitler nakazał kontynuować obronę. 17 stycznia wojska niemieckie wycofały się z Pesztu do Budy. Mimo sprzeciwu Węgrów wsadzono zabytkowe mosty na Dunaju; zginęło przy tym ponad 300 cywili. 11 lutego resztki wojsk niemieckich broniły się już tylko na Górze Zamkowej. Obszar 1 km kw., zasiedlony przez 70 tys. mieszkańców, zasypywany był lawiną pocisków artyleryjskich i lotniczych. To już nie była walka, to była rzeźnia. 13 lutego Wildenbrucht zdecydował się wywiesić białe flagi. Zginęło w czasie tych walk blisko 100 tys. żołnierzy niemieckich i węgierskich. Straty po stronie sowieckiej szacowano na 80 tys. zabitych, 250 tys. rannych.


Dla ludności cywilnej kapitulacja nie oznaczała końca piekła. Zwyczajem wzorowanym na Dżingis- Chanie, Rodion Malinowski pozwolił swoim żołnierzom przez dwa dni hulać po zdobytym mieście.  W tym szale zamordowano blisko 40 tys. mieszkańców, zgwałcono ponad 50 tys. kobiet. Rabowano wszystko, co miało jakąś wartość.

O tym nie wolno było pamiętać. Stalinizm na Węgrzech był bez porównania bardziej okrutny niż w Polsce. Pierwszymi ofiarami „nowej władzy” byli oficerowie z armii gen. Horthego. Uwięziony przez Szalasiego szef sztabu węgierskiej armii Ferenc Szambathelyi, wydany został jugosłowiańskim komunistom; zginął męczeńską śmiercią na palu. W publicznych egzekucjach zgładzono Szalasiego i twórcę węgierskich Waffen SS Czeydner. Szeregowych żołnierzy wywożono na Sybir, do sowieckich łagrów. Do 1990 r. pamięć o ich losie, tak jak i pamięć o zagładzie Budapesztu, nie istniała w oficjalnym życiu publicznym.


Nie było sprawą przypadku, że w listopadzie 1956 r. do tłumienia węgierskiego powstania wysłano  żołnierzy  z Ukrainy. Łatwo ich było przekonać, że powtarza się rok 1945, że kontrrewolucja doprowadzi do walk równie krwawych jak 11 lat wcześniej. Stąd okrucieństwo sowieckich żołnierzy...

Możemy bawić się, tworząc własne wizje alternatywnej historii. Czy Polska miała większe szanse, gdyby zgodziła się na sojusz z Hitlerem ? Może tak, może nie... Może zamiast pomników Powstania Warszawskiego mielibyśmy ukrytą w sercu traumę po zagładzie Festung Warschau, bronionej równie desperacko jak Budapeszt w 1945 r.?


Jarosław Kapsa

Komentarze (2)

29 lipca 2016

Kto mieczem wojuje od miecz ginie. Dla ciekawskich - w Oswiecimiu zamordowano pona 400 tys Żydów wegierskich - obywatele Wegier stanowili najliczniejsza grupą ofiar Auschwitz Do tego nalezy dodać Żydów zamordowanych przez samych Wegrów.


03 listopada 2012

Odkrywam jak mało wiemy czy chcemy pamiętać o historii naszych "bratanków" Węgrów. Jak zakłamana/przemilczana jest ich historia XX wieku, a zwłaszcza polityka i rola Węgrów w II Wojnie Światowej. Ot, choćby dzieje faszystowskiego, antykomunistycznego i antysemickiego ugrupowania/partii Strzałokrzyżowców (Nyilaskereszteses Párt). Jak mało wiemy o tragedii podzielonego narodu po 1945 roku… Autor przypomina te poplątane dzieje i „diabelskie alternatywy”… Myślę, że dla słabych (ekonomicznie, militarnie, społecznie) społeczeństw, w chwilach „kryzysów” i historycznych przełomów, nie ma dobrych wyborów aliansów. Historia pokazuje jak są nietrwałe i ryzykowne. „Zwolennikom” Paktu Ribbentrop-Beck i hipotezy, iż Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki, warto jednak studzić łby. Los „przystawek” zawsze jednaki – po wykorzystaniu, odrzucić… Wobec naszej słabości nie są to optymistyczne perspektywy… a pamiętając o barbarzyństwie i bestialstwie czasu wojny można się lękać… Odwet ma wiele odmian i form: „Nawet 2 mln niemieckich kobiet – zdaniem Antony’ego Beevora – mogło paść ofiarą żołnierzy radzieckich. Na Węgrzech – jak szacuje James Mark – podczas zdobywania Budapesztu zgwałcono ok. 50 tys. węgierskich kobiet. (Inne szacunki mówią o 75 do 120 tys.). Zachowanie radzieckich żołnierzy wobec Słowianek było – patrząc na to globalnie – lepsze. Jednak również w Czechosłowacji dopuścili się oni gwałtów. Liczba zgwałconych tam kobiet szacowana jest na 10–20 tys. Wydaje się, że liczba polskich kobiet, które padły ofiarą gwałtu, musiała być większa, choćby z racji nieporównanie większych sił zaangażowanych na kierunku berlińskim. Jednak odpowiedź na pytanie, czy zbliżyła się, a nawet przekroczyła 100 tys., należy pozostawić w sferze domysłów”. A Ákos Engelmayer mówi: „: - Proszę pamiętać, że - inaczej niż w przypadku Polski - Sowieci wkroczyli na Węgry jako do kraju, który przegrał wojnę. I wbrew temu, co myśli się powszechnie, Węgry zostały podczas wojny potwornie zniszczone. Okres oblężenia Budapesztu był dłuższy niż Powstanie Warszawskie. Po zakończeniu oblężenia żołnierzom radzieckim zezwolono na czterdziestoośmiogodzinny, niczym nie kontrolowany rabunek. W całych Węgrzech ponad 400 tysięcy kobiet zostało zarejestrowanych jako zarażone chorobami wenerycznymi na skutek gwałtu. To ogromny procent w dziesięciomilionowym kraju. Jestem przekonany, że trwający od tego czasu aż do dzisiaj niski przyrost naturalny jest wynikiem tamtej traumy. Około 700 tysięcy osób zostało zesłanych w głąb ZSRR. Wróciło 300 tysięcy”.


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama