7dni

Szukaj

Szukaj na stronie Tygodnika 7dni

28 września 2012

SMAK ŻYCIA: Jednośladem przez Polskę

SMAK ŻYCIA: Jednośladem przez Polskę

7 dni
Pasjonat, kolekcjoner, entuzjasta aktywnego trybu życia, zdobywca pokaźnego zbioru pucharów. Z zawodu elektryk, z zamiłowania „wskrzesiciel” zabytkowych pojazdów. Członek Automobilklubu i Stowarzyszenia „Razem na wyżyny”. Dziennie przejeżdża na rowerze 70-80 km. - Nie pływam już tyle jak kiedyś, zniechęca mnie stan okolicznych zbiorników wodnych – stwierdza ze smutkiem. Jan Ferenc od 12 lat jest na emeryturze, ale werwy i pasji pozazdrościć mu może nie jeden nastolatek. Gawędziarz, niepoprawny optymista, orędownik życia pełną parą.  

Łezka w oku

Życie seniora nie musi być nudne. - Wreszcie mogę delektować się wolnym czasem – chwali się i czyni to nie bez kozery. W regionie znany jest z wielu powodów, ale popularności przysporzyła mu przede wszystkim Stajnia Polskich Jednośladów z okresu PRL-u, którą rok temu otworzył na swojej posesji w Borownie.  Pan Jan udostępnia zbiory za darmo: -  Lubię, gdy ktoś docenia to, co robię, to jeszcze bardziej podkręca moją pasję. A proszę mi wierzyć, że ludzie oglądają czasem te modele z łezką w oku, są rozpromienieni, bo to ich młodość, najcenniejsze wspomnienia

Pasja w spadku

25 lat pracował na Śląsku jako elektryk w kopalni. W bytomskim muzeum po raz pierwszy eksponował swoje zabytkowe maszyny i to miasto często odwiedza – przede wszystkim przez wzgląd na Paradę Pojazdów Zabytkowych. Stamtąd też pochodzi jego ostatnie trofeum: puchar za zwycięstwo w próbie sprawnościowej. Jechał motocyklem, który ma dla niego wartość szczególną. 

- Ta WSK-a to moja pierwsza miłość, znam ją lepiej niż własną żonę, bo też nasza znajomość trwa dłużej. Spędziłem na tym motorze kawalerskie lata, więc pamięta moje pierwsze randki z małżonką. To również pamiątka po moich rodzicach, prezent od nich za dobre wyniki w nauce. Jest ze mną od 1969 roku, zawsze był mój i tak pozostanie do mojej śmierci. Nie wiem, co z nim zrobię, ale na pewno nigdy nie sprzedam i prawo do niego zastrzegę komuś w testamencie – opowiada stanowczo o WSK 125 M06 B1 z 1968 r. Ale motory to tylko jedna z pasji Pana Jana. - Więcej jeżdżę na rowerze, rocznie pokonuję około sześć tys. km, na motorze może trzy. Ja mam dużo pasji, mógłbym kogoś obdarować. Wędkuję, pływam, mam też pokaźną bibliotekę, ale to głównie książki o II wojnie światowej. Tematem zaraził mnie mój dziadek, który oprowadzał mnie po grobach partyzantów. Pochwalę się, że nawet zakwalifikowałem się do „Wielkiej Gry” z tematyki zbrojnego ruchu oporu, ale niestety program wkrótce zdjęli z anteny. Domatorem to ja na pewno nie jestem! Jak mam siedzieć w domu dłużej niż pół godziny, to dla mnie kara. Na rowerze jeżdżę codziennie, byleby śniegu nie było. Gdzie? Wszędzie! W promieniu 60 km. Ludzi spotykam, o części do motorów ich pytam i czasem coś przywiozę.      

Bez skazy

Stajnia Polskich Jednośladów z okresu PRL-u to około 60 modeli motocykli  i 30 modeli motorowerów: WSK-i, WFMki, MZki, Osy, Junaki i Komary. Skąd pomysł? - Na początku lat 90. odwiedziłem przyfabryczne muzeum w Świdniku, gdzie zobaczyłem wszystkie modele WSK, niektóre nigdy nawet nie zostały wypuszczone na rynek, zachwyciłem się. Wtedy postanowiłem stworzyć własną kolekcję złożoną wyłącznie z polskich modeli – nie chcę skażać zbioru zagranicznymi. Wysiłek podjęliśmy w duecie, razem z synem – to już chyba choroba, fascynację motorami syn odziedziczył w genach. Zaczęliśmy w 1995 roku. Kupowaliśmy po 5-6 motocykli rocznie i wydawaliśmy na nie około tysiąc złotych, bo wtedy jeszcze nie były takie drogie. Teraz w tej cenie nawet jednego nie kupię. Sprzęty pochodzą z całej Polski, ale najwięcej mam ze Śląska. Większość z nich jest na chodzie, ale teraz jest coraz gorzej z częściami, są coraz droższe, a i tak trzeba kombinować czasem jak MacGyver... Przydaliby mi się fachowcy, stworzyłbym taką grupę, podzielił się z nią wiedzą, ale teraz nie mam do tego warunków – tłumaczy kolekcjoner. Każdy sprzęt posiada tabliczkę znamionową – rodzaj aktu urodzenia, z której można wyczytać wiek, ciężar czy liczbę przejechanych kilometrów. - Najstarszy model w kolekcji jest starszy ode mnie, to SHL 125 z 1949 r., ale najbardziej ceniony przez miłośników motoryzacji jest Junak 350 z 1962 – ma największą pojemność, jest najcięższy, ma czterosuwowy silnik i wysłuchać jego pracy to szok, niektórych zabieram nim na przejażdżkę – deklaruje Pan Jan.     

Prowizorka

Lokal, w którym kolekcja jest eksponowana, to zorganizowana własnym nakładem finansowym przybudówka i wiata. Jednoślady stoją w ścisku, ponieważ prowizoryczna siedziba miała być rozwiązaniem tymczasowym. To nie są zbiory muzealne, których eksponatów nie można dotykać. Potrzebna jest im przestrzeń, aby zainteresowani mogli obiekt obejść, wyprowadzić i wybrać się na przejażdżkę. Jednak do wielu z nich swobodnego dojścia nie ma. Jest za to opowieść fascynata o polskiej historii motoryzacji, bogata rezerwa wspomnień i konkretna wiedza mechaniczna. Były  plany, aby kolekcję połączyć z pracą warsztatową. Jednak na razie pozostaje to w sferze marzeń.  

Tak czy owak  

2 października Stajnia Jednośladów będzie obchodzić rocznicę swojego istnienia. Podczas ubiegłorocznego otwarcia Urząd Gminy Mykanów deklarował chęć zorganizowania nowego lokum dla bogatej kolekcji motocykli. Z tą myślą gmina zakupiła grunt z dwoma pogeesowskimi budynkami przy borowieńskiej szkole, ale one wymagają remontu. Na który gminy niestety na razie nie stać. Urzędnicy nie mogą na ten moment nic obiecać: - Chcielibyśmy zorganizować halę wystawienniczą, jednak na ten cel potrzebowalibyśmy kwoty rzędu 1 miliona złotych. Inwestycję trzeba by oczywiście przeprowadzić etapami. Liczymy na środki z unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Czekamy na konkursy, ale do realizacji tego projektu będziemy także musieli przekonać radnych – tłumaczy Jarosław Łapeta, inspektor do spraw promocji i funduszy pozabudżetowych.  - Trzeba mieć pasję, choćby było to zbieranie kapsli. Ona daje człowiekowi życie, satysfakcję, radość. Kolekcjonerstwo wciąga, to trochę jak nałóg. Ale ja to kontroluję. Nie powiem, ile pieniędzy w to włożyłem. Tego nawet żona nie wie... I będę to kontynuował, chociaż motory mi się już nie mieszczą i część muszę po sąsiadach trzymać. Nie wiem, czy gmina mi  pomoże. Może rozbuduję to, co mam. Muszę sobie jakoś radzić. Tak czy owak. 

 

Stajnia Polskich Jednośladów z okresu PRL-u

Ul. Wolności 51, Borowno

Tel. 34 328 92 60

 


Ilona Matuszczak

Komentarze (1)

10 listopada 2014

TO COŚ WSPANIAŁEGO,JESTEM DUMNY ŻE W BOROWNIE JEST TAKIE MUZEUM


Skomentuj

Treść:
E-mail:

Dobre bo Nasze

Dobre Bo Nasze

Reklama

Reklama